#JK7IL
Odkąd pamiętam zawsze marzyłam o romansie rodem z bajek Disneya, przystojny chłopak o śnieżnobiałym uśmiechu, tylko on i ja, wiecznie zgodni i szczęśliwi. Niestety życie szybko zweryfikowało dziecięce fantazje.
Jestem dorosłą kobietą. Nie jestem brzydka, mam co prawda nadwagę, ale to nie zmienia faktu, że płeć przeciwna się mną interesuje. Byłam w życiu w trzech związkach z mężczyznami i żaden się nie udał, głównie przez to, że traktowałam swoich partnerów jak przyjaciół, po prostu nie potrafiłam inaczej. Starałam się być romantyczna, udawać, że to co mają w spodniach mnie podnieca, ale po jakimś czasie zauważali co się święci (zwłaszcza gdy zapominałam się i gapiłam na kobiety na ulicy). Nigdy nie pożądałam żadnego mężczyzny, nie poczułam podniecenia na jego widok, normalnie jakbym patrzyła na ścianę. Czuję się gorsza, zwłaszcza gdy koleżanki opowiadają o swoich narzeczonych, o tym, jak mocno ich kochają itp. Ja nigdy nie zakochałam się w mężczyźnie, chociaż wiele razy usilnie próbowałam, bez skutku. Nie podobają mi się typowo męskie atuty, za to od zawsze miałam słabość do kobiecych piersi. Starałam się zmienić, oglądałam wiele filmów z najbardziej pożądanymi przez kobiety aktorami, aby może któryś wpadł mi w oko (tonący brzytwy się chwyta...).
Już od podstawówki to czułam, ale bałam się przyznać przed samą sobą, że coś ze mną nie tak. Nigdy nie podobał mi się żaden kolega. Tłumaczyłam to sobie, że może nie są w moim typie, różnie to bywa. To trwało podstawówkę, gimnazjum i liceum, potem się poddałam, wiedziałam, że to walka z wiatrakami. Wielokrotnie zakochiwałam się w koleżankach, co tłumaczyłam sobie przyjaźnią. Gdy do czysto platonicznego zauroczenia doszedł pociąg seksualny, ta wymówka przestała działać...
Boję się ujawnić. Mieszkam w małej miejscowości, gdzie coś takiego nie przeszłoby bez echa, a nie chcę narobić wstydu rodzinie. Wszyscy znają mnie jako heteroseksualną i gdybym teraz wyskoczyła z coming outem ludzie uznaliby, że się popisuję, że robię to dla poklasku czy uwagi. Chciałabym, aby to minęło, marzę, aby móc spojrzeć na mężczyzn tak, jak patrzą na nich moje koleżanki.
Nie piszę tego wyznania dla uwagi, po prostu nie mam komu powiedzieć o swoim problemie. To od lat rośnie we mnie, któregoś dnia nie wytrzymam...
Najbardziej boję się, że przez mój strach będę zawsze sama i nigdy nie zaznam szczęścia u boku drugiej osoby.
Smutno się to wszystko czyta. Wydaje mi się, że prędzej doczekamy się skutecznego sposobu zmiany tego typu skłonności niż powszechnej tolerancji dla nich w społeczeństwie.
Niestety. I raczej nie będzie skutecznego sposobu zmiany preferencji seksualnych, będą sposoby niebezpieczne, niemoralne i szkodliwe.
Czy ja wiem.
nie da się zmienić orientacji, przykro mi.
A gdzieś napisałem, że się da? Czytanie ze zrozumieniem - polecam ;)
Nie. Nie doczekamy się "skutecznego" sposobu. Doczekamy się ponownego zwiększenia ludzi, którzy udają przed sobą i innymi, że są hetero. Nie da się zmienić orientacji na siłę.
Już prędzej uwierzę w to, że się doczekamy, niż w to, że absolutnie każdy człowiek na świecie to zaakceptuje. I jedno i drugie to utopia.
Tego typu skłonności... jestem ciekawa ile osób mądrzejszych od was musi się wypowiedzieć żeby dotarło do każdego ograniczonego umysłu, ze homoseksualizm to nie choroba, to nie jest jakieś upodobanie, nie da się tego zmienić.
Wg mnie autorce nie chodzi o akceptację w społeczeństwie, tylko o akceptację siebie i problemie że ona by chciał żeby faceci ja podniecali.
Współczuję Ci, ale trochę niefajne z Twojej strony było wciąganie w to osoby trzecie, które angażowały się emocjonalnie, jeśli wiedziałaś, że nic z tego nie wyniknie. Nie ma usprawiedliwienia dla tego typu działań - jeśli nie zgadzasz się z takim stylem życia (czemu się osobiście nie dziwię, bo na Twoim miejscu miałabym pewnie podobnie) - żyj samotnie. Ewentualnie rozważyłabym opcję założenia rodziny z mężczyzną, który od początku wie jak się sprawy mają i informujesz go o tym wszystkim przy wejściu w związek. Są takie małżeństwa - złożone z pary homoseksualistów przeciwnej płci i z powodzeniem funkcjonujące. Tutaj już trzeba by poszukać w internecie - kilka razy natknęłam się kiedyś na podobne ogłoszenia. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego :)
tak, zyj samotnie i sobie cierp z tej samotnisci i bycia niepotrzebna
albo stworz fikcyjne malzenstwo, albo takie, w ktorym bedziesz sie do czegos zmuszac
bo przeciez znalezienie sobie jakiejs fajnej dziewczyny nie wchodzi w gre, nie?
i mowi sie plec ODMIENNA
No już bez przesady z tą świętością nad świętościami. Rozpoczynając jakikolwiek związek żadna strona nigdy na początku nie ma pewności czy to przetrwa, więc nie widzę tutaj żadnej zbrodni po stronie autorki. Ona chciała, żeby jej związki były udane, chciała, żeby zadziałały, także moim zdaniem nie było to jakieś niemoralne oszustwo. To nie jest tak, że była z tymi mężczyznami, tylko po to żeby zrobić sobie przykrywkę. Była z nimi, bo liczyła na to że to "ten", czyli mniej więcej robiła to samo co każda osoba na początku związku.
Bycie z kimś to nie jest pożeranie jego czasu i nie można mieć pretensji, że jakiś związek się skończył. Dopóki dwie osoby chciały być ze sobą to nie można mówić, że ten wspólny czas to było marnotrastwo. Życie się składa z różnych elementów, nie tylko tych trwałych.
z tym wciaganiem w zwiazki chlopakow i pozwalaniem im sie zaangazowac sie zgadzam- to bylo wysoce nie fair wobec nich
@bazienka ja zaproponowałam akurat takie rozwiązania, inni komentujący zwrócili uwagę na inne możliwości.
@Mindanao jeśli było tak jak piszesz, to zwracam autorce honory.
spoko
Mindanao zalezy przy ktorym sie zorientowala, bo jak przy 1 lub 2 i kolejny byl po to zeby jednak sprobowac sie zmienic i zmusic to slabo :)
Czy chciałabyś aby ktoś z Twoich bliskich był z osobą, która nigdy tak naprawdę go nie pokocha? Która będąc nieszczęśliwa będzie też unieszczęśliwiać jego?
Dlaczego.. no i dlaczego też ma być sama skoro na świecie pełno ludzi, którzy mają podobny.. problem(?).
Skoro gdzieś jest osobą którą może uszczęśliwić i której może dać szczęście.
To tylko jedna z opcji. atomowatruskawka niczego nikomu nie narzuca, lepsze już chyba takie małżeństwo (oparte na przyjaźni i szacunku do siebie) niż samotne życie. Nie każdy (nawet po akceptacji siebie) podejmie taki styl życia, dajmy może jakiś wybór takim ludziom. A ta namiętność w małżeństwie też po pewnym czasie wygasa i zostaje uczucie przywiązania. Taka prawda.
Jeśli masz problem ze swoją orientacją to może zacznij terapię? Z tego co wiem, są na świecie osoby, które się nawróciły z orientacji homoseksualnej.
Nawróciły się :D błagam opowiedz nam kto!!
Nawet jeśli komuś się udało zmienić, to raczej nigdzie nie bierze się na poważnie takich świadectw. Osobiście nie bardzo wierzę w te religijne, ale w sumie przypomniało mi się, jak kiedyś natknąłem się na popularnym zagranicznym forum na wpisy jakiegoś faceta, który polegał na samej silnej woli. Przez lata prowadził w profilu coś w rodzaju pamiętnika swoich zmagań i śledziło to mnóstwo osób. Chyba nawet robił jakieś tam postępy, czytałem to przez jakiś czas, bo temat mnie nawet zaciekawił. Potem chciałem z ciekawości odnaleźć te wpisy, żeby zobaczyć, co tam u niego, ale nie mogłem żadnym sposobem znaleźć profilu, ani wpisów. Wydaje mi się, że mógł się sam usunąć, bo wylewał sie tam na niego straszny hejt, jak tak czytałem te komentarze. Głównie z jakichś tęczowych profili.
Obecnie istniejące "terapie" nie są zbyt skuteczne.
Co nie znaczy, że należy zarzucać badania w celu wynalezienia takiej, która byłaby skuteczna - jak widać z wyznania wiele osób by na tym skorzystało.
Czemu te tęczowe profile mnie nie dziwią...
Nie wydaję mi się żeby kiedykolwiek istniała skuteczna terapia na leczenie z homoseksualizmu. Tak samo dla porównania, nie wyobrażam sobie aby istniała jakakolwiek terapia po której zaczęłyby mi się podobać męskie tyłki i byłoby to dla mnie całkowicie naturalne i pociągające. Zastanówcie się tak na własną logikę. Jesteście w stanie przerzucić się z kobiet na mężczyzn ? Czy Wy dziewczyny, z chłopaków na inne laski ? Świata się nie zmieni na siłę pod własne standardy. Każdy musi żyć zgodnie z własną naturą. Homoseksualiści byli, są i będą. Najważniejsze to żeby umieć z tym żyć w zgodzie z innymi i bez narzucania komuś własnej orientacji. Nieważne czy homo czy hetero.
Nikt tu nikomu niczego nie narzuca. Dziewczyna cierpi z powodu swoich skłonności. Piszesz o tym wszystkim tak prosto i lekko - „trzeba się nauczyć tak żyć”, „homoseksualiści byli, są i będą”, „nie wydaje mi się by istniała skuteczna terapia”. A prawda jest taka, że to wszystko to nic więcej, jak puste frazesy, które w najmniejszym stopniu nie pomogą osobom takim, jak autorka. Więc może lepiej zamilcz.
W ogóle wracając do tematu tego faceta, to on chyba nie miał problemu z akceptacją, tylko jak sam pisał, chciał dokonać niemożliwego, miał coś na punkcie silnej woli, oprócz prób zmiany homoseksualnych skłonności próbował jakichś rzeczy z telekinezą, OOBE, regresją wcieleniową. Przy tym też trzeba siedzieć godzinami i próbować np z telekinezą siedzisz i obserwujesz jakiś obiekt przez kilka godzin. Właśnie trafiłem na jego wpisy i profil szukając takich paranormalnych rzeczy, no i przy okazji trafił się taki akcent. Ja powiem, że się trochę interesuję takimi rzeczami (OOBE itp), nie żebym sam praktykował, ale lubię poczytać fora i do tego wszystkiego potrzeba naprawdę zajebiście silnej woli, samokontroli itp. Nie będę się tu na ten temat rozpisywał, bo pewnie zaraz przylepią mi łatkę świra XD ale jeśli już miałbym wskazać kogoś, kto byłby w stanie przestawić sie z homo na niehomo, czy jakoś wyplenić ten konkretny rodzaj myśli, to byłaby to jedna z takich osób.
OOBE tzn wyjście z ciała? Też się oficjalnie nie da, a ludziom się jakoś udaje. Ale w telekinezę akurat nie wierzę, to jakiś pic, przeszukiwałam kiedyś neta i nie znalazłam żadnego sensownego info, same fejki z niewidzialną linką na yt.
mowie wam pstryczek wmontowac, przesunac wajche i hyc jestes hetero
przeciez to latwe
A ja mam wrażenie, że mocno idealizujesz związki - wbrew Twojemu pojmowaniu daleko im do bajki disneya.
Przykra sprawa z tymi skłonnościami - współczuję Ci Twojego stanu i cierpienia z tym związanego, ale nie powinnaś wciągać w swoje problemy osób trzecich, które chciałyby ułożyć sobie z kimś życie i angażują się emocjonalnie.
ale jej stan jest zwiazany nie z orientacja a ze strachem o REAKCJE SRODOWISKA I NAJBLIZSZYCH
No nie do końca, przeczytaj pierwsze zdanie.
nadal mysle, z enienawisc do siebie wynika z tego
"Boję się ujawnić. Mieszkam w małej miejscowości, gdzie coś takiego nie przeszłoby bez echa, a nie chcę narobić wstydu rodzinie"
No może, chociaż nie zawsze tak jest. Było tu ostatnio takie wyznanie jednego z moich ulubionych użytkowników, w którym laska otoczona postępowym towarzychem nie mogła się zaakceptować i doprowadziła swojego chłopaka do samobója.
Też przeczytałem to wyznanie uważnie. I wyraźnie widzę, że dziewczyna doskonale zdaje sobie sprawę ze swojej orientacji, czuje ją w naturalny sposób. Po prostu to się kłóci z jej światopoglądem który ma wpojony do głowy przez otoczenie. Cytat który zamieściła Bazienka też jest zdaniem-kluczem. Dziewczyna wie, że nie będzie inna. Po prostu nie potrafi się zaakceptować przez presję otoczenia. I to jest smutne. Właśnie przez taki wstyd przed oczekiwaniami otoczenia ludzie popełniają samobójstwa. Ale fanatycy i tak będą pierdolić o magicznej terapii która "leczy" homoseksualizm jak np. depresję.
pamietam wyznanie, nie pamietam autora, ale to bylo straszne
w ogole zabawa czyimis uczuciami tak jak i hejt za cos, co od ciebie nie zalezy to jakies dno i mul
Zabawa uczuciami nigdy nie jest okej. Jeśli chodzi o hejt - zgodzę się, ale wydaje mi się, że obecnie często jest on mylony ze zwykłą krytyką jakiegoś stanu rzeczy.
Współczuję, mam nadzieję, że uda Ci się jednak jakoś z tego wyjść i ułożysz sobie życie zgodnie z własnymi przekonaniami moralnymi.
Jak jej się tak spieszy do związku, to niech układa sobie życie w jakimś białym małżeństwie, w sumie czemu nie? Fajerwerków może i nie będzie, ale raczej nie będzie doskwierać jej samotność. Zresztą chemia też po pewnym czasie mija, jak dla mnie wcale niegłupi pomysł.
Ktoś wyżej zaproponował zdaje się podobne rozwiązanie. Ja miałam bardziej na myśli wyjście z homoseksualizmu. Wtedy to wszystko przyjdzie samo z siebie. Wysłałabym ją do specjalisty, ale pewnie znając dzisiejsze standardy, kazaliby jej zaafirmować taki szkodliwy styl życia...
Zastanawia mnie jedno. Osobom trans, które chciałyby się przyporządkowac do jednej ze płci, oferuje się różne terapie, rozmowy ze specjalistami, leki, operacje zmiany płci. Mają mniejsze lub większe poparcie, ale zazwyczaj jakieś mają.
Tymczasem gdy trafiają się osoby nieheteronormatywne pragnące z tej lub innej przyczyny mieć możliwość stworzenia klasycznego związku z osobą przeciwnej płci, są zasypane gradem przeciwności. Im odcina się możliwość wyboru. Tak wiele rzeczy można próbować w sobie zmienić, które nie zależą od nas, a które sprawiają nam dyskomfort lub nawet ból, a tematu orientacji nie wolno ruszać, nawet nie wolno pracować nad tym zagadnieniem, bo to takie "krzywdzące" i "niepoprawne politycznie".
Słuszne wątpliwości. Jak dla mnie jest to po prostu jeden z wielu podwójnych standardów tego środowiska.
This.
nie ze nie wolno
ale kilkadziesiat lat prowadzono inwazyjne terapie i ludzie wyszli z tego skrzywdzeni bardziej niz gdyby sobie zyli zgodnie z preferencjami
jest to na tyle zlozony problem, ze ciezko o skuteczna terapie
kilkadziesiat lat szukali i nadal sie nie udaje
znaczy wiecie, wszystko mozna, nawet wybielic sobie skore jak Jackson
Mengele probowal zmienic kolor oczu...
wiecie, jak to sie konczylo
Dlatego takie terapie nie powinny być wprowadzane, dopóki nie udowodni się braku ewentualnego, szkodliwego wpływu.
Problem jest w tym, że jest to zwyczajnie niemożliwe. Tak jak transseksualistom zmienia się płeć ciała, bo płci umysłu póki co się nie da. Tak jak orientacji dojrzałej osoby.
I pewnie nigdy takie coś nie powstanie, bo skoro nawet nie wolno ruszać danego zagadnienia, to ciężko oczekiwać, by kiedyś wynaleziono skuteczną metodę.
No, pakowanie się w związki jest chyba trochę bez sensu w takiej sytuacji. Wiesz, nie ma obligacji, żeby z kimkolwiek być, jak się to kłóci z Twoim światopoglądem, żyj w samotności. Ja tak żyję i powiem Ci, że bardzo sobie cenię celibat, dobrze, że jest coś takiego. W ogóle weź, jak tak pomyśleć, to związki na dłuższa metę są bez sensu. Na początku haj emocjonalny, a potem kisisz się w takim czymś, chemia mija bo widzicie siebie na co dzień, pierdzenie pod wspólną kołdrą, rachunki i cały romantyzm wyparowuje. Koleżanki, które kilka lat temu mi piały, jakie to nie są szczęśliwe ze swoim misiem, dziś są po rozwodach (albo w trakcie). Niektóre nie są i im się nie układa. No, nieliczni mają faktycznie szczęśliwe pożycie, ale tak po obserwacjach stwierdzam, że to mniejszość, a już na pewno nie reguła. Zresztą wielu też się nie chwali, że im się nie układa i odpowiedzą ci z uśmiechem, że wszystko gra i buczy jak zapytasz. Życie to nie bajka disneya, kochana.
ty podobno zyjesz w kraju, w kt za to kamienuja, wiec masz troche inna motywacje niz autorka
namawianie na samotnosc jak ktos teskni za relacja nie jest zbyt fajne
Ja tu widzę, że ona bardziej obala wizję związku jako bajki disneya. Z czym się akurat wyjątkowo zgodzę ;)
Dokładnie tak, a w temacie celibatu powiem jeszcze, że ja akurat dostałam model ciała przystosowany do takiego życia, więc nie mam zanadto wielkiego wyboru, pozostaje mi tylko kroczyć tą ścieżką "czystości", ktoś zadecydował za mnie i brak asertywności nie ma nic do tego, zapadł wyrok dożywocia i trzeba wykonać.
nie no bajki to akurat bajki i zaszczepiaja czase naprawde krzywdzace wzorce, zgadzam sie
wrath model ciala? poziom libido czy w sumie o co chodzi? jesli to nie tajemnica.. bo przychodzi mi na mysl jeszcze jakies zaburzenie dymorfizmu czy cos ( przepraszam to nie wscibstwo, intryguje mnie to stwierdzenie)
O plan mojej duszy, który został perfekcyjnie udaremniony.
plan duszy to mi sie z wynurzeniami Newtona kojarzy :)
ale spoczko, zyj jak wybralas
najlepszosci :)
Samotność to jedna z najgorszych rzeczy jakie mogą się przytrafić człowiekowi. Za to posiadanie kogoś na kim można polegać, do kogo można się w nocy przytulić (nawet z bąkami pod kołdrą) kto jest obecny w naszym życiu to bardzo wiele. Jasne, że żaden związek nie wygląda jak bajka disneya. Ale jeśli się kogoś kocha to można się kłócić 10 razy dziennie a i tak po każdej z nich uśmiechamy się do siebie. Można być znudzonym ale kiedy tej drugiej osoby nagle zabraknie to momentalnie zaczynamy tęsknić. Zawsze są problemy w życiu ale prawdziwa miłość nie przemija.
A samotność... To taka straszna trwoga 🎶
Samotność ma wiele twarzy. Można być samotnym będąc otoczonym ludźmi, czy będąc w związku. Nie ma na to reguły. A tak patrząc realistycznie, to wskaźnik rozwodów w pewnym wieku też mówi wiele o stosunku ludzi do tych spraw i tego, jaki przyjmują one obrót w pewnym momencie życia. Nie jestem za negatywnym nastawianiem się, ale raczej nie ma co robić sobie wielkich planów i nastawiać się na 4ever after, bo potem upadek bywa bardzo bolesny.
Spróbuj znaleźć terapię, naprawdę niemało osób wychodzi z homoseksualizmu, ale przez terror LGBT bardzo mało się o tym mówi.
Podasz źródła? Chętnie o tym poczytam.
Pewnie jakieś religijne. Zakładam, że ciężko o coś obiektywnego zw na blokowanie takich rzeczy przez te środowiska. Religijne pewnie zostawia się w spokoju i olewa świadectwa takich wierzących osób, nazywając to średniowieczem.
Taaak, jeden taki który "leczył" homoseksualistów, ostatnio kajał się i prosił o wybaczenie. Przyznał, że nie przez wiele lat "terapii" nie udało się nikogo "wyleczyć", ale za to "terapia" przyczyniła się do wielu samobójstw.
Ale miłość kobiety do kobiety też może być piękna i romantyczna! Spróbuj to zaakceptować, szukaj miłości jak każdy, masz do niej prawo
Oczywiście, że może być piękna - miłość matki do córki, miłość siostrzana. Z dewiacją się już nie zgodzę.
oczywiscie, bo milosc heteroseksualna jest cacy a homoseksualna to zwyrolstwo
mimo ze czuje sie do czlowieka to samo, chce sie jego dobra, oferuje wsparcie i troske
na poziomie mozgowym to dokladnie te same reakcje
ale nie, tfu tfu
dorosnij sarenka serio, bo glupoty gadasz
Znowu Ty... Nie wiem, po co się produkujesz pod moimi wpisami, skoro wczoraj dałam Ci bardzo wyraźnie do zrozumienia, że nie będę wchodzić z Tobą więcej w polemikę. Widocznie nie dotarło.