#skv8k

Mój syn jest głupi. Nie umiem tego ułożyć w swojej głowie. Ma 2,5 roku - ja sam, psycholog także, podejrzewamy u niego spectrum autyzmu. Dodatkowo, często zachowuje się jakby był PDA - kimś kto patologicznie unika jakiegokolwiek rozkazu.

Syn nie mówi. Jedyne słowo jakie zna, to mama. Wszystko to mama, ja również.Tak zwraca naszą uwagę na siebie, w formie zawołania. Głównie tylko buczy literę "m", trochę jak odkurzacz. Zdarza mu się jednak szczekać lub robić "bee", jak koza. Używanie nocnika nijak nie wchodzę w grę, tak samo jak zawołanie, że nastąpiła tego rodzaju awaria. Jazda na rowerze, bądź hulajnodze odpada, bo nie ogarnia działania kierownicy, przez co dobija do krawężnika, co go bardzo irytuje. Nie rozumie również konceptu pociągnięcia czegoś w swoją stronę, aby to chwycić - np. balonika napełnionego helem. Nadal ma problemu z ułożeniem najprostszych zabawek, jak kolejno mniejsze kółka na stożek - pewnie wiecie o co chodzi. Dodatkowo, nic a nic nie da się mu "rozkazać". Większość prób kończy się całkowitym zignorowaniem, chociaż wiemy, że słyszy i rozumie. Dalsze próby zmuszenia go do czegokolwiek, np. pójścia w inną stronę niż tego chce (a to tylko dlatego, że chcemy go zabrać na plac zabaw) kończą się płaczem tak mocnym, że niemal się dusi oraz chyba najbardziej niepokojącą rzeczą - waleniem głową o podłogę... z całej siły. Parę razy rozbił ją sobie do krwi.

Zawsze chciałem mieć dziecko. Często myślałem jak świetnie będzie poczytać mu pierwszą książkę, śpiewać z nim, zabrać do lasu, pokazać rośliny, ptaki, pojechać kiedyś gdzieś na rowerze. To jednak nic, chyba już zaakceptowałem, że to może nie pójść tak łatwo, ale przeraża mnie wysłanie go do przedszkola, a później szkoły - jak bardzo będzie się z tym męczyć i jak inne dzieci dadzą mu popalić.

I wiecie co jest w tym najgorsze? Że moja wina w tym jest zerowa, chociaż wolałbym udźwignąć ten ciężar. To nie jest mój biologiczny syn. To nie ja sprzedałem mu te geny. Na domiar złego, sąd ustalił, że nawet 2 miesięczne niemowle można zabrać matce siłą, oddając na noc ojcu. Widzenia są co drugi weekend, a biologicznego ojca zwyczajnie się boi. Sąd, kurator, asystent rodziny problemu nie widzą, chociaż pewnie dlatego tak ciężko czegoś od niego wymagać. Wolałbym już wiedzieć, że to ja coś zepsułem, ale chociaż mogę to naprawić...

Nie zamierzam nigdzie odchodzić. Kocham go z całego serca i będę nadal starał się o jego dobrobyt. Chcę próbować go uczyć, żeby wyrósł na fajnego chłopaka. Tylko kiedy wszyscy śpią, ja nie potrafię. Ciągle o tym myślę, dlaczego to musiało wyjść akurat tak? Dlaczego jakiś los czy fatum musiało mnie tak zawieść i dlaczego akurat trafiając w niewinne dziecko? Jestem zmęczony brakiem efektów i strachem o jego przyszłość.

#7q1N6

Kiedyś aby studiować ponad 10 lat temu wynajmowałam pokój za 400 zł, oraz jadłam za 400 zł miesięcznie. Mój brat otrzymywał od rodziców dużo więcej, ok. 2-3 tysiące złotych. Dostał samochód, komputer, mógł jeździć do innych miast, na wycieczki oraz dosłownie utrzymywać swoją dziewczynę z pieniędzy naszego ojca.

Ojciec był zły, że w ogóle studiuję, ponieważ uważał że po mojej osiemnastce powinien mnie utrzymywać jakiś mąż i to najlepiej aby wziął mnie z litości. Gdy opowiadam o tym innym zaczynają krytykować konserwatystów. W rzeczywistości lewicowcy, których poznałam np. w pracy wcale nie szanują kobiet bardziej od konserwatystów.

#9nsyM

Odkąd pamiętam nie chciałam mieć dzieci. Nigdy też tego nie ukrywałam i mówiłam o tym otwarcie jeśli ktoś zapytał. Po prostu nigdy nie czułam tego legandernego instynktu macierzyńskiego. Mimo to zawsze chciałam chcieć mieć dzieci i "być normalna". Obecnie mam prawie 30 lat i nic w tej kwestii się nie zmieniło i niestety wątpię żeby miało się zmienić.
Przechodząc do sedna.. jestem w związku z cudownym facetem, z którym znamy się już 10 lat z czego 6 lat jesteśmy parą. Świetnie się dogadujemy i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Wiedział on o moim podejściu do posiadania dzieci i wydawalo się, że akceptuje ten fakt. Ostatnio jednak mieliśmy poważną rozmowę, w której przyznał, że on jednak chce mieć dzieci. W tamtym momencie serce mi pękło i poczułam się po prostu oszukana. Stwierdził, że on wcześniej nie myślał o tej kwestii.. I niby to rozumiem, bo człowiek może zmienić zdanie, ale nie zmienia to tego jak się z tym czuję. Powiedziałam mu, że ja dzieci nie chcę, że MOŻE kiedyś mi się zmieni, ale że nie może brać tego za pewnik. Zasugerowałam, że może powinniśmy się rozstać jednak on nie chce o tym słyszeć (ja z resztą też). No i tak mija już kilka miesięcy, temat ucichł i nie ma dnia żebym o tym nie myślała. Wcześniej liczyłam, że pojawi się pierścionek w najbliższym czasie, a teraz czuję się jakbym była opcją zapasową dopóki nie znajdzie sobie kobiety, która będzie chciała mu dać dziecko. Mimo, że wiem że mnie kocha to czuję się jak w jakimś zawieszeniu czekając aż ze mną zerwie.
Tak tylko chciałam się wygadać, bo zżera mnie to od środka.

#63Elm

Kiedy miałam 16 lat, w wakacje często spotykałam się z kuzynką, z którą w tamtym czasie miałam dobre relacje. Z racji że mieszkała w innym mieście (nasze miasta dzieliło około 40 km), to często u siebie nocowałyśmy.

Pewnego razu, kiedy byłam u niej, dołączył się do nas jej chłopak. Wieczór spędziliśmy na graniu w planszówki. Około pierwszej w nocy oczy same zaczęły mi się zamykać, więc przeprosiłam ich i poszłam spać.

Przebudziło mnie dziwne sapanie, mlaskanie i skrzypienie łóżka. Tak, uprawiali seks w tym łóżku, w którym spałam. Byłam w takim szoku, że nawet się nie ruszyłam. Bałam się otworzyć oczy, bo twarz miałam zwróconą w ich stronę. Od tej pory stopniowo zaczęłam unikać naszych spotkań. Przez tę sytuację ciężko mi było na nią spojrzeć.

Co mieli w głowach, wiedząc, że jestem obok? Teraz już z nim nie jest, a my widzimy się tylko na większych uroczystościach rodzinnych.
Taka trauma z nastoletnich lat.

#NqolK

Na początku miesiączkowania okres pojawia się nieregularnie. Teoretycznie wiedza powszechnie wśród dziewczynek znana. W moim przypadku tak nie było. Choć mama wyjaśniła mi, co i jak, zapomniała powiedzieć, że te 28 dni między cyklami to tylko średnia i czas może być dłuższy.

Mija 28 dni od początku pierwszego krwawienia, ja z niecierpliwością czekam na kolejne. Jednak dzień mija, kolejny również i jeszcze jeden, a tu nic. Ja przerażona, zastanawiam się, o co chodzi. I mój 13-letni móżdżek znalazł odpowiedź. No ciąża, jak nic. Ale jak? Nawet chłopaka nie miałam, nie całowałam się z żadnym. Kminię dalej i mam odpowiedź. Co powoduje ciążę? Plemniki. Kto produkuje je? Ojciec. Nie, spokojnie, nie zrobił mi krzywdy. Nie orientowałam się dobrze w sprawach poczęcia i tym podobnych, nie wiedziałam również, że plemniki na powietrzu umierają niemal natychmiast. Oto, co uznałam: znalazły się na prześcieradle w łóżku rodziców i tam sobie siedziały. Kilka dni wcześniej spałam w nim, więc musiały do mnie wejść i mnie zapłodnić. I tym sposobem noszę pod sercem dziecko własnego ojca. Niemal panika, jedyny plus taki, że przez 9 miesięcy będę miała spokój z miesiączkami.

Zanim zebrałam się na odwagę, żeby podzielić się z rodzicami tą straszną nowiną, okres się zjawił. Trochę się martwiłam, że razem z krwią "wyszło" dziecko.
Jakiś czas później, w gimnazjum już, mieliśmy na biologii okres omówiony bardziej szczegółowo niż w podstawówce i wtedy pojęłam mój błąd w pełnej krasie. Szkoda, że w 5 czy 6 klasie, jak mieliśmy o tym na przyrodzie, nie było wszystko powiedziane, a WDŻ nie istniało...

#VmFZb

Mało jest ludzi, którzy denerwują mnie tak bardzo jak właściciele psów, którzy po nich nie sprzątają. Sama mam psy od dwudziestu lat i nie mam problemu z zebraniem kupy. Niestety często podczas sprzątania wchodzę w pozostawione kupsko albo mój pies wchodzi, co odkrywam dopiero w domu.
Rozwiązanie jest proste: kogo brzydzi sprzątanie po psie, niech nie bierze psa.

#5OrlI

Nie wiem czy mężczyźni też tak robią, ale bardzo mnie irytują filtry na zdjęciach.
Poznając dziewczynę w internecie, jest masa filtrów, jak chce zwykle normalne zdjęcie w lekkim makijażu, to sie obrażają.
Wiadomo że nie wszystkie tak robią, ale naprawdę to plaga.

Wcale te , snapy i inne Instagramy , portale randkowe nie są takie pomocne w poznaniu kogoś.

Czas zacząć podrywać na ulicy

#4Xzfj

Moja babcia umyśliła sobie, że powinnam spowiadać się w każdy pierwszy piątek miesiąca po pierwszej komunii. Nic nie dały moje protesty, rodzice poparli babcię.
Rodzice pracowali całe weekendy, więc w mało którą niedzielę szli do kościoła. Babcia zaprowadzała mnie w każdy pierwszy piątek, ale nie w każdą niedzielę. Nie wolno mi było jeszcze chodzić samej, więc zawsze miałam jedną lub więcej mszy opuszczonych.
Podczas którejś spowiedzi ksiądz nakrzyczał na mnie, że nie ma sensu, żebym się spowiadała co miesiąc, skoro nie chodzę na msze niedzielne. Z jednej strony poczułam, że to niesprawiedliwe, bo przecież nie miałam z kim chodzić, a z drugiej poczułam nadzieję. Powtórzyłam babci, że ksiądz powiedział, że nie ma sensu, żebym się spowiadała co miesiąc, a babcia nakrzyczała na mnie, że kłamię. Powtórzyła to rodzicom, a oni też na mnie nakrzyczeli, że kłamię babci.
Wtedy zaczęłam kombinować. Jako że mam alergię i bardzo często jestem zakatarzona, a z katarem wyglądam, jakbym była chora, zaczęłam na spowiedzi mówić, że opuściłam mszę, bo byłam chora.
Dodaj anonimowe wyznanie