#qaSwK

Mój tata to policjant. Czego to ja się nie nasłuchałam o złu, jakie ciągną za sobą ludzie... Jakoś to wytrzymywałam, kontakt z ludźmi przestał być mi aż tak bardzo potrzebny. Zazwyczaj siedziałam sama w pokoju, praktycznie z niego nie wychodziłam, koleżanki nigdy mnie nie zapraszały na urodziny, bo ja i tak bym nie mogła przyjść. Nigdy nie nocowałam u nich, a próby wyjścia na spotkania były kwitowane słowami: „Po co? Masz dom”... Zawsze chciałam być wolontariuszką, jednak i to pragnienie odlatywało po słowach: „Nie. To niebezpieczne. Po co ci to?”. Jednak jakimś cudem trzy lata temu się udało. Zbiórka pieniędzy w galerii w moim mieście. Tego dnia miałam pierwszy raz spotkać się z kolegą. Miły, pomocny, rok starszy. Rodzice z tej źle pojętej miłości wchodzili (pewnie dalej to robią) na mojego Facebooka, a po co? Żeby poczytać z kim i o czym piszę.
No i nadszedł długo wyczekiwany dzień zbiórki, ja z puszką pełną pieniędzy pierwszy raz spotkałam jego, mieliśmy tylko chodzić, miał ze mną podchodzić do ludzi, bo przecież tak raźniej. No miał... Jak tylko do mnie podszedł, to przybiegł mój tata i zaczął się na niego drzeć, że ma wypier..., że nie chce go widzieć itp. A mi kazał wracać. Okazało się, że przez cały czas byłam obserwowana. A jemu robili nawet zdjęcia! Więcej z tym chłopakiem nie rozmawiałam. Dalej mi wstyd. Nie mogłabym spojrzeć mu w oczy. Coraz częściej to mi się śni. Nie chcę do tego wracać.

Czym to poskutkowało? Zwykłe wyjście powoduje stres. Trzęsę się, po prostu nie mogę wytrzymać. Zanim się odezwę/napiszę, przemyślę to z 20 razy. Teraz dramat to nowa szkoła. Boję się tych ludzi. Jak o tym myślę, to dostaję ataku paniki.

#qoW5l

Jestem kobietą i od zawsze nienawidzę chodzić na zakupy po „szmatki”. Po porodzie, jak to po porodach często bywa, nie czułam się atrakcyjna. Mój wspaniałomyślny wysłał mnie na zakupy po jakaś seksowną piżamkę. Tak więc z niechęcią, ale wzięłam swoją mamę i uczyniłam, o co mąż poprosił. Przymierzałam kilka szmatek, ale w sumie to dalej nie czułam się atrakcyjna. Mama jak to mama: „w tym cudownie”, „o, w tym genialnie”. Nikt nie wie, że jedyne, dlaczego kupiłam jedną z piżamek to mina innej klientki, kiedy przebrana w nią otworzyłam drzwiczki, żeby się mamie pokazać. W jej oczach widziałam zachwyt. I że w taki sposób pozbyłam się wątpliwości w swoją atrakcyjność.

#22b7e

Kilka dni temu wybrałam się na zakupy do galerii handlowej. Kiedy po całej akcji udałam się na parking w celu odnalezienia auta, zobaczyłam, że mój wóz ma zarysowany bok. Pod wycieraczką ktoś zostawił karteczkę z numerem telefonu. Po powrocie do domu zadzwoniłam pod podany numer. Odebrał mężczyzna i zaproponował spotkanie u siebie w domu, aby omówić wszelkie sprawy związane ze szkodą. Nie było to daleko, więc podjechałam pod wskazany adres.
Kiedy załatwiliśmy już wszelkie formalności, zaproponował mi, abym została jeszcze chwileczkę, bo tak dobrze nam się rozmawia. Po jakimś czasie mężczyzna powiedział mi, że widział mnie kilka razy na spacerze z psem oraz że bardzo mu się spodobałam, a on nie wiedział, jak zagadać, więc zarysował mi specjalnie auto, żeby mieć pretekst do spotkania.
Niestety jako mężatka nie mogłam się z nim znowu umówić, ale podziwiam za kreatywność! :D

#eyOyl

Jeżdżę co roku z chłopakiem i grupą przyjaciół w Bieszczady. Sprawia nam to ogromną przyjemność. W dzień przed wyjazdem dostaliśmy SMS-a, że z Ewką pojedzie jej koleżanka, którą ponoć mąż zostawił przed ołtarzem, ma depresję i jest wykończona emocjonalnie, więc trzeba ją w jakiś sposób „rozluźnić” itp. Nic nam to nie przeszkadzało, bo jesteśmy otwarci na nowe znajomości. Ewa dodała, że koleżanka jest dosyć specyficzną osobą i mamy się do niej nie zrazić. Nie wiedzieliśmy jednak, że ta specyficzność będzie aż na takim wysokim poziomie. 
Nowa koleżanka, Karolina, przyszła do nas w sandałach. W zwykłych rzymiankach, krótkich spodenkach i zwykłym sweterku, kiedy to my byliśmy w trepach, polarach i przeciwdeszczówkach. Dodatkowo pod pachą niosła psa. Wiadomo, że do parku narodowego nie można wpuszczać psów, ale udało się jej przemycić czworonoga. Karolka nie przygotowała się na to, że w górach jest bardzo zmienna pogoda. Zaraz zaczął wiać wiatr. Koledzy pożyczyli jej jakieś polary, bo jej sweterek został przeznaczony dla psa, który również trząsł się z zimna. Nie obyło się bez pretensji, że polar za duży albo niewygodny. Te pretensje były na każdym kroku. A bo Bieszczady to zadupie, po co w ogóle się tu wybierała. Wiatr taki zimny, a ona myślała, że dzisiaj będzie ładna pogoda. A bo kamienie są, o które się potyka. No niesamowite, kamienie w górach! Trzeba było nieść wszystkie jej rzeczy, bo ledwo niosła tego psa. Przez jej kondycję wchodziliśmy trzy godziny na Tarnicę, gdzie normalny czas to półtorej godziny.

Następnego dnia Karolina nie mogła wstać z łóżka. Jej stopy były tak stłuczone, że nie mogła normalnie chodzić. Dodatkowo złapała jakieś przeziębienie. Kostki opuchnięte. Zapalenie pęcherza. Przynajmniej pies jakoś sobie poradził i był odważniejszy od pani. Oczywiście Ewka miała pretensje do nas, że tak urządziliśmy czas wolny jej przyjaciółce i że ostatni raz jedzie z nami na wyjazd.

A ja się pytam, czy zabiera się ameby w góry? NIE.

#y7fCx

Jestem matką dwójki dzieci w wieku przedszkolnym. Siedzę z nimi, bo się nie dostali nigdzie w tym roku. Przez to mąż pracuje całe dnie – utrzymuje nas sam, spłaca kredyt i jeszcze buduje dom. Bardzo zajęty człowiek, przez to znaczna większość obowiązków domowych i opieka nad dziećmi spada na mnie. Bardzo mnie to przeciąża, czuję się ciągle przebodźcowana i zestresowana. Jak sobie z tym radzę? Uciekam w świat fantazji i własnych wymysłów, które skupiają się wokół konkretnej osoby. Wcześniej był to znany piosenkarz, aktualnie jest to postać z gry. Jestem załamana, myśli są natrętne i męczą mnie. Często odpływam, nawet w ciągu dnia i nie mogę nic na to poradzić. Czuję, że jak zagram w grę będzie lepiej i trochę mnie puści, ale mam niesprawny komputer i muszę czekać. Jestem dorosłą kobietą, matką i żoną, a fantazjuję o romansie z łysym kolesiem z gry.
Dla ciekawskich – chodzi o Petera z gry Your Boyfriend.

#L0zTq

Czasy szkoły średniej wspominam średnio. Nie byłam klasowym wyrzutkiem, ale było parę osób, które skutecznie uprzykrzały mi życie — obgadywanie za plecami, a to jakieś niby żarciki, ale bardzo przykre, krzywe spojrzenia. Wśród tych osób była Ewka. Księżniczka, która miała się za ósmy cud świata, najmądrzejszy, najpiękniejszy, z bogatego domu. Jak to bywa zazwyczaj, wokół Ewki krążyła jej świta, składająca się z dwóch koleżanek, równie przemądrzałych i równie lubiących uprzykrzać mi życie. W jaki sposób? Jak przystało na dorosłych ludzi — popychanie mnie na chłopaków na przerwie. Co bym nie powiedziała, słyszałam poniżające „a co ty tam możesz wiedzieć”, w klasie maturalnej doszły pytania kiedy w końcu znajdę sobie chłopaka i śmiechy „a kto ją zechce”, śmianie z niemodnych ubrań... Ech, długo by opowiadać. Miałam kilka koleżanek, które trzymały moją stronę, więc starałam się tym nie przejmować, jednak chęć zemsty zawsze gdzieś z tyłu głowy była.

Okazja natrafiła się w klasie maturalnej, jakiś tydzień czy dwa przed studniówką. Tego dnia akurat dwóch koleżanek Ewci nie było w szkole, więc bidulka nie miała z kim dokazywać na przerwach. Na jednej z tych przerw stoję sobie z boku i podchodzi do mnie Ewka. Rozgląda się i po cichu mówi „Ej, zerknij mi na tyłek, bo mam okres, zobacz, czy nie mam plamy”. Ja zdziwiona, że podeszła do mnie, ale w sumie koło innych dziewczyn z klasy stali chłopacy, może się wstydziła przy nich pytać. Patrzę — jest plama. W pierwszej chwili miałam jej mówić, ale z drugiej strony jak nie teraz, to nigdy taka okazja może się nie trafić... „Wszystko w porządku” odpowiedziałam,  a ona zadowolona podziękowała i poszła do koleżanek i kolegów z klasy.

Po pewnym czasie któryś chłopak tę plamę zauważył i nie omieszkał tego głośno skomentować. Jej zmieszanie — bezcenne. Jak sprinter poleciała do łazienki w akompaniamencie śmiechów. Wróciła z bluzą przewiązaną w pasie (któraś koleżanka się zlitowała) i tak przesiedziała jedną lekcję, po czym zwolniła się z dwóch pozostałych lekcji i poszła do domu.

Czy miałam wyrzuty sumienia? Na początku tak, bo kobiety wiedzą, jak problematyczny może być okres, ale potem pomyślałam, że gdyby role się odwróciły, ona pierwsza śmiałaby się najgłośniej + te lata upokorzeń...
Niewiele ją ta lekcja nauczyła, ale było warto :)

#PleMm

Od ponad pół roku pracuję w banku, w małej placówce prowadzonej przez prywaciarza. Ogólnie zawsze uważałam, że na lepszego szefa trafić nie mogłam. Zawsze szedł na rękę, nigdy nie było z nim problemów, kiedy potrzeba, pozwalał wyjść wcześniej czy otworzyć troszkę później. Ideał. I tak przez pół roku dogadywaliśmy się można powiedzieć jak przyjaciele, ale dostałam propozycję pracy w innym banku za wyższą stawkę, a nie ukrywajmy, minimalna krajowa w banku, gdzie ma się odpowiedzialność za każdą złotówkę, nie jest szczytem marzeń, wiec zgodziłam się bez większego namysłu i złożyłam wypowiedzenie... No i sytuacja zmieniła się nie do poznania. Szef zaczął mnie unikać, a jak już musiał, to kończyło się na telefonie z krótkim rozkazem. W umowie zapisał, że mam miesięczny okres wypowiedzenia, więc trudno, zaciskam zęby i dam radę. Jednak szef przyniósł mi zwolnienie dyscyplinarne, niby za nieusprawiedliwioną nieobecność. W pracy szok i niedowierzanie – jak można tak potraktować pracownika, który zawsze był na każde zawołanie i pracował wiele razy dłużej by wyrobić plany.
Okazało się, że szef mimo wcześniejszej rozmowy, że mam mamę w szpitalu i potrzebuję urlopu, a wniosek zostawię jak zawsze na biurku, postanowił go nie podpisać, bo dowiedział się, że przechodzę do innego banku i bał się, że zabiorę mu klientów... 

PS Czekam teraz na rozprawę w sądzie pracy, trzymajcie kciuki. I pamiętajcie, uważajcie na szefów, bo czasami najlepszy szef świata ma drugą twarz...

#eg3He

Za miesiąc kończę 25 lat. Dwa miesiące biegam od lekarza do lekarza, a diagnoza jest jedna i nieunikniona „rak węzłów chłonnych z przerzutami”.
Wydając mnóstwo pieniędzy na diagnozy, prywatne badania, konsultacje, usłyszałam wiele opinii; mogę umrzeć w ciągu miesiąca, trzech miesięcy, roku bądź dziesięciu lat. Oczywiście najlepiej zacząć chemię i „walczyć”. Pytanie, co to za walka? Walka o jakie życie? Spędzając przynajmniej 2-3 miesiące w szpitalu, tracąc włosy, siłę i siebie nie mam pewności, że kiedykolwiek poczuję się tak jak teraz. Nie wiem, czy chemia nie dobije mnie szybciej w moim stanie. 

Nie będę się leczyć, tak jak żyje, tak i umrę. Nie mam męża, dzieci; jestem sama i umrę sama. Z rodziny nikt nie wie o mojej chorobie, nie chcę słuchać o tym, że warto się leczyć, tracić siły i umierać, próbując walczyć o lepsze życie. Wolę umrzeć bez tej męki, która nigdy nie da mi gwarancji, że będę zdrowa.
Dodaj anonimowe wyznanie