Pracowałem kiedyś w knajpie nad Morzem Śródziemnym serwującej owoce morza. Lokal z rezerwacją stolików i białymi obrusami. Ludzie się podniecali, jakie to wszystko świeże i pewnie wyciągnięte z tego morza zaraz obok. A prawda była taka, że muszle ostryg były zbierane i wrzucane do zmywarki. A wkład (mięso) przyjeżdżał zamrożony w blokach takich 40 x 40 x 60 cm. Rozmrażaliśmy to i kładliśmy na te skorupy wielorazowego użytku... Kraby przychodziły z hodowli oddalonej o 3000 km. A ostrygi były z Morza Północnego.
PS Sezon na ostrygi trwa od września do kwietnia. Są dostępne przez cały rok, ale nie smakują tak dobrze. Stąd wiadomo było, że w lecie tylko ignoranci zamawiają ostrygi i można im wciskać kit :)
Dodaj anonimowe wyznanie
W smażalniach nad polskim Bałtykiem jest to samo. Zamiast świeżo złowionego dorsza - mrożona miruna (ta ryba nie występuje w Bałtyku, a nawet w Atlantyku - jest poławiana na południowym Pacyfiku).
A tak z ciekawości jak robiliście żeby te ostrygi były przyczepione do tej muszli? Bo one przecież nie są w niej luźno włożone.