#4sjTD

Na ustnej maturze z j. angielskiego wiedziałem doskonale, że nie trzeba mówić prawdy. Ważne było to, aby skleić dobrze słowa. Mogłyby być nawet o krecikach galopujących na jednorożcach. Ważne, aby na temat. Ale jak zacząłem mówić dla babek w komisji, że nie lubię japońskiego jedzenia, bo nienawidzę Japonii i jej mieszkańców, to dziwnie na mnie spojrzały... Na ustnej maturze z j. polskiego (jeszcze tej starszej) wybrałem temat o psychice zbrodniarza na podstawie literatury. Wybrałem Makbeta, Balladynę, Zbrodnię i karę oraz moją kochaną książkę - "Ucieczka z piekła. Pamiętnik satanisty". Jak opowiadałem co główny bohater ostatniej książki musiał robić, patrzyły na mnie jak na gościa z marginesu.

Ale ważne, że z obu przedmiotów zdałem :D

#Z7tPO

Moja siostra od zawsze bardzo kochała zwierzęta. Jakiś rok temu dostała na urodziny od swojego chłopaka małego, słodkiego kociaka ze schroniska. Bardzo go pokochała i mocno się z nim związała. Problem w tym, że ona ma uczulenie na sierść kota. Oczywiście nie wiedziała o tym, dopóki na jej twarzy nie pojawiły się czerwone plamy. Moja siostra zmaga się z silną alergią na sierść kota, a mimo tego nie bierze nawet pod uwagę oddania go w czyjeś dobre ręce. Rozmawiałam z nią o tym wiele razy, ale nie da się jej przemówić do rozsądku. Chodzi z plamami na twarzy, dusi się, cały czas kicha i mówi, że woli się tak męczyć niż rozstać ze zwierzęciem.

Lubię zwierzęta i rozumiem, że związała się z kotem, ale to robi się niebezpieczne dla jej zdrowia. W związku z tym zaczynam się zastanawiać, czy nie zabrać tego kota z mieszkania pod jej nieobecność. Wiem, że to drastyczne posunięcie, ale co innego w tej sytuacji mogę zrobić? Patrzeć na moją siostrę jak się męczy i dusi? Wolę, by miała do mnie żal, niż skończyła w szpitalu z powikłaniami.

#Y61Qw

Za każdym razem, kiedy jadę tramwajem, autobusem, pociągiem, czy idę ulicą, jestem w stanie spojrzeć akurat na te osobę, która się na mnie patrzy - wychwycę ją nawet w tłumie. Nie wiem w jaki sposób to się dzieje, ale automatycznie wzrok mi ucieka w tym kierunku - nigdy się nad tym nie zastanawiam.

Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że ten odruch pojawia się też w ciemności, gdzie nikogo nie ma.

#B3tpB

Kilka miesięcy temu w pracy gruchnęła wieść: dziecko jednej z naszych koleżanek jest chore. Choroba groźna, ale wyleczalna, tyle że wymaga długiej i kosztownej terapii. No to jedna z jej psiapsiółek rzuciła pomysł: można by się umówić na oddawanie co miesiąc 1% pensji i wspomóc koleżankę w ciężkich chwilach. W sumie szkoda dziecka, a tych kilkadziesiąt PLN mnie nie zbawi. Głodny chodził nie będę, dołączyłem do inicjatywy. I tak kilkadziesiąt innych osób. Automatyczny przelew dodany, kasę miała zbierać jedna dziewczyna i przekazywać koleżance na leczenie córki. I spoko.

Przez pierwsze 2 miesiące dawała nam znać, że leczenie przebiega pomyślnie i potrwa prawdopodobnie jeszcze z rok. Potem jakoś człowiek przestał zwracać uwagę. Ale ostatnio wyszła akcja, że w kwietniu będziemy mieli jazdę na maksa bez trzymanki przez jakiś miesiąc - praca na 3 zmiany, bo trzeba coś do klienta dostarczyć nagle, na razie dogadują szczegóły zamówienia, a potem będzie zapierdol. No i jak ktoś miał na ten okres urlop zaplanowany - to będą urlopy skasowane, trzeba przełożyć. No i koleżanka od chorego dziecka z szefową dogadała się, że jej urlopu nie można przełożyć, bo mają na wtedy już wykupiony lot na wycieczkę na Hawaje.

Ktoś słyszał tę rozmowę i dał nam znać. Ej no. Chwila... Dziecko chore, leczone, ledwo wiążecie koniec z końcem, a wy sobie na Hawaje lecicie? W kilka osób pojechaliśmy po pracy do niej do domu i koleżanka została przez kilka osób postawiona pod ścianą. Albo mówi co jest grane, albo zgłaszamy na policję wyłudzenie. No i się wydało.

Dziecko chore faktycznie było. Ale ta choroba była w tak wczesnym stadium i dość słabej odmiany, że dało się to wyleczyć w przeciągu miesiąca. Ale koleżance tak się spodobało to, że w następnym miesiącu miała nadwyżkę pieniędzy (naszych), że nie poinformowała o tym ludzi. "Tłumaczyła się", że miała wydatki, bo pralka padła i potrzebowali nowej i akurat te pieniądze były dla niej darem z nieba. A potem jeszcze coś i jeszcze. Stwierdziliśmy że mamy w dupie jej wydatki. Ma oddać równowartość wszystkich tych pieniędzy z wyłączeniem kasy za leczenie dziecka. W przeciągu miesiąca. Inaczej sprawa wyląduje na policji i powiadomimy firmę. W dupie mamy jak to zrobi, najwyżej niech samochód sprzeda.

Termin mija za tydzień. Zobaczymy, co z tego będzie. "Koleżanka" chodzi smutna, faktycznie szukają kupca na samochód, bo wyszło, że tej kasy trochę było, na szczęście nie wydała wszystkiego od razu. W sumie po takiej akcji z jej strony - mało mnie to boli.

PS W firmie tego nie zgłosiliśmy, bo to by nic nie dało - firma nie była w żaden sposób zamieszana w tę sprawę. Prywatnie przekazywaliśmy koleżance kasę na prywatne cele. Firmie nic do tego.

#KubL3

Nie mieszkam w Polsce, a w szkole, do której chodziłam trzeba było nosić mundurek - identyczny jak z Harry'ego Pottera. Chyba we wszystkich szkołach w UK tak jest. Do niego w zimę nosi się grube - w moim przypadku białe - rajstopy.
W szkole mieliśmy zasadę, że nie wolno nam było wychodzić do łazienki w czasie lekcji, ponieważ i tak były bardzo krótkie.

Jednego dnia w klasie usiadłam w dziwny sposób, zawijając nogę pod pupę - i poczułam, że majtki robią mi się mokre. Spanikowana nie wiedziałam jak rozegrać sytuację. Zapytałam, czy mogę wyjść do toalety, ale do dzwonka zostało kilka minut, kazano mi poczekać. Czułam, jak moje białe rajstopy nasiąkają w okolicy kostki od krwi, na szczęście spódniczka zwisała poza krzesło i była bezpieczna. Jak tylko rozdzwonił się dzwonek, wiedziałam, że nie ukryję ogromnej krwistej plamy na białych rajstopach. Poczekałam, aż wszyscy koło mnie przejdą i uderzyłam z całej siły nogą w ławkę udając, że właśnie  niechcący ją sobie rozcięłam. Przerażona nauczycielką wyprosiła wszystkich z sali i kazała koleżance pobiec po pielęgniarkę. Paląc się ze wstydu opowiedziałam co się stało i puszczono mnie do domu.

Nauczycielka przed wszystkimi podtrzymywała teorię o rozciętej nodze, a ja zaczęłam bardziej zwracać uwagę na mój cykl.

#Q8ul1

Pracuję w schronisku jako wolontariusz. Mamy u nas, niestety, kilka starszych osobników, a jak wiadomo, ludzie jeśli adoptują, to chcą albo młode, albo kilkuletnie maks zwierzaki.
Raz trafiła nam się para, pan z młodym paniczem, którzy na zlecenie pani szukali nowego, domowego sierściucha po tym, jak ich poprzedni odszedł. Kręcili się długo, oglądali, głaskali, wiadomo, decyzja niełatwa. Dość dużo czasu spędzili przy boksie Zuzi, ślicznej, szarej damy, choć już niemłodej, ponad dziesięcioletniej, ale oddanej i wiernej. Wszyscy już mieliśmy nadzieję, że to właśnie nadchodzi wielki dzień.
Niestety.... Wybrali dwa młode kociaki.

Przy końcu, przy podpisywaniu już umowy, młody panicz rzekł" Tato, weźmy też tę starą kotkę. Niech dożyje u nas ostatnich, spokojnych dni". I ojciec się zgodził! Tak więc po 10 latach życia, w tym 4 w schronisku, Zuzia znalazła swój ukochany dom!

Oby więcej takich ludzi!

#JQJIn

Poznaliśmy się przez Tindera pod koniec 2015 roku, ot dałem Super Like za maskę Iron Mana na zdjęciu. To wszystko poszło bardzo szybko. Spotkaliśmy się dwa razy, a na trzecim już się pocałowaliśmy. Zamieszkaliśmy razem po półtora miesiącu, bardzo szybko też wyznaliśmy sobie miłość. Przeżyliśmy razem wiele dobrego i złego, śmiem twierdzić, że przeszliśmy wspólnie przez najgorsze dni naszych żyć. Ogólnie dwóch tak idealnie dogadujących i znających się osób ze świecą szukać. Zaczęło się "psuć" po trzech i pół roku, po powrocie z urlopu. Coś zdecydowanie nie stykało. Zaczęła być bardzo drażliwa, aż ni stąd ni zowąd dała nam ultimatum do końca roku. A dlaczego? Bo ''chyba'' już nic do mnie nie czuje poza przyjacielską miłością. Przegadaliśmy to i daliśmy sobie szansę do końca grudnia 2019. Ja ciągle miałem nadzieję, że jednak będzie dobrze, bo często płakała myśląc, co zrobić.

Jednak postanowiła to zakończyć. Chce odnaleźć samą siebie, pokochać siebie, a dopiero później skupić się na innych. Ja to uszanowałem, nie byłem zły i nie jestem, bo zawsze miała jakiś problem sama ze sobą. Ja, jako (chyba) dobry partner zawsze ją wspierałem i dopingowałem, ale chyba po prostu musi sama ze sobą się zmierzyć.

Cierpię jak głupi, nie wiedząc, co robi, czy jest szczęśliwa, czy tęskni. Tęsknić na pewno tęskni, ale tylko za (moje imię) jako najlepszym przyjacielem, któremu zawsze zaufa, ale nie za miłością. Powiedziała, że nic nie gwarantuje, że może za x czasu pomyśli, że był to najgorszy błąd w jej życiu, a może wręcz odwrotnie.

Do czego zmierzam? Że musiałem sprzedać pierścionek, którym chciałem się oświadczyć w naszą czwartą rocznicę. Ona tego nie wie i prawdopodobnie się nie dowie.

#ei5wG

Kiedy miałam 4 lata, moja mama była w ciąży. Nie wiem czemu, ale w mojej małej główce uroiło mi się, że urodzi mi starszego brata, którego tak strasznie chciałam. Gdy jednak okazało się, że będę mieć siostrę, i to jeszcze młodszą, byłam do tego stopnia rozczarowana, że kiedyś postanowiłam oddać ją Cygance w zamian za kota. Gdyby nie szybka reakcja dziadka, pewnie teraz nie miałabym siostry.

#GhDNs

Mój chłopak jakiś czas temu ściągnął sobie TikToka, taką aplikację z muzyką i durnymi filmikami. Teraz poświęca temu każdą wolną chwilę, dosłownie każdą. Ja rozumiem, że oglądanie śmiesznych filmików może w jakiś sposób być przyjemne, no ale bez przesady!

Założył sobie tam konto i teraz nagrywa siebie wraz z naszym kotem. Robi to codziennie. Nie dość, że przynosi mi wstyd przed znajomymi, to wydaje na to kupę kasy oraz czasu. Nie możemy nigdzie wyjść, bo on nagrywa kolejny durny filmik. Nie stać nas na kolację, bo wydał na ubrania dla kota. Ten kot ma więcej ubrań niż ja!

Mój chłopak ma kilka tysięcy obserwujących i tak się tym jara, że podporządkował temu serwisowi swoje życie. Nie wiem, chyba po kryjomu mu ten profil skasuję, bo nie da się z nim ostatnio żyć. Nie wspominając już o fakcie, że ten biedny kot się przecież męczy.
Dodaj anonimowe wyznanie