#3TBe5
Złapał mnie silny ból brzucha. Robiło mi się słabo, zwijałam się z bólu i myślałam, że umieram. Gdy powiedziałam mężowi o tych objawach, to zamiast zawieźć mnie do lekarza, wręczył mi książeczkę do nabożeństwa i polecił odmawianie litanii. Proponował też wezwanie księdza i wodę święconą. Kazałam mu z tym cyrkiem spadać, zwłaszcza że jestem po pierwsze niewierząca, a po drugie nie miałam zamiaru umierać. Argumenty, że trzeba wezwać pomoc medyczną nie docierały, więc sama zadzwoniłam po karetkę.
W samą porę zabrano mnie do szpitala, miałam ostry atak kamicy żółciowej i trzeba było operować. Mąż upiera się dalej, że chciał dla mnie jak najlepiej z tymi modlitwami.
Zastanawiam się, czy nie wysłać go z tym podejściem do psychiatry, jak wyjdę ze szpitala, bo ten incydent uświadomił mi, że mojemu mężowi religia padła na mózg. Wcześniej tak nie było, nie był zbyt religijny.
Facet ma 40 lat, średnie wykształcenie i wcześniej nie miał takiego religijnego odpału. "Odnalazł boga" parę miesięcy temu na terapii dla AA. Zaczął chodzić do kościoła, modlić się, czyta w domu Biblię, kupił sobie krzyżyk i kilka innych gadżetów związanych z religią, typu obrazki, które stawia po domu. Udziela się na forach internetowych związanych z religią, ogląda filmiki tematyczne na YouTube (nie wiem, czy to one mu tak nie wyprały mózgu, bo on ogląda takich fanatycznych wręcz katoli, co twierdzą, że wszystko zależy wyłącznie od boga, że rozwiązanie każdego wręcz problemu daje modlitwa), programy telewizyjne, wysyła mi sms-y z cytatami z Biblii. Staram się uszanować jego religijne podejście do życia, ale nie mam zamiaru uczestniczyć w tych obrzędach, ani jechać z nim na rekolekcje. Rozumiem, że osoby nawrócone na religię są szczególnie gorliwie, ale on przegina z tą całą wiarą.
Kiedyś było podobne wyznanie i sporo osób uznało, że jest zbyt nieprawdopodobne, by było prawdziwe. Tutaj też odnoszę takie wrażenie. Znam sporo „ultra” katolickich rodzin i w żadnej nikomu by nie przyszło do głowy rezygnować z dobrodziejstw współczesnej medycyny, a już na pewno nie w sytuacji zagrożenia życia bliskiej osoby.
Chciałabym, by nie było, ale sama słyszałam że babcia mówi "nie idę do lekarza, jeśli bóg już chce mnie u siebie, to nie będę się sprzeciwiać".
Kilka lat temu moja matka groziła mi i przepowiadała zawalenie studiów. Bo przed sesją nie poszłam do kościoła w niedzielę bo się uczyłam. Co prawda nie jest to na tak wysokim poziomie jak w wyznaniu ale po prostu nie zdziwi mnie już coś takiego.
Mam znajomą która urodziła bliżniaczki.To że mąż jej nie pomagał to pikuś
ale jak załapały jakąś bakterię czy cos to wylądowały w szpitalu.
Razem z matką. Znajoma miała w tym czasie okres i potrzebowała nie dość ze pomocy ale i wiadomych rzeczy.Koczowała w tym szpitalu prawie miesiąc.
A co robił szanowny małżonek?
Modlił się w kościele za zdrowie córek i modlitwą dodawał jej sił.
Gdyby nie zaprzjażniona sasiadka to zdechłaby z głodu i pragnienia.
(wiem to od tej sasiadki)
Nie doceniasz siły fanatyzmu
Uwierz, że to możliwe. Moja mama stała się też fanatyczką religijna i tez zostawia wszystko bogu. Ostatnio uwierzyła księdzu, że moja siostra z autyzmem wcale nie ma żadnych zaburzeń tylko jest opętana i jeździ z nią na egzorcyzmy. Jak miałam tez guzka w piersi to stwierdziła, ze za pomocą jakieś modlitwy sam zniknie (nie znikł, usunęłam go w szpitalu). W ogóle wszystkie moje decyzje i wszystko co mi się uda osiągnąć to nie moje decyzje itd. tylko to wszystko dzięki maryi i bogu, np to, że rzuciłam poprzedniego partnera, bo ona wtedy się modliła żebym to zrobiła. Także są tacy ludzie.
maIasarenka
dlaczego na siłę szukasz problemu? Podałam to jako anegdotkę i przyznałam że nie jest to na takim poziomie jak wyznaniu. Nawet nie próbuje tego porównywać. Wyluzuj trochę.
Ja się zastanawiam, dlaczego Polacy tak bardzo nie potrafią uwierzyć w to, że katolicy też mogą być fanatykami. Nikt nie ma z tym problemu, gdy chodzi o muzułmanów, którzy wysadzają się w powietrze, bo Allah im kazał, albo wtedy gdy Świadkowie Jehowy umierają, bo odmawiają transfuzji lub przeszczepu. Ale gdy tylko pojawi się historia o fanatycznym katoliku, to nagle się okazuje, że to niemożliwe.
Każda wiara i ideologia rodzi fanatyków. Nie ma od tego wyjątków. Owszem, w naszym kręgu kulturowym jest ich mniej, bo i poziom cywilizacyjny jest znacznie wyższy, niż w jakiejś plemiennej wiosce w Ugandzie, ale jednak występują i to w każdej grupie wyznaniowej. Bycie katolikiem przed tym nie chroni, tak jak bycie protestantem, czy muzułmaninem temu nie sprzyja. To zależy od środowiska i kultury, w której człowiek dorasta i od uwarunkowań osobowościowych, ale na pewno nie od tego, w którego boga się wierzy. Albo jakie poglądy się wyznaje, bo fanatycy pojawiają się również w środowiskach prawicy, lewicy, wegan, nie-wegan i ogólnie wszędzie.
Nie jestem fanatyczką. Po prostu dostrzegam pewną prawidłowość - już drugie wyznanie z rzędu ktoś opisuje jak jego bliska osoba zamiast realnej pomocy woli modły. Nie przeczę, że taka sytuacja nie może mieć miejsca. Bo może. Ale tak jak mówię - mam doświadczenia jakie mam z naprawdę ortodoksyjnymi katolikami i żaden z nich nie posunąłby się do czegoś takiego. Musi to więc być ekstremalnie rzadka sytuacja. Która w kilkudniowym odstępie czasu pojawia się w wyznaniach.
Albo jeśli jego złapie jakiś ból. Nie pomagaj. Każ się modlić. Trzeba tym samym go leczyć ;)
@Aswq Wątpię żeby podziałało, zapewne autorka sama będzie musiała męża zanieść do szpitala, bo nie zniesie widoku jego cierpienia
Albo mąż będzie to robił z przekonaniem, że się uda.
Albo do gry wejdzie efekt placebo/ból sam z siebie ustanie i mąż tylko umocni się w swoich przekonaniach :v
Jeśli byłoby w stylu "mężczyzna nie choruje on walczy o życie" i to w sposób bolesny to jednak dałoby mu coś do myślenia ;)
Zamienia jeden nałóg na drugi. To dość normalne przy AA. Nie jakoś super powszechnie, ale zdarza się.
Byłam kiedyś z moją przyjaciółka na wakajach. Miałyśmy może po 8-9lat. Jako opiekunka z nami była koleżanka jej mamy ze wspólnoty. Miały jakąś tam swoją wspólnotę gdzie jeździły się modlić itp.
Przez przypadek załamałam obojczyk, przyjaciółka poleciała do sklepu zadzwonić po karetkę(to były czasy bez telefonów komórkowych) , a tamta położyła mi ręce na głowie i zaczęła się modlić 🤣 no tak bo kość się zrośnie tak o 😁
Także jestem w, stanie w to uwierzyć ^^
Moja była sąsiadka miała ograniczone prawa rodzicielskie właśnie ze względu na narażanie dziecka na problemy ze zdrowiem. Kobiecie tak odbiło, że chorą córkę (gorączka itd) zimą targała do kościoła (nie mieli ogrzewania, a na dworze mróz). Dziecko się ledwo na nogach trzymało. I nie raz ją brała na pielgrzymki (to był czas gdy młoda miała 3-5 lat), mimo że widziała ze córka nie nadaje się na takie długie wyprawy pieszo. Odbiło jej na tyle, że chyba pomyliła religie - babcia jak pomagała jej mamie, to widziała jak się modli. Tylko że robiła to w pozycji "muzułmańskiej"... Całe szczęście mąż jej zabrał dziecko, a ona w końcu poszła na terapię.
Twój mąż zgłupiał doszczętnie, a ty się zastanów czy na pewno jesteś lepsza, skoro po takiej akcji (i poprzednich odpałach - tak religijnych jak i alkoholowych) chcesz z nim dalej marnować życie.
No bez przesady. Kocha swojego męża i to, że on ma jakieś psychiczne problemy nie znaczy, że od razu ma go zostawić i jak zużytą zabawkę. Oczywiście, że jeśli się nie ogarnie i będzie dalej brnął to nie będzie miała wyjścia ale może uda jej się przemówić mu do rozsądku. W końcu wpadł w sidła uzależnienia od religii w trakcie leczenia alkoholizmu, więc był podatny na takie bodźce.
Mam w pracy taką francę w księgowości... Co niedziela w pierwszych ławkach w kościele, a w łyżce wody by utopiła, byleby tylko wyszło na jej albo chcąc podlizać się prezesowi. Wielka katoliczka ma dorosłego syna, a zaszła w ciążę mając 18 lat....
Ty chyba mieszkasz na jakiejś wsi wielkiej, skoro takich ludzi znasz. Nie wierzę, że wykształcony człowiek może popaść w aż taką skrajność.. Nie mieści mi się to w głowie, chociaż kto wie.
Kluczem do "sukcesu" jest chyba jego wcześniejszy alkoholizm.
Myślę, że w miejsce alkoholu weszła religia czyli tak naprawdę popadł ze skrajnosci w skrajność
Możecie mieć rację, jest to wysoce prawdopodobne. Chociaż osobiście nie rozumiem jak można świadomie narazić na niebezpieczeństwo osobę, którą się kocha. Ale takiemu już nie wytłumaczysz
Mmpp00, niestety może. Moi znajomi dla wiary porzucili większość znajomych, hobby itd. Innej znajomej też nieźle padło na mózg, i każdą fotkę na fejsie opisuje jakimś religijnym cytatem.
Jedyne co się zgadzało w kazdym przypadku, to to, że zostali "złapani" w czasie, w którym mieli jakieś większe życiowe problemy. Takimi ludźmi łatwiej manipulować, szybciej popadają w skrajności itd.
Uwierzcie mi, że nawet wykształceni ludzie mają niezłe jazdy z religią. Sama mam lekarza rodzinnego, która jest bardzo nawiedzona. Mimo ogromnej wiedzy medycznej i kilku specjalizacji. Ona potrafi siedzieć w kościele i spóźnić się do pracy, bo modlitwa ważniejsza. Leczy trafnie, ale zawsze w rozmowie z pacjentami przeplata swoje wątki religijne na temat kościołów, nabożeństw, świętych itd....
Urocze jest to przekonanie, że modlitwa może pomóc. Czy jeśli by tak było, to przypadkiem ateiści nie chorowaliby więcej / ciężej?
A powiedz tak szczerze, czy on szanuje twoje podejście do życia tak jak ty jego?
Ten facet mało cię nie zabił.
Chyba nie. Żeby to sprawdzić muszę poczekać aż się pochoruje i dać mu wtedy jakiś gadżet religijny zamiast leków.... I myślę, że autorzy komentarzy, że zamienił picie na religię mają rację. On wszystko tłumaczy boską wolą, a nie podejmowanymi przez siebie decyzjami, czy wypadkowymi cudzych działań. Wczoraj się ze mną sprzeczał, że nie ma w życiu czegoś takiego, jak przypadek, czy zbieg okoliczności, a są jedynie efekty planu boskiego... Ręce opadają, mózg staje dęba i nic, tylko wyjść i nie wdawać się w dyskusje, bo żadne logiczne argumenty nie trafiają.