#0OBr7

Zawsze miałam bardzo niskie mniemanie o kobietach, które biorą się za zajętych facetów. Aż do czasu…

Moja siostra się zakochała. Spotkała się z nim kilka razy, ale to wystarczyło, żeby zakochała się bez pamięci. Już po drugiej randce przyszła do mnie i oznajmiła, że poznała miłość swojego życia. Anka nie była kochliwą kobietą. Wcześniej była związana z chłopakiem z liceum. Byli razem 5 lat. Zostawił ją dla innej. Bardzo to przeżyła, ale podniosła się. Potem chwilę randkowała, ale nic na poważnie. Cieszyłam się jej szczęściem, bo to naprawdę super babka. Śliczna, zabawna, inteligentna – była programistą. Miała dobre serce, ale też swoje zasady.

Po 2 miesiącach wielkiej miłości facet powiedział, że ma żonę. Niby od jakiegoś czasu myślał o rozwodzie, ale dopiero jak poznał Ankę to stwierdził, że odchodzi od rodziny. Anka miała podobne zdanie do mnie. Żadnych zajętych facetów... ale dla niego nagięła te zasady. Przepłakała kilka nocy, ale stwierdziła, że dla niego zrobi wszystko.

Nadal się spotykali, Anka naciskała na rozwód. Widziałam, że bardzo cierpi, jak przytłacza ją ta sytuacja. Kiedy po raz kolejny miał wymówkę dlaczego jego rozwód się opóźnia, moja siostra postanowiła odejść. Widziałam, ile ją to kosztuje. Załamała się totalnie. Ona nie płakała, ona wyła... Nigdy nie widziałam tak wielkiej rozpaczy. Nie dość, że nagięła swoje zasady, to na koniec on i tak złamał jej serce. Anka wpadła w depresję. Miała próbę samobójczą. Była wrakiem człowieka. Chciałam iść do tego kolesia, do jego żony. Napluć mu w twarz…

Kilka miesięcy później kiedy z moją siostrę było nieco lepiej, znowu pojawił się ON. Przychodził, dzwonił, pisał maile. Nie wpuszczałam go, starałam się ją od niego izolować. Próbował mi sprzedać te swoje bajeczki, jak to bardzo nie potrafi bez niej żyć, że odszedł od żony, że chce być z Anką. Trzeba przyznać, facet był przekonujący. W końcu zgodziłam się na ich rozmowę. Faktycznie, kilka tygodni wcześniej wyprowadził się od rodziny. Z dnia na dzień Anka odżyła, znowu była uśmiechnięta. Nawet ja dałam szansę ich związkowi, ale byłam czujna. Byli razem przez 3 miesiące. Kupił jej nawet pierścionek, obiecywał piękny dom i rodzinę… Aż pewnego dnia do mojego domu zapukała policja. Ania powiesiła się. Jej ukochany wrócił do żony, niby dla dobra syna.

Ania była bardzo racjonalną dziewczyną. Dużo rozmawiałyśmy. Mówiła, że przeraża ją to uczucie, że ta miłość jest zbyt wielka. Dając mu kolejną szansę bała się, że drugi raz nie przeżyje jego straty, ale bez niego nic dla niej nie miało sensu… Ania była też w 8 tygodniu ciąży. Nie wiem, czy o tym wiedziała...
Jej ukochany nawet nie przyszedł na pogrzeb. Widziałam go później kilka razy na cmentarzu. Płakał. Może nawet byłoby mi go żal, ale on przecież zabił moją siostrę! Nienawidzę go, życzę mu, żeby spotkała go równie wielka tragedia!

Teraz trochę inaczej patrzę na kobiety, które są “kochankami”… Za tym banalnym obrazkiem może kryć się ludzka tragedia. Żałuję, że wtedy zgodziłam się na ich rozmowę…

#YZ8UZ

Opowiem wam o najgorszym dniu w moim życiu.

Będąc studentką, chciałam dorobić kilka groszy. Udało mi się dostać pracę w kinie. Pracowałam w barze, sprzedając popcorn i inne przekąski. Praca ciężka i za psie pieniądze (wtedy bodajże 3.40 za godzinę – to było 10 lat temu). Z racji mojej nadwagi i tego, że nigdy wcześniej nie wykonywałam podobnej pracy, bardzo ciężko znosiłam stanie za barem non stop przez 8-9 godzin dziennie. Po skończonej zmianie głowa mi puchła od ciągłego szumu i długo nie mogłam zasnąć z bólu, ale nie poddawałam się, aż to tego feralnego dnia.

Był to dzień premiery najnowszego Bonda. Kolejka po przekąski zdała się nie mieć końca. Co jakiś czas musiałam odejść od kasy i nastawić kolejną porcję popcornu do prażenia. Klienci poganiali, a przy maszynie nikt mi nie pomógł (wcześniej bywało, że kierownictwo nam pomagało, ale tego dnia nikt się nie zjawił). Nagle maszyna się zapaliła. Koleżanki z sąsiednich kas pobiegły po pomoc, a ja starałam sama się ją ugasić (w tej panice nie pomyślałam, że maszyna jest pod prądem i gasiłam ją wodą z kranu). Klienci krzyczeli, śmiali się, ktoś kręcił film telefonem, a ja próbowałam ugasić tę cholerną maszynę. W końcu udało się. Wtedy zjawiło się szefostwo i kazało dalej obsługiwać klientów.

Gdy seans się rozpoczął, zaczęłyśmy sprzątać maszyny. Ja oczywiście dostałam ostrą zrypkę, że maszyna pod prądem, że mogło mnie zabić itp. Zasłużyłam sobie i do tej pory mi głupio, choć minęło 10 lat. Gdy tak sprzątałyśmy ten sajgon i w końcu dotarło do mnie, co właściwie się stało... zemdlałam. Wezwano pogotowie, ocucili mnie, a potem szef odwiózł mnie do domu. Całą noc spędziłam wymiotując, a na drugi dzień pojechałam złożyć wypowiedzenie.

Bilans – po trzech weekendach pracy straciłam 7 kilo, unikam dużych kin, a osobom obsługującym mnie w barach czy restauracjach staram się zostawiać duże napiwki.

#hq6fO

Już mija rok, odkąd zabiłem człowieka.
A właściwie nie - wyrwałem chwasta i nie zamierzam tego ukrywać.

Pojechaliśmy wraz z pierwszymi śniegami na wieś, zaproszeni na chrzciny.
We wsi, w której mieszka rodzina mojej narzeczonej, mieszkał pewien wsiowy głupek. Ot, taki cwaniaczek, a to komuś coś z gospodarstwa zwędził, a to kamieniami psy obrzucał, a to masturbował się przed szkołą, a to proboszczowi śmietnik podpalił.
Nic mu nie zrobili, bo żółte papiery. A jak już coś, to zabierali go na 2-3 miesiące do psychiatryka i wypuszczali.

Wracaliśmy wieczorem z narzeczoną po wizycie w domu jej prababci do domu rodziny, gdzie nocowaliśmy. Oba domy były po przeciwnych stronach wsi.
Odeszliśmy może z kawałek, kiedy usłyszeliśmy trzask i hałas. Zrobiliśmy szybki zwrot o 180 stopni i biegiem do domku prababci.
Tam - gehenna. Posiniaczona prababcia na progu, którą od razu próbowała się zająć moja luba. Ja wchodzę dalej, by zobaczyć to ścierwo ludzkie w kuchni. Położył na stole pałkę, którą pobił staruszkę i zaczął z otwartej lodówki żreć wszystko, co mu do gęby wpadło.
Krzyknąłem na niego, a ten rzucił się mnie dusić. Próbowałem się oprzeć, ale nie byłem w stanie uwolnić gardła, zatem złapałem to co miałem pod ręką przybity do ściany i uderzyłem w szyję z całej siły. To był tłuczek.
Walnąłem raz, a porządnie, trup na miejscu.

Prababcia nie przeżyła obrażeń pobicia, umarła w szpitalu. A cała wieś... obwinia mnie.

To JA jestem w ich oczach mordercą, bo zabiłem psychola, który pobił na śmierć około stuletnią kobietę. Zaczęło się pieprzenie "no to dobry chłopak był, tylko parę problemów ze sobą miał" i inne rzeczy. Już nawet następnego dnia, gdy we wsi huczało, że "miastowy nam ludzi zabija", musieliśmy uciekać przed samosądem, a rodzina narzeczonej otwarcie się od nas odseparowała i wyklęła na wszystkie wiatry.

Uniewinniono mnie, uznano, że dokonałem samoobrony.
Sam też nie czuję się winny, a wręcz nimi gardzę, bo powinni mi na kolanach dziękować.

#bS05V

Moja koleżanka, nazwijmy ją Kaśka miała konia. Często przychodziłem do niej spędzić wspólnie czas, niekiedy pomóc, pograć razem w coś itp. Któregoś dnia jak poszła zająć się kąpaniem swoich psów, ja miałem wyszczotkować ogiera. Nie wiem co mi odwaliło, ale chwyciłem jego pytę i zacząłem mu walić, potem polizałem, aż w końcu się spuścił.

To było 4 lata temu, a ja nadal pamiętam. Kaśka nie wie i mam nadzieję, że nigdy się nie dowie.

#aU1Ft

Piszę tutaj, bo nie mam za bardzo z kim pogadać o tym, co mnie męczy praktycznie od dzieciństwa. Bardzo nie chcę wyjść na kogoś, kto się wymądrza czy wywyższa i nie to jest celem tego wyznania.

Kiedy byłam w szkole, nauka przychodziła mi łatwo. Wręcz nigdy nie musiałam się uczyć, a i tak miałam zawsze najwyższe oceny. Nauczyłam się czytać i pisać sama w wieku 4 lat - rodzice nawet nie wiedzieli, że to potrafię. W szkole różnie na mnie patrzyli - niektórzy chwalili, inni gnębili. Moja mama miała tak serdecznie dość ciągłego wzywania na dywanik (bo np. dziecko czyta trylogię w 3 klasie i to niestosowne, albo dziecko zgłosiło się do jakiegoś konkursu nie informując o tym szkoły). Mama kazała mi się nie wyróżniać i nigdy nie pokazywać, że coś wiem lub umiem. I tak od 4 klasy zawsze robiłam jeden lub dwa błędy na każdym sprawdzianie czy przy tablicy - żeby dostać 5, ale żeby nikt nie dziwił się, że wiem wszystko. Języki wchodziły mi do głowy błyskawicznie, ale ja udawałam, że nie umiem.
Niestety to mi zostało. W pracy zawsze udawałam głupszą niż jestem i po 3 miesiącach zawsze byłam tak koszmarnie wykończona, że miałam psychicznie dość. Nigdy nie dostałam swojej wymarzonej pracy, bo byłam święcie przekonana, że i tak jej nie dostanę, więc na testach wstępnych robiłam jeden czy dwa głupie błędy.

Jakoś rok temu mąż stwierdził, że musi coś z tym zrobić. Nawet podczas naszych dyskusji jak widziałam, że mam szansę "wygrać" jakąś dyskusję czy debatę, to zawsze się wycofywałam. Nagle stwierdzałam, że jednak się nie znam. Mąż postanowił wykupić mi test Mensy. Tak po prostu, żebym mogła się sprawdzić. Dla zabawy. Wyśmiałam go, bo przecież ja? Nigdy.
I wiecie co? Dostałam na tyle wysoki wynik, żeby dostać się do klubu Mensy. I o ile to nie ma dla nie znaczenia, to to wydarzenie dało mi coś niezwykłego. Przestałam udawać, że czegoś nie wiem.
W przeciągu tego roku zaczęłam pracę dla organizacji charytatywnej, którą absolutnie uwielbiam i awansowałam z szarego pracownika na CEO. Tylko dlatego, że ktoś mi pokazał, że nie muszę się wstydzić, że coś wiem lub potrafię.

Mam trochę żal do mamy. O ile rozumiem, że w latach kiedy w szkole było po 40 dzieci w klasie, nikt nie chciał użerać się z jednym, które odstaje od reszty, to jednak jej podejście wpłynęło nie tylko na szkołę, ale na całe moje życie.

Morału brak. Po prostu musiałam się wygadać, a absolutnie nie mam z kim o tym porozmawiać. I mały apel do rodziców - nie porównujcie swoich dzieci z innymi. A już na pewno nie ciągnijcie ich na siłę ani w dół, ani w górę. W dzisiejszych czasach są odpowiednie szkoły i instytucje zarówno dla tych z trudnościami w nauce, jak i dla tych, które radzą sobie trochę lepiej.

#rTPqg

Krótko, na temat i poniekąd anonimowo, bo nikomu z mojego otoczenia nie planuję o tym powiedzieć. Chociaż może powinnam?

Jeden z najbliższych przyjaciół mojego byłego partnera kilka tygodni po rozstaniu odezwał się do mnie z pewną propozycją - jest chętny "ulżyć mi w cierpieniu", oferując swoje usługi seksualne, oczywiście w tajemnicy przed moim byłym i resztą ludzi z naszego otoczenia. Niby nic takiego, jestem wolna i dostępna, spróbować zawsze można, a nuż się zgodzę?

Niestety, nie zgodzę się, szkoda mi jego narzeczonej i ich córeczki, jak miałabym spojrzeć na nią ze świadomością, że rozbijam związek jej rodziców?

Puenty nie ma, niech każdy osądzi podług siebie.

#YHaOk

Zaprosiłam do siebie na noc mojego chłopaka. Późnym wieczorem umyłam się, przebrałam w świeżutką piżamkę i czekam, aż mój luby skończy brać prysznic.

Nasz związek był świeżynką, byliśmy na etapie zachowywania pozorów "dziewczynki nie robią kupy, a chłopcy nie płaczą", więc czas kiedy on się mył był dla mnie czymś wyczekiwanym - mogłam się wypierdzieć. Szybka akcja, otwarcie okna. Słyszę, że woda przestaje lecieć, wiem, że mam czas na ostatniego bąka. Napięłam się i... zesrałam się w gacie. Rzadką kupą, która zaczęła mi spływać nogawką nowiuśkich białych spodni od piżamy.

Jako że nie lubicie niedokończonych wyznań, lubemu wcisnęłam kit, że chyba się pochorowałam po wcześniejszym jedzeniu i dlatego siedzę w toalecie i nie chcę iść spać brudna, więc szybko umyję się drugi raz. Spodnie schowałam w reklamówkę i wyprałam następnego dnia. On do tej pory nie ma pojęcia.

#qhwiX

Nie wiem od czego zacząć...

Mam 16-letnią córkę, razem z żoną staramy się aby miała wszystko, czego 16-latka potrzebuje żeby się dobrze rozwijać i jednocześnie nie odstawać niczym od rówieśników - wiadomo, ładne ciuchy, kosmetyki, telefon, na to wszystko dostaje pieniądze i sama kupuje to, co uważa za potrzebne.
Nie jestem dobrze wykształcony, mam dość prostą fizyczną pracę, w której nie zarabiam kokosów, tak samo żona. Oboje wiemy, że jesteśmy po prostu prości i głupsi od naszej córki, nasze rozrywki też są proste, ja lubię siedzieć w internecie, a żona czytać książki.
Myślałem, że dobrze wychowaliśmy nasze jedyne dziecko i że dobrze się z nią dogadujemy, ale ostatnio usłyszałem coś, o czym nawet żonie nie powiedziałem.

Córka gadała przez telefon z kimś, nieważne z kim, ważne było to, co mówiła... Z każdym jej słowem traciłem chęć do życia... Nigdy nie przypuszczałem, że własna córka może mnie nazwać skończonym robolem, tępakiem, który tylko siedzi w necie i nie umie znaleźć porządnej roboty, a matka idiotka na kasie w markecie, że jesteśmy biedni i głupi, ale musi z nami do 18 mieszkać i nic nie poradzi. Rozmowa była długa... Siedziałem pod tym cholernym balkonem i słuchałem takich słów.

Gdy wszedłem do domu, przywitała się jak zawsze - cześć tatuś i buziak w policzek, a mi chciało się po prostu wyć.
Nie ma morału, nie wiem co mam zrobić, nigdy nie myślałem o własnej córce w ten sposób, w jaki ona myśli o mnie... Zawsze ją kochałem i wspierałem w każdym momencie jej życia najlepiej jak umiałem ... Wiem, że coś zrobić muszę, ale nie wiem co.

PS Może i siedzenie w necie jest mało ambitnym zajęciem, ale po całym dniu pracy po prostu nie mam sił by np. iść na rower albo coś takiego.

#9zXVC

To co opiszę przydarzyło mi się, jak chodziłam do zerówki, miałam ok. 5-6 lat. Spędzałam czas w bloku u babci. Za blokiem były inne bloki, a wokół pola i oddalone domy plus lasek. Ja byłam włóczykijem, uwielbiałam się szwendać. Nudziło mi się koło bloku, a że był ze mną mój pies i biegał samopas, postanowiłam za nim iść. Poszliśmy aż za bloki, daleko. W każdym razie blok było widać z odległości. Tam mój pies zadusił kurę. Próbowałam go powstrzymać, ale nie słuchał. Z pobliskiego domu wyszła jakaś stara baba i zaczęła wrzeszczeć, ja spanikowana zaczęłam uciekać. Wysłała za mną swojego syna, który mnie dogonił, złapał pod pachę i zabrał do ich domu.

To było straszne. Nigdy w życiu się tak nie bałam. Kobieta kazała posadzić mnie w salonie na krześle, płakałam i bardzo się ich bałam. Przywiązała mi ręce do krzesła. Mówiła, że teraz nie wypuści mnie, dopóki moja mama nie zapłaci za kurę. Płakałam i tłumaczyłam, że mama się martwi, że nie wie, że tu jestem, że zapłaci, ja jej powiem, niech tylko wypuści mnie do domu. Ona nie słuchała, nie i już, mama ma przyjść i zapłacić, wtedy wypuści. Płakałam, wyłam normalnie. Byłam mała, a wiedziałam, że mama nie przyjdzie, bo niby jak ma mnie znaleźć? Błagałam ją, prosiłam. Prosiłam Pana Boga, żeby mi pomógł, obiecywałam mu, że będę grzeczna i już nie będę się włóczyć.

Siedziałam tak nie wiem jak długo, ale zaczęłam być głodna. Baba miała wszystko gdzieś. Nagle podjechał samochód. Przyjechała jej córka z chłopakiem, weszła do salonu i jak mnie zobaczyła, zamurowało ją. Ja na jej widok zaczęłam wyć wniebogłosy i błagać ją, żeby mi pomogła, dziewczyna podbiegła od razu i mnie rozwiązała. Pamiętam, że wyzywała na matkę, co ona odwaliła. Matka się tłumaczyła, że kura, ale córka zaraz ją zgasiła i strasznie zwyzywała. Przytuliła mnie, wycałowała i kazała wracać do domu. Wybiegłam jak szalona!

Pognałam szybko do bloku babci. Już słońce zachodziło, przed blokiem stała babcia i mama, szukały mnie. Gdzie ja się włóczyłam tyle? - padło pytanie, przerażona opowiedziałam wszystko, myślałam, że pójdziemy tam i one ukarzą tę babę! I wiecie co? Mama i babcia mi nie uwierzyły! Tak! Uznały, że to zmyśliłam!

Uwierzyły dopiero po latach, jak wspominałam tę historię, Wyrzygałam im to, że mi wtedy nie uwierzyły. Tłumaczyły to tym, że byłam straszną bajkopisarką, jak byłam mała. Dowiedziałam się od babci, że wie, co to za baba i że była ona chora psychicznie. Summa summarum dobrze, że choć teraz mi wierzą.

PS Nie mam żadnej traumy, powiem wręcz, że to przeżycie mnie zahartowało i wzmocniło moją psychikę.

#RwWfW

Pracuję w małym biurze. Tylko ja i szef. Często nie ma go całymi dniami, a ja nudzę się, bo nie ma żadnych klientów i nie mam co robić.
Z tych nudów zaczęłam szukać erotycznych opowieści w internecie. Czytałam, nakręcałam się, to mnie jarało. Czasem potrafiłam pójść do łazienki i zrobić wiadomo co. Potem zaczęłam szukać czegoś mocniejszego. Jakieś lekkie filmiki, aż w końcu typowe filmiki dla dorosłych. Dodam, że wszystko to oglądałam na komputerze firmowym. Zawsze, ale to zawsze usuwałam historię.

Pewnego dnia, gdy tak sobie coś oglądałam, do biura wszedł szef. Szybko wyłączyłam przeglądarkę. Wtedy powiedział do mnie, że nie ma czasu i chce żebym mu szybko sprawdziła w internecie ''porównanie czegoś tam'', przy czym stał już mi nad głową i patrzył w ekran. Oczywiście przy wpisywaniu POR... od razu wyskoczyły stronki dla dorosłych. Szybko wpisałam do końca hasło udając, że nic się nie stało i nic nie widziałam. Szef w żaden sposób tego nie skomentował, więc uznałam, że nawet nie zdążył zobaczyć.

Jakież było moje zaskoczenie, gdy po paru dniach znów miałam ochotę pooglądać fajne filmiki i wyskoczyła mi ochrona rodzicielska.
Dodaj anonimowe wyznanie