#Zr6o7

Miałam fajne, udane życie i wszystko zepsułam. Nie umiem poradzić sobie z tym, co się stało. Czasami mam ochotę skończyć to wszystko, ale nie potrafię.

Miałam dobrą pracę, często zdarzały się wyjazdy służbowe. Lubiłam to, ciągle się coś działo, a ja zawsze byłam z tych osób, co nie potrafią usiedzieć w jednym miejscu. Na jednym takim wyjeździe poznałam super faceta, od razu coś zaiskrzyło. Był przystojny, zabawny, ale przede wszystkim bardzo troskliwy. Wiedziałam, że to kwestia czasu jak zostaniemy małżeństwem. Tak też się stało. Po ślubie obiecałam sobie trochę przystopować z pracą, szef nie miał nic przeciwko temu, bym parę wyjazdów opuściła. Miał na uwadze to, że dawniej byłam na każde jego zawołanie.

Skupiłam się na rodzinie. Był to cudowny czas, pełen radości i szczęścia.
Doczekaliśmy się synka, tak bardzo upragnionego. Kochałam go nad życie. Gdy tylko dorósł na tyle, by móc go posłać do przedszkola, ja wróciłam na dobre do pracy. Mąż zarabiał stosunkowo mało, żeby móc utrzymać naszą trójkę, byliśmy także w trakcie budowy domu, tak że pieniądze były nam bardzo potrzebne. Zaczęły się pojedyncze wyjazdy. Mąż nie miał nic przeciwko, wiedział, że musimy kilka miesięcy się poświęcić, by móc skończyć wymarzony dom i na dobre ułożyć sobie życie.

Dostałam propozycję bardzo dobrze opłacalnego wyjazdu, za granicę. Miał być to wyjazd na miesiąc. Po rozmowie z mężem doszliśmy do wniosku, żebym nie rezygnowała i pojechała.To tylko kilka tygodni, a synek jest na tyle duży, że dadzą sobie radę beze mnie. Wyjechałam. Dzwoniłam do synka codziennie. Rozmawialiśmy na kamerkach, zawsze opowiadał mi co robili dziś w przedszkolu, co tata przypalił na obiad. Na koniec każdej rozmowy z jego ust padały słowa, które do dziś mam w głowie... "Tęsknię, mamusiu, tak bardzo cię kocham. Wróć już do nas, proszę. Wrócisz?". Zawsze odpowiadałam, że musi być dzielny i że lada moment wrócę, ucałuję go i mocno przytulę... Tak mijały nam tygodnie. Tydzień przed wyjazdem do domu ostatni raz rozmawialiśmy na kamerce. Jak zawsze syn opowiadał mi cały swój dzień, mówił, że jak wrócę, to już nigdy mnie nigdzie nie puści. Że zostanę z nim już na zawsze, że będziemy się bawić i łaskotać tatę. Że mocno mnie przytuli i pocałuje.

Była to moja ostatnia rozmowa z synem. Mieli wypadek...

Tak strasznie żałuję, że już nigdy nie przytulę swojego małego synka. Że już nigdy nie powiem mu, jak bardzo go kocham. Nie usłyszę jego głosu. Mam cholerne wyrzuty sumienia. Prosił, bym wróciła, że tęskni, a ja...Tak bardzo bym chciała położyć się obok niego, poczuć bicie serduszka. Żeby znów była nasza leniwa niedziela, gdzie cały dzień spędzaliśmy razem w trójkę, śmiejąc się i wygłupiając. Tego już nie ma, mnie też powoli nie ma.

#2eI7f

6 lata temu poznałam chłopaka, był chodzącym ideałem. Mieszkaliśmy daleko od siebie, więc zaproponował mi, bym przeprowadziła się do niego. Byłam taka szczęśliwa, że zabrałam wszystkie rzeczy od rodziców i powędrowałam na skrzydłach miłości do mojego lubego. Planowaliśmy ślub, dzieci. Para jak z obrazka.

Po 5 latach dowiedziałam się zupełnie przypadkiem, że mnie zdradza. Nie było go w domu, był niby w delegacji. Napisałam do niego, że wiem o wszystkim. Odpisał, że porozmawiamy jak wróci. Myślałam, że mi to jakoś wyjaśni czy cokolwiek, a on do mnie, że mam się wyprowadzić i nara. Oczywiście w głębi duszy serce mi pękło, ale wstałam i zaczęłam się pakować. Zadzwoniłam do brata, żeby po mnie przyjechał. W szale i ze złamanym sercem spakowałam się w 3 godziny. Brat przyjechał ze znajomymi i panowie wynieśli wszystkie moje rzeczy wraz z meblami. Wróciłam do domu.

Po pewnym czasie musiałam w końcu uporządkować wszystkie rzeczy. W regale mam takie pudełko, gdzie trzymam wszystkie moje dokumenty. Wszystko tam wkładam i raz na jakiś czas robię przegląd co się przyda, a co nie. Otwieram, a tam wszystkie dokumenty mojego byłego. Świadectwa, umowy o prace, umowa kupna mieszkania, akt notarialny, umowa odnośnie samochodu, OC i AC, inne ubezpieczenia i wiele innych. Pierwsza moja myśl, że po prostu mu to oddam, bo wiecie ile to załatwiania i tak dalej. I wtedy mi się przypomniało, jak przeczytałam te jego wiadomości wymieniane z tą dziewczyną, o tym jaka ja jestem zła, a jaki on dla mnie dobry, jak się biedny stara. I przypomniałam sobie, jak mnie potraktował. Wszystko podarłam i wyrzuciłam do kosza.

Już widzę, jak szuka tych dokumentów i jak stoi w kolejkach w urzędach.
I  nie żałuję, choć nigdy się nie przyznam co zrobiłam.

#nnfGt

Moja dziewczyna niedawno stwierdziła, że jeśli naprawdę ją kocham, to mógłbym dawać jej więcej dowodów miłości - na przykład w formie romantycznego wieczoru. Dodała też, że strasznie fajnie byłoby, gdybyśmy pojechali kiedyś razem na romantyczne wakacje, w jakieś egzotyczne miejsce.

Cóż, nie stać mnie na to, by zabrać moją ukochaną na Malediwy, ale za to zaplanowałem dla nas coś innego. Romantyczny wieczór wśród ręcznie wykonanych palm, z tapetą oceanu na ścianie, z piaskiem imitującym plażę na podłodze oraz z kolorowym drinkami na leżaczkach. Mam nadzieję, że mojej dziewczynie spodoba się ta egzotyczna plaża, którą specjalnie dla niej zbudowałem w moim pokoju.

#1xUPm

Mam kumpla, facet 27 lat i nigdy nie był z kobietą w łóżku. Jest wobec nich zbyt grzeczny, nudny, powiedziałbym, że jest taki maziowaty.
Spotyka się z jedną kobietą miesiąc, dwa i w końcu ona traci zainteresowanie, wiadomo, że ludzie po prostu lubią coś więcej niż przytulanie (no znaczna większość), i nie jest tak jak w jego mniemaniu, że to tylko facet myśli tylko o jednym.

Zawsze gdy jego dziewczyna się w końcu nim znudzi, a jest ładna i w moim typie, to podrywam ją i zaciągam do łóżka (albo ja jestem zaciągany). Taka kobieta jest zazwyczaj tak znudzona jego grzecznością, że nawet nie będąc mistrzem flirtu udaje mi się praktycznie za każdym razem.
Facet nie wie co traci, a ja... nie zamierzam mu o tym mówić. Owszem, kiedyś próbowałem mu przemówić do rozumu, że nie może być taki "miętki", że czasem musi być jak najbardziej twardy, męski i pewny siebie, ale nic z tego.

Mój styl życia nie krzywdzi nikogo, jasno stawiam sprawę i dopóki zainteresowanym to odpowiada, to nie mam wyrzutów sumienia.

Czasami tylko gdy gadamy przy piwku i opowiada mi co by z "nią" zrobił, gdyby miał odpowiednio dużo czasu, żeby ona zgodziła się spędzić z nim noc, to mam wyrzuty sumienia na myśl o tym, że noc wcześniej robiłem z "nią" właśnie to...

PS Mam gdzieś waszą opinię odnośnie mojej moralności ;) Miało być anonimowe i kurde jest.

#XQBfQ

Miałem sytuację, o której nie wiem, co myśleć poza tym, że mnie przeraża.

Przy niedzieli wybrałem się do lasu, trochę potruchtać, w końcu pogoda na to pozwoliła. Idę sobie ścieżką, a tu po prawej w pewnej odległości ode mnie jakiś człowiek siedzi na drzewie i zawiązuje linę. Myślę: harcerz? Ale jakiś za stary. Nagle przystanąłem, bo zauważyłem, że gość wiąże taką typową pętlę samobójczą, jak nie raz w filmach widziałem. Myślę: K*rwa mać, gość chce się powiesić. Podnoszę do góry rękę i krzyczę: "Hej!". Facet przerwał, znalazł mnie wzrokiem i się na mnie patrzy. Ja wtedy zdałem sobie sprawę, że ma jakieś czarne wzory na twarzy, ja wiem, tatuaże? Początkowo pomyślałem, że się wybrudził. Tak stoję, w sumie nie wiem co mówić, nigdy nie byłem w takiej sytuacji. Ale ten mi odkrzyknął "Hej!" w takim tonie, jakby się witał. I zaczął schodzić z tego drzewa. Myślę, że może jednak harcerz, jakąś grę tu mają czy co. On zszedł z drzewa, otrzepał się i znowu krzyczy do mnie "hej!". I wtedy jednak zacząłem się bać (nie żebym wcześniej się nie bał, bo to ewidentnie wyglądało, że chciał się powiesić, ale teraz gość zaczął mnie przerażać). A ten nagle zaczyna biec do mnie. Praktycznie odruchowo się odwróciłem i zacząłem uciekać ścieżką, którą tu przybiegłem. Po kilkudziesięciu metrach odwróciłem się, a on dalej biegł za mną. Jęknąłem: Boże! Zacząłem biec jeszcze szybciej. Na szczęście biegam regularnie i w dodatku już byłem rozgrzany, ale czułem, jakbym pełzał, a biegłem najszybciej jak mogłem. Do skraju lasu, gdzie były domy, miałem pół godziny biegu, nie wiedziałem, czy dam radę. Znowu się obejrzałem, cały cas biegł za mną, choć dystans między nami trochę się zwiększył. Wybiegłem na szeroką drogę leśną, taką naprawdę dużą, leśnicy wożą tędy drewno z lasu. Biegłem dalej i zobaczyłem, że tuż obok mnie ląduje coś czarnego, nie wiem, czymś rzucił, nawet nie wiem co to, nie widziałem, żeby coś miał w ręku. Odwróciłem się, on stał tam, gdzie się kończyła ścieżka, a wchodziło się na drogę. Stał i się patrzył na mnie. Pobiegłem dalej, co chwilę odwracałem się, ale dalej tam stał, w końcu przestałem go widzieć. Pobiegłem do pierwszego lepszego domu i wszystko chaotycznie wykrzyczałem gościowi, co kosił sobie trawę, ale chyba myślał, że jestem napruty, bo momentalnie zniknął w domu. Więc wróciłem dalej biegiem, choć nie miałem już sił, do domu. Po drodze minąłem dwie panie, powiedziałem im wszystko, zawróciły natychmiast, bo też chciały iść do lasu.

Nie wiem, co o tym myśleć, dalej mam stracha. Ja za cholerę już tam nie pójdę. Teraz tylko siedzę w necie i patrzę, czy nie ma nic o tym, że ktoś się powiesił w lesie. Na razie nie ma.

#p5O6u

Na ostatnie święta dostałem od swojej dziewczyny bardzo bardzo drogi zegarek.
Dziewczyna pochodzi z domu, w którym pieniądze po prostu są - ile chce, tyle ma. Ja jestem przeciętnym Kowalskim. Oboje jesteśmy w takim wieku, że utrzymują nas jeszcze rodzice, choć ja sam pracuję i dorabiam sobie jak tylko mogę.
Do sedna.
Zegarek sprzedałem, kupiłem identycznie wyglądająca podróbkę i od święta zakładam go na specjalne okazje udając, że to ten, który dostałem na gwiazdkę. Nikt się nie zorientował, bo mimo iż zegarek był okrutnie drogi, to w porównaniu z choćby zegarkiem jej ojca wypada śmiesznie tanio.
Za kasę, którą za niego dostałem, kupiłem sobie mnóstwo rzeczy, które były mi potrzebne. Nowe buty na zimę, jakieś kurtki, spodnie, kilka t-shirtów, jakąś koszulę - nic wielkiego, wszystko z sieciówek, ale nowe i wyglądające super.
Starczyło też na przyjemny weekend z dziewczyną.
Sama skomplementowała moje nowe ciuchy, ale mam wyrzuty sumienia jak jasna cholera... W końcu to był prezent, ale nie oszukując siebie... Jak wygląda gość w tanich ciuchach i trochę za bardzo zjechanych butach, ale w zegarku, który jest zajebiście drogi?
Kochamy się, ale przepaść między naszymi światami jest tak ogromna...
Na szczęście nie jest materialistką, inaczej by ze mną nie była.

#NJMJ2

Kiedy po maturze wyprowadziłam się do Warszawy, na imprezie w klubie poznałam Pawła. Zakochałam się z wzajemnością. Paweł jest cudownym mężczyzną, jest opiekuńczy i bardzo troskliwy, wysoki, dobrze zbudowany i w ogóle facet, o jakim myślałam latami.

Pewnego dnia zapytał mnie wprost, czy nie chcę, by do naszego związku wpuścić jego najlepszego kumpla, tu nie chodziło tylko o łóżko, tu chodziło o bycie w związku z dwoma facetami naraz! Pomyślałam, że chyba mu odwaliło, albo że mnie sprawdza. Powiedziałam mu, że kocham tylko jego i nie ma mowy o trójkącie miłosnym. Łukasz, przyjaciel mojego chłopaka, to mega fajny facet, ale nie czułam do niego nic, lubiłam go i tyle.

Łukasz odwiedzał nas często, Paweł wprowadzał go do naszego związku małymi kroczkami... I tak od 3 lat żyję w związku z dwoma facetami. Nie sądziłam, że to możliwe, ale kocham ich obu. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym żyć bez nich. Mam 25 lat. Kiedy rano budzę się obok ich dwóch czuję się bardzo szczęśliwa... bardzo szczęśliwa.

Rodzina myśli, że Paweł to mój jedyny ukochany, a Łukasz to taki jego dobry kolega.

#WXfgZ

Swojego obecnego narzeczonego poznałam dosłownie na drodze. Prawie go przejechałam. Tak jakoś zupełnie niechcący... Przeprosiłam, on mi wybaczył, wziął numer i po jakimś czasie zostaliśmy parą, a kilka dni temu mi się oświadczył.
Kierowca ze mnie fatalny, za kółko raczej nie siadam, ale trzeba przyznać, że prawo jazdy na coś mi się w życiu przydało ;)

#i55KK

Akcja sprzed 2 lat. Jestem dosyć leniwy, zdarzało mi się zamówić kebsa do domu zamiast przejść niecały kilometr do kebsiarni i wrócić.

Przyjechał do mnie facet z zamówieniem, ja przed otworzeniem drzwi wziąłem kotkę na rękę i trzymałem przy ciele, żeby nie uciekła na klatkę, w tej samej ręce trzymałem banknot 50 ziko, żeby zapłacić. Biorę reklamówkę z kebsem od faceta, odstawiam na szafkę obok drzwi, facet wyciąga z nerki resztę (ok. 15 zł), daje mi ją, życzy smacznego i odchodzi. To był pierwszy i jedyny raz kiedy dostawca nie wziął najpierw pieniędzy przed wydaniem reszty. Nie mam pojęcia jak mógł zapomnieć wziąć ode mnie zapłaty, sam się skapnąłem, że nadal trzymam to 50 ziko, dopiero po zamknięciu drzwi.

Podsumowując - zjadłem dwa kebsy i byłem bogatszy o 15 zł, nikt mi potem do drzwi nie zapukał ani nie dzwonił.

Przepraszam dostawcę, że stracił 50 zł z dniówki (35 zamówienie + 15, które mi wydał).
Dodaj anonimowe wyznanie