#CTWWp

Historia pewnego zakładu.
Jak co roku z całą familią wybraliśmy się nad polskie morze. Wtedy miałam coś ok. 15 lat. Siedzimy wszyscy wspólnie w domku wypoczynkowym, gdy nagle da się słyszeć uporczywe, dobrze znane bzzz bzz bzzz wzzz wzzz. TAK, TO ON! Komar sadysta. Nie usiądzie spokojnie. Nie pojawi się w zasięgu wzroku, ale będzie upierdliwie bzyczał i wkurzał niemiłosiernie. Nagle w moim umyśle zrodził się zryty pomysł. Mianowicie zapytałam się taty, czy nie chce się ze mną założyć.

Tata: O co?
Ja: ...że zjem tego komara. O stówę.
Tata: Zgłupiałaś?
Ja: ...o dwie?
Tata: Dobrze. 
(Ta zgoda wynikała chyba z faktu, że byli z dziadkiem po paru głębszych :P)

OK. Zakład przypieczętowany. No to się zaczęło polowanie, wypatrywanie, gdzie ten skurczybyk się schował. Jak na złość ni stąd, ni zowąd bzyczenie się skończyło i nie mogłam go zlokalizować. Cała rodzinka śmiała się ze mnie i w miarę jak czas mijał, tak zapomnieliśmy o sprawie i zaczęliśmy oglądać film w TV. Siedzę, wpatruję się w ten szklany ekran, aż tu coś mnie zaswędziało. Rozkojarzona zerknęłam przelotnie na rękę. PATRZĘ i oczom nie wierzę. KOMAR! Niewiele się namyślając, dosłownie z okrzykiem bojowym rozwarłam paszczę i wgryzłam się we własną rękę... Z satysfakcją spojrzałam po rodzinie. Miny były bezcenne — siostra na gorąco zaczęła relacjonować, co się wydarzyło, aby nikomu nie umknął fakt, że właśnie zjadłam komara. Brat przybił mi przysłowiowego żółwika. Babcia i dziadek, z początku wystraszeni, zaczęli się śmiać. Mama w szoku, a tylko ojciec jakiś taki niewyraźny. Z początku nie chciał przyznać się do „porażki” i przegranego zakładu, jednak jego mamuśka (kochana babcia!) przemówiła krótko: Za głupotę trzeba płacić. Po coś się zakładał?

I tym sposobem wygrałam dwie stówki za zjedzenie komara. Nie mam pojęcia, dlaczego wymyśliłam, że go zjem, a nie np. zabiję. Może sama uznałam, że taka wersja będzie bardziej nieprawdopodobna i może ojciec się ze mną założy?
W każdym razie jeszcze raz się kiedyś z ojcem zakładałam, o stówkę tym razem, i też udało mi się wygrać.
No cóż. U mnie w rodzinie już wiedzą, aby się ze mną nie zakładać, bo tylko kasę można stracić :)

#KiKpw

Jakiś czas temu poszczęściło mi się w życiu, dostałem zastrzyk sporej gotówki. O wygranej wiedział tylko mój brat i zaufany kumpel, narzeczona nie miała o tym zielonego pojęcia. Postanowiłem spełnić swoje marzenie motoryzacyjne, a mianowicie zakupiłem nówkę Forda Mustanga. Przy opijaniu auta wpadliśmy na pomysł sprawdzenia mojej kobiety. Codziennie wychodziła z pracy o 18:10, plan był prosty – kumpel, którego nie zna, wsiada do mojego auta, podjeżdża i uskutecznia bajerę, a ja z bratem patrzymy na rozwój sytuacji (kumpel należy do osób dość mało atrakcyjnych, o czym sam doskonale wie).

Robi podjazd i zaczyna rozmawiać i proponować podwózkę, poszło łatwo, niecałe dwie minuty. Odwiózł ją pod blok, w którym mieszkałem. Miał już jej numer telefonu i propozycję spotkania w weekend. Jako że sytuacja się rozkręciła, to postanowiłem nie przerywać akcji i dałem auto na tydzień. Całymi dniami pisała z nim, nawet przy mnie, wszystkie zrzuty rozmów miałem wysyłane na bieżąco. Wytrzymałem tak dwa dni i poprosiłem kumpla, żeby przyśpieszył spotkanie. Zgodziła się bez zastanowienia. Wychodząc do pracy, stwierdziła, że idzie na urodziny koleżanki. Wieczór im się bardzo udał, zanim wróciła, pojechałem do kumpla. 
Na drugi dzień, jak wróciła z pracy, siedział u mnie jej „adorator” i kiedy wchodziła do mieszkania, zaczął namiętnie opowiadać o łatwej panience, którą wyrwał na moje auto. Jej mina mówiła wszystko. Rzeczy już miała spakowane, nie odezwałem się ani słowem, próbowała przepraszać, a na końcu mnie winić, jak mogłem jej to zrobić.

Aktualnie toczy się sprawa o zwrot pieniędzy, które ode mnie pożyczyła.
Nie umiem teraz zaufać żadnej kobiecie.
Morału nie będzie.

#6OVXi

Poznałem kiedyś dziewczynę, spotykaliśmy się kilka tygodni i w końcu przyparłem ją do muru – wóz albo przewóz, bo już sam nie wiedziałem, czego ona w sumie oczekuje. Niby coś chciała, a była niedostępna i zaczęło mnie to irytować. Pokłóciliśmy się, obraziliśmy na siebie i dałem sobie spokój. Kilka dni po tym wstawiła zdjęcie z innym kolesiem, jak wielce zakochani jedzą kolację w ekskluzywnej restauracji. Zrozumiałem wtedy, że byłem zapasową opcją i stąd te gierki. Naprawdę źle się wtedy poczułem i korciło mnie, żeby napisać do tego faceta, że jego kobieta jeszcze tydzień temu całowała się ze mną, tym bardziej że zabawnie się złożyło, że ten facet był kiedyś z moją eks, która zerwała z nim przez jego alkoholizm i frywolny tryb życia. 
Trzy lata po tamtych wydarzeniach spotykam ją, jak pcha wózek z dzieckiem. Sama zagadała. Sytuację nietrudno było przewidzieć. Samotna matka z wpisami na fejsie, że prawdziwych mężczyzn już nie ma, że ojcem nie jest ten, który spłodził, tylko ten, który wychowuje itp. bzdury. Nie powinienem się cieszyć z cudzego nieszczęścia, ale jakoś się cieszę. Sprawiła, że mój dzień był lepszy.

#Oj2xD

Zauroczyłam się w mężczyźnie. Trafiło mnie nagle, po wielu latach. Ma ogromny urok osobisty, pociąga mnie. Imponuje mi, jakim jest człowiekiem. Rozprasza myśli, gdy jest daleko, intensyfikuje, gdy jest bliżej.
Trudno powiedzieć, czy on to odwzajemnia. Czasem przypuszczam, że na pewno tak, innym razem mam wątpliwości. Wiem jedno — zostanie to we mnie i na anonimowych, bo oboje mamy swoje życia i nie ośmieliłabym się ich zniszczyć, zwłaszcza zważywszy na fakt, że on ma rodzinę i pewnie córki w moim wieku.
Czas ogarnąć uczucia, skupić się na czymś pożytecznym i wrócić do szarej codzienności, moralności i zasad.  Choć coraz częściej zastanawiam się, co im zawdzięczam, a co przez nie tracę.
Ach, te wybory, odwieczne coś za coś...

Od czasu do czasu pocieszę się wspomnieniem jego uśmiechu i uważnego spojrzenia, gdy nieoczekiwanie wpadliśmy na siebie przy windzie, jego głosu... Pieprzone wodzenie na pokuszenie.

#Y8TXt

Gdy widzę, że pewna osoba z mojej rodziny śpi, muszę sprawdzić, czy oddycha. Jeśli nie słychać oddechu ani klatka piersiowa się nie unosi, podchodzę i nasłuchuję albo zbliżam do niej rękę, żeby poczuć oddech. W dzieciństwie słyszałam od niej, że ludzie dostają zawałów i umierają, a także, że popełniają samobójstwa.

Wiem, że mówiła tak, bo nie byłam aniołkiem, tak jak i żadne dziecko nie jest, a tej osobie było w życiu bardzo ciężko. Poza tym była wspaniała i okazała mi ogrom serca. Tylko na nią zawsze mogłam liczyć, wspierała mnie, była dla mnie terapeutą, przyjacielem i wszystkim. Nadal jest i bardzo ją kocham. Pewnie już zawsze będę sprawdzać, czy oddycha.

#D4ZzA

Mama mojego chłopaka okazała się lepszą matką niż moja biologiczna.

Od samego początku kiedy poznałam chłopaka, czułam, że to ten jedyny. Później poznałam jego mamę. I szczerze? Najcudowniejsza kobieta, jaką miałam okazję poznać. Jest miła, ciepła i ma świetne poczucie humoru. Do tego bardzo kochana. Kiedy jeszcze chodziłam do szkoły (klasa maturalna) i pomieszkiwałam u swojego chłopaka, to mama wstawała razem z nami i piła z nami rano kawę, i o ile chłopak nie zdążył, to ona robiła mi śniadanie. Kiedy zaszłam w ciążę (która od samego początku była zagrożona i prawie całą spędziłam w szpitalu, i tak rodząc synka dużo przed terminem), była dla mnie niesamowitym wsparciem i nawet mnie w szpitalu odwiedzała i robiła zakupy z moimi szwagierkami (szwagierki też mam przecudowne).
Dla kontrastu opowiem Wam teraz o mojej matce biologicznej, która chciała mnie uderzyć w brzuch, kiedy byłam w ciąży (chłopak mnie zasłonił w ostatniej chwili). Ponadto nie miałam przez nią prawie 10 lat kontaktu z moim tatą, jak byli po rozwodzie. Nowemu mężowi pozwalała traktować mnie jak szmatę i jeszcze mnie okradła, a ilość wyzwisk i przykrych słów, jakie od niej usłyszałam, nie zna granic. Jak miałam 13 lat, a ona była w ciąży z moim bratem przyrodnim, to zobaczyła, że się pocięłam (teraz mam 20 lat i już tego nie robię dzięki mojemu chłopakowi). Stwierdziła, że jeśli nie potrafię się sama zabić, to ona mi pomoże, i że ma nadzieję, że umrze na stole podczas cesarki, żeby nie patrzeć, jak takie ścierwo jak ja dorasta.

Chyba nie jest zagadką, dlaczego tylko mama mojego chłopaka to „mama”, a na matkę mówię po imieniu. Ostatnio pięknie jej dowaliłam, bo jak mama do nas przyjechała, to poszliśmy na taką wiejską zabawę. Moja matka przedstawiała mamę swoim znajomym i powiedziała o niej „teściowa”, a ja od razu ją naprostowałam, że to nie jest żadna teściowa, tylko mama. Moja matka nie usłyszała ode mnie „mamo” już prawie dwa lata i widziałam, jak skacze jej gul, kiedy mówię „mamo” do innej kobiety.

#0aJsI

Pracuję w sklepie. Zawsze jak ktoś przychodzi i prosi o prezerwatywy, to pytam: „XL?”.
Dla mnie to niezłe heheszki.
Jeszcze nigdy nie usłyszałam odpowiedzi, że nie. Czasem tylko panowie spalą buraka, ale zawsze odpowiedź brzmi tak samo. Ciekawe czemu. Panowie, boicie się powiedzieć, że chcecie prążkowane albo smakowe, czy po prostu wszyscy macie takie duże rozmiary?

#h1wPX

Jesteśmy z mężem tak wymęczeni opieką nad 7-latką, córką mojej chrześnicy, że rozważamy urwanie z nimi wszelkich kontaktów. Jeżeli to, czego doświadczyliśmy, jest ogólnym obrazem dzisiejszych dzieci i ich rodziców, to współczuję. Wychowałam trójkę, a to, co miałam teraz przez 17 dni, było trudniejsze niż cokolwiek, czego doświadczyłam. Dziecko wybitnie nieposłuszne, mówi się jak do słupa, nie chce rozumieć poleceń. Uzależniona od słodyczy, telefonu i telewizora. Nie przypominam sobie, żeby moje dzieci przesiadywały wpatrzone w ekran godzinami. Już pierwszego dnia odepchnęła talerz z jedzeniem tak, że prawie spadł ze stołu, i wybuchła nerwami, że ona tego nie będzie jeść i mam jej dać jakieś ciastka, które daje jej matka. Nie potrafiła po sobie nawet posprzątać, rozrzucała rzeczy gdzie popadnie i nie odnosiła na miejsce. Kiedy trzeba było sprzątać, wybuchała płaczem i nerwami i mówiła, że nie będzie sprzątać. Nie potrafiła nawet sama się sobą zająć, kazała nam wymyślać jej zabawy, bo się jej nudzi. Nie rozumiem też fenomenu, że na dworze strasznie bolały ją nogi, szybko się męczyła, a tylko przyszła do domu, to biegała jak poparzona. Nie szanuje rzeczy innych, nie szanuje prywatności, wszędzie zaglądała, wszystko wyciągała, niszczyła, pomimo wyraźnych instrukcji, że nie wolno. Mogłabym tak pisać i pisać. Drugiego dnia powiedziałam dość tego. Mój dom, moje zasady i żadne dziecko nie będzie mi dyktowało warunków. Chodziła głodna, płakała, krzyczała, panikowała, aż zjadła to, co jej przygotowałam. Zabrałam jej telefon i dawałam tylko dzwonić do matki, telewizja — godzina dziennie. Tego, co wtedy przeszliśmy z mężem, nigdy nie zapomnę. Pomimo że już jej nie ma, ciągle słyszę w głowie ten jej krzyk, tupot stóp, piszczenie i płacz. Nie wyobrażam jej sobie 1 września w szkolnej ławce w pierwszej klasie. Tak rozpieszczonego i popsutego dziecka nigdy nie widziałam. Próbowała nami manipulować, wzbudzać poczucie winy, a ma tylko 7 lat, ale nie potrafiła sama się wykąpać czy zrobić sobie kanapki. Próbowała wydawać mi, sześćdziesięcioletniej kobiecie i mojemu 7 lat starszemu mężowi polecenia. 
Napisałam to wszystko w wielkim chaosie, bo sama jestem nim przesiąknięta.
Dodaj anonimowe wyznanie