#OhGwm

W piątek kumpel z pracy miał urodziny, więc zaprosił kilka osób na drinka, od razu po pracy poszliśmy do pobliskiego baru, posiedzieliśmy, wypiliśmy kilka piw, ale ogólnie wszyscy byliśmy zmęczeni po 12-godzinnej zmianie, więc po kilku godzinach wszyscy zwinęli się do domu. Następnego dnia przyjaciółka zapytała mnie, czy nie poszłabym z nią na imprezę. Ogólnie za imprezami nie przepadam, ale koleżanka właśnie zerwała z chłopakiem i chciała odreagować, więc w sobotę wieczorem wyruszyłyśmy na podbój miasta.

Bawiłyśmy się już chwilę w klubie, wypiłyśmy ledwo po dwa drinki, gdy zaczęłam się dziwnie czuć, kręciło mi się w głowie i było mi słabo. Przyjaciółka wyprowadziła mnie na zewnątrz i zadzwoniła po mojego chłopaka, który przyjechał i zabrał mnie do domu, ja niewiele z tego pamiętam. Byłam pewna, że nie mogłam upić się tymi dwoma drinkami, ktoś musiał mi coś dosypać, na szczęście przyjaciółka szybko zareagowała. Całą niedzielę przespałam i obiecałam sobie i chłopakowi, że już nigdy nie pójdę na imprezę bez niego.

W poniedziałek poszłam do pracy na rano, nie czułam się jeszcze najlepiej, ale nie miałam wyboru. W pewnym momencie podeszło do mnie kilku obcych facetów, zapytali o nazwisko i poprosili, bym z nimi poszła. Zabrali mnie do pokoju, gdzie siedziało już kilku moich kolegów, a wkrótce zaczęło przychodzić ich jeszcze więcej. Nikt nic nie mówił, wszyscy byli zdezorientowani, zabronili nam ze sobą rozmawiać, więc nikt nic nie wiedział. W końcu jeden facet stwierdził, że to już wszyscy z listy i zaczął nam wyjaśniać, o co chodzi. Otóż ktoś doniósł do naszego szefa, że w piątek w barze braliśmy narkotyki, dostarczył mu listę wszystkich, którzy tam były i teraz będziemy mieli przeprowadzane testy narkotykowe. Potem zabierali nas pojedynczo do łazienki, wkładali niebieską tabletkę do toalety, byśmy nie mogli nabrać wody, dali nam kubeczek, do którego trzeba nasikać, a potem już tylko czekać na wyniki.

Tylko dwie osoby miały wynik pozytywny: jeden kolega, który pali dużo marihuany, oraz ja. Na nic nie zdały się moje tłumaczenia i wyjaśnienia, że w sobotę ktoś mi coś dosypał. Zostałam zwolniona dyscyplinarnie (w kontrakcie był zapis o narkotykach i testach, w Anglii to normalne).

Nie wiem, co teraz zrobię ze swoim życiem, uwielbiałam tę pracę, miałam wysokie stanowisko i dużo czasu mi zajęło, by tam dojść. Najlepsze jest to, że nigdy w życiu nie zażyłam żadnych narkotyków z własnej woli, mój kuzyn zmarł po przedawkowaniu i po prostu brzydzę się narkotyków.

#o7bkP

O tym, jak rodzina potrafi wyzyskać...

Od 3 lat mieszkam z chłopakiem w Austrii. Mój chłopak pochodzi z małej miejscowości na ścianie wschodniej, więc kiedy wyszło, że jest gejem, była afera stulecia – jego matka wyklęła, zwyzywała, ojciec to samo, napuścił na niego połowę osiedla (nadal nie rozumiem, co jest z nimi nie tak, to w końcu ich syn), więc chłopak się wyprowadził do Warszawy, skąd jestem ja. Wyprowadziliśmy się do Austrii „za chlebem”, aby zarobić trochę na przyszłość, jednak zdecydowaliśmy się zostać, bo dobrze nam się tu żyje. Mój luby ma kontakt tylko ze swoją kuzynką, która z całego tego grona jest najnormalniejsza. 
Jakiś czas temu kuzynka chciała zwiedzić Wiedeń, więc ją zaprosiliśmy. Niestety nie spodziewałem się, jakie będą skutki...
Moja „teściowa” zadzwoniła do chłopaka z propozycją „pokoju” za kilka rzeczy z Austrii. (jak wiadomo, na zachodzie Europy produkty mają lepszy skład niż nad Wisłą, więc potrzebowała milion proszków do prania i innych takich). Z racji tego, że pomimo tego, co się zdarzyło, mój chłopak nadal kochał swoją matkę, zgodził się i po pewnym czasie zakupy dla matki były na porządku dziennym. Gdy przyjeżdżaliśmy na święta czy urodziny, przywoziliśmy multum rzeczy – zabawki dla dzieci, słodycze, proszki, detergenty i inne tego typu. Teściowie i rodzina chłopaka byli ewidentnie bardzo chętni nowych rzeczy, gdy otwierały się drzwi, matka już zaglądała do toreb, ani dzień dobry, ani pocałuj mnie w dupę, tylko już szperała w siatach...
W końcu nastał okres, kiedy oboje mieliśmy zapieprz w pracy, więc pomimo zbliżających się urodzin jego bratanka nie mogliśmy przybyć do Polski. Zadzwoniłem do „teściowej”, aby ją o tym powiadomić, a ta rzuciła się na mnie, że jestem skąpcem, że ze mnie Żyd-złodziej i inne tego typu – nie wytrzymałem, w obecności chłopaka oznajmiłem, że jest pazernym pasożytem, że cała szopka z „pokojem” jest po to, aby nas za przeproszeniem wydymać z kasy, że żałuję każdego eurocenta wydanego na nią oraz że gorszej teściowej wymarzyć sobie nie mogłem. Rzuciła słuchawką.

Nie pomyślałbym, że ludzie są aż tak pazerni...

#kjHs8

Zachciało mi się dwójkę. W drodze na tron przeglądałem memy w telefonie, trafiłem na jednego, który tak bardzo mnie rozbawił, że aż zacząłem się śmiać na głos.
Mięśnie mojego ciała puściły i zorientowałem się, że jestem dosłownie o milimetr od zesrania się pod siebie.

#Z1Rr0

Będąc w piątej klasie szkoły podstawowej, oglądałam z babcią różne seriale i telenowele. Bardzo mi się podobało, kiedy zdenerwowana, najczęściej zdradzona kobieta daje facetowi „z liścia”.
Podobało mi się to tak bardzo, że pewnego dnia poszłam do szkoły i na każdej przerwie podchodziłam do jakiegoś kolegi z wymyślonym tekstem, co złego zrobił, i oburzona dawałam mu w twarz.
Na szczęście jakimś cudem nauczyciele nie zainterweniowali, jednak od tamtej pory nie miałam w klasie żadnego kolegi.

#ExRJE

Nigdy nie wykorzystałem okazji i nie poszedłem z żadną dziewczyną na jednorazowy numerek. Zawsze szanowałem kobiety, a mój najkrótszy związek trwał 5 lat.

Dziewczyna, z którą zacząłem się spotykać i mógłbym chcieć spędzić z nią resztę swojego życia, wypłakała mi się teraz przez telefon, że na świecie nie ma dobrych facetów, bo ostatnio ZNÓW ktoś ją przeleciał i nawet nie zadzwonił.

#EJZfh

Kiedy byłam mała, sądziłam, że ospa wietrzna to tak naprawdę ospa „wieczna”.
Więc kiedy na nią zachorowałam, mój mały móżdżek kazał mi napisać testament, ponieważ sądziłam, że będę żyła z chorobą do końca życia.

Moja siostra do teraz czasami się wkurza, że swój „dobytek” zapisałam sąsiadce, a nie jej.

#hojiI

O tym, jak przeżyłam najgorsze dni w swoim życiu. Całe szczęście, że były to dwa ostatnie dni wczasów, bo gdybym przeczytała tego maila wcześniej, to cały wakacyjny wyjazd miałabym do bani.

Przed wyjazdem na Mazury dostałam informację na Facebooku, że moje konto zostało zgłoszone i zostanie usunięte. Oczywiście była to ściema jakiegoś hakera, a ja przez głupotę kliknęłam link. Od tej pory Facebook zaczął mi szwankować. Na wyjeździe z kolei dostałam maila od hakera, że od dawna jestem przez niego obserwowana. Ma mój dostęp do Facebooka, włącza kamerkę, kiedy chce i jeśli nie zapłacę mu kasy, to wszystkim znajomym wyśle filmik, jak robiłam sobie dobrze. Opisał, po której stronie leżałam i po której był telefon. No wszystko się zgadzało. Bez zastanowienia skasowałam tego maila i starałam się sobie wyobrazić, że to sen, jednak co chwilę sprawdzałam, czy dostałam od niego kolejną wiadomość. Myślałam, że oszaleję. Po powrocie chciałam iść na policję, ale nie wyobrażałam sobie opowiedzieć tak żenującej sytuacji.

W życiu nie przeżyłam tak ogromnego stresu. Oczywiście nikomu o tym nie powiedziałam, a znajomi tylko dopytywali, co się ze mną dzieje. W głowie horror, chciałam umrzeć, zniknąć. W jednej chwili dowiedziałam się, co czują ludzie chorzy na depresję.

Całe szczęście ten koszmar trwał tylko i aż 3 dni. Po powrocie powiedziałam mężowi tylko o tym klikniętym linku, wyczyścił cały telefon, pozmieniałam hasła i weszłam z komputera na swojego maila. Tam ta wiadomość jeszcze widniała. Przeczytałam ją jeszcze raz na spokojnie. Okazało się, że to mail skierowany do faceta i jednak nic się tam nie zgadza. Poczytałam o tym w necie i okazało się, że takie wiadomości są losowo wysyłane po ludziach. No cud! Cały koszmar minął.

Teraz się śmieję z własnej głupoty, ale to mogło wydarzyć się naprawdę. Ja mam nauczkę. Nigdy więcej zabaw z telefonem w ręku.

#h9raO

Mam dosyć moich rodziców i pięcioletniego brata.
Ojciec jest kierowcą i kiedy już zjedzie z trasy, cały weekend leży plackiem przed telewizorem z piwem, wstaje tylko do lodówki i toalety. Kiedy już coś robi, to z wielką łaską. A żeby gdzieś z nami poszedł, to nie ma mowy. Już dawno odpuściłam sobie próby rozmów i zainteresowania go sobą. Z matką jeszcze w miarę się mogę dogadać, czasem widzi, że dużo robię w domu, skoro ona pracuje. Ale mój brat mnie dobija. Mama potwornie go rozpuściła. Kiedy nie ma mnie w domu, a młody jest, zamykam swój pokój na klucz, który zabieram ze sobą. Inaczej muszę sprzątać. Kiedy ojciec ma się zająć Adasiem, po prostu daje mu tablet albo włącza bajki i ma spokój. A oto kilka akcji braciszka:

– wymyślił sobie zabawę w alpinistę, a za górę posłużyła półka na książki, którą prawie na siebie przewrócił (mama była w kuchni, ja u siebie),
– rozlanie w przedpokoju płynu do kąpieli, żeby zrobić ślizgawkę,
– kiedy byliśmy na zakupach, mama nie kupiła mu zabawki. Oprócz sceny w sklepie zaraz po powrocie do domu zamknął się w łazience. Mama przez pół godziny prosiła go, żeby raczył wyjść, przepraszała i dopiero kiedy obiecała mu dwie nowe zabawki, postanowił wyjść. Niestety, zamknął się tak skutecznie, że nie obyło się bez ślusarza.

Mama twierdzi, że po prostu jest słodkim łobuziakiem i wyrośnie z tego. Ojciec oczywiście chce mieć spokój i gapić się w telewizor.
Próbowałam z młodym się bawić klockami albo planszówkami, ale gdy coś mu nie pasuje, zaczyna szaleć i mnie bić. Odpuściłam, bo od rodziców słyszę, że jestem starsza i mam mu ustąpić. Wiem, że w przedszkolu młody też jest niemożliwy.
Do osiemnastki zostało mi jeszcze 2,5 roku. Mam nadzieję, że wytrzymam.

#ECY6b

Moja córka od dłuższego czasu dziwnie reagowała, coś chowała, gdy tylko zdarzyło mi się „wbić” do jej pokoju. To, że jedna moczy się w wannie, a druga przed lustrem „dyskretnie” wydłubuje wągry z nosa, żadnej nie krępowało. Topless? Przy mamie/córce spoko. Między nami nigdy nie było żadnego tabu. Z woli zarówno dziecka, jak i mojej.

Zważając na naszą zażyłość, zachowanie córki tym bardziej mnie dziwiło. W końcu palnęłam prosto z mostu, że widzę, wiem, rozumiem, o co chodzi? Mam w ogóle nie wchodzić? Chce dodatkowy zamek w drzwiach? Ładną tabliczkę z informacją, że potrzebuje spokoju? Nie. Okazało się, że chodziło o Stefana...

Stefan to młoda sikora modraszka, przyniesiona na nasz próg przez kota sąsiada. Stefan został starannie zabalsamowany, wygląda jak żywy i córka sadza go sobie na brzegu monitora, aby z nim dyskutować podczas pracy. I w sumie... jest śliczny. Też go polubiłam. Ostatnio kocurek przyniósł nam gołębia grzywacza w idealnym stanie – życia mu nie oddamy, ale na imię dostanie Makary. :)
Dodaj anonimowe wyznanie