#ZPYma

Dlaczego edukacja seksualna jest tak ważna?

Jako 13-latka byłam molestowana przez ówczesnego najlepszego przyjaciela. Trwało to 2 lata. Gdybym wtedy wiedziała, że takie zachowanie jest karalne i nie jest w obowiązku zgadzać się na każdą zachciankę tego człowieka, może mogłabym spędzić dzieciństwo w innym miejscu niż gabinecie psychologa.

Czy sobie z tym poradziłam? Wydaje mi się, że tak. Czy wpłynęło to na moje życie? Jak najbardziej - lęk przed mężczyznami, poczucie brudu i zużycia, niekontrolowane napady strachu w obecności płci przeciwnej.
Brak edukacji seksualnej zaowocuje większą ilością przestępstw seksualnych. Nie róbmy z Polski drugiego Salwadoru.

#5rNO2

Historia jest krótka. Jestem w 5.miesiącu ciąży z wieloletnim partnerem. I w ogóle się nie cieszę. Mam wrażenie, ze to dziecko zjada mnie od środka. Nikt nie rozumie moich wątpliwości. Facet ma słodkopierdzącą wizję macierzyństwa, a ja nie czuję się gotowa na wyzbycie samej siebie i takie poświęcenie, tym bardziej, że wiele lat pracowałam na swoją pozycję zawodową i przez ciążę mój wysiłek legł w gruzach. Wszystko we mnie krzyczy, że nie chcę tego dziecka. Nie wyobrażam sobie siebie zamkniętej z "bombelkiem" w domu. Każdego ranka mam nadzieję, że ta ciąża to zły sen. To sprawia, że czuję się straszną egoistką, która będzie najgorszą matką z możliwych.

#N54Ls

Z okazji urodzin podarowałam mojemu chłopakowi wyjątkowy prezent – przygarnęłam ze schroniska słodką kotkę. Byłam pewna, że to go ucieszy i faktycznie tak się stało, od tamtej pory mój chłopak nie rozstaje się ze swoją nową przyjaciółką.
Martwi mnie tylko jedna rzecz w tym całym ich szczęściu. On nazwał tego kota imieniem swojej byłej dziewczyny i teraz codziennie muszę słuchać, jak czule szepcze do „swojej Moniczki” o tym, jak bardzo ją kocha. Nie ukrywam, że trochę dziwnie się z tym czuję… Nie, nie czuję się dziwnie, ja po prostu nie mogę tego znieść!

Powiedzcie mi błagam, czy ja mam paranoję, czy coś jest nie tak w zachowaniu mojego partnera?

#Lrkdr

Kojarzycie to okropne uczucie, kiedy przykładowo w pudełku niebieskich kulek znajduje się jedna jedyna czerwona lub też kiedy jeden jedyny przedmiot stoi odwrotnie niż inne? Masa ludzi nie pozostałaby spokojna bez naprawy tej niedoskonałości, jednak ja mam całkowicie odwrotnie.

Kiedy widzę równo poukładane książki, czuję nieodpartą potrzebę przełożenia jednej z nich grzbietem odwrotnie do innych, a kiedy codziennie muszę wyłuskać jedną tabletkę z listka, nigdy nie robię tego po kolei (albo nawet zdarza mi się kilka pierwszych wyłuskać po kolei, a dopiero później nieregularnie, by bardziej podkreślić brak perfekcji), gdyż jest to dla mnie tak samo niekomfortowe, jak w przypadku innych osób te małe "niedoskonałości".
Ot, takie małe natręctwo.

#Z1qQa

Miałem 16 lat. Zima, ciemno. Wróciłem do domu. Sranie ciśnie, ale wpadam do toalety, a kibel zapchany - siostra była chwilę wcześniej, więc to pewnie jej sprawka. No ale nic. Nie wiedząc, co zrobić, nacisnąłem spłuczkę. Spłuczka się zepsuła, rodzice na wyjeździe, ratunku znikąd, woda leci, cała łazienka zalana, a ja stoję jak debil i patrzę, jak woda spływa po schodach do piwnicy. "Fuck" pomyślałem sobie "ani życie, ani świat, ani system edukacji nie przygotował mnie na tę chwilę". Woda musiała coś zalać, bo korki wywaliło i zrobiło się ciemno - zima w Polsce, wiadomo.

W każdym razie wcześniej chciałem zadzwonić do mojej dziewczyny, że się spóźnię na umówione spotkanie, ale z tego wszystkiego tylko wybrałem numer i zadzwoniłem, a nie przyłożyłem telefonu do ucha, więc ta zaniepokojona po kilku minutach wpadła do mnie do domu. Śladem płynącej wody weszła na piętro i dalej do łazienki. Kliknęła włącznik od światła i cyk - nastała jasność - w tym momencie ogarnąłem, że to nie korki wywaliło, tylko jak to wszystko zobaczyłem, to oparłem się o ścianę i przełączyłem włącznik od światła, jak debil. W każdym razie nastała jasność, a moja dziewczyna zobaczyła mnie z ręką wsadzoną po łokieć do kibla i spoglądającego na nią jak srający kot z kuwety. Było w tym wiele prawdy, bo już niemal się zesrałem. Zamarłem w bezruchu, a ona krzyknęła do mnie "no wyjmij tę rękę kretynie, bo cały dom zalewasz". Wyjąłem rękę, woda magicznie zaczęła schodzić, moja dziewczyna po prostu jeszcze raz kliknęła przycisk od spłuczki, a i z tej przestało lecieć. Obcięła mnie wzrokiem, spojrzała na moją utytłaną w gównie rękę, otworzyła szafkę pod zlewem, z której wyciągnęła przepychaczkę do kibla. Dała mi ją do ręki, postukała się w czoło i powiedziała coś, czego nie zapomnę do końca życia... "tu się jebnij".

Tego dnia straciłem dziewczynę, godność i moje ulubione gacie.

#jDjtV

Od 3 miesięcy okłamuję swojego chłopaka i mówię mu, że piątki mam zawsze zawalone pracą.

Jesteśmy ze sobą od 4 lat, mieszkamy razem od 3, w mieście oddalonym od jego rodzinnego domu o 100 km. Odkąd pamiętam, to w piątek zawsze musieliśmy jechać do jego rodziców i zostawać tam do niedzieli wieczora. Zawsze był jakiś powód, a to imieniny mamy, babci, siostry i tak w kółko. Potem jeszcze doszły urodziny kolegów, których najczęściej w ogóle nie znałam. Do mnie do domu rodzinnego jeździliśmy może raz na dwa miesiące, i to na szybką kawę.

Moje prośby o to, by czasami zostać na weekend w naszym domu i porobić coś razem czy choćby nadgonić domowe obowiązki, żeby nie musieć tego robić w tygodniu, były ignorowane. Wymówki typu "powiedziałem już mamie, że będziemy" pomimo tego, że w żaden sposób tego nie konsultował ze mną były notoryczne. Zrozumiałabym to jeszcze, gdyby rzeczywiście spędzał czas z rodziną, ale on głównie siedział sobie na telefonie, a mi w udziale przypadało zabawianie jego krewnych i opowiadanie co tam u nas.

Zmęczyło mnie to. Chciałam mieć trochę czasu tylko dla siebie. Mój partner tego nie rozumiał, więc zaczęłam "zostawać dłużej w pracy" i czasami rzeczywiście zostawałam, choć częściej po prostu robiłam sama to, czego on nie chciał robić ze mną. Chodziłam do kina, ogarniałam mieszkanie, nadganiałam papierkową robotę w domu i naprawdę potrafiłam się wyluzować po takim weekendzie, zamiast siedzieć od 14 do 21 na imieninach u cioci, którą widywałam tylko podczas jej imienin.

Mam okropne wyrzuty sumienia, ale już tak przyzwyczaiłam się do tego, że nie muszę tam jeździć co tydzień, tylko raz w miesiącu, że na samą myśl o tym, że mój plan się wyda, mam ochotę płakać.

Co dziwniejsze, jego mama nigdy nie nalegała na częste odwiedziny, tylko mój partner. Poniekąd go rozumiem. On sobie siedział i miał luz, a ja pomagałam jego mamie w kuchni lub w domu. Nigdy tam nie odpoczęłam, bo nie dość, że nie byłam u siebie, to on co sobotę zapraszał do siebie kumpli i pili piwko, a ja zasypiałam na siedząco na kanapie, marząc, żeby poszli.

Miałam dosyć, więc zaczęłam kłamać. Wiem, że mój partner nie zrozumiałby mojego podejścia, bo gdy postanowiłam zostać w domu sama parę razy, to zawsze wzbudzał we mnie poczucie winy i wmawiał mi, że nienawidzę jego rodziny. Teraz mam w końcu upragniony spokój, ale powoli dochodzą do głosu wyrzuty sumienia i to, że dostrzegam jak zły mam związek, skoro partner nie rozumie moich potrzeb.

#wN1Ud

Zawsze wyglądałam na starszą niż jestem. Kiedy podrosły mi trochę piersi, to obcy ludzie zaczęli mi dawać o 10-15 lat więcej (na szkolnych fotografiach wyglądam jak nauczycielka, próbująca wtopić się w uczniów). Już jako nastolatka widziałam w tym problem, więc zaczęłam o siebie dbać, tak aby czas zatrzymać. Ćwiczyłam dużo, wysypiałam się (wypoczęty człowiek wolniej się starzeje :D), dużo się śmieję i od kiedy skończyłam 25 lat, chodzę regularnie na zabiegi kosmetyczne. Problem w tym, że to nic nie daje. Mam 29 lat i całkowicie siwe włosy (farbuję, ale po odrostach widać wszystko), dwie głębokie zmarszczki na czole i kurze łapy wokół oczu. Wyglądam, jakbym dobiegła do 40, tak przynajmniej mi się wydawało...

Wczoraj byłam z młodszą o 11 lat siostrą na zakupach, na których spotkałyśmy jej nauczycielkę. Nauczycielka zapytała się siostry, czemu zamiast być w szkole, jest z babcią na zakupach. Kur... z BABCIĄ!! Poprawiłam panią, że jestem siostrą i się przedstawiłam. Pani przeprosiła i się ulotniła, a my się pośmiałyśmy i wróciłyśmy do zakupów.

Ale jednak to boli. Boli to bardzo. Na ile lat musiałam tam wyglądać? Na 50? Ja nie mam jeszcze 30 lat! Tapety na twarz nie nakładam, rzęsy mam długie, czarne i swoje, ubieram się zgodnie ze swoim wiekiem, co miesiąc chodzę na zabiegi i nic to nie daje. Niby jestem ładna i naturalna, ale nikt się za mną nie ogląda. Nikomu się nie przyznam, że przejmuję się swoim wyglądem, bo uchodzę za osobę z dystansem do siebie (jakoś musiałam siebie zaakceptować ;)), która nie przejmuje się wyglądem, ale szlag mnie trafia, że rówieśniczki, które za młodu paliły, ćpały i nie dbały o siebie, wyglądają o wiele lepiej niż ja. Tyle dobrze, że pomimo farbowania mam długie i gęste włosy oraz zgrabną figurę. Tyle z żalów, ale jakoś nie jest mi lepiej.

#WHsdP

U moich pradziadków nie było kibelka od zawsze, a wychodek stał za stodołą, 200 m dalej. 12 lat robiłam do nocnika w domu, a dziadkowie wywalali wszystko za drzwi podczas ulewy. Potem został zainstalowany kibelek w kurniku 50 m od wejścia do izby. Wyobraźcie sobie tuzin kur patrzących na ciebie, jak siedzisz na tronie i robisz dwójkę. I te oczęta królików skrobiących zagrody obok ciebie... To było życie!

#jtdx1

Co roku kilka dni przed dniem moich urodzin robię sobie podstawowe badania krwi, mammografię, cytologię itp.. Dzięki temu czuję wewnętrzny spokój, że wszytko z moim zdrowiem w porządku.

Niestety moja mama miała inne zdanie na ten temat - nie robiła badan kontrolnych w ogóle. Wyznawała zasadę, że "złego diabli nie ruszą". Pojawiła się u lekarza zbyt późno i zmarła 7 miesięcy po diagnozie raka szyjki macicy.

Od jej śmierci niedługo minie 9 lat, a ja nadal mam do niej żal. O to, że nie było jej na moim ślubie, o to, że moje dzieci nie mają żadnej babci (teściowa zginęła w wypadku 15 lat temu), o to, że po jej śmierci tato bardzo podupadł na zdrowiu, zmarniał, i chyba do tej pory nie pogodził się z jej odejściem. Cały czas dziękuję Bogu, że odeszła, kiedy ja i brat byliśmy już dorośli.

Najgorsze, że bardzo dużo kobiet myśli podobnie jak moja rodzicielka. Kiedyś w pracy powiedziałam, że wybieram się właśnie na takie kontrolne badania i spotkałam się ze zdziwieniem, z komentarzem, że "lekarzy lepiej unikać", jedna z dziewczyn otwarcie przyznała, że nie pamięta, kiedy była ostatnio u ginekologa...
Dodaj anonimowe wyznanie