Wakacje, środek dnia, rodzice w pracy, więc z rodzeństwem zostałam ja. Nagle dzwoni domofon. Od czasu kiedy w bloku mamy domofony na kod, rzadko słyszymy dźwięk dzwonienia. Idę odebrać. Mężczyzna mówi, że przyszedł sprawdzić jakieś liczniki w piwnicy i czy może ktoś zejść i mu otworzyć. Trochę mnie to zaskoczyło, bo przeważnie jak ktoś już dzwonił, to listonosz albo kurier. Wpuszczam gościa do klatki i mówię, że zaraz zejdę z kluczami, lecz zaraz mnie coś tknęło. Przecież na dole mogło czekać kilku oblechów gotowych na wszystko... Wzięłam słuchawkę w rękę i powiedziałam miłemu panu, że nie mogę zostawić rodzeństwa samego w mieszkaniu, więc niech poprosi innego sąsiada, który dodatkowo nie mieszka na najwyższym piętrze tak jak ja. Nieee, bo on potrzebuje mojej piwnicy, nie tylko tej ogólnej. Super... Pełna obaw postanowiłam jednak zejść na dół i wpuścić ziomka do tej piwnicy, jednak przed tym postanowiłam się zabezpieczyć.
Moi bracia wcale tacy mali nie są, żebym musiała się nimi zajmować, więc szybko wspólnie wymyśliliśmy plan. Między innymi zakładał, że jeden z nich zostanie w mieszkaniu i spróbuje zatrzymać uciekających gości, wylewając na nich wodę, a drugi pójdzie wyrzucić śmieci, schowa się w krzakach i całą akcję będzie dokładnie dokumentował. W razie gdybym nie wyszła z piwnicy po ustalonym czasie, mają dzwonić na policję. Sama szybko założyłam jakieś w miarę „bezpieczne” spodnie i zeszłam na dół. Tam czekał na mnie mężczyzna po pięćdziesiątce, bez żadnych swoich koleżków. Wpuściłam go do piwnicy, nie sprawdził, czego chciał, bo klucze do boksu piwnicznego mieli rodzice, umówił się, że przyjdzie w inny dzień i to by było na tyle.
Jak wróciliśmy do mieszkania, to mieliśmy trochę ubaw, choć najmniej ten brat, co wyniósł śmieci na darmo.
Dodaj anonimowe wyznanie
Dobra akcja. Plusik za puentę :)