#cQAy6

Na moim osiedlu mieszka chłopak, którego znam od dziecka. Kiedyś nasza różnica wieku była bardzo zauważalna, bo kiedy ja jeszcze stawiałam babki w piaskownicy, on już pił piwo z kolegami na ławce.

Ostatnimi czasy jestem zmuszona dojeżdżać do pracy okejkami i zawsze o godzinie 12:00 widuję go czekającego na pociąg. Patrzy na mnie, uśmiecha się...
Wczoraj wyszło tak, że nawet do mnie zagadał. Nie powiem, przystojny facet, w moim typie. Trochę się speszyłam. Po kilku chwilach rozmowy powiedział "Dobra, miło było pogadać, ale muszę lecieć. Oby dzieciak miał po tobie urodę" i wskazał na mój brzuch. Odszedł z uśmiechem na ustach, a ja stałam wryta w ziemię z miną mówiącą "Co jest do ch...", bo wcale nie jestem w ciąży...

Choć doszukując się na siłę komplementów, powiedział mi w sumie, że jestem ładna ;)

#sOM1c

Zacznę od tego, że jestem z rodziny zastępczej. Rodzice nie podołali zadaniu i przez swój skrajny alkoholizm wylądowałem z rodzeństwem u dziadków. Dziadkowie starej daty, w ich oczach zawsze byliśmy niechcianymi dziećmi, co dawali odczuć przez wiele lat. Kary cielesne na każdym kroku, wiadomo, pasem albo drewnianą łyżką do gotowania, wyrzucanie ubrań przez okno, wyrzucanie nas na balkon, żebyśmy nabrali pokory po tym, jak zrobiliśmy coś "złego". Coś złego, czyli np. zostawienie butów, jak są brudne, słaba ocena w szkole. Miało miejsce ciągle wypominanie tego co oni dla nas zrobili, bo przecież inaczej bylibyśmy w domu dziecka. A jak nam się nie podoba, to mamy wypierda**ć i tyle.

Tego wszystkiego była masa, codziennie coś, w pewnym momencie jak mnie bito, to nie czułem już bólu, już mnie on nie ruszał. Z dnia na dzień coraz więcej żalu i strachu. Dorastałem w ciągłym poniżaniu, ale nikt w to nie wierzył.

Teraz mogę tylko powiedzieć, że nie znoszę starszych ludzi, nie ustępuję miejsca w autobusie, nie pomagam nieść siatek, nie mówię dzień dobry. Jedyne czego się nauczyłem, to jak NIE wychowywać dzieci.

#1UUZF

Mieszkam z moim 30-letnim chłopakiem oraz jego mamą. Mój facet jest maminsynkiem - jego mama gdyby mogła prałaby jego brudne gacie i skarpety, gotowała obiadki i wtykała swój nos we wszystkie sprawy, ale na to nie pozwalam, więc zdarzają się kłótnie. Najgorsze jest to, że on nie chce się wyprowadzić, bo mu tak wygodnie i mu to odpowiada.

Jego mama często zaglądała do mojej szafy (!), aby sprawdzić, czy moje rzeczy są odpowiednio ułożone. Po  kolejnym zwróceniu uwagi, aby tego nie robiła, kupiłam dwa wielkie wibratory i położyłam na półkach w szafie...

Od tamtej pory mam święty spokój :)

#fy1sK

Było pełno wyznań o psychiatryku, teraz coś lżejszego - terapia grupowa.

Miałam małe problemy emocjonalne i psychiczne po śmierci mamy, a początek 2 roku na studiach w podobnym czasie też źle na mnie wpłynął, więc rodzina wysłała mnie do psychiatry, a on następnie do psychologa, który zalecił terapię grupową.

Niczego nie żałuję bardziej niż pójścia tam. Nie wiem co miało to w ogóle na celu. Zmagałam się ze sobą, to było wystarczająco dobijające, a byłam dodatkowo zmuszona do słuchania problemów innych ludzi dodatkowe 5-8h dziennie przez 5 dni w tygodniu przez prawie 2 miesiące. Już po pierwszych 2 tygodniach miałam koszmary senne o problemach innych, przez co czułam się jeszcze gorzej niż przedtem.

Jedna dziewczyna miała żal do rodziców, że faworyzowali jej młodszą siostrę, a ją skazali z góry na porażkę. Wszystkie historie jakich doświadczyła przykrości miały mi pomóc?
Inna była molestowana w dzieciństwie, wszystko czego doświadczyła miała spisane na kartkach i co spotkanie czytała to tak jakby to była rozprawka w szkole.
Była dziewczyna, która została zgwałcona i bała się zbliżać do kogokolwiek, a na zajęciach z "wf-u" (zazwyczaj jakieś pseudo relaksujące gierki) kazali robić jakieś testy na zaufanie i dobierać się w mieszane pary. Płakała, a wszyscy wokół chcieli ją przytulić i pocieszyć, chyba nie muszę wspominać, że nigdy już nie wróciła po tym wf-ie.
Grupa ogólnie liczyła ponad 10 osób, każdy musiał coś od siebie powiedzieć, a jeśli tego nie zrobił, był bombardowany tak długo, aż nie wymiękł. I tak codziennie.
Psycholog, która to nadzorowała tylko pogarszała sytuacje niestonowanymi wypowiedziami... "Jesteś pewna, że niczym go nie sprowokowałaś?". Kto tak mówi do zgwałconej kobiety na terapii?

Przyszłam ze swoimi problemami, wyszłam z problemami wszystkich, które były moim zdaniem gorsze od mojego.
Wiele tygodni prawie nic nie jadłam i prawie nie mówiłam, próbując wrócić do normalnego życia, więc rodzina uznała, że w końcu wyszłam z depresji, terapia podziałała i zaczynam chudnąć, bo przestałam zajadać smutki...

Teraz już 6 lat unikam z nimi kontaktów, a także unikam wszystkich psychologów.
Czemu w ogóle tam chodziłam? Może i byłam dorosła, ale mieszkałam z rodziną, więc musiałam się dostosować albo się wyprowadzić, a naprawdę nie byłam w stanie się ogarnąć, nadal mam problemy, z którymi walczę, już na własną rękę.

#jMHXQ

Nie wiem, czy można nazwać to pechem czy raczej własną głupotą, a może naiwnością.

Ponad 3 lata temu poznałam chłopka, miły, uśmiechnięty i przystojny, krótko mówiąc wpadł mi w oko. Ja jemu też, a przynajmniej tak się zachowywał. Poza kawą doszło do czegoś więcej i ostatecznie wylądowaliśmy w łóżku... Szybko okazało się jednak, że po prostu byłam dla niego odskocznią, miał rodzinę - dwójka dzieci, żona. No cóż, zdarza się.

Na półtora roku odpuściłam sobie wchodzenie w głębszą relację z osobnikami płci przeciwnej. Po raz kolejny poznałam fajnego mężczyznę. Było fajnie, miło i przyjemnie. Obiecywał złote góry, jednak zapomniał o jednym podstawowym fakcie, jakim jest ciąża partnerki...

Miesiąc temu poznałam kolejnego faceta, aż mi się wierzyć nie chciało, że jest wolny. Niestety intuicja mnie nie zawiodła. Twierdził, że nie ma konta na żadnym portalu społecznościowym, tylko dziwny trafem pokazał mi się jako propozycja do znajomych, a na profilu pełno zdjęć z rodziną.

Nie wiem, czy ze mną jest coś nie tak i to ja trafiam na takie przypadki, bo jakimś cudem przyciągam do siebie takich mężczyzn, czy może to współcześni faceci szukają odskoczni.

#tHU9u

Szkoła, projekt grupowy, 5 osób w mojej grupie. Próbowałem ogarnąć to jakoś organizacyjnie, żeby każdy miał swoje nieduże zadanie do zrobienia, a ja bym to na końcu wszystko pospinał według wcześniej ułożonego planu. Termin ostateczny na jutro, a dziś wszyscy zgodnie stwierdzili, że mają tak mało do zrobienia, że nawet jak nie zrobią, to nic się nie stanie i generalnie mają to w dupie. Tylko mi zależy na pozytywnej ocenie i doskonale, kurna, o tym wiedzą...

#eTH2w

Tytułem wstępu: wiele lat nie jestem w stanie znaleźć miłości czy nawet jakiejkolwiek bliższej znajomości z kobietą od wirtualnego koleżeństwa. O seksie mimo prawie 29 lat nie może być nawet mowy. Ale nie o tym

Generalnie nie masturbowałem się od kilku lat, aby możliwie najbardziej obniżyć libido. Jednak kilka tygodni wpadłem przypadkowo na reklamę sztucznej pochwy. Krótki filmik sprawił, że wrócił momentalnie mój nieco uśpiony popęd seksualny. Oczywiście wiedziałem, że nie zaspokoję go w sposób w jaki się powinno, przestałem wierzyć, że znajdę miłość lub chociaż jednorazowy seks.

Kupiłem sztuczną pochwę. Zanim przyszła kurierem, postanowiłem stworzyć imitację kobiecego tyłka na tyle, na ile pozwalały moje mierne umiejętności krawieckie.
Kupiłem jak najdelikatniejszą skórę do obszycia, piankę podobną do poliuretanowej i dwa termofory.

W skrócie, aby nie przedłużać, czuję się żałośnie, gdy trzymam w dłoniach rozciągniętą na materiale skórę pomalowaną na kolor skóry człowieka, wypełnioną pianką, aby nadać odpowiedniej miękkości, ukształtowaną jak kobiece pośladki, z termoforami pomiędzy pianką a materiałem i sztuczną pochwą włożoną pomiędzy "pośladki".

Cóż, po kilkuletniej przerwie masturbuję się kilka razy dziennie. Czuję się żałośnie kiedy wyobrażam sobie, że wsadzam swojego przyjaciela do pochwy prawdziwej kobiety, podczas gdy to jest... to coś, co sobie zrobiłem, żeby nie zwariować.

Jestem żałosnym przegrywem.

#NdAjd

Miałem 10 lat, gdy razem z kolegami z osiedla wpadliśmy na pomysł, aby zobaczyć co w majtkach mają młodsze koleżanki, które bawiły się w piaskownicy. Nie pamiętam kto był autorem tego pomysłu i co nam właściwie strzeliło do głowy, za to nigdy nie zapomnę, gdy jedną z tych dziewczynek wciągnęliśmy w krzaki, po czym zdjęliśmy jej spodnie, a ja patykiem uderzałem ją w miejsce intymne... Jeden z kolegów nawet ją tam dotykał ręką. Dla nas to była zabawa, nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy co właściwie robimy, za to ta dziewczynka płakała rozpaczliwie i wołała mamę. Miała tak przerażony wyraz twarzy, jakiego w życiu jeszcze nigdy nie widziałem.

Za każdym razem, gdy to sobie przypominam, płaczę. To było okrutne, nienawidzę siebie za to, że tak skrzywdziłem bezbronne dziecko. Nieważne, że sam nim wtedy byłem, pomimo wieku powinienem mieć świadomość, że robię komuś krzywdę.

Niestety sprawa nigdy nie wyszła na jaw. Puściliśmy ją, po czym stwierdziliśmy, że to co się wydarzyło będzie naszym sekretem. Nie wiemy też, czy ta dziewczynka komuś o tym powiedziała czy nie, bo nikt nigdy niczego nam nie zarzucił. Nie było żadnej policji, jej rodzice nie poszli ze skargą do moich ani kolegów. Po prostu nie wiem, czy ktokolwiek o tym wiedział, możliwe też, że nawet jej nie uwierzono. Za to wiem, że jest to rzecz jakiej najbardziej żałuję i zasługuję na karę. Właście dlatego jestem wolontariuszem i nigdy nie przechodzę obojętnie, gdy komuś dzieje się krzywda. Wspieram też wszystkie ofiary molestowania i gwałtów, jak tylko mogę.

#2Vvc1

Ostatnio robiłam bardzo duże zakupy w supermarkecie. Dodam, że jako ochroniarz który chodzi obok kas, pracuje osoba niepełnosprawna (chyba umysłowo). Widać, że coś jest nie tak (nic do takich ludzi nie mam i szanuję, że pracują).

Do wózka wrzucałam wiele rzeczy. W wózku była też torba na zakupy, żeby nie nosić jej w ręku. I tak wrzucałam różne produkty i nie zauważyłam, że aromat do ciasta zaplątał się w torbę. Taka malutka buteleczka warta 1,50 zł.

Za zakupy zapłaciłam ponad 300 zł. Ochroniarz stający za kasami zobaczył, że gdy wzięłam torbę na zakupy, żeby zacząć je pakować, wypadł mi ten aromat. Zanim zdążyłam podać go kasjerce, żeby policzyła, on już do mnie z łapami, że wzywa policję, bo chciałam ukraść. Tłumaczę mu, że przez przypadek, że przecież chciałam dać to pani, żeby mi policzyła. On oczywiście wrzask, że jestem złodziejką. Już wzywa posiłki, których nie ma. Na nic moje tłumaczenia, że po co miałabym kraść coś za 1,50 zł, gdzie robię zakupy za ponad 300...

Przyjechała policja, oczywiście sprawdzenie monitoringu, czy aby na pewno nie ukradłam celowo. Okej, wszystko skończyło się dobrze, mogłam pójść do domu. Ale zanim opuściłam sklep, ów ochroniarz odprowadził mnie pod same drzwi, a na koniec dodał, że nie mam tu wstępu i on i jego ekipa tego przypilnują. Ech...

Szkoda mi takich ludzi, ale z drugiej strony: czy nie ma dla nich lepszych zawodów?
Dodaj anonimowe wyznanie