#n9VYC

Sytuacja z dziś.
Byłam w trakcie zmieniania tamponu, gdy zadzwonił do mnie telefon... rozmawiam chwilę. Okazało się, że rozmowa będzie dłuższa, więc wyszłam z łazienki. Po skończonej rozmowie wracam do łazienki i aplikuję nowy tampon... Wszystko spoko? Nie do końca.

Przy następnej zmianie wyjęłam 2 tampony... musiałam nieświadomie podczas rozmowy jednak już zaaplikować.

Jak to zrobiłam, że był jeden za drugim? I że nie poczułam? Pojęcia nie mam.

#y0pTX

Siedzę sobie na parkingu pod marketem. Czekam na żonę. W pewnym momencie otwierają się drzwi pasażera. Pakuje mi się tyłem jakaś obca kobieta - później wchodzą do środka nogi i słyszę "Jedź, Zbysiu!" - nie muszę dodać, że tak na imię nie mam.

A później ten niesamowity wzrok tej kobiety, która już usadowiła się na fotelu, spojrzała na mnie i okazało się, że nie jestem jej Zbysiem.

#QkJCv

Hej, mam 14 lat i dopiero co zaczęłam szkołę średnią.

W mojej szkole jest więcej chłopców niż dziewczyn i dzisiaj to o nich będzie się rozchodzić.
Mianowicie - rozmawiam tylko z chłopakami. Mam przyjaciółki jednak są to przyjaciółki z dzieciństwa, w szkole średniej dziewczyny mnie nie polubiły, dwie nawet się nade mną znęcają.

Są dwa zasadnicze problemy w tym wszystkim.

Po pierwsze sam fakt tego, że zadaje się z chłopakami zdaje się przeszkadzać wszystkim wokół.
Dziewczyny obgadują mnie z tego powodu, śmieją się czy nawet wprost wyzywają od puszczalskich itp. Na spotted naszej szkoły (tak, coś takiego istnieje- głównie przez to, że mamy naprawdę dużo uczniów) regularnie pojawiają się anonimowe posty (prawdopodobnie pisane przez tamte dwie dziewczyny) na mój temat, w których jest wytykane to jak się ubieram i, że według nich "jestem dziwką".
Może to nic takiego, ale potrafi zaboleć i trochę jest mi przykro z tego powodu.

Drugi problem w tym wszystkim jest bardziej anonimowy- jestem nim sama ja.
Nie będę ukrywać- jestem raczej ładną dziewczyną co sprawia, że podobam się wielu chłopakom.
I ja sama nawet nie próbuję zagadywać do dziewczyn bo od razu mam przekonanie, że pewnie rozmowa z nimi nie będzie ciekawa i nie będą miały podobnych zainteresowań co ja. Łatwiej idzie mi rozmowa z chłopakami pod tym względem.

Ale też ja po prostu... najbardziej lubię jak chłopcy mnie adorują, poświęcają mi dużo uwagi i są we mnie po prostu zwyczajnie zakochani. Nie interesują mnie za bardzo oni sami w sobie, po prostu to uwielbienie mojej osoby podbudowuje mi samoocenę i moje ego. Nie chcę być z żadnym z nich, bo uważam, że nie jestem wystarczająco dojrzała na żadne związki, więc wszystkich odrzucam. 

Po prostu ostatnio wystraszyłam się sama siebie jak zorientowałam się, że tak naprawdę chłopcy są dla mnie tylko kolejnymi celami do rozkochania a później porzucenia, bo często po mojej odmowie nie są w stanie tego zaakceptować i stają się nieznośni. 

Nie cierpię sama siebie za zachowanie wobec nich, ale jednocześnie boję się co stałoby się ze mną i moim poczuciem własnej wartości jeśli bym przestała.

#TmLZj

Nie jestem wrażliwy na cierpienie zwierząt, pies zginął w wypadku - trudno, ktoś podpalił mysz - trudno, rozjechany gołąb - bywa. Jedyne zwierzęta, na które jestem wrażliwy to koty, i to bardzo wrażliwy. Przykładowo jest zbiórka na kota z jakąś chorobą i jestem w stanie przesłać 200 zł, ta sama sytuacja z psem - przewijam. 


Tak samo nie jestem w stanie przejść obojętne obok głodnego czy rannego kota, nie pozwala mi sumienie choćby nie wiem co. Wiem że nie do końca anonimowe, ale coraz częściej zastanawiam się dlaczego i czy tylko ja tak mam. Zamierzam pójść do psychologa, ale pewnie mi wiele nie powie.

#W2DMu

Idąc do galerii handlowej upadłam na ziemię przed wejściem. Pobiegło do mnie parę osób chcących pomóc z pytaniem czy nic mi się nie stało. Odpowiedziałam, że zakręciło mi się w głowie. Podejrzenia padły od razu na omdlenie, ale powiedziałam, że nie ma potrzeby wzywać karetki. Dodałam, że musiał mi spaść cukier albo obniżył mi się poziom żelaza we krwi. Miła pani usadziła mnie na murku i dała 2 cukierki na podbicie cukru.

Co w tym anonimowego?
A to, że tak na prawdę nie zemdlałam tylko parę godzin wcześniej za dużo wypiłam, bo zerwał ze mną chłopak. Nikt się nie połapał oprócz mamy, która odwiozła mnie bezpiecznie do domu.

#39iKs

Od kilku lat próbuję coś zmienić w świadomości ekologicznej ludzi. Podróżuję po świecie i widzę skutki globalnego ocieplenia, zanieczyszczenia plastikiem czy toksynami poprodukcyjnymi.

Ostatnie pożary w Australii spowodowały dopiero jakieś większe poruszenie tym tematem w sieci. Jako działacz czuję się bezsilny każdego dnia, bo zwykle spotykam się z ignorancją i obojętnością. Ludzi nie obchodzi problem mikroplastiku w wodzie, którą pijemy; rakotwórczego smogu; dzikich wysypisk w lasach; palenia śmieci; niewystępowania śniegu i zimy w naszym kraju. Piszę, bo tutaj ludzie czytają historie innych i poświęcają im więcej uwagi niż poświęciliby mi na ulicy. W ostatnich 15 latach 5 członków mojej najbliższej rodziny zmarło na raka. 3 moich najbliższych właśnie się leczy. Żyję w chorym oczekiwaniu kiedy to dotknie i mnie.

Rak jest najgorszym co widziałem, śmierć najbliższych najgorszym co w życiu przeżyłem. Działam, bo to daje mi poczucie, że jakoś jestem w stanie zapobiec własnemu zachorowaniu. To odsuwa moje myśli od tego czego najbardziej się boję. Nigdy nie poradziłem sobie z tym co się stało. Wcześniej w mojej rodzinie nikt nie chorował. Walczę o wycofanie szkodliwych pestycydów, o segregację i właściwą utylizację śmieci, o powietrze bez smogu i o czystą wodę bez plastiku i chemii z pól. Dzisiaj proszę was żebyście interesowali się tymi tematami bo to bezpośrednio nas wszystkich dotyczy. Kto się tym zainteresuje jeśli nie ludzie? Wielkie koncerny na degradacji środowiska i naszej bierności zarabiają pieniądze.

Nie należy się na to godzić. To są tematy, o których trzeba rozmawiać a nie ich unikać i z nich kpić. Regularnie słyszę od ludzi, że globalne ocieplenie nie istnieje. Są to ludzie, którzy tak samo jak ja żyją w tym kraju i nie dziwi ich fakt, że nie ma już zimą śniegu. Ślepo zaprzeczają faktom naukowym, ludziom, którzy w ich imieniu chcą walczyć o lepsze jutro. Czasem ktoś wprost mówi mi, że jestem świrem, wyzywa mnie.

Zawsze mnie to dziwiło i bardzo dotykało. Proszę nie stosujcie przemocy słownej czy jakiejkolwiek innej w stosunku do aktywistów i ludzi, dla których ważna jest ochrona środowiska. To jest nasza praca i wykonujemy ją także dla dobra osób, które nas obrażają.

#130ly

Nie znoszę świń - chodzi mi o zwierzęta. Mam z nimi bardzo przykre wspomnienie.

Mój dziadek miał ukochanego psa i Tośka, prosiaka, którego kochał równie mocno. Tosiek mógł sobie chodzić po podwórku do woli, dziadek kochał go i rozpieszczał. Pewnego dnia, kiedy miałam jakieś pięć lat, ja i mój starszy brat zostaliśmy pod opieką dziadka. Musiał wyjść na podwórko, nam kazał zostać w domu, bo pogoda była do kitu, a my oboje przeziębieni. Graliśmy z bratem w chińczyka, kiedy usłyszeliśmy, że pies szczeka jak opętany, a nigdy tak się nie zachowywał. Kiedy pobiegliśmy na zewnątrz, dziadek leżał i się nie ruszał, później okazało się, że to poważny zawał. Pluto (pies) biegał wzdłuż płotu sąsiadów i szczekał. A Tosiek postanowił sprawdzić, jak smakują palce dziadka. Te, które go miziały i karmiły. Brat nie mógł go odpędzić, tylko odwracał jego uwagę. Ja stałam w drzwiach i płakałam. Na szczęście wrócili rodzice. Mama wezwała pogotowie i zajęła się mną i bratem, a tata z pomocą sąsiada zamknął Tośka w oborze. Tak się opierał, że dosłownie kijem go tam zaganiali.
Od tej pory nie lubię świń. Żadne słodkie zdjęcie czy filmik nie przekonuje mnie, że to kochane wspaniałe zwierzaki. Oczywiście nie życzę im źle.

A najbardziej anonimowe jest to, że jestem weganką. Wszyscy znajomi są przekonani, że kocham wszystkie zwierzęta. Nie mówię tego głośno, ale mam ogromną satysfakcję, kiedy mój kot zajada się surową wieprzowiną. Wyobrażam sobie wtedy, że zjada niewdzięcznego Tośka. Wiem, że to głupie i dziecinne, ale nic nie poradzę.

Dla tych, co nie lubią niedopowiedzeń - dziadek na szczęście w miarę doszedł do siebie. A Tosiek nie skończył jako szynka, chociaż brat bardzo za tym postulował, ale skończyło się beztroskie chodzenie po podwórku i pieszczoty. Od tej pory siedział w chlewiku.

#kJdRI

Mam narzeczonego i oboje się kochamy. Mamy po 28 lat.

Krzysiek pracuje u ojca, ja natomiast w firmie państwowej oraz kończę studia zaoczne. Szef obiecał awans po dyplomie i stanowisko po pani, która ma zamiar przejść na emeryturę.

Mój Krzyś chce dziecko, ale już i teraz. Rozmowy nie pomagają, tłumaczę, że obecnie brak mi czasu i sił na wyjście raz w tygodniu do kina, a co gdybym miała jeszcze zajmować się dzieckiem.

Krzysiek w całą tą sprawę wciągnął moich i jego rodziców, obie strony są zachwycone możliwością zostania dziadkami. Ale ja nie chcę brać dziekanki czy brać macierzyńskiego, gdy mam szanse na awans, co wiąże się ze stabilnością zatrudnienia i przyzwoitymi zarobkami. Rozmawiałam z narzeczonym o odłożeniu planów starania się o dziecko na czas dwóch lat, kiedy będę "ustawiona" w pracy i miała dyplom. Krzysiek jednak nie bierze mojego zdania pod uwagę i zrezygnował z zabezpieczenia, a mnie zabronił brać pigułki.

"Staramy się o dziecko" od trzech miesięcy, a ja muszę okłamywać Krzyśka, moich rodziców, przyszłych teściów i nasze rodzeństwo, bo nie przestałam brać tabletek.
Chcę mieć dzieci, ale jak napisałam - za dwa lata.

#bL4Wg

Przypomniała mi się sytuacja z mojego miasta, miała miejsce z 15 lat temu. Zasłabła sobie kobitka na ulicy i sobie leżała, otoczona ludźmi. Ktoś tam wezwał karetkę. Patrzą ludzie, że nadjeżdża karetka no to się rozeszli, babkę zostawili.


Jak się potem okazało owa karetka jechała do innego wezwania. Po czym ludzie się skapnęli? Ano po tym, że karetka przejechała po babie i pognała dalej.
Co w tym anonimowego: strasznie mnie to wtedy rozbawiło. Miałem z 8 lat. Kurtyna xD.

#PAmhA

Tuż przed świętami zerwał ze mną chłopak. Byliśmy razem ponad trzy lata, więc naturalnie był to dla mnie szok. Przez cały ten czas żyłam w przekonaniu, że Krzysiek nigdy mnie nie zostawi. On zawsze deklarował, że widzi naszą wspólną przyszłość: chciał brać ze mną ślub, mieć dzieci, razem mieszkać. Tylko to ostatnie nam się udało, i to zaledwie przez pół roku. Kiedy mój ukochany po tym czasie oznajmił mi, że odchodzi, byłam w rozsypce.
Płakałam przez kilka dni. Jednak nie mogłam pozwolić sobie na dłuższą chandrę, jestem zbyt silną osobą, by pogrążać się w depresji po rozstaniu. Zresztą musiałam pojechać na święta do rodziny i stwarzać pozory szczęśliwej, młodej kobiety. Pojechałam więc, ledwo podnosząc się z łóżka.

Właśnie wtedy, w pociągu, kiedy byłam w dresach, bez makijażu, i pogrążałam się w dennych piosenkach o miłości, poznałam JEGO. Zaczęło się od niewinnego spojrzenia – ani się obejrzałam, a dziesięć minut później rozmawialiśmy razem, paląc wspólnie papierosa. Od dawna nie poznałam nikogo, z kim miałabym tak wiele tematów do rozmowy. Cały czas nie mogę uwierzyć w zrządzenie losu, który postawił na mojej drodze tego człowieka już cztery dni po zerwaniu z byłym!
Co tu się dużo rozpisywać… chemia była tak silna, że skończyliśmy razem w pociągowej toalecie. Nigdy nie zapomnę tych chwil, bo były to najbardziej namiętne momenty w moim życiu. Wiem, że część z czytających zapewne negatywnie mnie teraz oceni, ale… ja w życiu nie czułam się szczęśliwsza! Jeszcze nie wiem, co będzie między mną a Adamem, ale jednego jestem pewna: ten facet sprawia, że znowu, po bardzo długim czasie, się uśmiecham. Mam motylki w brzuchu i jestem mega zakochana, a co więcej – czuję się kochana i piękna.

Zrozumiałam, że mój poprzedni związek przestał istnieć już dawno temu, kiedy zarówno mnie, jak i Krzyśka dopadła obojętność. Choć jest to smutne, to taka jest prawda. Cieszę się, że mój były uwolnił nas oboje z „klatki” i mam nadzieję, że on także będzie szczęśliwy.

To wyznanie kieruję do wszystkich cierpiących z powodu rozstania. Czasem los lepiej niż my sami wie, co jest dla nas dobre.
Dodaj anonimowe wyznanie