#L0zTq
Okazja natrafiła się w klasie maturalnej, jakiś tydzień czy dwa przed studniówką. Tego dnia akurat dwóch koleżanek Ewci nie było w szkole, więc bidulka nie miała z kim dokazywać na przerwach. Na jednej z tych przerw stoję sobie z boku i podchodzi do mnie Ewka. Rozgląda się i po cichu mówi „Ej, zerknij mi na tyłek, bo mam okres, zobacz, czy nie mam plamy”. Ja zdziwiona, że podeszła do mnie, ale w sumie koło innych dziewczyn z klasy stali chłopacy, może się wstydziła przy nich pytać. Patrzę — jest plama. W pierwszej chwili miałam jej mówić, ale z drugiej strony jak nie teraz, to nigdy taka okazja może się nie trafić... „Wszystko w porządku” odpowiedziałam, a ona zadowolona podziękowała i poszła do koleżanek i kolegów z klasy.
Po pewnym czasie któryś chłopak tę plamę zauważył i nie omieszkał tego głośno skomentować. Jej zmieszanie — bezcenne. Jak sprinter poleciała do łazienki w akompaniamencie śmiechów. Wróciła z bluzą przewiązaną w pasie (któraś koleżanka się zlitowała) i tak przesiedziała jedną lekcję, po czym zwolniła się z dwóch pozostałych lekcji i poszła do domu.
Czy miałam wyrzuty sumienia? Na początku tak, bo kobiety wiedzą, jak problematyczny może być okres, ale potem pomyślałam, że gdyby role się odwróciły, ona pierwsza śmiałaby się najgłośniej + te lata upokorzeń...
Niewiele ją ta lekcja nauczyła, ale było warto :)
Pokazałaś, ze należysz do tej samej grupki co Ewcia.