#SVrDU

W swoim życiu trafiłem na kobietę doskonale idealną. Inteligentna, sprytna, piękna, seksowna, ciepła, czuła, miła i nieziemska w łóżku.
Po pięciu latach w związku, po ślubie i z dzieckiem, dowiedziałem się, że przyprawiła mi więcej rogów, niż nosi przeciętne stado baranów na hali w Tatrach Wschodnich.

#iqw3K

Wyleję swoją frustrację... 
Czy mężczyźni w ogóle nie widzą w kobiecie człowieka? Poznajesz kogoś, liczysz na coś normalnego, spokojnego, zwyczajną znajomość, relację przyjacielską. Pół biedy, gdy piszecie i facet od razu zaznacza „jesteśmy dorośli, he, he, wiadomo, że chodzi i seks”. No i fajnie, przynajmniej szczery. Blok.
Albo „człowiek ma już swoje lata, potrzebuje się ustatkować, brak mi bliskości, czułości, w domu potrzebna jest kobieca ręka”. Czyli „zaczynam czuć starość, ktoś musi gotować, sprzątać i zaopiekować się”. Blok.
Gorzej, jak zaznaczasz, że nie szukasz przygody, tylko rozmowy, towarzystwa, wyjścia na kawę, piwo (płacę za siebie, żeby nie było nieporozumień), a facet się zgadza. Spotykacie się, zaczynacie lubić, a on próbuje podchodów – raz pisze: „Wiem, że wylądujemy w końcu w łóżku”, za chwilę: „Nie jesteś w moim typie, za delikatna, za mała, nie malujesz się, nie chodzisz w sukienkach, to byłaby porażka”. Super, bo facet totalnie nie w moim typie – fajnie mieć kogoś, kto ogarnia, że seks to nie wszystko, z kim możemy pójść na piwko, pogadać, na spacer, pojechać do lasu. Z czasem, kto wie, jak mi facet wejdzie „do głowy”, to może i inne części ciała również na niego zareagują? Potem prezent z okazji urodzin i spotkajmy się w weekend na piwko u niego. Znów aluzje seksualne, znów przypominam, że nie tego szukam, że przekracza granice. Reakcja? „Widocznie nie jesteś gotowa na spotkanie, poczekamy”. SPOTKANIE? To jakiś głuchy telefon? Ja mówię „spotkamy się, posiedzimy, wypijemy piwo, pogadamy”, on słyszy „spotkamy się, narąbiemy, poleżymy, poruchamy”. Odniosłam prezent, powiesiłam na klamce, bo albo go nie było w domu, albo foch. Koniec znajomości. Nie jestem kurczakiem, którego wystarczy smażyć wystarczająco długo, żeby był gotowy do skonsumowania.
I wiecie co? Starsi ode mnie, młodsi – bez różnicy.
Czy na świecie nie ma mężczyzn, którzy znają pojęcie „granice”, potrafią widzieć, że to nie ten czas, nie te okoliczności? Którzy słuchają i słyszą, co kobieta mówi?
Jakby co, to (półżartem) chętnie poznam geja, żeby gdy usłyszy „chcę iść z tobą na piwo i pogadać” nie zrozumiał jako „chętnie zdejmę majtki”.

#Szluo

Wszyscy wokół myślą, że mamy jedno dziecko i że byłam w ciąży też raz. Co w tym anonimowego? Byłam w ciąży w sumie sześć razy, z czego pięć ciąż było biochemicznych. Gdybym nie miała stymulowanych cykli, a więc dokładnie wiedziała, w którym dniu miałam owulację i w którym robić test ciążowy (z krwi, nie z moczu), nawet bym nie wiedziała, że zaszłam w ciążę, ale zarodek nie przetrwał.
Testy albo pokazywały tak niskie wartości, że na teście z moczu nie byłoby szans na drugi pasek, albo powtórzone pokazywały spadek beta HCG.
Mówiliśmy sobie, że to tylko ciąże biochemiczne, że nie ma nad czym rozpaczać i trzeba żyć dalej. Rozumiemy przecież, że znacznie gorsze są poronienia na późniejszym etapie, a już niewyobrażalnie tragiczne urodzenie martwego dziecka. A jednak smutek nie odpuszczał i ciągle wracały wyobrażenia i rozmowy, jakie byłyby te dzieci, gdyby przetrwały. Nie pomogło nawet pojawienie się na świecie zdrowej córeczki. Kochamy ją nad życie, a jednak potrzebowaliśmy przeżyć żałobę po wcześniejszych stratach. Daliśmy sobie prawo do tej żałoby.
Dawniej planowaliśmy co najmniej dwójkę dzieci, może trójkę. Teraz nie wiem, czy zdecydujemy się na kolejne próby. Straty zbyt obciążają psychikę, a maleństwo nas potrzebuje.

#wxrkl

Jestem po trzydziestce i od ponad 10 lat jestem samodzielną mamą. Przez moje życie przewinęło się niewielu mężczyzn (długie związki), aż w końcu trafiłam, myślę sobie, na tego jedynego. Układało nam się bardzo dobrze, nigdy się nie kłóciliśmy, miłość kwitła. Codzienne wyznania jak to bardzo kocha, codzienne wspólne plany na życie, aż w końcu zaręczyny, a następnie decyzja o wspólnym zamieszkaniu.

On był rozwodnikiem, a ja mam górę domu jednorodzinnego, to postanowiliśmy, że zamieszkamy u mnie, ale najpierw remont, trzeba kuchnię zrobić. Życie wywrócone do góry nogami, meble moje sprzedane, bo przecież kupimy nowe, codziennie tylko remont i praca. Dziecko zaczęło dokazywać, bo nikt dla niego czasu nie miał, bo trzeba szybko remont zrobić. Mały złośnik, ale damy radę, po remoncie się wszystko ustatkuje. Codziennie słyszę, jak to bardzo kocha, że nas nie skrzywdzi itp.

Wiedział, że jestem po przejściach, znał całą prawdę o mnie. Aż pewnego dnia, kiedy to on był u matki na weekend, bo ja w pracy, niczego nieświadoma dostaję SMS-a, że to koniec, że uczucie wygasło, gdzie jeszcze z rana pisał mi, jak mocno kocha. Powód: hm... dziecko za bardzo niegrzeczne jest. Tydzień później zabrał swoje rzeczy.

Rozumiecie? Skończył związek przez SMS-a, bo mu zaczęło nagle dziecko przeszkadzać. A ja? Ja zostałam znowu sama, ze złamanym sercem i remontem. Nie dość, że w serce w rozterce, to i w domu bałagan.

#eimSc

Jestem inżynierem, ale tylko z papierka, więc nie robię w zawodzie. Przez lata podejmowałem się różnych prac. Na budowie, w warsztacie samochodowym, na budkach. Na co dzień zarabiam jako operator/montażysta.

Początek roku był dość ciężki, więc postanowiłem dorobić sobie jako kelner. Pomijając stawkę, doszło do mnie, że ludzie w tego typu usługach są traktowani gorzej jak podludzie. Podczas spotkań z klientem jako filmowiec, ludzie podchodzą do mnie z szacunkiem, zawsze zwracają się per „pan” itp. Bardzo miłe. Natomiast w drugiej pracy czuję się czasem wręcz poniżany. Pomijając zwroty grzecznościowe, ludzie potrafią pstrykać na mnie palcami czy zagwizdać i wyskoczyć z japą do mnie, że np. nie ma jakiejś pozycji w menu. Już pomijam temat szefa, bo to inna bajka, ale po kilkunastu godzinach w pracy, gdy wychodzę, czuję się jak śmieć. Podgatunek człowieka. Nie wiem, jak to jeszcze inaczej opisać. Ludziom serio odpieprza, jak poczują choć trochę władzy nad drugim człowiekiem.

#d5csM

Wczoraj wieczorem wracamy z mężem do domu. Nagle widzimy na poboczu kobietę ok. 40 lat idącą przed siebie, a w jej stronę biegnącego szybko psa rasy bokser. Zatrzymaliśmy się, pytamy, czy jej pies. Ona mówi, że nie, ale się nie boi. No nic, stwierdziliśmy, że jedziemy. Ale widząc we wstecznym lusterku, że kobieta zaczyna się od psa oganiać, a ten ją zaczyna atakować, zawróciliśmy.
Kobieta wskoczyła do samochodu na tylne siedzenie, podziękowała. Podrzuciliśmy ją do domu.

Jak się później okazało, ukradła nam szklankę z McDonalda, która leżała na tylnym siedzeniu.

Nie dość, że chcesz być dobrym, pomóc, to jeszcze cię okradają. Nie chodzi o szklankę, tylko o sam fakt. Więcej się już nie zatrzymamy, bo co jeśli następnym razem nam ktoś nóż do gardła przyłoży?

#pMBWJ

W pracy dostałam nową dziewczynę do przeszkolenia. Sprzątanie, żadna czarna magia. Dziewczyna ogólnie nic nie ogarniała. Łazienek nie sprzątała, bo się brzydziła, pościeli zmienić nie umiała i się nie nauczyła, przyklejona do telefonu i opryskliwa dla klientów. Po jej miesiącu próbnym byłyśmy na spotkaniu z zarządem i miałam zamiar poprosić o to, żeby ją wywalili, bo się nie nadaje. Dyrektor jednak się uśmiechnął, spojrzał na mnie i powiedział: „To spotkanie to tylko formalność, chcieliśmy po prostu oficjalnie poinformować, że ta dziewczyna jest od dziś twoją przełożoną”. Zdębiałam, a nowa pisnęła z radości i krzyknęła: „Dziękuję, wujku!”.

#loG44

W dzieciństwie całe wakacje spędzałam u babci. Wieś, dużo świeżego powietrza, zwierzęta domowe, chodzenie na boso, kąpanie się w rzece. Bardzo dobrze to wspominam. Jedyna rzecz jednak wywołuje u mnie dysonans.

Kiedy czyściłam uszy patyczkami, zawsze zastanawiałam się, czemu niektóre z nich są białe, a inne delikatnie żółte. Jednak nie zaprzątało to długo mojego dziecięcego umysłu. Było tyle zajęć, zabaw, kto by o tym długo myślał, mając 7 lat?

Raz poszłam do łazienki z babcią. Ja myłam zęby, ona ogarniała swojego wielkiego koka. Lubiłam się temu przyglądać. Gdy babcia skończyła się czesać, wzięła patyczek i zaczęła czyścić uszy. Kiedy go wyciągnęła, stwierdziła: „O, czyste”... i użyty włożyła z powrotem do pudełka.

#tBM2h

W tym roku przygotowuję się do przyjęcia sakramentu bierzmowania. W związku z tym uczestniczę w różnych spotkaniach, zaliczam odpowiedzi ustne na określone pytania itd...

Pewnego razu, gdy ksiądz zadał mi pytanie: „Od jakiego momentu stajemy się człowiekiem?”, odpowiedziałam mu, że według mnie, kiedy zaczyna nam bić serce (czyli ok. 22 dni od zapłodnienia). Proboszcz w jednej sekundzie zrobił się czerwony ze złości i zaczął na mnie krzyczeć, że rozsiewam jakąś propagandę i że pewnie dodatkowo jestem za aborcją i że ludźmi jesteśmy od poczęcia. Za tą odpowiedź wpisał mi 2, lecz tylko wzruszyłam ramionami i uznałam, że nie ma sensu się z nim kłócić.
Innym razem, na spotkaniu z moimi rówieśnikami, ksiądz zaczął mówić o tym, że homoseksualizm to choroba, jest to wynaturzenie, nie można tego akceptować. Podniosłam rękę i zapytałam, dlaczego mamy traktować w ten sposób homoseksualistów, skoro nasza religia mówi o tym, że powinniśmy miłować wszystkich ludzi?
Zostałam wyproszona z sali.

Po tym, jak spotkałam proboszcza w bibliotece, nastąpił punkt kulminacyjny naszych „starć”. Zobaczył mnie, jak wypożyczam książkę o teorii ewolucji Darwina. Nie odezwał się ani słowem i wyszedł. Następnego dnia moi rodzice odbyli ze mną poważną rozmowę. Okazało się, że ksiądz dzwonił do nich, powiedział, że ze mną nie jest do końca dobrze, możliwe, że przynależę do jakiejś sekty i przez moje zachowanie nie jest pewien, czy zostanę dopuszczona do bierzmowania. Z racji tego, że moi rodzice są bardzo wierzący, przejęli się całą sprawą i kazali mi pójść przeprosić.

Ale tego nie zrobię. Dlaczego mam przepraszać za to, że moje zdania na niektóre tematy za rozbieżne ze zdaniem Kościoła? Przecież to, że myślę inaczej, nikogo nie rani, a uważam, że wiara jest kwestią indywidualną dla każdego człowieka. Być może nie dopuszczą mnie do bierzmowania. Lecz jest to sakrament dojrzałości religijnej, a jak mam ją osiągnąć, skoro nikt nie tłumaczy mi, dlaczego dane stwierdzenie jest negowane przez Kościół, tylko reagują na to krzykiem i brakiem zrozumienia?
Dodaj anonimowe wyznanie