#Ny4eS

Lata 80. Poligon wojskowy.

Na poligon przybiegł facet z pobliskiej wsi. Z prośbą czy nie mogliby pomóc - we wsi została zgwałcona mała dziewczynka, sprawca uciekł do lasu. Ludzie go szukają, ale milicja dojedzie za godzinę, sołtys zadzwonił z jedynego we wsi telefonu i czy można by żandarmów przysłać. Dowódca ani chwili się nie namyślał. W las poszło 300 chłopa, samochody terenowe, transportery opancerzone. Po 2 godzinach dorwali gnoja. Milicja, która przyjechała (4 milicjantów), została poproszona o poczekanie w obozie.


Doprowadzono faceta mocno poturbowanego - "podobno" stawiał się przy zatrzymaniu (6 żołnierzom z bronią długą). Przed oddaniem go milicjantom, zaprowadzono go do stanowiska działka przeciwlotniczego. Przykuto do drzewa kajdankami od żandarmów. Po czym operator puścił serię z działka w drzewo - 50 metrów dalej. Jak łatwo się domyślić - drzewo rozniosło. Po czym skierował lufę w gościa i nacisną spust. Podobno było słychać szczęk iglicy w ciszy jaka zapadła. Gość sfajdał się w gacie. A dowódca mu powiedział:

- Jeśli kiedykolwiek cię zobaczę w okolicy - będziesz miał wypadek na poligonie, jeśli się dowiem, że nie trafiłeś do pierdla - sam cię znajdę. - I przekazano go milicji.
Gość podobno przyznał się do wszystkiego, w ogóle się nie bronił, trafił na wiele lat do pierdla.

#XsiQj

W technikum dzielono nam halę sportową na trzy części. Przedziałkami były specjalnie zainstalowane na suficie kotary, czyli zielone siatki, przez które mimo wszystko - wiele było widać. Często grupa chłopaków zajmowała drugą połówkę, a dziewczyny pierwszą. Nie było wuefu, w którym nie ćwiczyłyby babeczki obok facetów. Dodatkowo na pierwszej połówce rządziła taka nauczycielka, która to wymyślała dziewczynom przedziwne ćwiczenia, często na wielkich piłkach, równoważni, albo na materacach. Dziewczyny zażenowane czy nie, przymuszane były dziwnymi zachętami typu "nie wstydź się, patrz na siebie" itd. - do ćwiczeń bardzo pokaźnych. Co mam na myśli, często musiały się wypinać, gimnastykować, dosłownie świecić tyłkiem i piersiami - inaczej nazwać tego nie można. Robiły prawdziwe show. Chłopaki zamiast ćwiczyć, woleli wiadomo, patrzeć się na babeczki. W tym byłem i ja, przeciętny nastolatek z małymi problemami.

Często musiałem opuszczać salę, by uciec do ubikacji. Na szczęście mieliśmy przy wejściu na halę z szatni WC, a co ważne - po wejściu były umywalki, dopiero potem kolejne drzwi, zaś za nimi kabina i otwarty pisuar. Tak, niemal na każdym wuefie dostawałem wręcz bolącej erekcji, nawet jak na dziewczyny spoglądałem przypadkowo czy nieplanowanie. W którymś momencie zacząłem nosić nawet kilka par bokserek, by nie było tak widać dopraszającego się o uwagę przyrodzenia. Mimo to moje zwiewanie pod komentarzem, że mam częstomocz, było wręcz rutyną na każdych zajęciach. Starałem się siedzieć w kiblu coraz mniej czasu, by nic nie było podejrzane. Dlatego w którymś momencie zamiast wchodzić do kabiny za drugimi drzwiami, dogadzałem sobie tuż przy umywalkach. Stres, że ktoś mnie nakryje powodował mój wystrzał po kilku minutach.

Wszystko sobie trwało przez kilka miesięcy. W którymś momencie nakrył mnie kolega, a ja byłem przy kranach, z mięsem na wierzchu. Kopara mi opadła, nie zdążyłem zareagować, a ten mnie dotknął i pomógł odreagować. Od tego momentu nasz "romans" trwał do końca technikum. Przychodził zaraz po mnie do WC, pomagał mi, od czasu do czasu i ja mu dogodziłem. Raz nawet spróbowaliśmy się "przejechać". Poza tym nawet nie gadaliśmy na przerwach, choć był z klasy obok.

Nasza znajomość skończyła się wraz ze szkołą średnią. A ja tęsknię za naszymi przygodami, o których nikt nie wiedział.

#EARB7

Nie jestem informatykiem, ale w niewielkiej firmie raczej jednym z niewielu komputerowo ogarniętych pracowników.

Moja szefowa ma tendencję do rozpoczynania maila w temacie i kontynuacji zdania w treści. Przykładowo, temat: "Widzę kilka ciekawych propozycji", treść maila: "ale wiele zależy od jutrzejszych ustaleń". Oczywiście cc do wszystkich i zero szczegółów, jakiego projektu to dotyczy. Spora część pracowników to podchwyciła, bo przecież "wymyślanie tematów jest takie trudne i bez sensu". Są niereformowalni, a potem lament, że na poczcie syf i nic nie idzie znaleźć.

Nikt nie wie, że za każde 10 wkurzających wiadomości w tym stylu dodaję adres mailowy nadawcy do najbardziej wkurzających newsletterów serwisów plotkarskich, blogów o dziwnej tematyce itp. Może nie jestem geniuszem zła, ale mam z tego jakąś dziwną satysfakcję

#8vMJo

Około 4 lat temu byłem z dziewczyną o imieniu Agnieszka. Bardzo ją kochałem i było nam razem cudownie (a przynajmniej tak mi się wydawało). Dowiedziałem się pewnego razu od przyjaciela, że widział ją na mieście z innym facetem, z którym - niestety - mnie zdradzała. Postanowiłem się zemścić i z nią zerwać w dość oryginalny sposób.

Mieliśmy zaplanowane ognisko wraz z jej znajomymi, a ja wziąłem ze sobą gitarę by umilać czas. Zacząłem grać utwór "Baśka" Wilków, a po zwrotce i jej fragmencie "A Agnieszka - zdradzała mnie" przestałem grać i spojrzałem swoimi zapłakanymi oczami w jej oczy. Popatrzyła na mnie przez chwilę, zaczęła płakać i wydusiła tylko słowo "przepraszam", a ja spakowałem swoje rzeczy i wróciłem do domu.

Nie utrzymuje z nią, ani z jej znajomymi kontaktu, i prawdopodobnie zepsułem wtedy niektórym wieczór, ale do tej pory sądzę, że było warto.

#GYAIb

Jakiś czas temu podpaliłam sobie dłoń (nie napiszę w jaki sposób, bo mi wstyd). Oparzenia były dość głębokie, na dłoni nie miałam skóry. Lekarz twierdził, że zostaną blizny i potrzebna będzie operacja (przeszczep skóry). O dziwo, rany bardzo szybko same się zagoiły i nie został nawet najmniejszy ślad po oparzeniu. Lekarz nie wiedział jak to możliwe i był w szoku. Zyskałam dodatkowo "nową zdolność" - moja dłoń jest odporna na wysokie temperatury. Mogę włożyć rękę do wrzątku lub w ogień i nawet tego nie poczuję. Parę razy zdarzyło mi się wsadzić rękę pod gorącą wodę lecącą z kranu lub przypadkiem zalać dłoń wrzątkiem z czajnika. Osoby, które to widziały wpadały w panikę, a ja musiałam udawać "ała, boli, piecze", choć tak naprawdę nic nie czułam.

Czuję się jak dziwak i nie potrafię wyjaśnić tego, co się stało.

#Gz0DF

Razem z mężem podjęliśmy najtrudniejszą decyzję w życiu i odebraliśmy jedynej córce i jej mężowi dzieci.

Ala (nasza córka) związała się z Jankiem na pierwszym roku studiów. Od początku nam się nie podobał. Widać było, że jest o wszystkich zazdrosny i ma bardzo zmienne nastroje, domagał się pełni uwagi Alicji. Wiele innych osób także zwróciło na to uwagę. Córka jednak była zakochana po uszy, nie chciała nikogo słuchać. Aby jej nie stracić, odpuściliśmy. Wkrótce potem Ala zaszła w ciążę. Uparli się na ślub, a prawie osiem lat temu urodziła się Iza. Pomagałam jak mogłam. Janek jedynie pracował, kategorycznie odmawiał opieki nad córką. Ala nie widziała w tym nic złego, twierdziła, że Jankowi należy się wyrozumiałość. Aby córka dalej mogła studiować, to ja opiekowałam się małą, dopóki nie poszła do przedszkola. Ala obroniła licencjat, dostała lepszą pracę. Szybko jednak znów zaszła w ciążę, urodził się Damian. I zaczął się istny horror.


Janek został dyscyplinarnie zwolniony z pracy za agresję wobec potencjalnego klienta. Zaczął jeszcze bardziej izolować Alę od znajomych i rodziny. Iza wyraźnie się go bała, ale kiedy pytaliśmy z mężem mówiła, że tatuś jest miły. Kiedy zauważyliśmy u niej siniaki, poważne porozmawialiśmy z Alą. Okazało się, że Janek ma zaburzenie, które powoduje częste zmiany humoru. Leki odstawił, bo go otępiały. Bał się terapii, aby nie trafić do szpitala, bo raz tam był i podobno przeżył koszmar. Kiedy zagroziliśmy zgłoszeniem do opieki społecznej, sytuacja na jakiś czas w miarę się uspokoiła, zięć dostał nową pracę. Spokój trwał aż dwa lata. Potem było o wiele gorzej. Choroba Janka pogłębia się, na zmianę ma depresję i napady szału. Córka uważa, że on potrzebuje jedynie miłości, wsparcia i zrozumienia. Gdy się uspokoi płacze i na kolanach błaga, by go nie opuszczała. Wszystko wskazuje na to, że jej na szczęście nie bije. Od Izy wiemy, że kiedy ma atak, rzuca czym popadnie, wrzeszczy i klnie. Widzieliśmy z jaką złością patrzy na dzieci, nawet kiedy wydaje się spokojny. Alicja nie chciała słyszeć o odejściu.



Pół roku temu w środku nocy zadzwoniła do nas przerażona Iza.
Pojechaliśmy do nich i zabraliśmy do siebie. Janek trafił na obserwację psychiatryczną. Wyszedł, odmawia dalszej terapii. Ala wybrała jego. My poszliśmy do sądu i jesteśmy rodziną zastępczą dla wnuków. Damianek jest za mały, by wszystko zrozumieć,  Iza jednocześnie tęskni za mamą, ale boi się mieszkać z ojcem. Ala odwiedza ich u nas, lecz niestety uważa, że tak jest lepiej dla jej męża (ma spokój i pełnię jej uwagi), a dzieci niedługo zrozumieją. Nie widzi, że mimo wizyt u psychologa Iza coraz częściej myśli, że ich mama kocha tylko męża.

#dYxQl

Zapewne każdy z nas ma tak, że z miliona informacji zapamięta tę, która nim najbardziej wstrząśnie, zaciekawi itp.

Ja będąc na studiach uczyłam się o FAS. Dla mnie te wykłady, filmy były wstrząsające. Tak łatwo zniszczyć zdrowe dziecko! Na jednym przedmiocie - nie pamiętam wykładowcy, ani nazwy zajęć, usłyszeliśmy - czasami niewielki łyk alkoholu, ale w niewłaściwym momencie rozwoju dziecka może spowodować zaburzenia dziecka. Te zaburzenia mogą być różne - problemy z nauką, jakieś wycofanie społeczne, ogólnie "niby dziecko zdrowe, ale coś z nim jest nie tak", diagnozy i badania nic nie wykazują. Znajdzie się zawsze ktoś taki, kto powie, że Baśka chlała jak świnia, a dzieciak zdrowy. No ale co, zaryzykujecie? Zresztą, czy na pewno? W szkołach to już mało, które dziecko nie ma zaburzeń i problemów. Serio. Oczywiście czynniki są różne, ale mając teraz możliwość pozyskania większej ilości informacji, jestem w szoku ile ludzi podchodzi do alkoholu w ciąży z kompletną olewką. Bo co tam piwo, wino, likierek, czy inna szmira. Jest to temat, który mnie tak zafascynował, że bardzo wiele o tym czytam.
I w pewnym momencie coś zauważyłam.

Moja teściowa urodziła dziecko w bardzo późnym wieku, nie spodziewała się wpadki w początkach menopauzy, a tu niespodzianka! O ile wiele kobiet nawet w późnym wieku jest zadbanych i rodzi zdrowe dzieci, o tyle teściowa jest strasznie zaniedbana. Żyje na niezliczonej ilości fajek, a co święta to jak Pan Bóg przykazał morze wódki. Wszak Jezus się nie narodzi i nie zmartwychwstanie bez wódki na stole. To nie są alkoholicy, ale dla nich wszelkie święta i imprezy - większe i małe - to wódka. Teściowa ciąży się nie spodziewała, za szybko też się nie zorientowała, a tu święta, imieniny, wesele - wódka się lała. Może sobie koloryzować świat i się wybielać, ale było niemało. Jej córka jest piękną dziewczyną, wysoką, szczupłą, grzeczną. A przy tym mimo dorosłości - dziecinną jak 5 latka, infantylną. Jest niedojrzała emocjonalnie, uczy się tylko nie umie, nie ma przyjaciół, boi się życia, świata, nie umie nic sama załatwić, nigdzie pojechać. Trudno to opisać, ale mimo braku badań, moim zdaniem funkcjonuje jak osoba upośledzona. Taka jej uroda? I żeby nie było, wiele osób widzi, że coś z nią nie tak, ale pewnie bez przyczyny, taka jest. No bo przecież nie z alkoholu i niedbania o siebie w ciąży.

Nie lubię teściowej i jestem u niej raz na rok. Jest wredna i zawisła. Ciągle pali, wpycha tę wódkę co chwila, bo wszystko trzeba uczcić wódką. To kobieta, która wszystkie rozumy pozjadała i wszystkich poucza, każdej ciężarnej wpycha alkohol "na dobre krążenie". Może to "nielubienie" przeze mnie przemawia, a teoria jest na wyrost, ale dziwi mnie, że ludzie nie łączą alkoholu i trybu życia z późniejszymi problemami dzieci, a takich historii poznaje coraz więcej. Tabu.
Dodaj anonimowe wyznanie