Od ponad pół roku pracuję w banku, w małej placówce prowadzonej przez prywaciarza. Ogólnie zawsze uważałam, że na lepszego szefa trafić nie mogłam. Zawsze szedł na rękę, nigdy nie było z nim problemów, kiedy potrzeba, pozwalał wyjść wcześniej czy otworzyć troszkę później. Ideał. I tak przez pół roku dogadywaliśmy się można powiedzieć jak przyjaciele, ale dostałam propozycję pracy w innym banku za wyższą stawkę, a nie ukrywajmy, minimalna krajowa w banku, gdzie ma się odpowiedzialność za każdą złotówkę, nie jest szczytem marzeń, wiec zgodziłam się bez większego namysłu i złożyłam wypowiedzenie... No i sytuacja zmieniła się nie do poznania. Szef zaczął mnie unikać, a jak już musiał, to kończyło się na telefonie z krótkim rozkazem. W umowie zapisał, że mam miesięczny okres wypowiedzenia, więc trudno, zaciskam zęby i dam radę. Jednak szef przyniósł mi zwolnienie dyscyplinarne, niby za nieusprawiedliwioną nieobecność. W pracy szok i niedowierzanie – jak można tak potraktować pracownika, który zawsze był na każde zawołanie i pracował wiele razy dłużej by wyrobić plany.
Okazało się, że szef mimo wcześniejszej rozmowy, że mam mamę w szpitalu i potrzebuję urlopu, a wniosek zostawię jak zawsze na biurku, postanowił go nie podpisać, bo dowiedział się, że przechodzę do innego banku i bał się, że zabiorę mu klientów...
PS Czekam teraz na rozprawę w sądzie pracy, trzymajcie kciuki. I pamiętajcie, uważajcie na szefów, bo czasami najlepszy szef świata ma drugą twarz...
Dodaj anonimowe wyznanie
W sądzie pracy wygrasz z palcem w... Nosie. Po pierwsze 90% spraw w pierwszej instancji w sądzie pracy wygrywa pracownik, a po drugie taki numer na okresie wypowiedzenia nie przejdzie
"w małej placówce prowadzonej przez prywaciarza. (...) pozwalał wyjść wcześniej czy otworzyć troszkę później (...) dowiedział się, że przechodzę do innego banku i bał się, że zabiorę mu klientów"
To bank czy jakaś agencja opłacania rachunków?? Bo nie bardzo rozumiem jak można otwierać prawdziwy bank później lub zamykać go wcześniej i jak przechodząc do innego banku "zabrać ze sobą klientów".
No właśnie też nie widzę tego jak Janusz Prywaciarz sam z siebie tworzy bank, do otworzenia którego trzeba mieć 5mln euro aktywów
Bardzo prosto, składasz wniosek i zostajesz placówka partnerską. Szacowany koszt to około 50k PLN na sam start. Placówki mają godziny otwarcia, przeważnie mało kto przychodzi na otwarcie/zamknięcie, zwłaszcza jeżeli to mniejsza miejscowość. A co do klientów to jest zawsze grupa "tradycjonalistów", którzy preferują załatwiać sprawy w placówce. Tacy często przywiązują się do pracowników i są w stanie przenieść konto do innego banku, zwłaszcza że oferty rachunków bieżących są obecnie mocno porównywalne.
Cytując
„ Zawsze szedł na rękę, nigdy nie było z nim problemów, kiedy potrzeba, pozwalał wyjść wcześniej czy otworzyć troszkę później. Ideał.”
A potem postanowiłaś podłożyć mu świnie i zdania na dzień rzucić wypowiedzeniem zamiast najpierw dogadać się z dobrym (wg Ciebie) człowiekiem.
Żałość
"...zamiast najpierw dogadać się z dobrym (wg Ciebie) człowiekiem"
Ta dobroć dotyczyła tylko luźniejszych godzin pracy, ale w zamian autorka oferowała odpowiedzialną pracę z pieniędzmi za minimalną krajową, bycie na każde zawołanie i pracę w nadgodzinach...