#uX3YH
Potem jest moje młodsze dziecko, Alicja, całkowite przeciwieństwo rodziny. Nie zrozumcie mnie źle, kocham moje dzieci, ale odkąd Ala się urodziła czułam, że z nią jest coś nie tak. Po porodzie popadłam w depresję, był to bardzo trudny okres dla nas wszystkich. Według mojego lekarza ubzdurałam sobie, że Ala nie jest moją córką, wszyscy mi powtarzali, że będzie dobrze, wyjdę z tego. Nigdy z tego nie wyszłam, głęboko wierzę, że Alicja nie jest moim dzieckiem. Nie jest podobna ani fizycznie ani psychicznie do kogokolwiek z rodziny mojej lub męża. Mam czarne włosy, zielone oczy i bardzo jasną karnację. Kiedy byłam jeszcze panienką wiele osób powtarzało mojemu ojcu cieśli, że najpiękniejszym wyrobem jaki udało mu się zrobić jestem ja. Mój mąż jest wysokim, blondwłosym i niebieskookim przystojnym facetem, za którym kobiety nadal się oglądają mimo, że tak jak ja ma już parę lat na karku. Nasz syn poszedł we mnie stając się łamaczem kobiecych serc, nie zliczę ile już moich sąsiadek stwierdziło, że "gdyby tylko były młodsze".
Tymczasem Alicja ma rude włosy i brązowe oczy, skąd? Nie mam pojęcia. Gdy moja najmłodsza była mała, mój mąż powtarzał wszystkim, że gdy tylko Ala dorośnie, będzie musiał zbudować wyższe ogrodzenie, bo rudowłose kobiety są niezwykle piękne. Też szczerze w to wierzyłam, przez cały jej okres dojrzewania miałam nadzieję, że w którymś momencie zmieni się w "nimfę". Tak się nigdy nie stało, i teraz moja córka wygląda jak adoptowana. W którymś momencie mojego życia byłam tak zestresowana stwierdzeniem, że Ala na pewno nie jest moja, że w sekrecie zrobiłam test DNA. Przez te wszystkie lata miałam rację, Ala nie jest spokrewniona ani ze mną, ani z mężem. Nie chciałam o tym nikogo informować, nasza rodzina i tak dużo przeszła przez moją depresję i częste wahania nastroju. Postanowiłam trzymać to w sekrecie jednocześnie prowadząc śledztwo. Jeszcze nie znalazłam miejsca pobytu mojej biologicznej córki, to że absolutnie nic o niej nie wiem, rozrywa mi serce na drobne kawałki. Mój mąż zauważył, że coś jest nie tak, ja jednak nie chcę mu o tym mówić, Ala to jego oczko w głowie.
Wiem, że gdy to w końcu wyjdzie na światło dzienne będę miała problem, ja jednak nie jestem gotowa żeby to komukolwiek powiedzieć. Moja depresja zaczyna dawać o sobie znać, zaczynam wariować. Co powinnam zrobić?
Powiedz mężowi prawdę, jak już będziesz na to gotowa, ponieważ ta inaczej ta wiedza zeżre Cię od środka. Nie powinnaś być z tym wszystkim sama. Miłość męża do córki na pewno na tym nie ucierpi - w końcu jest z Wami od urodzenia. Nawet, jeśli nie jesteście jej biologicznymi rodzicami, to nadal Wasza córka i Wy ją wychowujecie od małego.
Biedna dziewczyna. Przykre, że nigdy nie doświadczyła matczynej miłości.
Co ty piepszysz! Przecież napisała, że ja kocha tylko nie może pogodzić się z tym, że to nie jej dziecko!
Banza, napisała, że nie może się pogodzić z tym, że córka nie jest tak piękna jak reszta rodziny. Dlatego szuka swojej biologicznej córki.
Strasznie przykra ta historia, zwłaszcza dla Twojej córki. Piszesz że ja kochasz, ale rzuca się w oczy że o wiele mniej niż syna. Opisujesz każdego czlonka rodziny, jacy to wy piękni i wspaniali no i ruda, brzydka córka, Wygląda jakbyś się jej wstydziła, że jest brzydka. Zresztą, czy to prawda z tym jej brakiem urody? Dużo zależy od rodziców, a nie od genów. Jeśli ma trądzik, trzeba zabrać do dermatologa, krzywe zęby- dentysta, za chuda, za gruba - może odpowiednią dieta i ćwiczenia, można też zbadać hormony. Rude włosy same w sobie są piękne, ale mogłabyś ją jeszcze zabrać do jakiegoś dobrego fryzjera. Zresztą mamą powinna córce pokazać jak pielęgnować swoją urodę, a nie ubolewać nad tym że brzydka. Zwłaszcza że uroda to też kwestia pewności siebie, a jeśli ona czuje, że najbliższa jej osoba, własna matka, jej nie akceptuje, nie będzie pewna siebie. Rozumiem, że przy depresji, myślenie nie zawsze jest logiczne i racjonalne, ale ta biedna dziewczyna nie jest winna ani Twojej choroby, ani tego że ją podmieniono w szpitalu.
Wszystko spoko, ale pomijając tę sytuację, to rude włosy po rodzicach, którzy mają czarne i blond włosy nie byłyby niczym dziwnym. Już nie mówiąc o tym, że łani rodzice zdecydowanie mogą mieć brzydkie dzieci, bo genetyka jest skomplikowana.
Ale na brązowe oczy to raczej marne szanse:)
@Pavlova
Też niekoniecznie, rzadko bo rzadko, ale niebieskie oczy zdarzają się u osób ciemnoskórych, więc brąz przy zielonych i niebieskich oczach też mógłby się trafić. Zielone oczy są bardzo rzadkie, a jeszcze rzadziej są w 100% zielone.
Ohlala, człowiek o brązowych oczach nie może nijak powstać z dwójki ludzi o niebieskich, czy jasnych oczach. Na odwrót już jak najbardziej. Każdy gen warunkujący daną cechę, czyli w tym wypadku kolor oczu składa się z dwóch alleli. Po jednym dostajemy od każdego z rodziców. Allele mogą być dominujące, lub recesywne. W przypadku koloru oczu allelem dominującym będą oczy ciemne, brązowe, piwne. Allelem recesywnym oczy jasne, np. Niebieskie. Czyli jak mamy człowieka z niebieskimi oczami, to mamy pewność, że ma dwa allele recesywne. Natomiast w przypadku oczu ciemnych, mamy co najmniej jeden allel dominujący. Mogą być i dwa, ale bez dokładnych badań genetycznych nie wiadomo co kto dostał od rodziców. Także całkiem normalne jest, że nawet po kilku pokoleniach brązowych oczu może trafić się osoba niebieskooka. Jak pojawi się odwrotnie, to trzeba się przyjrzeć listonoszowi 😉
Mam koleżankę.
Ojciec brunet,matka blondynka
a ona ruda(przepiękne rudo-kasztanowe włosy)
halko, fenomen bombajski?
dziala z krwia, moze dzialac i z oczami
@PoraNaPiwo
Nie znam się jakoś super, ale jeśli oczy autorki nie są w 100% zielone (a naprawdę wątpię, by były, moja znajoma też mówi, że ma zielone, ale tak naprawdę są brązowo-zielone), tylko z domieszką, to chyba brąz wciąż wchodzi w grę?
PoraNaPiwo dziedziczenie koloru oczu jest odrobinę bardziej skomplikowane niż to, które przedstawiają na biologii. :) Plus ewentualna mutacja też może się zdarzyć.
Zjemcikota, tak jest odrobinę bardziej skomplikowane i mutacje jak najbardziej mogą się zdarzyć, ale z oczu niebieskich i zielonych nie da się nijak otrzymać oczu brązowych. Akurat w tą stronę, to nie działa😉 Natomiast gdyby jedno z rodziców miało oczy brązowe, to już inna sprawa.
Bazienka, fenomen bombajski dotyczy krwi, nie oczu. Mutacje kolorystyczne mogą się zdarzyć, ale w przypadku, który jest opisany w wyznaniu nie było szansy na uzyskanie brązowych oczu u potomstwa od tych rodziców.
Zjemcikota, a co do genetyki, to akurat miałam jej sporo na studiach. Po prostu przedstawiłam to w mocno uproszczonej wersji, tak by jak najwięcej ludzi zrozumiało😉
Mnie zastanawia, jak tacy rodzice chcą podobne sytuacje rozwiązać. Odnaleźć biologiczne dziecko i co dalej? Wymiana dzieci po tylu latach, gdy zdążyły się przywiązać, pokochać swoje rodziny? Jedna rodzina bierze oboje dzieci, a druga zostaje z niczym? Żyjecie tak jak dotąd, po prostu zaspokoiliście swoją ciekawość?
Poznajecie swoje biologiczne dzieci, spędzacie z nimi czas - a co, jeśli te dzieci nie chcą poznawać was, spędzać czasu, mieszkają na drugim końcu świata, a sam fakt, że łączą was więzy krwi, ich nie interesuje?
Dla mnie na przykład więzy krwi nie mają kompletnie żadnego znaczenia. Gdybym się teraz dowiedziała, że zostałam podmieniona w szpitalu, to raczej nie chciałabym poznawać biologicznych rodziców, bo dla mnie to po prostu obcy ludzie, z którymi nic mnie nie łączy.
Czasem lepiej zostawić przeszłość w spokoju, bo może to tylko wprowadzić niepotrzebne zamieszanie.
Może też chodzić o to, by ratować swoje biologiczne dziecko jeśli np. trafiło do jakiejś skrajnej patologii, domu dziecka, było chore i nie miało pieniędzy na operację itd.
NieMaSzansa - nie, po prostu życie.
Pomyśl sobie, że zostałaś podmieniona przy narodzinach, ale nigdy się o tym nie dowiedziałaś. Teraz popatrz na całe swoje życie. Czy określisz je mianem życia w pięknej mydlanej bańce? Czy to, że ludzie, którzy cię wychowali nie są twoim biologicznymi, naprawdę cokolwiek zmienia?
Serwatka31, okej to jedyny sensowny powód. Natomiast jeśli rodzicie odkryją, że ich dziecko nie jest ich, będą szukać swojego i jakimś cudem je znajdą i okaże się, że ma dobre życie, kochanych rodziców, jest szczęśliwe, a mimo to postanowią wejść z butami do tego jego poukładanego świata, to świadczy o ich wielkim egoiźmie.
Myślę że dobrze jest poznać swoje biologiczne dziecko. Można sprawdzić czy jest szczęśliwe, pomóc mu w razie czego. Jeśli te dziewczyny są już prawie dorosłe i tak pewnie sie niedługo wyprowadzą z domu, mogą raz jedną rodzinę odwiedzać, raz drugą. Oczywiście, jeśli będą chciały. Mają prawo zdecydować, że jedna z rodzin ich zupełnie nie interesuje. Ale najważniejszym powodem dlaczego lepiej znać swoją biologiczną rodzinę są niestety choroby. Może się zdarzyć że któraś z tych córek będzie potrzebować krwi, szpiku, nerki itp. Wtedy najłatwiej znaleźć dawcę między członkami rodziny. Ach, no i jeszcze żeby zapobiec kazirodztwu. Świat jest mały, dzieci wyjeżdżają na studia, poznają nowe osoby. A tam może być brat, czy siostra.
Kiedyś był program w tv o tym jak właśnie podmieniono dzieci w szpitalu przy narodzinach i jak to po latach wszystko wyszło na jaw. Co się okazało?Zniszczyło to życie dwóch rodzin, kiedy sprawa wyszła na jaw dzieci były już pełnoletnie. Poczytajcie o tej sprawie, jak to się skończyło i jak fajnie było poznać w wieku 18 lat, że twoi biologiczni rodzice to kto inny. Fajnie to się wydaje, pisząc w necie.
rodzic to ten co wychowal, a nie ten, ktory dal komorke
to kazdy glupi potrafi
Dziecko może żyć w rodzinie patusow lub ludzi, którzy się nim nie interesują. Każdemu należy się wiedza o korzeniach o pochodzeniu. Nawet adoptowane dzieci, oddane, bo rodzice ich nie chcą mają teraz prawo do informacji o danych matki i ojca. Po pierwsze choroby, po drugie ewentualne kazirodztwo, po trzecie stan psychiczny- niemiło jest być osoba "znikąd".
Mama piękna, ojciec przystojny i laski dalej się za nim odwracają a syn łamacz serc. Tylko ta ruda Wam do obrazka nie pasuje. Rozumiem, ze testy koniec końców wykluczyły pokrewieństwo między Wami ale sposób w jaki opisujesz dziecko, które wychowywałas od małego strasznie mnie odrzuca. Tak jakby sam fakt tego, ze jest brzydka był ujmą na Twoim idealnym życiu z dużym domem i własną firmą. Te wiadomości na pewno były nam potrzebne.
pusty babsztyl
wspolczuje tej mlodej bardzo...
dzieci wiedza, kiedy nie sa chciane i akceptowane
Mam dokładnie te same odczucia. Opisuje ją w sposób zimny i bezduszny jako brzydką i nie pasującą do idealnego obrazka jej rodziny.
Weź męża i poproś go o czas na wysłuchanie tego coś chcesz powiedzieć. Prosto z mostu "Zrobiłam testy DNA, bo nie dawało mi to spokoju. Ala nie jest ani twoim, ani moim dzieckiem" i niech pozostanie cisza. Mąż jakoś zareaguje i potem samo pójdzie.
Prawdopodobnie przez przypadek podmienili dzieci w szpitalu.
Tylko... Czy naprawdę chcesz skrzywdzić swoją niebilogiczną córkę tym wszystkim? To ją wychowałaś, częściowo tworzylaś jej charakter. Być może lepiej będzie jej o tym nie mówić?
NieMaSzans ja wychowałam się bez ojca. I szczerze mówiąc bardzo żałuję że go poznałam. Czasem lepiej żyć w spokoju.
NieMaSzans - moi rodzice to Ci, którzy mnie wychowali, kochają, troszczą się i wspierają. Nie chciałabym, żeby jacyś obcy ludzie wchodzili z butami w moje życie. Autorka nie wie, jakie podejście ma jej biologiczna córka, więc po co ma robić cokolwiek?
Z historii dowiadujemy się, że największym problemem jest, to, ze córka nie jest tak piękna jak wy. Nie dowiadujemy się, czy może ma jakieś inne zalety, jest inteligentna, ma jakieś inne osiągnięcia. Najważniejsze jest, to, że faceci nie lecą na przysłowiowe jej dupę i cycki. Zrobisz śledztwo i co? Jak się okaże, że twoja biologiczna córka jest piękna, zniszczysz życie obu dziewczyną? Tylko po to by się dowartościować, że masz piękna córkę?Coś mi się wydaje, że ta historia jest napisana, że osobę z dużymi kompleksami, która w necie opisuje jak to ma idealny świat. Bo wszystko w tej historii jest takie idealne, tylko nie twoja córka. Cóż świat nie jest idealny, a ty skupisz się tylko na wyglądzie zewnętrznym. tyle dobrze, że z historii wynika, że twój mąż ma inne normalne spojrzenie na świat.
Wiecie, córki autorki (biologiczna i wychowana przez nią) mogą zapragnąć mieć kiedyś własne dzieci, a do podjęcia tej decyzji ważna jest kwestia historii chorób rodzinnych. Ogólnie należy ją znać, nie tylko ze względu na planowanie dzieci. Dla mnie to jedyny argument, żeby dążyć do wyjaśnienia sprawy.
Uważam, że nie warto wprowadzać chaosu w życie dwóch rodzin z powodu egoistycznych pobudek.
albo np. fajnie nie zwiazac sie przypadkiem z wlasnym bratem czy kuzynem...