Zaczyna się nowy rok szkolny, a ja jestem po prostu przerażona. Wcześniej starałam się jakoś nie przejmować, a teraz uderzyło to we mnie kilka razy bardziej. Z najstarszej klasy będę teraz najmłodszą, ale to w sumie nic. Były dwa spotkania w tej nowej szkole i chyba żałuję. Utknęłam w bursie 60+ km od domu, w zupełnie obcym mi miejscu. Strach przed miastem mnie paraliżuje. Jest duże, a ja przez całe życie mieszkałam w malutkiej wsi. W jednym wcale nie tak ogromnym bloku mieszka więcej ludzi niż żyje u mnie we wsi. Wszystko jest większe, głośniejsze i całkowicie obce. Nagle każdy człowiek na ulicy jest straszny. Do tego boję się, że tu nic się nie zmieni, jeśli chodzi o znajomości i tak dalej. Samotność mnie dusi. Nie mam przyjaciół, koleżanek. Nikt mnie nie chce w swoim życiu, nie na dłużej. A jeśli już ktoś chciał mnie znać, to tylko dlatego, bo łatwo mnie wykorzystać. A tam nie zapowiada się na to, żeby było inaczej. Młodzież już potworzyła swoje grupki, a ja nie należę nawet do grupy klasowej. Tak strasznie się boję, a to wszystko na moje własne życzenie. Myślałam, że będzie dobrze, a mam ochotę zakopać się dwa metry pod ziemią.
Ja wiem, że pewnie myślicie, że jestem głupia lub nawet gorzej, przecież sama chciałam. Tak, macie rację. Problem jest na pewno we mnie, nigdzie indziej go nie szukam.
Dodaj anonimowe wyznanie
Boisz się, bo to nieznane środowisko dla Ciebie. Miasto i nowa szkoła. Taki strach przed nieznanym jest naturalny. Daj sobie czas na przyzwyczajenie się do miasta.
Dziewczyno,daj sobie czas na aklimatyzację. Powolutku,ze spokojem . Wiem,że to duża zmiana dla ciebie,ale dasz rade
Nie trzeba mieć znajomych w klasie. Korzystaj z plusów miasta i rozejrzyj się za czymś co się pasjonuje, domy kultury itp.