Wczoraj, przed południem, po ponad dwóch latach wykańczającej walki z rakiem, zmarła moja ukochana babcia, z którą od zawsze byłam bardzo zżyta. Mocno to przeżyłam, płakałam przez cztery godziny z rzędu, a potem przez resztę dnia chodziłam po domu jak w amoku.
Dziś rano, gdy w końcu udało mi się pozbierać myśli, ponieważ jestem osobą wierzącą, pomyślałam, że na pewno spotkam się z nią po drugiej stronie, poza tym nie musi się już męczyć. Było mi tak jakoś lżej na sercu.
Żeby poprawić sobie humor, włączyłam radio. Pierwszym wersem, jaki usłyszałam, było: „My grandma got a rave in the grave”.
Historie typu dziwne sny.
1. Kiedyś w czasach liceum i studiów, czekając na autobus, dużo czasu spędzałem z prababcią. Przywiązałem się do niej nawet. Gdy została wysłana przez swoich synów do ośrodka dla starszych ludzi, to kontakt znacząco się urwał — zwłaszcza jak wybuchł Covid i wprowadzili zakaz odwiedzin. Prababcia z powodu wypadku była niestety osobą leżącą.
Pewnej nocy śniło mi się, że grałem z prababcią w tysiąca (jej ulubiona gra karciana). Nagle wstała i zaczęła wychodzić z mieszkania. Pytam się jej, czy coś się stało i czy mogę iść z nią. Spojrzała i z uśmiechem odpowiedziała, że wszystko jest dobrze i że mam za nią nie iść. Jak zamknęła drzwi, to się obudziłem.
Dwa dni później dowiedziałem się od kuzyna (jego mama była pielęgniarką, tylko ona mogła wtedy czasami odwiedzić prababcię), że prababcia zmarła. Oczywiście zmarła przez Covida, który przyniósł jeden z lekarzy.
2. Nocna zmora — na pewno wiecie, czym ona jest. Bardzo dziwne zjawisko, które przeżyłem kilka razy w życiu, w tym raz było to bardzo przerażające, przez co utkwiło mi w pamięci.
Śniło mi się, że się obudziłem i leżę zablokowany na łóżku. Kątem oka widzę dziwną postać w progu drzwi pokoju, która się na mnie patrzy czerwonymi ślepiami. Sparaliżowany ledwo co podnoszę dłoń i pokazuję tej postaci gest środkowego palca. Postać ta rzuciła się na mnie, po czym obudziłem się cały spocony i zacząłem się z tego śmiać. Do tej pory podziwiam swoją odwagę.
3. Duchy — kiedyś śniło mi się, że mnie i kuzyna chciał dopaść duch. W pewnym momencie rzucił mną o ścianę. Zdenerwowałem się i powiedziałem, że jeśli mnie zabije, to dopadnę go jako duch. Nagle ustał. Jeszcze kiedyś śniło mi się, że duch zablokował drzwi do jedynej toalety w mieszkaniu, a chciałem z niej skorzystać. Po groźbie wezwania egzorcysty duch odblokował drzwi.
4. Jeszcze kiedyś śniła mi się impreza rodzinna, na której były też osoby zmarłe. Rozmawiałem z nimi jak gdyby nic, ale potem zapytałem, co tutaj robią, bo przecież nie żyją. Wszystkie zmarłe osoby w tym momencie na mnie spojrzały i poprosiły mnie, abym był cicho, bo chcą porozmawiać z rodziną.
A Wy jakie mieliście najdziwniejsze sny, które utkwiły Wam na dobre w pamięci?
Call center. Miejsce, w którym praca uczy pokory i cierpliwości, a także radzenia sobie z codziennymi wyzwiskami i groźbami. Padają pytania, na które odpowiedzi konsultanci nie znają (bo dotyczą czysto technicznych rzeczy), a kiedy padnie propozycja przekierowania do biura obsługi klienta, następuje lawina wyzwisk od niekompetentnych idiotów. Nie pracuję już tam od dwóch lat, ale postanowiłem ułatwić ludziom życie. Wiadomo. Call center call center nierówne. Nie wszystkie reakcje są takie. Niektórzy po prostu się rozłączają po usłyszeniu pierwszego zdania. I takich ludzi lubimy najbardziej.
Jak ktoś do Was zadzwoni, nie wdawajcie się w zbędną polemikę, jeśli nie chcecie iść na prezentację, spotkanie czy cokolwiek Wam zaoferują. Nawet nie musicie mówić nie. Po prostu się rozłączcie. To nie będzie chamskie ani nic. Podejrzewam jednak, że we wszystkich działa to w miarę podobnie. W momencie, w którym klient odmawia, my musimy go zatrzymać. Zadajemy pierwsze pytanie o to, czy możemy dalej pytać (najlepiej od razu odpowiadać: nie) i zależnie od odpowiedzi: jeśli będzie negatywna, MUSIMY zadać jeszcze dwa pytania, na które musimy uzyskać odpowiedź przeczącą. Jeśli odpowiedź będzie twierdząca, zadajemy trzy pytania i mamy nadzieję, że na wszystkie odpowie nie. Bo jeśli padnie tak, to zabawa trwa dalej. Nerwy tracicie i Wy, i konsultanci.
Pracowałem w dwóch różnych firmach. Chcecie blokady numeru? Słowo „proszę” nie jest respektowane. Niezależnie od woli konsultanta, takie są wytyczne. Najlepiej po prostu powiedzieć, że jeśli numer nie zostanie zablokowany, to sprawa zostanie zgłoszona na policję. To powinno wszędzie podziałać.
To nie jest tak, że w call center pracują osoby bez sumień. To praca jak praca. Konsultanci mają swoje wytyczne i niezależnie od tego, jak bardzo chcą się rozłączyć, często zwyczajnie nie mogą bez ponoszenia kary.
Ciekawostka: praca, mimo stresu, jest dobrze płatna. Pewnie byłbym na niej przez cały okres moich studiów, gdyby nie to, że team liderka próbowała złapać mnie na dziecko. Śmieszniejszy fakt: nigdy z tą kobietą nie byłem. Skąd to dziecko się jej ubzdurało, to nie wiem. Wśród znajomych dostałem przezwisko Duch Święty...
Dziś zrobiło mi się bardzo miło, gdy w zatłoczonym pociągu jakiś sympatyczny chłopak zawołał mnie i zorganizował dla mojej niewielkiej osóbki trochę miejsca koło siebie. Przez godzinę rozmawialiśmy, śmialiśmy się i komentowaliśmy różne widoki za oknem. Było uroczo. W pewnym momencie, mój „wybawca” zauważył, że pociąg właśnie zajechał na jego stację, więc zerwał się i rzucając mi dłonią buziaka, wybiegł z wagonu. Nie zdążyłam wziąć ani numeru, ani nawet maila, ale kiedy parę minut później szłam do domu, czułam gdzieś w środku, że nasze drogi jeszcze kiedyś się przetną i kto wie, może zostanę zaproszona na randkę?
Maszerując tak sobie i fantazjując o tych wszystkich dziwnych zrządzeniach losu i pokrętnych ścieżkach przeznaczenia, postanowiłam podzielić się nimi z moją przyjaciółką. No i wtedy właśnie zorientowałam się, że tajemniczy nieznajomy ukradł mi komórkę...
Od trzech miesięcy siedzę w domu. Najpierw operacja, potem nieprzedłużona umowa i tak sobie siedzę. Szukałam pracy, wysyłałam CV i nic. Kilka dni temu zadzwonił magiczny telefon i jest! Dostałam pracę.
Co w tym takiego anonimowego? Nie chce mi się! Przyzwyczaiłam się do mojego cichego poranka z kawką i prasówką, mam czas na zakupy, sprzątanie i umilanie dnia domownikom.
Znowu nie będę mieć na nic czasu, będę przemęczona itp., itd.
Ja naprawdę mogłabym siedzieć w domu i być „tradycyjną panią domu”. Ach, gdyby tak pieniądze rosły na drzewie...
Trzy i pół roku temu poznałem kobietę z dzieckiem. Jakiś tydzień temu zakończyłem ten związek, bo nie chciała mieć drugiego dziecka ze mną, choć od początku mówiłem jej, że ten dzień nadejdzie, bo chcę być ojcem. Pół roku temu zacząłem mówić o dziecku. Pół roku mnie zwodziła, szukała wymówek, omijała temat. W końcu zrozumiałem, że jestem wodzony na nos i ona nigdy nie będzie chciała ze mną drugiego dziecka, bo mnie po prostu nie kocha, nigdy nie kochała i nie pokocha. Byłem dla niej jedynie tym facetem, z którego śmieje się internet jako facet BETA do dostarczania zasobów i opieki. Naprawdę starałem się dla nich, podporządkowałem pod nie swoje życiowe wybory. Przywiązałem się do jej córki, przygotowałem zaplecze pod powiększenie rodziny, zamierzałem się oświadczyć, a zostałem okłamany i wykorzystany. Na koniec jeszcze miała czelność powiedzieć mi, że to ja powinienem się wyprowadzić z mojego własnego domu, bo ona nie wyobraża sobie powrotu do matki. Cały się trzęsę w środku, choć staram się być silny.
Pracowałem kiedyś w knajpie nad Morzem Śródziemnym serwującej owoce morza. Lokal z rezerwacją stolików i białymi obrusami. Ludzie się podniecali, jakie to wszystko świeże i pewnie wyciągnięte z tego morza zaraz obok. A prawda była taka, że muszle ostryg były zbierane i wrzucane do zmywarki. A wkład (mięso) przyjeżdżał zamrożony w blokach takich 40 x 40 x 60 cm. Rozmrażaliśmy to i kładliśmy na te skorupy wielorazowego użytku... Kraby przychodziły z hodowli oddalonej o 3000 km. A ostrygi były z Morza Północnego.
PS Sezon na ostrygi trwa od września do kwietnia. Są dostępne przez cały rok, ale nie smakują tak dobrze. Stąd wiadomo było, że w lecie tylko ignoranci zamawiają ostrygi i można im wciskać kit :)
Zaczyna się nowy rok szkolny, a ja jestem po prostu przerażona. Wcześniej starałam się jakoś nie przejmować, a teraz uderzyło to we mnie kilka razy bardziej. Z najstarszej klasy będę teraz najmłodszą, ale to w sumie nic. Były dwa spotkania w tej nowej szkole i chyba żałuję. Utknęłam w bursie 60+ km od domu, w zupełnie obcym mi miejscu. Strach przed miastem mnie paraliżuje. Jest duże, a ja przez całe życie mieszkałam w malutkiej wsi. W jednym wcale nie tak ogromnym bloku mieszka więcej ludzi niż żyje u mnie we wsi. Wszystko jest większe, głośniejsze i całkowicie obce. Nagle każdy człowiek na ulicy jest straszny. Do tego boję się, że tu nic się nie zmieni, jeśli chodzi o znajomości i tak dalej. Samotność mnie dusi. Nie mam przyjaciół, koleżanek. Nikt mnie nie chce w swoim życiu, nie na dłużej. A jeśli już ktoś chciał mnie znać, to tylko dlatego, bo łatwo mnie wykorzystać. A tam nie zapowiada się na to, żeby było inaczej. Młodzież już potworzyła swoje grupki, a ja nie należę nawet do grupy klasowej. Tak strasznie się boję, a to wszystko na moje własne życzenie. Myślałam, że będzie dobrze, a mam ochotę zakopać się dwa metry pod ziemią.
Ja wiem, że pewnie myślicie, że jestem głupia lub nawet gorzej, przecież sama chciałam. Tak, macie rację. Problem jest na pewno we mnie, nigdzie indziej go nie szukam.
Mam 17 lat, 176 cm wzrostu i ważę 80 kg. Mam nadwagę, która od zawsze jest dla mnie problemem. Już kilka razy chudłam po prawie 20 kg, jednak z czasem powracałam do dawnej wagi. Nie jestem hiper gruba — z racji wzrostu w miarę się to u mnie rozkłada i na tyle ile mogę, tuszuję niedoskonałości ubraniami. Nigdy nie rozebrałam się przed wieloletnim chłopakiem, nie chodzę na basen ze znajomymi, nawet w domu przy rodzinie nie ma opcji, żebym chodziła w czymś obcisłym, zawsze w wielkich koszulkach. Staram się jednak w jakiś sposób akceptować siebie. Tylko jest z tym jeden problem — moja matka. Ciągle patrzy na mnie z obrzydzeniem. Robi mi awantury. Przy rodzinie komentuje to, jak wyglądam. Mówi, że się mnie wstydzi. Że jestem potworem.
Chciałam podciąć sobie włosy do długości ramion. Zrobiła mi awanturę, krzycząc, że długie włosy to jedyne ładne, co u mnie zostało i się oszpecę. Jej zdaniem osoby grubsze nie podlegają tym samym prawom co szczupłe. Nie mogę nosić wielu rzeczy, bo nie są jej zdaniem dla mnie, teraz nawet włosów nie mogę ściąć. Mówi, że mój chłopak mnie zostawi przez to, jak wyglądam.
Czy tak powinna robić matka? Serio rozumiem, że się martwi, ale okazywanie tego w taki krzywdzący sposób, wyzywanie, obrażanie — czy powinna postępować w ten sposób?
Nie mam siły dalej tak żyć. Ona sprawia, że nienawidzę siebie coraz bardziej. Są dni, kiedy czuję się ładna, umaluję się i ładnie ubiorę, a jedno jej obrzydzone spojrzenie psuje wszystko.
15 lat temu podszedł do mnie chłopak i powiedział: „Chodź, zmieńmy sobie nawzajem życie”. Nie znałam go, a poszłam z nim na piwo, choć w planach były zajęcia na uczelni. Zamiast wykładów odwiedziłam kilka barów i jeszcze tego samego dnia wylądowałam w łóżku z nieznajomym.
Pewnie myślicie, że dziś jest moim mężem i wiedziemy wspólnie cudowne życie?
No nie.
Życie to on mi faktycznie odmienił, bo zaciążyłam w wieku 19 lat. Jednak moja córka do dziś nie poznała tatusia. Tak że lepiej uważajcie z takimi romantykami.
Dodaj anonimowe wyznanie