#0bdrl

Mam dwoje malutkich dzieci i męża z depresją, nie wiedzieliśmy o depresji myśląc o dzieciach, chociaż przy drugim mogła już być. Mąż się leczy, w ciągu dnia pomaga w obowiązkach, nie jest źle. Tylko jestem bardzo samotna.

Przed dziećmi byliśmy bratnimi duszami, przy pierwszym dziecku mąż bardzo dużo pracował, jak wracał ja byłam koszmarnie zmęczona, zaczęło się psuć między nami. Decyzja o drugim dziecku była świadomą decyzją dwóch dorosłych osób. Nie naprawialiśmy dzieckiem związku, po prostu wydawało nam się że się ogarnęliśmy.

Ciąża była ciężka, w badaniach było wszystko ok, ale ja czułam się koszmarnie. Mój mąż się wściekał, bo spora część obowiązków spadła na niego. Miał ciężko, ale ja nie byłam leniwa. Ciągle kłótnie.

Obecnie dziecko jest nieodkładalne. Drugie nie zajmie się długo same, dopóki dzieci nie śpią to ja nie siadam. Mąż pomaga, chociaż on musi mieć czas na fajka itp. Niby się nie kłócimy, potrafimy rozmawiać o problemach, ale rozwiązania są poza zasięgiem, jesteśmy niezłymi rodzicami, ale między nami nie ma nic.

Niby fizycznie próbujemy, ale nie ma tego czegoś. Zbliżenia nawet jak są udane to emocjonalnie nie są. Mąż się wyniósł na kanapę. Mi szczególnie wieczorem brakuje choćby przytulania.

Mąż dzień w dzień po ogarnięciu dzieciaków siada przed komputerem, odpoczywa. Nie potrafi odpocząć ze mną. Rozmawiamy tylko o dzieciach albo o pracy (wspólna firma), ewentualnie o bezsensownym życiu mojego męża albo o problemach między nami. Ja wiem, że jest chory, martwię się, próbuje wspierać, totalnie nie rozumiem skąd takie myśli, boję się bardziej radykalnych kroków, jednocześnie koszmarnie brakuje mi zwykłej bliskości. Przytulania. Słowa kocham cię, wypowiedzianego przez męża. Jestem matką, kucharką, sprzątaczką, sekretarką, terapeutką, kochanką, ale nie sobą. Nie mam nikogo kto by dał mi poczucie bliskości, bezpieczeństwa. Nie mam myśli jak mój mąż. Moje życie ma sens. Mam plany, marzenia. Kocham męża, dzieci. Wieczorami staram się rozwijać. Po prostu jestem sama.

W święta, mimo naprawdę fajnego dnia, znowu wieczór spędziłam sama. W pokoju z mężem, ale sama. Proponowałam różne formy, żeby chociaż w święta pobyć razem. Zostałam odpowiedź, że umówmy się na jutro. Cholera mnie bierze.

Podjęłam decyzję. Nie bawię się w półśrodki. Opcja kochanki odpada. Drobne gesty odpadają. Źle się czuje ostatnio w tej roli i albo mamy wszystko albo nic. Mam nadzieję, że to nie zabije mojego męża, bo mojego małżeństwa chyba się już bardziej dobić nie da. Nie zamierzam się fochać, kłócić, czy prosić. Możemy żyć ze sobą jak przyjaciele, albo jak małżeństwo. Nie ma nic po środku. Boję się do czego to doprowadzi, ale ja też jestem ważna.
dnoiwodorosty Odpowiedz

Bez odrobiny chociaż zaangażowania z jego strony to nie będzie związek. Jedna ręka nie klaszcze.

dnoiwodorosty

@Hvafaen Czasami coś jest ponad siły. Trudna sytuacja.

Smutnabula

Wydaje mi się że tutaj obie strony się starają (rozmowy, wspólne obowiązki duskusje o jego problemach czy wspólnych). Trzeba zauważyć że tego typu rzeczy są bardzo ciężkie dla osób z depresją. Być może lepiej byłyby dla nich spróbować wspólnej terapii.

bazienka

osoby z depresja to powinny sie ogarnac lekami
a jak leki nie daja rady to sie je zmienia

dno masz wiecej takich tekscikow?

ciasteczkowaa12

bazienka same leki to sobie można za przeproszeniem w tyłek wsadzić. Psychoterapia jest równie ważna w procesie leczenia depresji. Podkreślam słowo proces, bo to nie wygląda tak, że weźmiesz tabletkę i ci przejdzie

dnoiwodorosty

@bazienka obserwuj i bierz garściami ;)

bazienka

dno no powiem ci, ze stajesz sie jednym z moich ulubionych uzytkownikow tego portalu
przemyslenia masz fajne, dobrze w glowie sadzac po nich i jeszcze te teksty :)
dziekuje, ze tu jestes

Arida8909

A ja jakoś @dno powiązałam z Etanolan. Bo dziwnie Norsketten zniknęła i Dno wszędzie w komentarzach szaleje🤔

dnoiwodorosty

@bazienka miło mi :) mnie się też Ciebie dobrze czyta. Nawzajem :)

Xatriss Odpowiedz

Jeśli Twoje rozmowy i próby pomocy nie pomagają, to może terapia małżeńska? To ostatnia deska ratunku moim zdaniem. Ale jeśli mąż nadal będzie taki oporny, powinnaś odejść. Może nie od razu rozwód, ale separacja? Żeby poczuł, jak to jest bez Ciebie? Jesteś fajną babką wnioskuje z wyznania, nie warto marnować życia dla kogoś, kto nawet nie próbuje

AleksanderV Odpowiedz

Masz do czynienia z chorobą, nie zbiorem przemyśleń kierującym poczynaniami dorosłego człowieka. Bardzo współczuję, wiem jak to jest mieszkać z chorym na depresję. Pamiętaj jednak, że jeśli postawisz sprawę tak ostro, może mu całkiem się rozjechać w głowie. Teraz musisz myśleć o dzieciach, nie o nim czy o sobie. Będzie trudno i koniec tej historii może być smutny, ale dzieci powinny cierpieć jak najmniej.

Wredna90 Odpowiedz

A gdzie wsparcie dla Ciebie? Może warto pomyśleć o opiekunce nawet na dwie godziny dziennie. Sama też się udaje do specjalisty o zadbaj o swój komfort psychiczny.

Tootiki96 Odpowiedz

Sorry wiem jak to zabrzmi ale... Dzieci dziećmi, wydaje mi się że poprostu jesteście przemęczeni tym wszystkim i poprostu potrzebujecie odpoczynku od dzieci. Podrzućcie dziec do babci, cioci czy nawet opiekunki i idźcie poprostu na randkę jak za dawnych lat kiedy jeszcze dzieci nie było. Może to wam troszkę pomoże

bazienka2

Tak, podrzucić dzieci do babci. W czasie epidemii.

Tootiki96

@bazienka2 nikt jej nie każe robić tego na już, co więcej jeślibyś przeczytała wyznanie dokładnie miałabyś świadomość że jedno z dzieci póki do nieodkladalne więc i tak musi jeszcze chwilę poczekać bez względu na to czy jest pandemia czy też nie

bazienka

tez jestem za tym by mogli odsapnac, wyjechac gdzies razem bez dziecki, chocby na kilka dni, chocby spedzic bez nich kilka godzin ( opiekunka, znajomi, rodzina)
to by ja wyrwalo z tego marazmu
oczywiscie po epidemii

TylkoRaz Odpowiedz

Pewnie, że jesteś ważna. Dla siebie samej nawet powinnaś być najważniejsza. Przykre to bardzo, wydajesz się być rozsądną osobą, postępujesz logicznie i przykro mi, że nie dostajesz odzewu jakiego potrzebujesz. Myślę, że powinnaś mu powiedzieć, że wymiękasz. Terapia albo niech sobie żyje w bezsensie sam. Dałaś mi do myślenia, bo ja też żyję w „rozkroku” z facetem w wieloletnią depresją. Jest dobrą osobą, ale powili pozbawiam się złudzeń, że ja też w tym układzie kiedyś będę się liczyć...

HenrykGarncarz

Wydaje mi się, jej i Twoje „logiczne” postępowanie to jedno. Ale ciężko żeby osoba chora na depresje postępowała „logicznie” w rozumieniu osoby zdrowej. Rozumiem ze jest to męczące i nie odmawiam wam waszych potrzeb. Tylko ze to nie do końca jest wina partnerów, tylko choroby. A skoro mąż autorki opiekuje się dziećmi itp to raczej chociaż minimalnie się stara, więc nie spisywałabym tego tak całkiem na straty

StaryTapczan

Henryk, jasne, ale taka sytuacja może skutkować tym, że w pewnym momencie i ona wpadnie w depresję, że jego choroba weźmie i ją. Co wtedy? Bardzo trudno jest żyć z osobą chorą na depresję, tą chorobą nie da się zarazić jak katarem, ale można się jej nabawić w takiej sytuacji, w jakiej jest autorka. Ona któregoś dnia może popaść w to samo właśnie przez to, co się dzieje z jej mężem i z nimi ogółem. Może za rok, może za dwa, a może za pięć. Co wtedy? Jego choroba niszczy również ją, po tym wyznaniu widać, że pomału opada z sił, jeszcze się trzyma, jeszcze widzi sens, ale nie wiadomo, na jak długo. Kto wtedy będzie ofiarą tego wszystkiego? Jej mąż, ona czy ich dzieci? A może wszyscy?

TylkoRaz

Pewnie, że nie ich wina. Kocham swojego faceta i myślę, że autorka swojego też. Poza tym sama mam za sobą terapię farmakologiczną na depresję, tak naprawdę to drugi rok kiedy żyję i czuję się normalnie. I dlatego właśnie stoję w rozkroku pomiędzy osobą z którą chcę być a chęcią normalnego życia, gdzie tego cholerstwa po prostu nie ma. Poza tym pamiętam swoje uczucia z tamtego okresu, a raczej ich brak. I przykro mi to mówić, ale obawiam się, że zarówno autorka jak i ja nie jesteśmy „kochane”. A przynajmniej nie w sensie emocjonalnym, bo depresja zwyczajnie zabija w człowieku te uczucia. Opuściłam i opuściło mnie wiele osób, które życzyły mi dobrze, przez to, że w tamtym okresie były mi obojętne. Pozostali tylko ci bardziej uparci. I ja czasem po prostu wątpię, czy warto być takim upartym, bo wyzdrowienie nie jest gwarantowane. Każdy zasługuje na to by partner odwzajemniał jego uczucia, niestety tam gdzie depresja, tam wzajemności niema. Często nawet mimo chęci chorego. Czasem po prostu walka jest stracona i trzeba ratować własne życie, zwłaszcza gdy są w nim dzieci.

LiscMiety Odpowiedz

Bardzo smutne. Dzieci są wspaniałe, ale często obowiązki przy nich ponad siły. Szczególnie dla jednej osoby. Porozmawiaj z mężem, może uda się wam jeszcze odzyskać, co stracone.

nacomi13 Odpowiedz

MOim zdaniem nie powinniście się rozwodzić. problemem tu są dzieci i brak odpoczynku, chwili dla siebie. wynajmij opiekuunke wyrwijcie się gdzieś razem(kiedyś bym zaproponowała kino , ale teraz można np na piknik )
albo podrzućcie dzieci dziadkom. Jak dla mnie problem tkwi w dzieciach w braku wolnego czasu. Jego depresja pewnie jest spowodowana tym że nie widzi miłosci waszego wolego czasu itp. Odchowacie dzieci, będą większe to będzie lepiej.

kociak301 Odpowiedz

Jak bardzo Cię rozumiem Autorko. Też siedzę całymi dniami z dzieciakami (4lata oraz niemowlak). Obowiązki domowe i wszystko co trzeba robić przy dzieciach zabiera cały czas, a pod wieczór padam na twarz. Jest tyle planów, które chciałabym zrealizować, a jedyne na co mnie stać to szybka kąpiel i do spania.

Jawiem1210 Odpowiedz

Przepraszam, ale dobrze mi się czytało Twoją opowieść, bo chyba wreszcie ktoś wie, co czuję. Oni cierpią, ale partnerki też razem z nimi i z ich powodu, z powodu ich choroby i ich zachowań. Ale one nie są chore, więc nie mają niby prawa być słabe i żalić się do kogokolwiek. Ta pustka i samotność w problemie jego depresji, jego brak uczuć i to że my musimy udawać silne dla nich są przytłaczające. Trudno jest wmawiać sobie, że kochałby mnie, że czułby miłość, gdyby nie choroba, że ze mną jest wszystko ok, a to depresja postawiła między nami tę szybę. Wcale się nie dziwię, że już powoli wysiadasz. Myślałaś może o tym, by zadzwonić na telefon zaufania?

Zobacz więcej komentarzy (9)
Dodaj anonimowe wyznanie