#wbs5v

Od zawsze mam nadmiarowe kilogramy.
Tylko w podstawówce śmiano się ze mnie z tego powodu. Niby śmiałam się razem ze wszystkimi, ale smutek w sercu zostawał.
Na zielonej szkole, pod koniec chyba drugiej klasy, kiedy zostałam sama z głównym prowodyrem zaczepek (nazywał mnie Sumo), szczerze powiedziałam, że kiedy się ze mnie śmieje, jest mi przykro i chciałabym, by przestał. Zdziwił się, że robił mi przykrość, przeprosił i od tej chwili miałam spokój.

Nie do końca anonimowe, ale wiem, że pewnie jest tu kilka osób, którym rówieśnicy dokuczają. Spróbujcie pogadać, wyczuć moment, kiedy prowodyr będzie sam – nie będzie próbował nikomu zaimponować :)

#DGGpV

Często słyszy się komentarze typu „Nie wolno się spotykać z byłymi przyjaciółek”.
Chciałam podzielić się moją historią i tym, jak ja to widzę i jak boli mnie to podejście wielu ludzi, że „byłych swoich przyjaciółek się nie tyka”.

Liceum. Udało mi się zdobyć paczkę przyjaciółek. Częścią tej paczki była D. D miała chłopaka (X) i wkrótce wszystkie go poznałyśmy. Polubiłyśmy go i okazało się, że mam z nim dużo wspólnych tematów. Nasza znajomość opierała się na wymienianiu wiadomości na grupowym czacie, gdzie była też D oraz 5 innych osób. Byliśmy kolegami. Związek D trwał 2 lata i zaczął się psuć. D coraz częściej zaczynała mówić o zerwaniu z X, opowiadała nam o innych chłopakach i o tym, że chce z nimi być. Wszystkie odradzałyśmy D zerwanie i mówiłyśmy, że nie powinna flirtować z innymi, skoro ma chłopaka (miał na nią dobry wpływ, w przeciwieństwie do jej nowych amantów, którzy lubili używki). Mimo rozmów z D stało się nieuniknione i zostawiła X po dwóch latach związku dla chłopaka poznanego tydzień wcześniej.  Kontakt z X nie urwał się ani mi, ani reszcie paczki. Znaliśmy go już ponad rok i był naszym przyjacielem, a nie tylko „chłopakiem D”. Po zerwaniu był załamany i potrzebował wsparcia. Rozmawialiśmy codziennie i z czasem po prostu się zakochałam. Na początku ignorowałam to, ponieważ „byłych chłopaków przyjaciółek się nie tyka”. D wiedziała, że utrzymuję z nim kontakt i wielokrotnie mówiła, że jeśli chciałabym się z nim umówić, to ona nie ma nic przeciwko. Sama na zmianę próbowała zeswatać go ze mną i z inną jego przyjaciółką, bo widocznie głupio jej było, że ona ma już drugiego chłopaka, a on dalej jest sam. No i stało się, zostaliśmy parą. Niestety D zaczęła się zachowywać, jakbym odbiła jej chłopaka. Na zmianę wyzywała mnie i przestawała się odzywać. Czułam się winna i chciałam przeprosić D, naprawić nasze relacje, ale to było niemożliwe. D traktowała mnie jak zdrajcę, nakładała zakazy typu, że nie wolno mi o nim wspominać, nie wolno mi go przyprowadzać do miasta, nie wolno mi się z nim nigdzie pokazywać. Wpadła w szał, gdy wstawiłam nasze wspólne zdjęcie na portal społecznościowy. Przy swoim nowym chłopaku potrafiła zadzwonić do mnie i nakrzyczeć za spotkanie się z X. Potem D odeszła z naszej paczki.

Najgorsze w tym jest to, że ludzie (nawet moja rodzina) gdy dowiadują się, jak poznałam X, zachowują się, jakbym faktycznie go odbiła. Jakby nawet po zerwaniu dalej był tylko „byłym chłopakiem D”, a nie indywidualną osobą, która ma charakter i uczucia. Zachowanie D jest traktowane jako norma, a moje jak kradzież i wbicie noża w plecy.
Nie rozumiem, co złego jest w zakochaniu się w wolnej osobie.

#K7xtJ

Dzisiaj przydarzyła mi się najbardziej żenująca sytuacja życia. Ważne w tym wyznaniu jest, że jestem w ciąży i mój nos nienawidzi większości dziwnych i drażniących zapachów.
Do rzeczy...
Jadę sobie podmiejskim do mojej wioski, trasa dość długa i sporo ludzi w autobusie. Wtem na pewnym przystanku wsiada matka z dzieckiem w nosidełku. Oczywiście musiała zająć miejsce tuż obok mnie. Po kilku minutach jazdy dzieciak zaczyna płakać. Normalna matka, wiedząc, że będzie musiała jechać ponad godzinę w autobusie z małym dzieckiem, przygotowałaby jedzenie dla niego w butelce, żeby nie musieć eksponować swojego bufetu tłumowi ludzi. No ale nie nasza bohaterka! Więc wyciąga obie (?) piersi na wierzch i przystępuje do karmienia potomstwa. Zapach mleka unosi się w powietrzu i sprawia, że mój żołądek nakurwia salta wraz z dwunastnicą. Ludzie zniesmaczeni zwracają uwagę, jakaś pani oferuje swoją chustę w celu osłonięcia siebie i dziecięcia. A gdzie tam! Urażona Matka Polka rzuca kilka obelg i skupia się na dziecku. W końcu dzieciaczek najedzony, pani chowa jadłodajnię i przystępuje do oklepywania. Nieszczęśliwie, maleństwu się ulewa. Na moją bluzkę... Zapach mlecznych rzygowin daje sygnał fryteczkom z maka do opuszczenia żołądka. Fryteczki lądują szczęśliwie na kolanach niezbyt zadowolonej matki, która odstawia dziecko na bok i zaczyna mnie napieprzać torebką. Wszyscy widzowie w śmiech, a ja uciekam przez cały autobus, by wyjść na najbliższym przystanku.
Nigdy nie było mi tak wstyd...

#MjApt

Kiedy miałam ok. 5-6 lat, bawiłam się w swoim pokoju. Znudziły mi się moje zabawki, więc postanowiłam poszperać w salonie. Wtem znalazłam sznurek! Pocięłam go na dwie części, następnie wpadłam na cudowny pomysł, żeby związać sobie nogi. Złączyłam obie kostki i zawiązałam mocnym pękiem. Potem, nie wiem jak, zawiązałam też nadgarstki. Zadowolona z siebie postanowiłam wstać. Jakoś dałam radę, więc chciałam wrócić do swojego pokoju. Hops, hops, hops, skakałam jak szalona gąsienica, aż w końcu straciłam równowagę, odbiłam się od ściany, potem od drugiej, uderzając w nią głową i wylądowałam na podłodze. Leżałam obwiązana i zapłakana w przedpokoju. Doczołgałam się po nożyczki, rozcięłam sznurek i nigdy więcej nie wpadłam na tak głupi pomysł.

#SvazP

Wydarzyło się w 2020 roku, we wczesnym etapie pandemii covid.

Pracowałem wtedy w biurze podróży. Branża turystyczna oberwała naprawdę mocno i praktycznie przestała robić cokolwiek poza próbami powstrzymania klientów przed wycofywaniem pieniędzy. Dość przygnębiające i wpadłem w lekką depresję, ale to już inna historia. W każdym razie były firmy, które ułatwiały kontakty między hotelami a lokalnymi touroperatorami i biurami podróży, organizując warsztaty. Jak można się domyślić, miały jeszcze mniej pracy niż same biura podróży. Jedna z takich firm warsztatowych, skupiająca się na Malcie, postanowiła nie dać o sobie zapomnieć i zorganizowała konkurs malarski dla pracowników biur podróży, z którymi współpracowała, oraz ich rodzin. Ponieważ zawsze miałem artystyczną duszę i próbowałem walczyć z dołem nowym hobby – akwarelami – zdecydowałem się wziąć udział. Namalowałem mały obrazek przedstawiający port w Marsaxlokk na Malcie. I wygrałem! Poczułem się mega, ale radość szybko minęła. Ogłosili zwycięzców swoim FB i najwyraźniej było niewielu uczestników – w dodatku tylko dzieci pracowników innych biur podróży. No i ja. Wygrałem z 10-letnią Tosią i kilkorgiem innych dzieci...
Zdeptałem marzenia dzieci i w konsekwencji odmówiłem przyjęcia nagrody. Ostatecznie nagrodzono wszystkich uczestników tym samym upominkiem, więc zgodziłem się odebrać również swój (zestaw farb akrylowych).

#bSoEu

Mam 33 lata, nie mam dzieci, żony.
Tak się życie układało, że nigdy nie mogłem niczego odłożyć, większej kwoty, jak nie wynajem, to wychodziły inne rzeczy, po prostu dorosłe życie. Nie zarabiałem nigdy na tyle, aby odłożyć większą sumę. Nie chodzi o to, że zbierać na coś, po prostu mieć odłożone, aby „lżej” się żyło.
Cały czas upatrywałem w tym poczucie szczęścia, bezpieczeństwa, byłem zirytowany, że nie przybliżam się do celu.
Szczęście w nieszczęściu, miałem wypadek, dostałem dość duże odszkodowanie – 300 tys. złotych. 
Jestem zdrowy, poza bliznami na twarzy, które świadczą, że coś się stało.
Problem w tym, że to nic nie zmieniło, nie jestem wcale bardziej szczęśliwy ani nie czuje się bardziej bezpiecznie.

#Brveh

Wakacje, środek dnia, rodzice w pracy, więc z rodzeństwem zostałam ja. Nagle dzwoni domofon. Od czasu kiedy w bloku mamy domofony na kod, rzadko słyszymy dźwięk dzwonienia. Idę odebrać. Mężczyzna mówi, że przyszedł sprawdzić jakieś liczniki w piwnicy i czy może ktoś zejść i mu otworzyć. Trochę mnie to zaskoczyło, bo przeważnie jak ktoś już dzwonił, to listonosz albo kurier. Wpuszczam gościa do klatki i mówię, że zaraz zejdę z kluczami, lecz zaraz mnie coś tknęło. Przecież na dole mogło czekać kilku oblechów gotowych na wszystko... Wzięłam słuchawkę w rękę i powiedziałam miłemu panu, że nie mogę zostawić rodzeństwa samego w mieszkaniu, więc niech poprosi innego sąsiada, który dodatkowo nie mieszka na najwyższym piętrze tak jak ja. Nieee, bo on potrzebuje mojej piwnicy, nie tylko tej ogólnej. Super... Pełna obaw postanowiłam jednak zejść na dół i wpuścić ziomka do tej piwnicy, jednak przed tym postanowiłam się zabezpieczyć.
Moi bracia wcale tacy mali nie są, żebym musiała się nimi zajmować, więc szybko wspólnie wymyśliliśmy plan. Między innymi zakładał, że jeden z nich zostanie w mieszkaniu i spróbuje zatrzymać uciekających gości, wylewając na nich wodę, a drugi pójdzie wyrzucić śmieci, schowa się w krzakach i całą akcję będzie dokładnie dokumentował. W razie gdybym nie wyszła z piwnicy po ustalonym czasie, mają dzwonić na policję. Sama szybko założyłam jakieś w miarę „bezpieczne” spodnie i zeszłam na dół. Tam czekał na mnie mężczyzna po pięćdziesiątce, bez żadnych swoich koleżków. Wpuściłam go do piwnicy, nie sprawdził, czego chciał, bo klucze do boksu piwnicznego mieli rodzice, umówił się, że przyjdzie w inny dzień i to by było na tyle.

Jak wróciliśmy do mieszkania, to mieliśmy trochę ubaw, choć najmniej ten brat, co wyniósł śmieci na darmo.

#wJIAx

Raz nie nauczyłam się na geografię, a pan wywołał mnie do tablicy. Ze stresu się zsikałam. Wstyd na maksa! A na drugi dzień jak poszłam do szkoły, to nauczyciel spytał mnie, jak to się wczoraj stało, a cała klasa się śmiała i wołali na mnie „Siusiumajtek”. Znowu się zsikałam...
Dodaj anonimowe wyznanie