#YZ8UZ

Opowiem wam o najgorszym dniu w moim życiu.

Będąc studentką, chciałam dorobić kilka groszy. Udało mi się dostać pracę w kinie. Pracowałam w barze, sprzedając popcorn i inne przekąski. Praca ciężka i za psie pieniądze (wtedy bodajże 3.40 za godzinę – to było 10 lat temu). Z racji mojej nadwagi i tego, że nigdy wcześniej nie wykonywałam podobnej pracy, bardzo ciężko znosiłam stanie za barem non stop przez 8-9 godzin dziennie. Po skończonej zmianie głowa mi puchła od ciągłego szumu i długo nie mogłam zasnąć z bólu, ale nie poddawałam się, aż to tego feralnego dnia.

Był to dzień premiery najnowszego Bonda. Kolejka po przekąski zdała się nie mieć końca. Co jakiś czas musiałam odejść od kasy i nastawić kolejną porcję popcornu do prażenia. Klienci poganiali, a przy maszynie nikt mi nie pomógł (wcześniej bywało, że kierownictwo nam pomagało, ale tego dnia nikt się nie zjawił). Nagle maszyna się zapaliła. Koleżanki z sąsiednich kas pobiegły po pomoc, a ja starałam sama się ją ugasić (w tej panice nie pomyślałam, że maszyna jest pod prądem i gasiłam ją wodą z kranu). Klienci krzyczeli, śmiali się, ktoś kręcił film telefonem, a ja próbowałam ugasić tę cholerną maszynę. W końcu udało się. Wtedy zjawiło się szefostwo i kazało dalej obsługiwać klientów.

Gdy seans się rozpoczął, zaczęłyśmy sprzątać maszyny. Ja oczywiście dostałam ostrą zrypkę, że maszyna pod prądem, że mogło mnie zabić itp. Zasłużyłam sobie i do tej pory mi głupio, choć minęło 10 lat. Gdy tak sprzątałyśmy ten sajgon i w końcu dotarło do mnie, co właściwie się stało... zemdlałam. Wezwano pogotowie, ocucili mnie, a potem szef odwiózł mnie do domu. Całą noc spędziłam wymiotując, a na drugi dzień pojechałam złożyć wypowiedzenie.

Bilans – po trzech weekendach pracy straciłam 7 kilo, unikam dużych kin, a osobom obsługującym mnie w barach czy restauracjach staram się zostawiać duże napiwki.
Vanii Odpowiedz

.... Ludzie, ogarnijcie się. Młoda dziewczyna chciała sobie dorobić, prawdopodobnie pierwsza praca, stres, tłum ludzi, brak pomocy. Tak, miała prawo źle się czuć, miało prawo ją boleć (stanie kilka godzin, mając nadwagę, jest ogromnym obciążeniem dla kręgosłupa), miała prawo zemdleć, bo jednak mowa tutaj o sytuacji zagrożenia życia, i tak, miała prawo chcieć to rzucić. Ot, praca nie była dla niej i tyle. Skąd te porównania do kopalni? Czy jeśli straciłam kciuka, nie mogę sobie ponarzekać, bo ktoś stracił rękę? I jest mu gorzej? Czy taka jest tu analogia?

StaryTapczan

Najlepsze jest to, że każdy, kto pisze o pracy w kopalni, sam w niej nie pracuje, więc argument z tyłka, takie kozaczenie cudzą pracą.
Poza tym, ja jestem bardzo szczupła i mam dużo siły, jestem zdrowa, moja pierwsza praca była za barem. Stałam nie 8 godzin, ale często więcej. Byłam wykończona, nogi mi puchły, po skończonej pracy chodziłam jak kaleka, bo stopy tak mnie bolały, że miałam wrażenie, że chodzę bosymi stopami po kamieniach. Pierwsza praca, człowiek nieprzyzwyczajony do takiego trybu, wątpię, że wszyscy ci, którzy tak kozaczą w komentarzach, nie byli w ogóle zmęczeni w swojej pierwszej pracy, że wszystko było super, sielanka.

bazienka

tez pracowalam fizycznie za podobna kwote ( 13-15 lat temu) i znam ten bol
taka rpaca to zazwyczaj zmeczenie (kregoslup boli po pol dnia stania i bez nadwagi), dracy sie klienci, poganiajace szefostwo i to za marne grosze
o tyle dobrze, ze teraz macie minimalna stawke na zleceniu
rozumiem autorke w pelnej rozciaglosci

idontlove

Dokładnie, nienawidzę tekstów w stylu inni mają gorzej.

JiminChimChim

Przecież na anonimowych to sami herosi, co pożar gaszą samym spojrzeniem....

mamyczas Odpowiedz

Jprdl, jak czytam niektóre komentarze, to prawie czuję, jak niektórym żal musi za dupę ściskać. Tacy jesteście k*rwa mądrzy? Łatwo jest kozaczyć z poziomu anonimowych i pisać "hurr durr grubas, nienadający się do pracy fizycznej" czy pisać "jak to kurła w innych zawodach jest ciężko". Jakbym musiał stać za barem po 8 czy 9 godzin, przy furze roszczeniowych klientów często przed jakimś seansem za psie pieniądze, to też głowa by mnie bolała. Ciekawe, co wy byście zrobili, jakby nagle zapaliła wam się maszyna, a jakieś wsiury zza lady zaczęłyby wokół was robić burdel? Zapewne większość ludzi z bólem d*py wpadłaby w panikę i uciekła, a dziewczyna przynajmniej próbowała coś robić, nawet jeśli faktycznie naraziła się na niebezpieczeństwo. Podsumowując, ogarnijcie się psiakrew, bo nóż w kieszeni się otwiera, jak czyta się takie bzdury.

Pedagog Odpowiedz

Nie rozumiem krytyki. Ja przez większość życia (nastoletniego i dorosłego) wykonywałam ciężką pracę fizyczną, podejmowałam przerastające mnie wyzwania i naprawdę ciężko harowałem, ale akurat moja praca nie polegała NA SZCZĘŚCIE na stałym kontakcie z klientem. Bo niestety kontakt z klientem, szczególnie przypadkowym (w sklepach, punktach gastronomicznych etc.) bywa koszmarem, zwłaszcza dla osoby niedoświadczonej i pozostawionej bez wsparcia, jak autorka wyznania. Chyba jedynym plusem tej sytuacji, było 7 kg na minusie ;)

JeslemKrolem Odpowiedz

Ja się nie dziwię że ludzie piszą źle o autorce, bo to wyznanie takie chyba tylko po to żeby litość wzbudzić a powiedzmy sobie szczerze podczas większości prac fizycznych się nie siedzi

Franz1983 Odpowiedz

Przynajmniej schudłaś, zawsze jakiś plus.

kotekzpiwnicy

Nie, chudnięcie 7 kilo w trzy tygodnie przez stres i przemęczenie to nie jest "plus"

KrulWafel

Ja schudłem 10 przez stres związany z wycieczką po lekarzach i sanepidzie a potem 2 dni parszywej pracy i nie jestem z tego zadowolony, ale patrzę na to pozytywnie. Przy wzroście 180cm utrata 10kg z 94 kg to dużo :)

Dzemzeswini Odpowiedz

To nie wina pracy, że nie jesteś zdolna jej wykonywać. Trzeba było poszukać czegoś innego a nie płakać, że pracujesz 8 godzin dziennie za ladą. Ludzie pracują w kopalniach albo na budowach i nie płaczą👌🏼

StaryTapczan

W kopalni, mówisz? A sam pracujesz w takiej kopalni, czy tylko kozaczysz pracą innych ludzi? Znaczna większość ludzi gadająca o pracy w kopalni by sobie w tej kopalni nie poradziła, więc skąd u was ten popularny argument?
Z resztą, każdy ma prawo czuć się wykończony po pracy, osoba za ladą też. Moja mama pracuje w sklepie i po 8 godzin stoi na nogach, bo często nie ma nawet kilku minut, żeby na chwilę usiąść, często nie ma chwili, by zjeść na spokojnie, bo non stop klienci przychodzą, chodzi nieustannie 8h każdego dnia i co, nie ma prawa czuć się zmęczona? Może spróbuj pochodzić przez osiem godzin, a jak tylko piśniesz, że Cię nogi bolą, to Cię wyśmiejemy?

Dzemzeswini

DwaGrosze ale po co pisać o tym wyznania? Po prostu nie dała rady bo nie nadawała się do pracy fizycznej, tak jak człowiek bez wykształcenia medycznego nie nadaje się na lekarza. Wystarczyło zmienić pracę a nie płakać na anonimowych. StaryTapczan właśnie nie pracuję w kopalni bo wiem, że się do tego nie nadaję to chyba logiczne ;) Wyobraź sobie, że próbowałam chodzić nawet po 14 godzin kiedy pracowałam w barze i tak, było ciężko ale czy piszę wyznania o tym, że biedna ja poszłam do pracy a klienci chcą wódki? NIE.

bazienka

no to nie wypowiadaj sie w imieniu ludzi tam pracujacych :)

Dzemzeswini

Nie wypowiadam się w ich imieniu, tylko stwierdzam fakt, nikt tu nie narzekał, że pracuje w kopalni ;) Zluzujcie majty👌🏼

KrulWafel

Pracowałem na budowie i na produkcji. Z produkcji zrezygnowałem po jednym dniu, a na budowie byłem znacznie dłużej, gdzie wszyscy mi mówili, że na produkcji lżej (nikt z nich nie pracował na budowie). KAŻDA praca jest męcząca. Jak męcząca zależy od indywidualnych predyspozycji, miejsca pracy i szefostwa. Pracowałem na budowie, a wchodząc do kina z tłumem ludzi w kilkadziesiąt minut, nie pracując, jestem zmęczony bardziej niż po 8h na budowie.

Redhairdontcare Odpowiedz

Jestem kelnerka. Czasami obsługuje gości, czasami stoje za lada cały dzień. Cieszę się, że udało mi się znaleźć tak lekką pracę. Wcześniej robiłam w sprzątaniu i nie dość, że 8h na nogach to jeszcze trzeba wszystko robić szybko. Dodatkowo pracuje za granicą a nie znam perfekcyjnie języka i stresuje się, że czegoś nie zrozumiem. Jesteś strasznie słaba i fyzcznie i psychicznie. Plecy bolą od stania pierwsze 2-3 dni potem człowiek się przyzwyczaja. A pracują ze mną naprawdę otyle osoby, więc to nie tylko tusza, ale ogólnie twoja beznadziejna kondycja

Niezywa

Etanolansodu odezwała się ta co wysmiała autorkę wyznania, a samą ją bolą nóżki po pracy w sieciówce.

RogalDDL Odpowiedz

Mam nadzieję, że od tego czasu zmądrzałaś i masz więcej szacunku do siebie, pracy przez siebie wykonywanej i adekwatnych pieniędzy.

Niezywa

Nie każdy idąc do pierwszej pracy jest kozakiem. Stres, ludzie się nie znają swoich praw.

bazienka

rogal te nasce lat temu tak po prostu bylo, takie byly stawki
sama zasuwalam w nocy na inwentaryzajcach za 4,20. brutto.
pare lat temu czlowiek sie cieszyl z 6zl/h
nikt nie dawal studentom, pracownikom dorywczym czy nizszego szczebla ( obsluga klienta) tyle co teraz

StaryTapczan

Kiedyś były takie stawki. Człowiek miał wypłatę 1200zł i się cieszył, że tyle pieniędzy zarobił.

Szczuru

A jak człowiek jest pod kreską, nie ma na żarcie i rachunki, to ma się tym szacunkiem najeść?

didja

Nieprawda, 10 lat temu nie było takich oficjalnych stawek (4,20 zł), tylko ludzie na takie się godziny na sfałszowanych umowach (umowa o dzieło na przykład, choć obie strony wiedziały, że DZIEŁA żadnego nie było, chyba że chodzi o artystyczne zmycie gówna z klopa albo twórcze wydanie reszty klientowi :/), kantując uczciwych pracowników, którzy się na to godzili.

A dlaczego ironizuję? Bo dziesięć lat temu miałam firmę w branży, mówiąc delikatnie, podatnej na dumping stawek wynagrodzeń. I po dwóch latach ją zamknęłam, bo nie dałam rady wytrzymać z dumpingującą konkurencją, która guano umiała, puszczała fuszerkę, ale za to brała 2 zł (ok. 40% stawki z czasów normalnych). A ja zatrudniałam specjalistów, którzy i tak zjechali z ceny (bo kryzys, bo wiedzieli, że przy mojej sytuacji życiowej muszę mieć zlecenia). A dzisiaj ci zaniżający cieszą się, jak mają 2 zł, bo są tacy, co biorą 0,5-1 zł za jedną jednostkę rozliczeniową (co, na marginesie, nie pozwala zarobić nawet tysiąca brutto miesięcznie), tyle że... fachowców w tej branży już w zasadzie nie ma, w większości zostali tylko dorabiający studenci i freelancerzy dorabiający na zleceniach.

bazienka

didja pracowałam przez pośrednictwo/agencje pracy w Bydgoszczy, czasem mój dzień wygladal tak, ze przyjezdzalam o 18, na 19 inwentaryzacja do 7 rano na 7.30 niemiecki i zajecia do 20 z godzinna przerwa
i tak pracowałam NA UMOWE zlecenie
wtecy nie było czegos takiego jak stawka minimalna, pelna samowolka, jak się zgodzilas pracować za zlotowke to pracowalas
ceny tez były inne, pierwsza stancja kosztowala mnie 250 zl/mies
serio były stawki typu 4,20 brutto, 10-15 lat temu to tych umow już nie mam a chętnie bym ci wkleila

Dodaj anonimowe wyznanie