#vLAvN

Gorący letni dzień. Byłem u znajomych na wsi. Szedłem do sklepu po piwo, gdy zobaczyłem na poboczu psa. Podszedłem do niego i zobaczyłem, że otworzył oczy, ale nawet nie podniósł głowy. Domyśliłem się, że pewnie potrącił go samochód i nie może się ruszać, pewnie umiera. Było mi go bardzo szkoda, więc podniosłem go, delikatnie przeniosłem kawałek dalej i położyłem na trawie w cieniu pod drzewem.

Ledwo go położyłem, a ten wstał, przeciągnął się, pomerdał ogonem i poszedł na pobocze jezdni, gdzie znowu się położył :D

#ivVFc

Pracuję w niewielkiej, aczkolwiek dobrze zarabiającej firmie. Problem w tym, że mam szefa, który jest wybitnym wręcz dusigroszem. Regularnie wyłącza z zasilania dystrybutor z chłodzoną wodą (bo prąd kosztuje!), kupuje najtańszą, najpodlejszą w smaku kawę i każe nam myć podłogę w biurze, bo nie chce mu się raz na kilka dni zapłacić paru złotych sprzątaczce. Nie modernizuje też sprzętu, na którym pracujemy. Ja muszę działać na zmurszałym laptopie Samsunga sprzed kilkunastu lat. Ten szmelc dusi się i zawiesza przy każdej czynności, która choć odrobinę obciąża jego pamięć. Przez to robota trwa dłużej, a ja dostaję ataków wściekłości. Mówiłem szefowi, że potrzebujemy nowych komputerów, a on zawsze odpowiadał, że sprzęt jest sprawny i że absolutnie nie ma potrzeby nic wymieniać.

W końcu moja cierpliwość skończyła się i postanowiłem dokonać sabotażu. Gdy nikt nie patrzył, wylałem na laptopa szklankę wody. Następnie komputer porządnie osuszyłem, aby zatrzeć po sobie wszelkie ślady „zamachu”. Ku mojemu zaskoczeniu sukinkot włączył się, ale klawiatura nie działała i wywalało jakieś błędy z dyskiem twardym, więc można udać, że moja dywersyjna akcja zakończyła się sukcesem. „Teraz skąpiradło musi kupić mi nową maszynę!” - pomyślałem. Szef zabrał komputer i dał mi zamiennik – swojego wypasionego, super-szybkiego laptopa kupionego kilka miesięcy wcześniej. Przez parę dni pracowałem na tym sprzęcie licząc na to, że wkrótce dostanę komputer podobnej klasy. Otóż nie. Mój pryncypał zaniósł uszkodzonego laptopa do naprawy, za którą zapłacił… 1600 zł! Czyli mniej więcej tyle, ile kosztowałaby nowa, sprawna maszyna. Tymczasem znienawidzony przeze mnie szrot wrócił na moje biurko i prawdopodobnie będę musiał na tym złomie pracować po kres moich dni.

#QeI66

Są dni, chwile, momenty, tak jak dziś, kiedy wyję. Dosłownie wyję, bo mam dość. Dość życia, codzienności, braku nadziei, tego, że wszystko muszę sama. Mam dość walki o każdy dzień, o każda chwilę. To są momenty, kiedy chciałabym zniknąć, popaść w niebyt. A najgorsze, że muszę wytrzeć nos, oczy, uformować uśmiech i udawać, że jest wszystko OK, bo patrzy na mnie 5-letnia córka. Naprawdę miewam dość...

#SXZ4u

Z moją dziewczyną jesteśmy razem od 3 lat. Ostatnio jak byliśmy u niej ona siedziała przy stoliku robiąc sobie makijaż, a ja leżałem na łóżku i oglądałem tv. Mieliśmy jedną z tych rozmów na dziwne tematy. Rozważaliśmy jak to wszystko co nas otacza może być nieprawdziwe i być tylko wytworem naszej wyobraźni. W pewnym momencie odwróciła się, popatrzyła na mnie i powiedziała „Może nawet ty nie istniejesz naprawdę?”.

Moja dziewczyna interesuje się zjawiskami paranormalnymi i ogólnie łatwo ją nabrać na tego typu rzeczy, więc pomyślałem, że zrobię jej kawał. Gdy odwróciła się i kontynuowała z makijażem, powiedziałem zmienionym, niskim głosem „Przecież nie istnieję”. Ona nie odwracając się kontynuowała myśl „No właśnie, mogłoby tak być, że sobie ciebie wyobraziłam, a w rzeczywistości tutaj siedzę sama i gadam do siebie”.

Nic już nie mówiłem, tylko bardzo ostrożnie wstałem i bezszelestnie schowałem się pod łóżkiem. Przez może pół minuty nic się nie działo, aż skończyła i się obejrzała. Jak zobaczyła, że „znikłem”, to wpadła w histerię, zaczęła płakać. Pomyślała, że faktycznie nie istnieję. Najpierw chciało mi się śmiać, ale jak zobaczyłem, że tak bardzo się przejęła, to zaraz wyszedłem spod łóżka. Nie odzywała się do mnie przez 2 dni.

#hu8Lq

Mamy małe dziecko i gdy wieczorem uda się je położyć do łóżka i zaśnie, to dopiero wtedy mamy z żoną trochę wytchnienia i spokoju. Niestety niedawno mieszkanie obok nas wynajął student z wielkim zamiłowaniem do muzyki oraz dobrym (a przynajmniej głośnym) sprzętem audio.

Rozumiem niedogodności związane z mieszkaniem w bloku, więc się nie czepiam, ale ostatnio gdy włączył jakieś hip-hopy o 23, to uznałem, że to jednak zdecydowanie przesada. Wyszedłem na klatkę, nadusiłem dzwonek... raz... drugi.. trzeci... w końcu otworzył.

Z mieszkania aż buchnął dym jak z czeluści piekielnych. Mówię do niego "Masz może słuchawki?". A ten popatrzył na mnie zamglonych wzrokiem, potem na zegarek i mówi "Kurna, człowieku, środek nocy, a ty przychodzisz słuchawki pożyczać?".

#Ixjsp

To było jakieś 5 lat temu.

Znajomy z gimnazjum zaprosił mnie na domówkę z okazji swoich urodzin. Większości ludzi nie znałem, w ogóle byłem wtedy typem odludka, miałem tylko paru kolegów do spotykania się od czasu do czasu, więc stwierdziłem, że przyjdę, a może będzie fajnie. Na początku było spoko, poznawałem nowe osoby, piliśmy, bawiliśmy się, śmialiśmy. Do czasu aż nie wypiłem za dużo i zaliczyłem zgona.

Kiedy jeszcze w miarę kontaktowałem, zachciało mi się siku, więc poszedłem do toalety. Po zrobieniu tego co miałem zrobić tak mnie ścięło, że postanowiłem, że położę się spać do wanny. Drzwi zostawiłem otwarte, więc każdy mógł wejść. Z tego co się później stało pamiętam niewiele, jedynie urywki i to co widziałem na filmiku. Jakiś koleś postanowił zabawić się moim kosztem i nasikał na mnie. Parę razy. Oddawał ma mnie mocz za każdym razem, kiedy zachciało mu się sikać.
Wszyscy wiedzieli co się ze mną dzieje i nikt nie zareagował, jedynie próbowali mnie ogarnąć. Jakoś im się to udało i wróciłem do domu, nawet nie pamiętam jak.

Na drugi dzień wstałem i pamiętałem wszystko jak przez mgłę. Umyłem się, a potem zajrzałem na twarzoksiążkę. Znajomy wysłał mi filmik, na którym ten koleś mnie upokarza. Wszystko mi się przypomniało. Serce podskoczyło mi do gardła, kiedy zobaczyłem co ze mną robi. Na dodatek wszyscy sobie ten filmik wysyłali na fejsie, więc każdy znajomy tamtych ludzi z domówki wiedział, co się stało, no i jakoś przez wspólnych znajomych filmik dotarł do moich kolegów. Stałem się pośmiewiskiem. Czułem się jak najgorsze gówno, ciąłem się, raz nawet chciałem się powiesić, ale nie dałem jednak rady.

Planowałem zemstę. Chciałem obić gębę gościowi tak, żeby mnie zapamiętał na zawsze. Dowiedziałem się gdzie mieszka i czatowałem na niego przed jego klatką. Kiedy w końcu go zauważyłem, podbiegłem do niego i zaatakowałem, zaczęliśmy się bić, lecz niestety był ode mnie silniejszy i nie dałem rady go pokonać.

Postanowiłem, że pójdę na terapię. Trochę mi pomogła. Jako że minęło trochę czasu, wszyscy w miarę o tym wydarzeniu zapominali.
W międzyczasie poznałem nowe, lepsze towarzystwo. O wszystkim wie tylko mój przyjaciel, reszcie boję się powiedzieć. Więc wydaje się, że wszystko jest OK. Ale nie jest. Czasami mam nawroty wspomnień, które powodują, że czuję się jak śmieć, jak gówno. W takich stanach wyobrażam sobie, że spotykam mojego prześladowcę i robię mu krzywdę. Nie miałem też od tego czasu dziewczyny, bo bałem się, że się o wszystkim od kogoś dowie i mnie zostawi, bo nie będzie chciała być z "oszczańcem", jak mnie wtedy nazywano.
Planuję znowu iść na terapię. Mam nadzieję, że tym razem pomoże.

#BqTCq

Hej,będzie to troszkę dłuższy elaborat, bo słabo ostatnio z moją psychą.

Otóż kiedy byłam małą dziewczynką byłam molestowana przez rok starszego kolegę. W szkole podstawowej i gimnazjum nigdy nie byłam akceptowano, bo to za gruba tudzież za brzydka albo śmiałam nie chodzić z innymi pić po szkole i wracać nieprzytomna do domu. Kiedy was nie akceptują, szukacie akceptacji gdzie bądź, w moim przypadku był to internet jak sami wiecie w internecie wszystko jest prostsze bycie odważnym i pewnym siebie nie jest już trudne.

W wieku 14 lat pierwszy raz weszłam na czat internetowy i ten dzień przeklinać będę do końca życia. Dla każdego faceta tam byłam piękna, nie rozumiałam tej zależności jak to jest, że koledzy w klasie wyzywają mnie od pasztetów, a w internecie nagle jestem piękna. Jak to w życiu bywa pierwszy chłopak, z którym się spotkałam mnie zgwałcił, co uczyniło mnie myślącą o sobie wyłącznie jako obiekt seksualny z nikim nie umiałam na tamtą chwilę stworzyć zdrowej relacji, bo wydawało mi się że liczy się tylko seks. Kiedy byłam coraz starsza zaczynało do mnie docierać co robię i że to jest złe, zaczęłam mieć tak potworne wyrzuty sumienia i czuć nienawiść do samej siebie, że postanowiłam umrzeć. Udało by mi się to gdyby nie fakt, że rodzice zobaczyli moje blizny i odpowiednio szybko zareagowali. Wiecie ja wiem, że połowa dziewczyn teraz nie szanuje siebie i ma gdzieś czy da jednemu czy większej liczbie facetów, wiadome możecie jak najbardziej mnie oceniać tak samo no bo przecież sama chciałam. Tyle, że dziś mam 22 lata i nie wyobrażacie sobie jaką nienawiść czuje do siebie i tych ludzi, którzy mnie skrzywdzili. I kiedy słyszę, że jakaś laska daje d*py na pierwszej lepszej imprezie chce mi się krzyczeć. Jak można nie szanować siebie tak świadomie i oficjalnie o tym mówić?
Jak mężczyźni mają nas postrzegać i szanować dobrze skoro co druga kretynka robi takie rzeczy, że galaktyka mała? Wiem, że połowa ma przysłowiowe wyrąbane, ale ja chyba nie pojmuje tej moralności.

#oo1Zv

Kiedyś jak wracałem z pracy, to niefortunnie zdarzyło mi się potrącić gołębia. Skubaniec poderwał się z pobocza w takim momencie, że idealnie nadział się na mój kask. Ale dokonałem wtedy bardzo ciekawego odkrycia. Mianowicie gołębie niemal w 100% składają się tylko z piór i gówna. Kiedy dojechałem do domu, to okazało się, że nigdzie nie ma ani kropli krwi. Ale za to, zarówno ja jak i motocykl byliśmy cali obsrani.
Dodaj anonimowe wyznanie