#rLw4r

Uprawiałem seks z dziewczyną mojego najlepszego przyjaciela (nieświadomie, bo nie przedstawił mi swojej kobiety nigdy na oczy).

Doszło to w taki sposób, że poznaliśmy się w klubie. Drink, filtr i pojechaliśmy do mnie. Wyznała mi, że ma chłopaka od kilku miesięcy, co mi to nie przeszkadzało, bo byłem wolny. A jej nie znałem.

Fajnie było, jednorazowa przygoda, rano poszła i koniec znajomości .

Po dwóch tygodniach spotkanie ze znajomymi w domu u mojego przyjaciela. Każdy przyszedł z kimś, ja sam. Kiedy przedstawił mi swoją dziewczynę i zamarłem.

I tak minęło pół roku oni są razem, a mi wstyd. Nie umiem spojrzeć na przyjaciela.

#Exwfr

Mój brat 5 lat temu poślubił Kamilę, doczekali się jednego dziecka, Jasia.

Kamila od samego początku nie podobała się nikomu w naszej rodzinie. Wyraziliśmy swoją opinię i tyle, my się z nią nie żeniliśmy. Kamila pomimo 28 lat na karku nigdy nie pracowała, w domu za to wiecznie był syf. Małym zajmowałam się na zmianę ja z moją mamą, bo ona wiecznie miała coś. Na końcu już się nawet nie tłumaczyła, tylko podrzucała Jasia pod nasze drzwi. Hitem było jak pomimo dużej premii brata (brat pracuje u mojego męża, to wiem ile dostał) okazało się, że ich dziecko na święta nie dostanie prezentów. Bo nie ma pieniędzy, a przynajmniej tak mu wmówiła Kamila, bo to ona zajmuje się ich wydatkami. Oczywiście na rzęsy, paznokcie, fryzjera i nową sukienkę pieniądze się znalazły.

To jeszcze nic. Ich pieniądze, ich sprawa. Jednak żyjemy w dosyć małym miasteczku (około 10 tys. mieszkańców), więc każdy każdego zna choć z widzenia. Kamila notorycznie wrzuca na Facebooka ckliwe cytaty o tym, jak mężczyźni nie szanują kobiet i je zaniedbują. To jeszcze pół biedy, ale ostatnio zaczęła wstawiać podobne rzeczy o przemocy domowej. Jasno daje do zrozumienia, że mój brat ją w domu wręcz katuje. Pół miasta sądzi, że to prawda, tym bardziej że zaczęła chodzić nawet zimą w okularach przeciwsłonecznych.

Znam swojego brata, muchy by nie skrzywdził. Poza tym jesteśmy u nich w domu regularnie, mieszkają nad moją mamą, więc słyszałaby jakieś krzyki. Ja sama próbowałam Kamilę delikatnie wypytać, ale niczego się nie dowiedziałam.
Brat nie ma Facebooka i nie wie co ona tam wypisuje. Głupio mi się go pytać wprost albo pokazywać mu te posty, choć chyba będę musiała.

Ostatnio brat żalił się, że jacyś ludzie na ulicy bądź w sklepie byli dla niego bardzo nieuprzejmi. Nic dziwnego, skoro narobiła mu takiej opinii. Nawet mi się koleżanka z pracy podpytywała jak małżeństwo mojego brata. Mój mąż mówi, że powoli klienci nie chcą go widywać na zleceniach, bo się go boją i nie chcą mieć do czynienia z takim człowiekiem. Boję się, że jak pokażę to bratu, to się załamie, jest bardzo wrażliwym człowiekiem i bardzo mi go szkoda.

#3TBe5

Przeczytałam tu niedawno wyznanie, jak ultrakatoliccy rodzice próbowali leczyć córkę modlitwą. Pojawiły się komentarze, że katolicy nie są aż tacy szurnięci, żeby modlitwą zastępować normalne leczenie. Też tak myślałam, do niedawna.

Złapał mnie silny ból brzucha. Robiło mi się słabo, zwijałam się z bólu i myślałam, że umieram. Gdy powiedziałam mężowi o tych objawach, to zamiast zawieźć mnie do lekarza, wręczył mi książeczkę do nabożeństwa i polecił odmawianie litanii. Proponował też wezwanie księdza i wodę święconą. Kazałam mu z tym cyrkiem spadać, zwłaszcza że jestem po pierwsze niewierząca, a po drugie nie miałam zamiaru umierać. Argumenty, że trzeba wezwać pomoc medyczną nie docierały, więc sama zadzwoniłam po karetkę.

W samą porę zabrano mnie do szpitala, miałam ostry atak kamicy żółciowej i trzeba było operować. Mąż upiera się dalej, że chciał dla mnie jak najlepiej z tymi modlitwami.

Zastanawiam się, czy nie wysłać go z tym podejściem do psychiatry, jak wyjdę ze szpitala, bo ten incydent uświadomił mi, że mojemu mężowi religia padła na mózg. Wcześniej tak nie było, nie był zbyt religijny.

Facet ma 40 lat, średnie wykształcenie i wcześniej nie miał takiego religijnego odpału. "Odnalazł boga" parę miesięcy temu na terapii dla AA. Zaczął chodzić do kościoła, modlić się, czyta w domu Biblię, kupił sobie krzyżyk i kilka innych gadżetów związanych z religią, typu obrazki, które stawia po domu. Udziela się na forach internetowych związanych z religią, ogląda filmiki tematyczne na YouTube (nie wiem, czy to one mu tak nie wyprały mózgu, bo on ogląda takich fanatycznych wręcz katoli, co twierdzą, że wszystko zależy wyłącznie od boga, że rozwiązanie każdego wręcz problemu daje modlitwa), programy telewizyjne, wysyła mi sms-y z cytatami z Biblii. Staram się uszanować jego religijne podejście do życia, ale nie mam zamiaru uczestniczyć w tych obrzędach, ani jechać z nim na rekolekcje. Rozumiem, że osoby nawrócone na religię są szczególnie gorliwie, ale on przegina z tą całą wiarą.

#zRIzW

W liceum, w pierwszej klasie, na rosyjskim mieliśmy napisać list do dziadka. Kolega przyszedł z ładnym, napisanym pewnie z pomocą brata listem. Okazało się jednak, że na końcu brakuje pożegnania. Znajomy, widocznie spanikowany, poprosił mnie o napisanie mu "pozdrawiam" po rosyjsku do przepisania na swoim dziele. Ja naprawdę myślałem, że on to zauważy od razu...

Dwa tygodnie później babka oddaje te listy i mówi, że są całkiem niezłe, poza jednym, który ją bardzo oburzył. Możecie sobie wyobrazić jej zdziwienie, kiedy na końcu pięknego listu o wakacjach i tęsknocie za dziadkiem cyrylicą napisane było polskie "Spier*alaj! Piotrek".

#mdrRf

Historia wydarzyła się za dzieciaka, u mojej kuzynki.
Moja kuzynka dostała ogromną awanturę za to, że zamknęłyśmy małe kotki na 3 dni w namiocie. Nic się im nie stało, po prostu o nich zapomniałyśmy. Musiała czyścić cały namiot z kocich sików i kup. Śmierdziało niemiłosiernie, a w dodatku było lato, więc zapach był jeszcze gorszy.

Wiecie jak znalazły się tam te kotki? Wzięłyśmy je z kuzynką do namiotu tylko po to, żeby sprawdzić jakie to uczucie, jak liżą nasze małe brzoskwinki. Spodenki w dół, odwróciłyśmy się do siebie plecami (żeby nie podglądać jedna drugiej), trochę pokropiłyśmy mlekiem i przyłożyłyśmy kotki, żeby lizały.

* Kuzynka niestety pamięta...
* Uczucia lizania przez kotka nie pamiętam, więc wam nie powiem.
* Całość trwała chwilę, potem poszłyśmy się bawić gdzieś indziej zapominając o kotach.

#6lYAX

Wyznanie dotyczy masturbacji, uprzedzam, bo nie każdy trawi te tematy.

Mam 22 lata, dziewczynę. Kobiety zawsze mi się podobały i dalej podobają. Nie mam nic do homoseksualistów, sam jestem hetero. Ale dziś w sumie nie jestem tego pewien.

Nudziło nam się z dziewczyną, zaczęliśmy dla beki przeglądać ogłoszenia towarzyskie z naszej okolicy. Czytaliśmy opisy, oglądaliśmy zdjęcia. Dziewczyna zobaczyła ogłoszenie jakiegoś chłopaka, który szukał chętnej na seks. Wstawił zdjęcie swojego penisa. Moja Luba chwilę się pozachwycała, ochy i achy, jaki to ładny członek i zaczęła przeglądać dalej. Po jakimś czasie nam się znudziło. Kiedy później dziewczyna poszła do domu, ja odpaliłem kompa, znalazłem ogłoszenie tego gościa i powiększyłem zdjęcie z penisem. Ot, zwykły ch*j, pełno takich na ulicy. Ale ni z tego ni z owego myk szorty w dół, sprzęt w rękę i do dzieła, patrząc cały czas na tego penia. Waliłem konia do innego konia. Finał miałem taki, że nawet z dziewczyną rzadko kiedy tak się udaje.

Po zakończeniu dalej siedzę, patrzę na to zdjęcie i tylko myślę: Co do kurny? Dlaczego, w czasach technikum obgadując z kumplami każdą dziewczynę, jaki ma biust, w podstawówce podglądając dziewczyny w szatni przez dziurkę od klucza, teraz mając piękną dziewczynę, masturbuję się do zdjęcia jakiegoś ch*ja?

#g3lXQ

Jestem mamą 16-letniego syna, którego przyłapałam na podbieraniu mi podpasek z łazienki. Na początku chciałam zrobić awanturę, ale się powstrzymałam, bo stwierdziłam, że rozmowa na spokojnie może przynieść lepszy rezultat.

I tak po tym jak wrócił ze szkoły odbyłam z nim rozmowę, z której dużo zrozumiałam. Mój syn nosi podpaski, bo go to podnieca - a ja nie mam zamiaru z nim walczyć tylko zrozumieć - więc wieczorem zabrałam go na zakupy.

Kupiłam damskie majtki, do których lepiej założyć podpaskę aby była mniej widoczna. I teraz gdy mam okres kupuję podpaski dla siebie i niego.

#Cs8lb

Mam kompleksy przy facecie, z którym się spotykam. Facet jest bardzo wątpliwej urody, jest niski, mały... Ale ma super charakter. Nie jest w moim typie pod względem fizycznym, ale bardzo go lubię pomimo tego. Mam przy nim kompleksy, ponieważ na samym początku znajomości powiedział, że lubi szczupłe kobiety.
Ja niestety nie jestem szczupła i chociaż regularnie uprawiamy seks, to nie mogę pozbyć się uczucia wstydu przed nim.

#c6BUT

Kiedyś, gdy miałem kilka lat (lata 90, czasy przedszkola) większość czasu spędzałem na dworze. Akurat czas był taki, że dzieci bez opieki w wieku ok. 5 lat bawiły się na placach zabaw bez opiekuna, bo bloki wokół miały na to miejsce widok, a na balkonie czy w oknie zawsze ktoś był. Były to trochę inne czasy niż teraz i dzieci były bardziej zaradne.

Przechodząc do sedna - paczka kolegów, z którymi na co dzień spędzałem czas, postanowiła (po opowieściach jednego z paczki), że zrobi kuszę. No i tak się złożyło, że ten jeden co to opowiadał, zrobił już z dziadkiem wcześniej kilka takich i wie jak to się robi. Po jakimś czasie nasza paczka gówniaków zrobiła taką kuszę. Jak się okazało, wystrzeliwała ona bolty z bardzo mocną mocą. Jeden z kolegów przetestował to na gołębiu. Ktoś to zobaczył z okna i zadzwonił po policję. Ja akurat wróciłem wtedy na obiad, bo mnie wolała mama. Gdy policja przyjechała, rodziciele kolegów, którzy tam byli mieli przechlapane. Policja nie uwierzyła, że tak małe dzieci mogły same stworzyć coś takiego. Niestety, policja zapukała także do moich drzwi, bo koledzy wskazali też na mnie. Ja się wyparłem. Powiedziałem, że poszedłem do domu, bo się bałem, i że nie chciałem brać w tym udziału. Nie pamiętam jakie kary dostali rodzice innych dzieci. Pamiętam jednak, że część z kolegów przez jakiś czas nie mogło usiąść.

Anonimowe w tym jest to, że to ja byłem tym dzieciakiem, który to wszystko zapoczątkował, a niektóre materiały do kuszy zebrałem z szopy, gdy byłem u dziadka.

#33awb

Uwierzcie bądź nie, ale jedno wiem - z kwasem hialuronowym nie ma żartów.

Któregoś razu skuszona promocją poszłam na kwasik, zamiast do lekarza, to do kosmetyczki. Myślę sobie - będzie dobrze! Nawet efekt glonojada jest do zniesienia, ale to co miałam było istną tragedią. A więc urocza pani kosmetyczka zaproponowała, że podniesie opadnięte kąciki ust (nic mi nie opadało, ale ok). Efekt był taki, że chodziłam cały czas uśmiechnięta. Miałam tak podniesione kąciki, że wyglądałam jakbym się cały czas cieszyła. Ludzie na ulicy patrzyli na mnie, a mężczyźni odwzajemniali uśmiech mimo, że wcale się nie uśmiechałam. Chłopak myślał, że jestem taka zadowolona, bo go zdradzam albo pytał co się tak cieszę do telefonu. Nawet gdy byłam smutna, to wyglądałam na zadowoloną. Całe szczęście, że nie musiałam w tamtym okresie iść na żaden pogrzeb, bo musiałabym chyba zakryć się chustką. Nie było lekko, ale na szczęście zeszło. Ku przestrodze!
Dodaj anonimowe wyznanie