W moim mieście są dwa miejsca o tej samej nazwie, klub studencki i bar mleczny. W dzieciństwie mieszkałam blisko tego baru mlecznego i byłam tam parę razy. Nie wiem skąd dowiedziałam się o istnieniu klubu studenckiego, ale mój dziecięcy mózg połączył dwa miejsca w jedno i byłam pewna, że w barze jest dodatkowa sala na koncerty.
Tak żyłam w tym przekonaniu aż do czasów liceum, kiedy poznałam wesołe towarzystwo wbijające na studenckie imprezy. Szybko mi wytłumaczyli, że bar i klub to różne miejsca, ale zyskałam opinię dziewczyny imprezującej w barze mlecznym. Mieli bekę aż do wakacji, później mieli już inne tematy do żartów.
Dodaj anonimowe wyznanie
Wszczonsająca histeryja...
Zabawna historia i wreszcie coś pozytywnego. Aż ciepło się robi na sercu. :)
Ciepłe jak pierogi z baru mlecznego 😉