#dRyXd

Mam dość tego, jak wszyscy dookoła mnie traktują. Gdy byłam dzieckiem moi rodzice się rozwiedli, początkowo z ojcem spotykałam się raz do roku, sam z siebie (a raczej pod naciskiem babci) odwiedzał mnie jedynie w okresie świątecznym. Nigdy nie miałam u niego wsparcia, dlatego też dzisiaj kontaktów nie utrzymujemy. Od kiedy pamiętam mama miała do mnie pretensje o wszelki bałagan w mieszkaniu. Mogłam sprzątać, ale słyszałam jedynie docinki. 

Nie przelewało nam się, chociaż w szkole odnosiłam sukcesy i marzyłam o studiach, to z nich zrezygnowałam ze względu na brak funduszy. Teraz zostałam mamą, siedzę w domu z dzieckiem i momentami mam ochotę stąd uciec. 

Codziennie sprzątam, piorę, gotuję obiady, piekę ciasta, zajmuje się synkiem i zwyczajnie chciałabym, żeby ktoś to docenił. Brakuje mi wieczorów spędzonych przy książce. Brakuje mi dni, kiedy mogłam wszystko rzucić i wyjść na rower. A przede wszystkim brakuje mi rozmowy z kimś kto to zrozumie.

#Jy6w1

Jak miałam 15 lat, to zrobiłam sobie z koleżanką tatuaż igłą na kostce na nodze. Robiłyśmy to tuszem z długopisu i igłą z drewienkiem i sznurkiem w wucecie u mnie pod nieobecność starszych. Najpierw ja robiłam jej tatuaż - miało być serce pęknięte na pół. A wyszły takie 2 orzechy. Z kropek... daleko od siebie.
Tylko że koleżance robienie mi tatuażu szło lepiej. Mam rozlany napis „Jakie życie taki rap”. Wtedy wydawało mi się, że to super pomysł, dziś mi wstyd. Jest z daleka nieczytelny, bo litery są zlane.
Jest mi za niego wstyd od kilku lat. I z tego powodu nie pokazuję stóp i kostek. Jak idę na basen albo nad jezioro, to cały czas się boję.

#uQb0P

Wiecie co mnie bawi? Wszystkie laski mówią "nie stroimy się dla was, a same dla siebie!", że przecież te wszystkie makijaże, fryzury, paznokcie itp. robią tylko i wyłącznie dla samych siebie, a nie dla innych. I nagle gdy nadszedł czas kwarantanny i nie trzeba wychodzić, to okazało się, że nie trzeba dbać o siebie. Moja dziewczyna przestała się malować, depilować, stroić (zamiast tego zakłada ciągle brzydkie domowe ubranie) i rzadziej myje włosy.

I niech ktoś mi teraz powie: dla kogo te kobiety tak się stroją? Bo jeśli dla siebie i dla partnerów, to niezależnie od okoliczności powinny to robić, a tak nie jest. U wszystkich moich kumpli sytuacja podobna - laski chodzą zapuszczone i nie widzą sensu dbania o siebie. Takie to kobiece hipokrytki.

#SBwBB

Czytając wyznanie o męskiej depilacji i problemach autora, przypomniała mi się pewna historia.
Kilka lat temu pojechałam z rodzicami do parku wodnego, dokładniej do term, gdzie były różne atrakcje jak jacuzzi, czy solanki.
Miałam mieć na sobie ładne bikini, a moje włosy ewidentnie zakłócały harmonie. Wydepilowałam się dokładnie dzień przed wyjazdem, nie omijając okolic bikini. Jednak, że robiłam to tanią i nie zbyt ostrą jednorazówką, skaleczyłam się w kilku miejscach, intymnych szczególnie.
Następnego dnia gdy byliśmy już w ośrodku, po jakimś czasie znudziło mi się pływanie i zdecydowałam się wejść do leczniczych solanek.
Piekło tak jakbym polewała się spirytusem. Jak szybko weszłam, tak po chwili prawie wyleciałam stamtąd pod prysznic.
Od tamtego czasu golę się minimum 3 dni przed wyjazdem.

#sqKWJ

Pamiętacie dawne plastikowe pojemniczki z Kinder niespodzianką? Obecnie te dwie części są ze sobą połączone. Kiedy byłam mała, nie potrafiłam sama tego otworzyć, a moi opiekunowie irytowali się, bo potrafiłam prosić o to kilka razy na minutę. Tak więc wchodziłam pod stół i otwierałam ustami. Nie raz mało brakowało żeby wpadło dalej. Aż strach pomyśleć co skłoniło producenta do przeprojektowania tego jajeczka.

#e9UJL

Czuję się wzorowym ojcem :)

Jestem z zawodu policjantem. Rok temu na służbie przechadzałem się warszawskimi bulwarami. Wiadomo, było tam dużo nieletniej młodzieży z piwkiem w lewej ręce, a w prawej z papierosem. Większości odpuszczałem, chyba że byli bardzo głośni. Już kończyłem obchód kiedy zobaczyłem chłopaka mojej córki całującego się z jej koleżanką, która czasami bywała u nas w domu. Przy okazji popijali sobie wódką czy czymś innym. Zrobiło mi się ogromnie żal mojej córki. Jako, że wiedziałem, że chłopaczysko i przyjaciółka są nieletni, to z przyjemnością ich spisałem. Poznali mnie, próbowali pożartować z tatusiem policjantem. Wróciłem do domu, wziąłem córcię na kanapę i jej delikatnie opowiedziałem.

Następnego dnia wróciła do domu po zerwaniu z chłopakiem i kłótni z koleżanką. Do wszystkiego się przyznali. Córce było przykro, ale miała tę satysfakcję, że zostali "nakryci".

#NY1fA

Jestem ateistką.
Zostałam wychowana w tradycji chrześcijańskiej, w domu bardzo pobożnych katolików.
Nie chcę zanudzać. Powiem po prostu, że są to głęboko wierzący ludzie.
Ja nigdy nie czułam się tego częścią. Chodziłam na Mszę, bo musiałam, odstałam godzinę i mama była zadowolona. Nic ponad to.
Kiedy dorosłam, przeprowadziłam się z mężem do Anglii i tu osiedliśmy na stałe. Nasz ślub, oczywiście kościelny z przymusu, był rodzinnym skandalem, bo zrobiliśmy na "tylko" 40 osób.

Mąż ma do wiary taki sam stosunek jak ja. Nie mieliśmy odwagi przez długi czas powiedzieć otwarcie rodzicom, że jesteśmy niewierzący, ale któregoś dnia coś we mnie pękło. A stało się to po rozmowie z mamą, która uznała, że moje komplikacje przy porodzie córeczki są spowodowane tak długim zwlekaniem z ciążą (staraliśmy się 3 lata). Nie przyjęła do wiadomości, że nie będzie kolejnych. Tylko się módl - powtarzała, ignorując fakt, że przy porodzie pękła mi macica, a ostatecznie ją usunięto (komplikacje).
Tak oto staliśmy się czarnymi owcami rodziny. Wyklęto nas i zerwano kontakt.

Minęły 3 lata i dziadkom tęskno się zrobiło za wnuczką. Nie ograniczaliśmy małej kontaktu. Zawsze ją uczyłam, że każdy człowiek ma ogromną wartość, bez względu na płeć, kolor, rasę czy wyznanie. Wyrosła na piękną, mądrą kobietę. Jednak za młodu z każdej wizyty u dziadków wracała z rewelacjami typu, że ci a ci są brudni, że ci a ci są źli i choróbska roznoszą, że nie będzie się bawić z koleżanką, bo jej mama ma drugiego męża itp. Również na nas suchej nitki nie zostawiali.
Muszę tutaj dodać, że my nie jesteśmy w domu mile widziani i kiedy jesteśmy w Polsce, śpimy we własnym mieszkaniu, a tylko córka ich odwiedza.
Nas nie chcą widzieć.

Miarka się przebrała, gdy mając z 9 lat mała wróciła i wykrzyczała mi, że nie chcę jej urodzić braciszka, bo mi się nie chce, jestem egoistką i nie mam duszy. Tak. Takie rozmowy odbywała z nią babcia.
Jeden telefon zakończył kontakty z dziadkami. Odgrażali się, grozili policją, donosem, że bijemy dziecko itd. Na szczęście morze to bezpieczny dystans.

Weronika ma obecnie 18 lat, ja 42. W swoim życiu miała okres fascynacji wiarą, sama zgłębiała i wyciągała wnioski. Nigdy nie dołączyła do żadnej z nich.

Jaki morał z tej opowieści?
Może taki, że to nie religia czy rasa decyduje o wartości człowieka.
Że ślepa, bezrozumna wiara rozbija rodziny i niszczy życie zamiast je scalać.

Przykro mi, że tak szybko i w taki sposób straciłam rodziców. Dla mnie umarli dawno temu.

#cQSAM

Jakoś rok temu w maju byłem świadkiem pewnej ciekawej rozmowy o miłości.
Siedziałem na ławce w parku, robiąc sobie przerwę podczas wycieczki rowerowej, ale też trochę porozkoszować się przyrodą. W parku było spacerowało kilka osób, ale ogólnie dużo osób nie było.

W pewnym momencie zauważyłem parę mężczyzn idących za rękę i rozmawiających, a gdy przechodzili tuż obok mnie, to mijała ich pewna kobieta z około 6-letnim synkiem i wywiązała się z tego taka rozmowa między synkiem, a jego matką:

- Mamo dlaczego ci panowie trzymają się za ręce?
- Bo zapewne się kochają.
- Ale jak to? To pan może kochać innego pana???
- Każdy może kochać kogo tylko chce i ty też możesz kochać kogo tylko chcesz.
- Mamooo, a czy to znaczy, że mogę kochać ciastka?
- Tak, to znaczy, że możesz kochać ciastka...

I odeszli w głąb parku, a ja z łezką w oku pomyślałem, że dobrze, że są na świecie jeszcze ludzie, którzy umieją przekazać dzieciom prawdziwe wartości.

#hnPLO

Gdy miałem kilkanaście - dwadzieścia kilka lat, przeżywałem jakąś dziwną fascynację kolejami. Uwielbiałem jeździć koleją, znałem cały rozkład jazdy z mojej miejscowości na pamięć, czasy przejazdów między poszczególnymi miejscowościami, znałem historię większości linii kolejowych w kraju, także tych nieczynnych i rozebranych, typy większości pojazdów szynowych, sygnały i oznaczenia. Najczęściej uczęszczane linie znałem na pamięć, jadąc na uczelnię, potrafiłem jechać całą trasę z zamkniętymi oczami i po wydawanych odgłosach wiedziałem gdzie jesteśmy i czy pociąg ma spóźnienie.

Gdy jeszcze chodziłem do liceum, często wychodziłem z domu pod byle pretekstem i szedłem na dworzec lub do najbliższego przejazdu popatrzeć na pociągi. Później wybrałem studia w miejscowości odległej o kilkadziesiąt kilometrów, zbyt blisko, żeby był sens wynajmować pokój/stancję, ale tak żebym prawie codziennie miał ok. 3 godziny przyjemności jazdy pociągiem. Chciałem nawet zbudować w domu makietę linii kolejowej, zbierałem na to kasę, ale w domu się nie przelewało, studia też kosztowały i niestety skończyło się na marzeniach. Moja fascynacja miała nawet podtekst seksualny, wielokrotnie masturbowałem się w pociągu, zdarzyło się nawet parę razy zrobić to z dziewczyną w kolejowym kiblu, czy pustym przedziale.

Nie zostałem kolejarzem, nie zbudowałem nigdy makiety, jakoś pod koniec studiów fascynacja koleją mi przeszła, nie wiem dlaczego, tak po prostu bez jakiegoś powodu. Dalej lubię jeździć pociągami i gdy mam wybór zawsze wybieram kolej, nadal posiadam całkiem sporą wiedzę z zakresu kolejnictwa, interesuję się tym, chociaż nie tak bardzo jak kiedyś. Wiele osób wie, że interesuję się kolejnictwem, ale nikt nie wie jak bardzo mi kiedyś odbiło.
Dodaj anonimowe wyznanie