Mam 24 lata i zostałam wdową. Z mężem mieliśmy dziecko, a drugie w drodze. Mąż źle się poczuł i trafił do szpitala. Niestety po paru dniach zmarł. Bardzo młodo, nigdy na nic nie chorował, to stało się nagle.
Załamałam się. Cały świat mi się zawalił w jednej chwili... ale musiałam jakoś funkcjonować dla dziecka, które mamy i tego, co było w drodze.
Kilka tygodni po pogrzebie zaczęły się plamienia... Umówiłam się do lekarza prowadzącego ciążę, okazało się, że dziecku przestało bić serduszko. Bardzo chcieliśmy mieć drugie dziecko, a tu kolejna tragedia... Teraz zostałam sama z małym dzieckiem. Bardzo brakuje mi męża.
Dzień w pracy jak każdy inny. Wykonuję swoje stałe obowiązki, żegnam się z osobą, z którą przed momentem prowadziłam służbową rozmowę. Niewzruszona wracam do pracy, ale przeszkadza mi w tym koleżanka z pracy.
- No co ty, tak bez zdjęcia i autografu?!
Spoglądam niepewnie w miejsce, gdzie oddaliła się obsługiwana przeze mnie osoba i widzę, jak grupa osób mniej lub bardziej śmiało próbuje podpytać ją o selfie.
- Po prostu się nie zachwycam, jestem w pracy i tutaj ważniejszy jest profesjonalizm.
Wracam na swoje stanowisko i w ciszy obserwuję, jak koleżanka również dołącza do grona osób czekających w kolejce do zdjęcia ze sławną aktorką.
Jak pewnie już zdążyliście się domyślić, w mojej pracy dość często mam kontakt z osobami sławnymi, popularnymi czy rozpoznawalnymi. Sławni aktorzy, pisarze, muzycy, politycy czy internetowe persony to codzienność przynajmniej raz na tydzień. Kiedy moi znajomi z pracy nie kryją swojego zachwytu i kolekcjonują kolejne zdjęcia z gwiazdkami, ja udaję opanowaną profesjonalistkę, która po prostu wykonuje swoją pracę. Problem tylko w tym, że... - i tutaj ta anonimowa część - ja zupełnie nie mam głowy do znanych osób.
Nie oglądam wielu filmów, nie wiem jak wyglądają członkowie większości zespołów, których słucham, nie śledzę polityki ani nie kojarzę nazwisk pisarzy. Nie mam pamięci do nazwisk i zwyczajnie nie wiem, jacy ludzie są popularni, co normalnie nie sprawia mi w życiu trudności, jednak sama przed sobą zaczęłam zauważać, że chyba jestem straszną ignorantką.
Na przerwach w pracy uciekam od kuchennych rozmów na temat spotykanej sławy, bo po prostu nie wiem, kim ta osoba jest i czego dokonała. Nie chcę, żeby ludzie myśleli, że nie obchodzi mnie, co dzieje się wokół, ale też nie chcę być zamknięta w swojej własnej bańce, gdzie jedyne co rozróżniam to tytuły piosenek i bohaterowie ulubionych książek.
Podczas czyszczenia kominka z popiołu mój mąż znalazł w nim martwego, zmumifikowanego nietoperza. Najpierw przez prawie godzinę ganiał mnie po domu z tym paskudztwem w rękach, a później odmówił pozbycia się swojego nowego przyjaciela. Nazywa go "Mariusz".
Nauczycielka biologii w podstawówce miała problem z dobraniem odpowiedniej bielizny do spodni i często z przodu wszystko jej się odznaczało. W tamtych czasach nie mówiło się jeszcze o cameltoe czy kopycie wielbłąda i zyskała swojski staropolski przydomek Cipa.
Kilka koleżanek dowiedziało się jakie były pytania na klasówce z biologii w równoległej klasie , ale były na tyle leniwe, że zamiast się nauczyć, zrobiły sobie tzw. gotowce. Jedna z nich została przyłapana i zrobiła się niezła afera.
W domu koleżanka przyznała się co się stało:
- Mamo, narozrabiałam i grozi mi dwója (wtedy najniższa ocena) z biologii na semestr. Musisz iść do Cipy, najlepiej od razu jutro po szóstej lekcji.
Biologia nie była najważniejszym przedmiotem i mama nie kojarzyła tej nauczycielki. Trochę się spóźniła, lekko zdezorientowana zagląda do pokoju nauczycielskiego i pyta:
- Czy jest pani Cipa?
A to była ona... (!!!)
Z rodzicami mieszkałam w małym mieście w bloku. Nie klepaliśmy biedy, ale nie byliśmy bogaci. Chodziłam do szkoły obok domu. Podstawówka, gimnazjum, później technikum. Wszystkie szkoły były blisko i chodziłam z buta, w klasach były okoliczne dzieci, dużo z tych bloków, co ja w nich mieszkałam. W technikum zaczęła się lekka patola - wiadomo, picie, palenie. Zawsze miałam jednak wrażenie, że chcę robić coś innego w życiu, pójść na jakieś studia i nie pracować w monopolowym tak jak większość osób u nas z osiedla. Nie zawsze chodziłam na te ich imprezy itp.
Potem napisałam maturę i pojechałam na studia do innego miasta, w międzyczasie pracowałam, żeby się utrzymać.
I nagle zonk - okazało się, że na studiach dużo osób zaczęło czepiać się tego, jak mówię. Notorycznie koleżanki wracały mi uwagę, że coś mówię źle.
Przykłady - przez całe życie zamiast „uśmiechnęłam” mówiłam „uśmiechłam”, tak samo - „kopłam” itd., mówiłam „wziąść”, „kupywać”, „w każdym bądź razie”, „trza” to tylko szczyt góry lodowej, bo popełniałam dużo więcej błędów. W wieku 20 lat zaczęłam się pilnować i bardzo zwracać na to uwagę. Bo wśród nowych znajomych jest tak, że z poprzednim językiem uchodziłam za wieśniaczkę. Jak przyjechałam na te studia, to śmiano się, że wyglądam jak tzw. karynka. I to śmiali się dorośli ludzie. Może i nie miałam najdroższych kosmetyków czy super makijażu. Farbowałam włosy na bordo, nosiłam raczej dres lub dżinsy. Mam tatuaż na boku, który nazwano „ohydny, patola”. Tak samo jak przyszłam na imprezę w ulubionej bluzie, to ją wyśmiano i powiedziano, że teraz to przesadziłam.
W mieście zmieniłam się nie do poznania, zaczęłam bardziej naśladować te osoby, które tam były.
I wiecie, co jest anonimowe? Ano to, że nigdy nie byłam taka nieszczęśliwa. Wracam czasami do domu, ubieram stare ubrania. Mówię jak kiedyś, siedzę w rodzicami w bloku w niewyremontowanym mieszkaniu, później wieczorem wychodzę pod blok ze starymi znajomymi i w kółku pijemy piwo albo wódkę z sokiem. I wtedy czuję się sobą. Nie lubię tych zakłamanych ludzi ze studiów, nie lubię tego mizdrzenia się, drogich barów i wyjść na miasto. Lubię wrócić do domu, dobrze zjeść i później iść na pato imprezę. Wiele oddałabym za to, żeby pracować u nas w monopolowym i mieć wywalone. Ale głupio mi wrócić, zawieść rodziców.
Kiedyś chciałam być kimś, ale dziś chcę być sobą. Móc wypić piwo i nie bać się brzucha.
Zaliczyłam straszny wstyd...
Jakiś czas temu umówiłam się na Tinderze z świetnym chłopakiem, że wyjdziemy na miasto i do baru. To było jeszcze przed tą epidemią. Umówiłam się z nim tydzień wcześniej, później nie pisaliśmy.
W dniu spotkania napisała do mnie stara i dobra znajoma, że akurat przyjechała do miasta na weekend i czy chcę się spotkać. No to dawaj. Spotkałyśmy się jakoś po południu. Ona miała wynajęty na weekend pokój. Poszłyśmy tam obie. Ja na luzie - w dresie, włosy nieogarnięte. Najpierw wspominałyśmy stare czasy; później poszłyśmy do sklepu po coś mocniejszego. Skończyło się tak, że wypiłyśmy 0,7 i 4 piwa. Paliłyśmy na balkonie i mówiłyśmy, jak to kiedyś było. Co najlepsze - to wszystko było przed 20:00. A ja na śmierć zapomniałam o tym chłopaku i spotkaniu. Do czasu... O 19:40 napisał do mnie, że się już zbiera. Wpadłam w szał! Powiedziałam koleżance o sytuacji, a ona na to, że umalujemy mnie i wsiądę w tramwaj, na rynek blisko.
I tym sposobem pojechałam, byłam 10 minut spóźniona. Kompletnie pijana, acz umalowana. W dresie, starej bluzce z nadrukiem i w butach sportowych, bez stanika. Ale wtedy nie myślałam o tym. Chłopak mnie zobaczył, coś pod nosem powiedział i poszliśmy na spacer po deptaku. Za 10 minut ten chłopak tak jakby powiedział, że wychodzi do kibla do jakiegoś baru i już nie wrócił, a czekałam. Później wróciłam do koleżanki i upiłam się jeszcze bardziej, śmiejąc się z sytuacji.
A nazajutrz rano masakra... Otwieram telefon, a tam wiadomość od niego. Że nie tak sobie mnie wyobrażał, że na Tinderze byłam spoko, ale że on nie umawia się z grubymi alkoholiczkami, tylko z pięknymi kobietami. I żebym na następny raz użyła perfumy.
Porażka, takiego wstydu nigdy nie miałam.
MEN i koronawirus.
BOŻE ŚWIĘTY, mam dość. Piszę to ze strony ucznia (3 technikum, profil informatyk) i chcę się podzielić bólem i absurdami, które działy się od 2 tygodni. Wiadomo, nauczyciele też ludzie i z czegoś żyć muszą, ale na początku oczywiście minister, że szkoły odwołane, to możemy filmy oglądać czy książkę poczytać. NIE. Nie uważam, że sama nauka jest zła, tylko że nagle z nauczania szkolnego mamy się przerzucić na studenckie. Wideolekcje? Przecież to jest żart.
Jak w klasie masz śmieszka, to wystarczy takiego ignorować, ale jak ma się lekcje przez internet, to zaraz taki przez micro muzykę puszcza albo głupio komentuje. A nauczyciel nie umie go wyciszyć albo wywalić (chociaż to jest słabe rozwiązanie, bo zaraz któryś mu poda link, by dalej się wydurniał).
Sami nauczyciele też nie lepsi, mikrofony tak ustawione, że słuchawki na 100%, a i tak cicho. Jak prosisz, żeby mówił głośniej, to mówi, żeby go tutaj nie wkręcać, bo widzi, że go słychać. NOŻ K****A. Jak któryś nie prowadzi lekcji, to oczywiście zadanka do zrobienia. A że siedzicie w domu, to na pewno się nudzicie, to macie tu zadanka. Zajęcia techniczne - oczywiście jeżeli któryś jest na czasie z technologią, to spoko. Ale są też tacy, którzy na każde zadanie FILMIK, bo jemu się łatwiej sprawdza. Pomoc naukowa? Przecież masz INTERNET i PORADNIKI. No zajebiście, on napisze co chce zobaczyć, a ja mam zapierdalać.
Na koniec nauka języków. Mam z tym niesamowite trudności. Jak z angielskiego coś kumam, tak bez pomocy nauczyciela to niemieckiego raczej nie zrozumiem. Niby mogę napisać do nauczyciela, ale mi nie pomoże, bo jest to kobieta już starszej daty, która ma czasami problem z e-dziennikiem, to jak może mi pomóc?
A najgorsze w tym wszystkim jest MEN, które udaje, że jest wszystko OK. Może ja z tymi lekcjami nie mam najgorzej. Ale co poniektórzy moi znajomi robią wszystko od rana do wieczora, bo tyle mają. Ja jako uczeń naprawdę rozumiem, że nauka nie może ustać, ale z tym tempem zarażania to nie ma sensu. Braki tylko będą się powiększać. Do szkół MOŻE wrócimy w maju, MOŻE. Wiem, rok temu było podobnie, bo strajk nauczycieli, ale wtedy zadziałała empatia nauczycieli i przerwali strajki. Teraz koronawirus nie przestanie być groźny, bo matury czy testy. JA spokojnie jestem w stanie chodzić w wakacje do szkoły, jak będzie trzeba soboty też, ale w zamian dajcie uczniom trochę wolnego teraz. Samouki dadzą radę, ale osoby wymagające pomocy? To nie jest tak, że ich nauka nie zobowiązuje. Bo by oni się uczyli, obok musi siedzieć rodzic i go pilnować, czy się uczy oraz czy rozumie. A osoby, które gorzej czują się w postawionej sytuacji? Ekstrawertycy? To nie są tylko memy. Widzę po zachowaniu znajomych (i swoim także) że to zaczyna się odbijać. Tak że MEN, nauczyciele i uczniowie, proszę bądźmy ludźmi. Uczniowie są w kiepskiej sytuacji. A MEN udaje, że nic nie widzi.
Przeprowadziliśmy się z miasta na wieś, zawsze mieliśmy sympatię, wyrozumiałość, sentyment i chęć pomocy dla ludzi ze wsi. Obecnie, po kilku latach bezpośredniego kontaktu z ludźmi ze wsi, zrozumieliśmy, że tu, na Lubelszczyźnie, nie warto iść w bój za kogokolwiek, przykład: cyt. z książki "jak pan idzie w bój, to wieśniaki zamiast doglądać jego dworu, rabują go".
Zamiast wyrozumiałości i grilla sąsiedzkiego jest podpierdalanie do wszystkich możliwych urzędów, oby tylko zniszczyć ludzi, którzy nie są z tej wsi, oby tylko działo im się jak najgorzej. Nie mamy tu znajomych, normalnych sąsiadów. Nasz sen o pięknej wsi i dobrodusznych sąsiadach pękł jak bańka mydlana. Mówimy to my, ludzie z miasta, kochający naturę, kochający na zaś ludzi ze wsi. Niestety, to był tylko sen.
Dalibyśmy dużo, by wynieść się na inną wieś, zamienić działkę, bo pomimo wszystko wierzymy, że nie każdy wieśniak to bezduszny cham. Nasze marzenie się już pewnie nie spełni, przykro mi tylko, że moja żona jest bardzo schorowana i nie doczeka przeprowadzki w miejsce, o którym zawsze marzyła. Gdzieś, gdzie jest dużo drzew, dużo krzewów, zwierząt, roślin i dobrych ludzi.
Jakiś gość wyrzucił papierosa, którego palił na balkonie. Niedopałek poleciał w kierunku mojej twarzy i utknął pomiędzy okularami, a moim okiem. Teraz mam paskudną bliznę na policzku, której nie jestem w stanie zakryć żadnym makijażem.
Moja żona oznajmiła mi wczoraj, że teraz, kiedy jest uwięziona w domu, nareszcie ma czas na to, za co miała się zabrać już dawno temu. Myślałem, że posprząta w piwnicy, umyje okna albo weźmie się za porządki w szafie, to będzie chwila spokoju od jej fochów. No jednak nie trafiłem.
Wypełniła pozew o rozwód.
Dodaj anonimowe wyznanie