#zccLk

Próbowałem zamordować moją rodzinę. Miałem wtedy 20 lat - dzisiaj mam dokładnie 27.

Pamiętam to jak dzisiaj. Byłem pełen adrenaliny, energia buzowała mi w żyłach. Przygotowania do "dnia finałowego" zajęły mi trzy miesiące, a czas ten wrył mi się w pamięć. Po kolei wszystko sobie układałem, od narzędzia zbrodni do dogodnego miejsca porzucenia ciał. Po zrealizowaniu wszystkiego chciałem oddać się dobrowolnie w ręce policji. Zabić rodziców i dziadków miałem za pomocą broni palnej, którą nielegalnie kupiłem - i do dzisiaj mam ją w szafce w biurku (nie chciałem jej wyrzucać). Ciała rodziców miałem zawlec do pokoju i ułożyć na dywanie tak, by oboje się przytulali. Ciała dziadków miały być ułożone w tej samej pozycji, ale w ich mieszkaniu. Mężczyznom miałem ściągnąć bokserki, by ich przyrodzenie z jakiegoś powodu było na widoku. Nie chciałem zacierać śladów, ubierać rękawic czy jakkolwiek się zabezpieczać. Nawet chciałem się pobrudzić i pozostawić odciski na ich skórze i rzeczach.

Dlaczego chciałem to wszystko zrobić?

Mój tata od lat męczył się z chorym kręgosłupem. Problemy były tak poważne, że w zleceniach miał operację za operacją. Nie chciał "dać się pokroić", więc cierpiał tylko bardziej. Obciążał moją mamę psychicznie tak, że ta wariowała, potrafiła rzucać talerzami czy kopnąć psa łamiąc mu żebra. Płakała każdej nocy z wykończenia, a tata wkrótce został zwolniony z pracy, bo nie był w stanie wykonywać obowiązków. Zaczął się horror w domu, tata potrafił mamę nawet bić. Z bólu chlał i ćpał. Chciałem mu ulżyć. Jednak wiedziałem, że mama się załamie wiedząc, że tata umarł (mimo wszystko go kochała), a ja siedzę w pierdlu. Dlatego załatwiłbym i ją. Wiedząc zaś, że babcia dostałaby zawału albo próbowała nawet mnie zabić, strzeliłbym i do niej. Dziadka zabiłbym, bo bez babci by sobie nie poradził w życiu.

Dzień finalny nastał. Jednak zamiast strzelić do taty, a mierzyłem do niego - strzeliłem sobie w stopę. Trafiłem do szpitala. Potem do psychiatryka.

Dzisiaj mam własną rodzinę. I nikt, ani żona, ani dzieciaki, nie wiedzą o mojej przeszłości. Moja rodzina ma się lepiej, tata jest po operacjach i na rencie, nikt nie wspomina o tych wydarzeniach. Traktujemy siebie zwyczajnie.

Jednak ja to wszystko doskonale pamiętam.

PS Broń ukryta jest tak, że nikt jej nie znajdzie. A nawet jeśli ktoś się na nią natknie, to zabezpieczona jest w pudełku na kod (taki minisejf) który znam tylko ja.
zastrzelony Odpowiedz

Wyznanie brzmi jak wymyślone przez pietnastolatkę z TCC i aż przypomina mi moje marne plany szkolnej strzelaniny sprzed dwudziestu lat.

Anonimus85

Nie do końca, też miałem kiedyś takie rozkminy. Żeby nie robić przykrości swoją śmiercią, musiałbym zabić rodzinę, ale wtedy również wszystkich wujków, ciotki, kuzynów. Ale przecież oni też mają rodziny. Nieskończona mordownia. Jedyna opcja to jakaś konkretna bomba, destrukcja świata. Wcześniej wypadałoby jeszcze wystrzelić rakietę na ISS. Ciężka sprawa z tym samobójstwem.

HellBlazer

Najlepiej świadczy o tym, że nikt nie zabrał broni nawet i ma ją do dziś. Logiczne w cholerę. Co robisz z bronią swojego syna, gdy się postrzeli? Jak to co? Pamiątkę xD

Corazwiecejpustki Odpowiedz

Strzelic sobie w stope. Dopiero teraz dotarlo do mnie, ze moze to byc doslownie.

Anonimus85

I just fucking shot myself

Cosin

Osoba bez doświadczenia w trzymaniu broni zawsze albo trafi w stopy, albo w przestrzeń obok celu.

Corazwiecejpustki

Moze byc jeszcze ciekawiej gdy wlozy pistolet za pasek od spodni.

Komika Odpowiedz

Nikt z pewnością nie zajrzy do szafki w biurko. Nie mówiąc o tym, że policja na 100% by tej broni nie zabrała. A szpital by nie powiadomił policji od razu po zgłoszeniu.

rowernadachu2

Dokładnie to samo miałam napisać - jakim cudem nikogo w szpitalu nie dziwiłaby rana postrzałowa.

PataLopata

Też o tym pomyślałam. Dziwne to wyznanie

AncientDragon Odpowiedz

Trafiłeś do szpitala z raną postrzałową i wszyscy to oleli, a Policja nawet nie próbowała się dowiedzieć jak do tego doszło i nie znalazła broni schowanej w Twoim biurku?

Aha.

JMoriarty Odpowiedz

Ojojoj, dzieciak się naoglądał za dużo telewizji...

GeddyLee Odpowiedz

Mhm, tak było. A ja tam byłem, miód i wino piłem.

MartyByrde Odpowiedz

szafka w biurku - nikt jej nie znajdzie
tak bedzie xD

paella Odpowiedz

Jakbyś tylko planował to jeszcze można pomyśleć, że to tylko emocje ale nabycie broni i celowanie w ojca to już mocno niedobrze. Mam nadzieję, że to przepracowałeś ze specjalistami i nie stwarzasz już zagrożenia?!

ohlala

Umiesz Ty czytać w ogóle... W psychiatryku był.

ohlala

To, że nikomu nie powiedział o tym zdarzeniu nie oznacza, że nie przepracował swoich problemów w psychiatryku. Nie musisz roztrząsać konkretnego zdarzenia, aby rozwiązać problem.

MamDwaPsy

Ja zrozumiałam, że nikomu nie powiedział, to znaczy swojej rodzinie (żonie czy dzieciom) czy też znajomym.

paella

Oj tak bo w psychiatryku prowadzą wspaniałe terapie, pomagające błyskawicznie wyjść z różnych chorób! I wcale nie faszerują tylko prochami, żeby wyciszyć i wypuścić! O ja głupia myślałam, że takie problemy to latami ze specjalistą się przerabia

Whiteknight Odpowiedz

Mam jedno pytanie, bo mam zmęczony mózg. W jaki sposób schowałeś broń w szafce na kod po postrzale w stopę?

badar Odpowiedz

hahahahahahahaha DOBRY PLAN!!! Toż to na pierwszy rzut oka widać, że to bujda. Ale pisz chłopcze, pisz:))))) a jaka to jest broń jeśli możesz napisać? jaki kaliber? napisz więcej....

canistibifaciemlavat

Ciekawe, czy na kulki, czy może kapiszony? 🤔

Zobacz więcej komentarzy (10)
Dodaj anonimowe wyznanie