#EEqE3
Mecz odbył się bez zakłóceń. Pod sam koniec wynik zbliżał się do remisu - obie drużyny dawały z siebie wszystko. I pewnie remisem by się zakończył, gdyby nie to, że w końcówce zaginiony napastnik powrócił i galopem wbiegł na boisko, zmieniając swojego zastępcę. W ostatnich kilku minutach zdążył strzelić dwie bramki, co zadecydowało o wyniku meczu. Pewnie zapytacie, jakim cudem zdążył na końcówkę meczu?
Okazało się, że po odjeździe autobusu chciał skontaktować się z trenerem, więc poszedł prosić pracowników stacji o możliwość skorzystania z telefonu. Niestety bariera językowa i słabe umiejętności migania zadecydowały o tym, że ich tylko zdenerwował i został przegoniony ze stacji. Biedny schronił się na pobliskim parkingu, co okazało się dobrą decyzją - usłyszał tam rozmowę po polsku dwóch mężczyzn ubranych w garnitury, którzy zrobili sobie postój na papierosa. Po zagajeniu okazało się, że to działacze partyjni, którzy zmierzają tam, gdzie on. Jak tylko usłyszeli w czym rzecz, nie zastanawiając się wiele zapakowali się w auto razem z kolegą i z piskiem opon ruszyli na miejsce meczu.
Kończąc historię napiszę, że tato grał jeszcze przez pewien czas zawodowo w Bundeslidze razem z tym kolegą, jednak na skutek kontuzji musiał zrezygnować ze sportowej kariery. Pewną pozostałością po niej jest związek z moją mamą - w tamtym okresie pracowała przez pewien czas za granicą jako modelka - poznali się po jednym z meczów, na który moja mama przyszła, bo była fanką jednego z graczy (nie, nie mojego taty, co ten do dzisiaj jej wypomina ;)).
Z tą rezygnacją ze sportowej kariery to prawie tak jak u mnie. Tylko ja nie miałam kontuzji. Ani talentu.
U mnie podobnie
jedyny sport, ktory moglabym uprawiac, to odpoczynek wyczynowy :)
bazienka, możemy rywalizować 😀. Ewentualnie jeszcze dyscyplina: opie*dalanie na czas.
W ch.ja cięcie też zajęcie.
Ja ze sportu to transport :D
@ananas1ek Rowerem?
Komentarz lepszy niż wyzwanie
Czyli Ci dwaj panowie jechali na mecz, zrobili sobie przerwę na papierosa po drodze, potem pojechali jak najszybciej na miejsce, a zdążyli dopiero na końcówkę meczu? Chyba słabo sobie rozplanowali tę wycieczkę.
Jeśli istotnie byli to jacyś działacze, to pewnie mieli zamiar pokazać się tam symbolicznie, pod koniec meczu, jeśli nie po jego zakończeniu, by wymienić kilka słów z innymi partyjniakami.
I tak wyrobili 300% normy.
Ja zrozumiała, że oni zmierzają tam gdzie on czyli do tego samego miasta, a nie na mecz :D
Po pierwsze - w piłce ręcznej nie używa się nazwy napastnik. Najbliżej bramki w czasie ataku stoi obrotowy - zwykle o posturze niedźwiedzia , a pozostali gracze próbują mu podać piłkę. Czasem wzdłuż linii pędzi skrzydlowy i strzela z bardzo ostrego kąta ale też nie mówi się o nim napastnik. Po drugie - był asem w rękawie - to znaczy że chcieli oszukać przeciwników?
A mnie zastanawia, jak tata autora chciał skontaktować się z trenerem po odjeździe autobusu. Czy w czasach PRL-u w autobusach były telefony?
Co więcej, żaden piłkarz ręczny nie użyłby stwierdzenia "strzelić bramki", chyba że obracam się w gronie aż takich pasjonatów tej dziedziny. :)
Tak, tyle że to nie piłkarz ręczny pisał to wyznanie...
Na stacji chciał zadzwonić, ale nie umiał się dogadać.
Moj tata był zawodowym piłkarzem, temat piłki i naszego rodzimego kluby przewija się w domu cały czas, aż się już.... chce. A ja dalej za duzo o tym sporcie nie wiem i się nie interesuje.
Miło czytać, jak użytkownicy wspólnymi siłami rzetelnie obalają historyjkę. Można się poczuć jak za starych dobrych anonimowych :)
Też uważam to za fajny smaczek. Chociaż w duszy liczyłam na nazwisko autora znalezione przez kogoś z czytających :(
Ty się widać na sporcie nie za bardzo znasz ;)
W piłce ręcznej nie ma napastnika - jest dwóch skrzydłowych po bokach, trzech rozgrywających (półlewy, półprawy i środkowy) i kołowy/obrotowy, który stoi tyłem do bramki i czeka na podanie. No i bramkarz oczywiście.
Pytanie też gdzie ten ojciec z kolegą mieli grać w tej Bundeslidze, jak za czasów PRL to młodych chłopaków nie puszczali za granicę. Nawet wielka gwiazda, Jerzy Klempel dopiero w wieku 29 lat pojechał grać do RFN.
Na ojca mówi się rodziciel?
Teraz taka moda, nie wiesz?
Spotkałam się z określaniem rodziców rodzicielami, więc.
Co prawda nie anonimowe, ale ciekawe. Plus.