#apcQ6

Karmiłam córkę piersią. Z dnia na dzień postanowiłam, że kończę karmić, ale niestety moje cycki miały inne plany. Wyczytałam w internetach, że trzeba pić szałwię, jeśli chce się stracić pokarm. Nie chciałam się faszerować hormonami, więc zakupiłam szałwię i piłam. Dwa dni było w miarę ok, ale już trzeciego dnia miałam obrzmiałe piersi, a w nocy obudził mnie okropny ból, poczułam guzki na cyckach. Niestety nie miałam w domu odciągacza, aby choć trochę mleka odciągnąć.

Budzę męża i proszę żeby on mi trochę tego mleka wyssał, bo nie mogę wytrzymać z bólu, mówi że nie da rady, żebym sobie ręcznie odciągnęła. Więc próbuję, odciągam ręcznie, ale nawet ani drgnie, wszystko się pozatykało, a cycki bolą tak, że już mi się wyć chce. Więc wpadłam na pomysł, że sama sobie te cholerne mleko wyssę. Z racji tego że wykarmiłam już dwójkę dzieci i moje piersi to nie cycki ponętnej 18-tki, to jakoś dałam radę je przystawić do ust, wystarczyło na maksa pochylić głowę i cycka unieść trochę wyżej i poszło. Boże, nikomu się nie przyznam do tego. Dla ciekawskich mleko wypluwałam do zlewu, nie połykam.

#EREXY

Będzie dosyć obleśnie...
Ojciec mojego faceta mnie obrzydza. Ma ponad 50 lat, zażywa kąpieli dosłownie raz na tydzień, a pracuje fizycznie. Toaletę myje papierem toaletowym za pomocą rąk (nie, nie używa nawet rękawiczek..), twierdzi że szczotki do czyszczenia toalety są niehigieniczne, żeby tego było mało, praktycznie nie myje rąk, czy to po skorzystaniu toalety, czy po jej myciu, czasami umyje tylko po pracy. Ostatnio jednak zauważyłam, że gdy tylko kładę się do łóżka do spania, on idzie do łazienki, grzebie w naszym koszu na pranie i podbiera moje majtki, wychodzi z nimi z mieszkania, po kilkunastu minutach wraca i chowa je z powrotem... Podejrzewam, że robi sobie nimi dobrze.
Nie wiem co robić i czy w ogóle powiedzieć o tym narzeczonemu, czuję się z tym okropnie i nie mogę znieść obecności tego oblecha...

#XaKey

W zeszłym roku w końcu przekonałem ojca, że czas zacząć używać karty kredytowej. Powiedziałem mu, że przy zachowaniu zasad i rozsądku jest to bardzo bezpieczny sposób na korzystanie ze swoich pieniędzy. Tak mu męczyłem głowę, tak go namawiałem, że wygoda i komfort, że w końcu postanowił spróbować, a okazja była, bo planowali urlop.

Latem tata zabrał mamę na wakacje. Od dawna oszczędzali na ten wyjazd, więc mieli spory zasób gotówki i nie ograniczali się z wydatkami, a tata przełamał swój strach i używał karty kredytowej.
Po dwóch dniach dostali z banku informację o tym, że ktoś prawdopodobnie sprzedał dane ich karty i całe saldo konta spadło im niemalże do zera dzięki drobnym transakcjom z jakimiś chińskimi sklepami (każda na sumę dosłownie 15-20 zł). Zgłosili w banku reklamację, ze względu na to, że poinformowano ich wcześniej o podejrzanych akcjach na koncie. Czekali na decyzję, ale na tydzień przed powrotem zostali bez grosza w zupełnie obcym kraju. Nie było mowy o wypiciu kawy w kafejce, zwiedzaniu muzeów czy innych atrakcji, na które tak się cieszyli. Dobrze, że przynajmniej posiłki, noclegi i powrót mieli zapewnione.

Nawet nie chcecie wiedzieć, jak było mi głupio spojrzeć ojcu w oczy po jego powrocie. To miały być ich wakacje życia, od dawna o tym marzyli. Kasę co prawda odzyskali, ale rozczarowanie wyjazdem było ogromne. No i tata już zapowiedział, że nigdy więcej kart, tylko gotówka.

PS Rodzice nie wiedzą, ale planowałem w tym roku zabrać ich na wypasione wakacje i w ramach rekompensaty opłacić wszelkie atrakcje. Koronawirus popsuł mi plany, ale co się odwlecze... ;)

#9HkPC

Dziś do sklepu, w którym pracuję weszła starsza pani. Zamiast maseczki miała na głowie… przezroczystą, plastikową torbę. Długo zastanawiałam się, jak można w czymś takim oddychać, skoro uszy torby były zawiązane na supełek przy samej szyi. Dopiero gdy starowinka doszła do kasy zauważyłam, że problem z brakiem tlenu pani rozwiązała robiąc w plastiku sporej wielkości dziury na wysokości oczu, nosa i ust...

#BjHI3

Moja dziewczyna tak bardzo boi się, że źle się czuję przez kwarantannę, że chcąc polepszyć mi humor, zaczęła grać ze mną w Fifę.
Ja tak bardzo boję się, że moja dziewczyna źle się czuje przez kwarantannę, że specjalnie z nią przegrywam, bo wygrywanie sprawia jej ogromną frajdę.

Ona polepsza humor mi, a ja jej. To chyba całkiem udany związek :)

#0bdrl

Mam dwoje malutkich dzieci i męża z depresją, nie wiedzieliśmy o depresji myśląc o dzieciach, chociaż przy drugim mogła już być. Mąż się leczy, w ciągu dnia pomaga w obowiązkach, nie jest źle. Tylko jestem bardzo samotna.

Przed dziećmi byliśmy bratnimi duszami, przy pierwszym dziecku mąż bardzo dużo pracował, jak wracał ja byłam koszmarnie zmęczona, zaczęło się psuć między nami. Decyzja o drugim dziecku była świadomą decyzją dwóch dorosłych osób. Nie naprawialiśmy dzieckiem związku, po prostu wydawało nam się że się ogarnęliśmy.

Ciąża była ciężka, w badaniach było wszystko ok, ale ja czułam się koszmarnie. Mój mąż się wściekał, bo spora część obowiązków spadła na niego. Miał ciężko, ale ja nie byłam leniwa. Ciągle kłótnie.

Obecnie dziecko jest nieodkładalne. Drugie nie zajmie się długo same, dopóki dzieci nie śpią to ja nie siadam. Mąż pomaga, chociaż on musi mieć czas na fajka itp. Niby się nie kłócimy, potrafimy rozmawiać o problemach, ale rozwiązania są poza zasięgiem, jesteśmy niezłymi rodzicami, ale między nami nie ma nic.

Niby fizycznie próbujemy, ale nie ma tego czegoś. Zbliżenia nawet jak są udane to emocjonalnie nie są. Mąż się wyniósł na kanapę. Mi szczególnie wieczorem brakuje choćby przytulania.

Mąż dzień w dzień po ogarnięciu dzieciaków siada przed komputerem, odpoczywa. Nie potrafi odpocząć ze mną. Rozmawiamy tylko o dzieciach albo o pracy (wspólna firma), ewentualnie o bezsensownym życiu mojego męża albo o problemach między nami. Ja wiem, że jest chory, martwię się, próbuje wspierać, totalnie nie rozumiem skąd takie myśli, boję się bardziej radykalnych kroków, jednocześnie koszmarnie brakuje mi zwykłej bliskości. Przytulania. Słowa kocham cię, wypowiedzianego przez męża. Jestem matką, kucharką, sprzątaczką, sekretarką, terapeutką, kochanką, ale nie sobą. Nie mam nikogo kto by dał mi poczucie bliskości, bezpieczeństwa. Nie mam myśli jak mój mąż. Moje życie ma sens. Mam plany, marzenia. Kocham męża, dzieci. Wieczorami staram się rozwijać. Po prostu jestem sama.

W święta, mimo naprawdę fajnego dnia, znowu wieczór spędziłam sama. W pokoju z mężem, ale sama. Proponowałam różne formy, żeby chociaż w święta pobyć razem. Zostałam odpowiedź, że umówmy się na jutro. Cholera mnie bierze.

Podjęłam decyzję. Nie bawię się w półśrodki. Opcja kochanki odpada. Drobne gesty odpadają. Źle się czuje ostatnio w tej roli i albo mamy wszystko albo nic. Mam nadzieję, że to nie zabije mojego męża, bo mojego małżeństwa chyba się już bardziej dobić nie da. Nie zamierzam się fochać, kłócić, czy prosić. Możemy żyć ze sobą jak przyjaciele, albo jak małżeństwo. Nie ma nic po środku. Boję się do czego to doprowadzi, ale ja też jestem ważna.

#zccLk

Próbowałem zamordować moją rodzinę. Miałem wtedy 20 lat - dzisiaj mam dokładnie 27.

Pamiętam to jak dzisiaj. Byłem pełen adrenaliny, energia buzowała mi w żyłach. Przygotowania do "dnia finałowego" zajęły mi trzy miesiące, a czas ten wrył mi się w pamięć. Po kolei wszystko sobie układałem, od narzędzia zbrodni do dogodnego miejsca porzucenia ciał. Po zrealizowaniu wszystkiego chciałem oddać się dobrowolnie w ręce policji. Zabić rodziców i dziadków miałem za pomocą broni palnej, którą nielegalnie kupiłem - i do dzisiaj mam ją w szafce w biurku (nie chciałem jej wyrzucać). Ciała rodziców miałem zawlec do pokoju i ułożyć na dywanie tak, by oboje się przytulali. Ciała dziadków miały być ułożone w tej samej pozycji, ale w ich mieszkaniu. Mężczyznom miałem ściągnąć bokserki, by ich przyrodzenie z jakiegoś powodu było na widoku. Nie chciałem zacierać śladów, ubierać rękawic czy jakkolwiek się zabezpieczać. Nawet chciałem się pobrudzić i pozostawić odciski na ich skórze i rzeczach.

Dlaczego chciałem to wszystko zrobić?

Mój tata od lat męczył się z chorym kręgosłupem. Problemy były tak poważne, że w zleceniach miał operację za operacją. Nie chciał "dać się pokroić", więc cierpiał tylko bardziej. Obciążał moją mamę psychicznie tak, że ta wariowała, potrafiła rzucać talerzami czy kopnąć psa łamiąc mu żebra. Płakała każdej nocy z wykończenia, a tata wkrótce został zwolniony z pracy, bo nie był w stanie wykonywać obowiązków. Zaczął się horror w domu, tata potrafił mamę nawet bić. Z bólu chlał i ćpał. Chciałem mu ulżyć. Jednak wiedziałem, że mama się załamie wiedząc, że tata umarł (mimo wszystko go kochała), a ja siedzę w pierdlu. Dlatego załatwiłbym i ją. Wiedząc zaś, że babcia dostałaby zawału albo próbowała nawet mnie zabić, strzeliłbym i do niej. Dziadka zabiłbym, bo bez babci by sobie nie poradził w życiu.

Dzień finalny nastał. Jednak zamiast strzelić do taty, a mierzyłem do niego - strzeliłem sobie w stopę. Trafiłem do szpitala. Potem do psychiatryka.

Dzisiaj mam własną rodzinę. I nikt, ani żona, ani dzieciaki, nie wiedzą o mojej przeszłości. Moja rodzina ma się lepiej, tata jest po operacjach i na rencie, nikt nie wspomina o tych wydarzeniach. Traktujemy siebie zwyczajnie.

Jednak ja to wszystko doskonale pamiętam.

PS Broń ukryta jest tak, że nikt jej nie znajdzie. A nawet jeśli ktoś się na nią natknie, to zabezpieczona jest w pudełku na kod (taki minisejf) który znam tylko ja.

#1tEiD

To pewnie będzie jedno z tych zwykłych, nic nie znaczących, egoistycznych wyznań, ale muszę przyznać, że cieszę się, że mam ledwo siedemnaście lat. Podczas tego czasu koronawirusa nie muszę się przejmować pieniędzmi, tym jak zapłacę czynsz, wyżywię rodzinę, czy pozytywnie rozpatrzą mi w banku zawieszenie raty kredytu hipotecznego. Dorośli panikują, wpadają w depresję, piją i myślą jak dociągnąć koniec z końcem. A ja żyję beztrosko chwilą, w końcu mam ciszę, spokój, czytam książki, oglądam seriale i cieszę się, że nie muszę przeżywać tego co dorośli. Jedynie "wybitne" e-nauczanie psuje wszystko.

#VNlZh

Epidemia w Polsce, okiem osoby chorej psychicznie.

Kiedy przez 24 godziny jesteś zamknięty i odizolowany, każdy dzień jest do złudzenia podobny do poprzedniego.

Czujesz się jak w więzieniu, ale przecież to nie więzienie, masz dostęp do pewnych luksusów.

Każdego ranka, o 8.00 stoi przed tobą kawa, sok pomarańczowy, jajecznica i owoce. Po śniadaniu szklanka wody, a z nią witamina D, C, probiotyki i oczywiście antydepresanty, bo istnieje ryzyko, że twoja głowa zabije cię szybciej niż wirus.

Twój dom zaczyna przypominać celę, ale zdajesz sobie sprawę, że przed epidemią czułeś się tak samo i nie wiesz, czy kwarantanna ma z tym w ogóle coś wspólnego.
To twój mózg skazał cię na to cierpienie. Dożywotnie, bez wcześniejszego zwolnienia. Leki tłumią ból głowy i żołądka, pomagają jeść. Ale nie eliminują wszystkich objawów.

Drapiesz się do ran, bo to przynosi ulgę. Przynajmniej chwilową. Dlatego musisz wszystko robić w rękawiczkach, jak w kajdankach. Z bólu i bezsilności zagryzasz zęby, które później bolą jak diabli, co daje ci jeszcze jeden powód do bezsenności.

Jedyne miejsce, w którym mogłeś się uspokoić to las. Ale teraz nie masz do niego prawa. Nie masz już prawa do niczego. Jedynie zachować milczenie.
Dodaj anonimowe wyznanie