#jDjtV
Jesteśmy ze sobą od 4 lat, mieszkamy razem od 3, w mieście oddalonym od jego rodzinnego domu o 100 km. Odkąd pamiętam, to w piątek zawsze musieliśmy jechać do jego rodziców i zostawać tam do niedzieli wieczora. Zawsze był jakiś powód, a to imieniny mamy, babci, siostry i tak w kółko. Potem jeszcze doszły urodziny kolegów, których najczęściej w ogóle nie znałam. Do mnie do domu rodzinnego jeździliśmy może raz na dwa miesiące, i to na szybką kawę.
Moje prośby o to, by czasami zostać na weekend w naszym domu i porobić coś razem czy choćby nadgonić domowe obowiązki, żeby nie musieć tego robić w tygodniu, były ignorowane. Wymówki typu "powiedziałem już mamie, że będziemy" pomimo tego, że w żaden sposób tego nie konsultował ze mną były notoryczne. Zrozumiałabym to jeszcze, gdyby rzeczywiście spędzał czas z rodziną, ale on głównie siedział sobie na telefonie, a mi w udziale przypadało zabawianie jego krewnych i opowiadanie co tam u nas.
Zmęczyło mnie to. Chciałam mieć trochę czasu tylko dla siebie. Mój partner tego nie rozumiał, więc zaczęłam "zostawać dłużej w pracy" i czasami rzeczywiście zostawałam, choć częściej po prostu robiłam sama to, czego on nie chciał robić ze mną. Chodziłam do kina, ogarniałam mieszkanie, nadganiałam papierkową robotę w domu i naprawdę potrafiłam się wyluzować po takim weekendzie, zamiast siedzieć od 14 do 21 na imieninach u cioci, którą widywałam tylko podczas jej imienin.
Mam okropne wyrzuty sumienia, ale już tak przyzwyczaiłam się do tego, że nie muszę tam jeździć co tydzień, tylko raz w miesiącu, że na samą myśl o tym, że mój plan się wyda, mam ochotę płakać.
Co dziwniejsze, jego mama nigdy nie nalegała na częste odwiedziny, tylko mój partner. Poniekąd go rozumiem. On sobie siedział i miał luz, a ja pomagałam jego mamie w kuchni lub w domu. Nigdy tam nie odpoczęłam, bo nie dość, że nie byłam u siebie, to on co sobotę zapraszał do siebie kumpli i pili piwko, a ja zasypiałam na siedząco na kanapie, marząc, żeby poszli.
Miałam dosyć, więc zaczęłam kłamać. Wiem, że mój partner nie zrozumiałby mojego podejścia, bo gdy postanowiłam zostać w domu sama parę razy, to zawsze wzbudzał we mnie poczucie winy i wmawiał mi, że nienawidzę jego rodziny. Teraz mam w końcu upragniony spokój, ale powoli dochodzą do głosu wyrzuty sumienia i to, że dostrzegam jak zły mam związek, skoro partner nie rozumie moich potrzeb.
Wydać się nie musi bo możesz robić to rzadziej. Jedyna możliwość to taka że ktoś od ciebie z pracy zrobi to specjalnie a nie wiemy jakie w pracy masz układy i czy w ogóle coś takiego grozi ( czy twój chłopak może choćby teoretycznie mieć kontakt z kimś od ciebie z pracy). A po pół roku raczej nikt nie pamięta kto i kiedy zostawał dłużej. Problem jest gdzie indziej. Czy to odpowiedni chłopak bo wydaje się jakiś dziwny i jego rodzina tez.
A Twój chłopak nie na wyrzutów sumienia, że do Twoich rodziców jezdzicie tylko na kawkę? Jeśli masz wolne to baw się się i korzystaj. Rozmowy nic nie przynoszą, to któregoś dnia wymuś na nim wyjazd do Twoich rodziców na weekend i zobacz czytał ochoczo pomaga Twoim rodziciom, jak Ty u niego w domu. Tobie nie powinno zależeć "za dwóch ", a jego stosunek do Twoich rodziców też może dużo Ci powiedzieć. Mój były był zadowolony jak moja mama wiozła mu dupę z jednego miasta do drugiego, bo się przeprowadzał, ale jak przyjechał do rodziców do domu to miał problem żeby przenieść trochę drewna z dworu do domu, żeby napalić w kominku.
Fajnie, że chociaż dostrzegasz, że Twój partner nie szanuje Twojego zdania, nie dba o Twoje samopoczucie.
Fajnie? Co z tego skoro ona nie umie mu tego powiedzieć w twarz, że jej nie szanuje, tylko szuka wymówki żeby nie jechać.
@Niezywa Fajnie, bo skoro to sobie uświadomiła to znaczy, że albo będą jakieś zmiany w związku albo w końcu zdecyduje się go zakończyć, bo widzi, jaki ten związek jest w zasadzie jednostronny.
Albo będzie dalej w niego brnąć, Bożenka 🤷♀️
Skoro tak czy siak masz wyrzuty sumienia to nie kłam tylko po prostu rób to co robisz ale nie ukrywaj tego :) moze sie w końcu nauczy a nawet zaczniecie razem wychodzić zamiast jechac do jego rodziny :)
Nie daj wzbudzać w sobie poczucia winy
Dokładnie! A jak zacznie robić wymówki w stylu "ale już powiedziałem mamie", to odpowiedz mu dokładnie tak samo "nie uzgodniłeś ze mną tych planów, więc już kupiłam sobie bilet do kina/umówiłam się ze swoją mamą/xyz". Za kolejnym razem załapie, że musi się Ciebie zapytać o zdanie zamiast decydować za dwoje.
Jak jesteście u teściowej, to jej nie pomagaj, czy odpowiadaj na pytania za niego, gdy on siedzi z telefonem w ręce, tylko głośno zwróć mu uwagę, że tak bardzo chciał tu przyjechać, a teraz świata poza telefonem nie widzi. Za każdym jednym razem, np. "Kochanie, dobrze by było, byś pomógł mamie w XYZ", czy "Ciocia pytała co u Ciebie słychać, może odłożysz telefon i jej odpowiesz?".
Jak nie będzie mógł leżeć i gnić u mamusi, to mu się odechce, a jakby zapytał o co Ci chodzi, to powiedz, że przecież sam chce tak często rodzinę odwiedzać, co oznacza, że bardzo za nimi tęskni, a skoro tęskni, to dobrze by było aby tę więź dobrze pielęgnować.
Nie możesz po prostu powiedzieć mu, że nie masz ochoty jeździć tam co tydzień i zostać w domu, a on niech jeździ tam sam? Szczerze mówiąc, ja w ogóle nie rozumiem takiego notorycznego zabierania partnerów na weekend do swoich domów rodzinnych. Rozumiem raz na jakiś czas albo jak jest jakaś okazja/ impreza rodzinna, na którą jesteście wspólnie zaproszeni, ale takie jeżdżenie z partnerem, żeby tylko siedzieć, i to cały weekend od piątku do niedzieli, najczęściej jest męczące i dla partnera i dla rodziców.
Ja nie rozumiem jeżdżenia co weekend do domu rodzinnego, jakiegokolwiek. Tacy ludzie muszą być straszliwie nieciekawi, skoro ich jedynym zajęciem jest siedzenie u rodziny na imprezach rodzinnych. A gdzie czas na jakąś literaturę, film, wyjazd, ciekawszą restaurację, a choćby rozmowę między sobą? Jeżeli rzeczywiście jest tak, że nie mają żadnych potrzeb intelektualnych, to w sumie mi ich nie szkoda.
On nie dorósł do tego, żeby nazywać go "partnerem". To taki dzieciak w skórze dorosłego, a z opisu tego jak się zachowuje, to trzeba go wysłać na karnego jeżyka
A czemu jeszcze nie zrobiłaś mu awantury o to? On to po prostu straszny egoista.
znam takie małżeństwo, w którym facet w każdej wolnej chwili latał do domu rodzinnego, w którym wcale nie był oczekiwany. I słowa rodziców do jego żony "zabierz Janusza stąd!" 😆
I... Jak długo zamierzasz to ciągnąć? A kiedy przyjdzie kolejna sytuacja, gdzie partner nie będzie się z tobą liczył, wymyślisz nowe kłamstwo, by dostać to czego chcesz?
Hm zasadniczo to facet nie liczy się z Autorką. Miał i ma w dupie to co myśli na ten temat jego dziewczyna. Nie liczy się z jej zdaniem.
Dla Autorki minus jedynie za to, że nie jest asertywna.
A tak na marginesie. Mnie to wygląda na 'odbębnienie tygodnia' ze strony chłopaka (odbębnienie, czyli zrobił minimum tego co trzeba i dajcie mu spokój), i powrót do mamusi, tatusia, a przede wszystkim kolegów.
Jeśli zdecydował się na wspólne mieszkanie z kobietą, którą kocha (?), to raczej tak to nie powinno wyglądać. Niezależnie od tego, czy mieszka 100km od domu, czy 50km, czy dwa osiedla/ulice dalej.
Także może warto się zastanowić nad dojrzałością chłopaka i podejściem do związku.
nie miej wyrzutow sumienia. jesli nie pomogla rozmowa to albo to albo zastanwieenie sie czy chcesz byc w zwiazku z kims,kto wymusza na tobie niechciane decyzje i stosuje przemoc psychiczna
tez wolalabym isc sobie np.na film, do spa czy gdziekolwiek niz siedziec non stop z obcymi ludzmi,bomoj sprzeciw jest ignorowany lub zakrzyczany