#AB5Lr

Lubię czasem coś przekąsić przed komputerem w stylu chipsów, orzeszków czy popcornu. Jednak jest pewien problem, ponieważ po takim jedzonku ma się tłuste palce, a przecież nie skrzywdziłbym swojego komputera tłusty i łapami. Kiedyś w sklepie zauważyłem pałeczki do jedzenia. Pomyślałem, że to mogłoby zadziałać. Udało mi się nauczyć je trzymać i tak właśnie ww. przekąski wcinam przed laptopem pałeczkami :)
Spytacie się, czy nie łatwiej by było po prostu umyć ręce po konsumpcji?
Może i tak, ale lenistwo wygrało. :)

#ChCvy

W połowie seansu, a był to horror oglądany w kinie, musiałem wyjść do toalety na siku. Wszedłem do jednej z kabin, zacząłem robić swoje, gdy nagle zauważyłem, że spod ścianki po prawej stronie zaczął wyłaniać się taki żółty gumowy kurczak. Miałem niemałego mindfucka, ale mocz leci strumieniem, w żaden sposób się tego nie powstrzyma, miliony myśli w głowie, tysiące pytań bez odpowiedzi, aż tu nagle ten kurczak jak nie zacznie piszczeć! Polałem się po butach, serio mówię. Na szczęście polałem też na rękę tego dowcipnisia. xD

#1l7FH

Oglądaliście film „Wołyń”? Ja dosyć dawno, ale doskonale pamiętam, jak mną wstrząsnął. Jeszcze bardziej wstrząsnęła mną wiadomość, że moja babcia była z tamtych rejonów. Od zawsze wiedzieliśmy, że babcia wraz ze swoją rodziną była wywieziona na Sybir. Podobno była tam 6 lat. Jej rodzice tam zmarli, a z rodzeństwem została rozdzielona. Po powrocie do Polski została „adoptowana” przez zupełnie obcych ludzi. Adopcja polegała w sumie na tym, że była darmową siłą roboczą w gospodarstwie nowych rodziców. Później poznała dziadka, urodziła się moja mama i jej rodzeństwo. I tak sobie żyli. Po kilku latach babcię odnalazł jej brat, z którym straciła kontakt na Syberii. Odnalazła się tylko ona i jeszcze jedna siostra, każde na innym końcu Polski, a prawdopodobnie rodzeństwa było aż 9. No i w sumie tyle... Nikt w rodzinie nie zna więcej szczegółów, babcia niechętnie opowiadała o tamtych czasach. Mnie utkwiło tylko w pamięci, jak raz wspomniała, kiedy obierałam ziemniaki, że o takie obierki to się ludzie zabijali, bo nie było co jeść.

Babci już nie ma z nami, zmarła jako ostatnia z trójki odnalezionego rodzeństwa.

Ostatnio mieliśmy remont, robiłam porządki w starych dokumentach i trafiłam na teczkę babci. Były tam akty urodzenia, ślubu, legitymacja ze Związku Sybiraków i wiele innych. W akcie urodzenia znalazłam miejscowość, z której pochodziła babcia. Była to wieś w powiecie Sarny, województwo wołyńskie. Nie wiem, czy była faktycznie świadkiem tamtych strasznych wydarzeń, chociaż lata by się zgadzały. Nawet nie mam kogo o to zapytać, bo nikt nic nie wie...
Bardzo żałuję, że kiedy babcia żyła, byłam za młoda i nie interesowały mnie te tematy.
Chciałabym ją zapytać o tyle rzeczy. Trochę szkoda, że nie mogę poznać dokładnej historii mojej rodziny.

#xKLd6

Cała moja rodzina to od pokoleń ludzie oszczędni, szanujący pieniądze oraz niewydający ich, gdy nie trzeba. I jak wiele działań rozumiem, sam podejmuję takie kroki, tak jednego nie potrafię pojąć – niespuszczania wody po siku. Moi rodzice nie dotykają spłuczki do momentu, gdy któreś z nich nie zrobi dwójeczki (a bywa to raz na parę dni). Oczywiście babcie i dziadki również pielęgnują to postępowanie, a jednak mieszkam sam z rodzicami, toteż bardziej mnie dotyka to w domu rodzinnym. Gdy ja spłuczę swoje siku, jest wielki ryk, lament oraz gadka o oddawaniu pieniędzy, o wyrzucaniu mnie z walizkami na ulicę. Serio.

Ile wstydu się najadłem, gdy przyszedłem z kumplami, z a klopa zajeżdżało niczym z toi-toia w Karkonoskim Parku Narodowym. Ile wstydu się najadłem, gdy przyprowadziłem do domu dziewczynę z zamiarem przedstawienia jej rodzinie, a w ubikacji stojąca żółta woda przyprawiała o mdłości nawet w pomieszczeniach obok. Ile wstydu się najadłem, gdy ktoś do mnie wpadł i musiałem mu odmawiać wizyty w toalecie, bo niby coś jest zepsute – że niby stąd smród oraz brak dostępu do kibla. Ile to żółci ze swojego żołądka się najadłem przez całe życie, musząc gnić w tym domu i w tym smrodzie do ich jakiegokolwiek wyjścia.

Każde ich opuszczenie domu to moje gnanie do toalety i czyszczenie jej. Tę czynność wykonuję od dziecka. Jednak wiecie, co w tym jest najgorsze? Moi rodzice są już blisko sześćdziesiątki, gdzie mama nie pracuje od zawsze, a tata jest na rencie od paru lat. Oszczędzają, więc jedyne ich wyjście potrafi nastąpić co parę tygodni, gdy czegoś w domu zabraknie i trzeba jechać do marketu gdzieś dalej.

#HsqT6

Pracuję w szpitalu. Dokładnie na stanowisku sanitariusza na umowę zlecenie (elastyczne godziny pracy pozwalają mi na studia i szkołę zaoczną). Pracuję w ZPO (zakład pielęgnacyjno-opiekuńczy), w którym mamy pacjentów, z którymi rodzina sobie „nie radzi”. Trafiają się bardziej świadomi i komunikatywni oraz tacy w stanie paliatywnym, którzy czekają na „swoją kolej”.
Opiszę kilka przypadków.

1. Była pielęgniarka, która za 3 lata powinna być na emeryturze. Stwardnienie rozsiane w przeciągu 4 lat położyło ją w łóżku bez pełnej władzy w kończynach. Serce mi pęka, jak słyszę, że ta kobieta odbierała porody naszych pielęgniarek kilkanaście lat wstecz. Jedynie co potrafi powiedzieć to: „Bardzo ładnie wyglądasz”.

2. Pewna pani została szybko wyniesiona na salę izolacyjną, gdyż miała dziwną wysypkę. Do jej sali wchodzimy w pełnym fartuchu i maskach. Raz w trakcie toalet ciała złapała mnie za rękę i próbowała coś z siebie wydusić, bez skutku. Później przechodziłem się po salach, aby sprawdzić, czy wszystko jest OK, złapała mnie ponownie za rękę i obiecała, że nie powie nikomu o tym, że mnie trzymała za rękę, bo będę miał problemy (na tyle rozumna, że wiedziała, że jest coś nie tak, skoro jest na izolatce). Do tej pory przychodzę w chwili wolnej tylko po to, aby ją złapać za rękę i się uśmiechnąć. Z nią jest najgorzej, ze zdrowiem.

3. Miła starsza pani za każdym razem pyta się, kiedy mam dyżur, czy ja będę ją mył i przebierał, czy ja wybiorę jej koszulkę i czy mogę z nią posiedzieć. Zaprasza mnie do siebie do domku, abym poznał jej rodzinę, zobaczył, jak mieszka, i na gruszki w jej sadzie za domem. Nie mam serca uświadomić jej, że rodzina od niej uciekła, a do domu już nie trafi.

4. Miły akt na zakończenie długiego zwierzenia – niedługo jedna z naszych pacjentek będzie obchodziła swoje setne urodziny! Nawet sama nam o tym przypomina.

Najlepszą zapłatą za tę naprawdę ciężką pracę jest „dziękuję” nie od przełożonych, tylko od samych pacjentów.
Czasami i facet uroni łzę.

#iumv2

Gdy byłam mała, uwielbiałam szpilki mamy. Pewnego razu założyłam je i poszłam do małego, osiedlowego sklepiku. Bałam się, że znajoma sprzedawczyni powie mojej mamie, że przyszłam w za dużych o 10 rozmiarów szpilkach, więc wpadłam na genialny pomysł i zostawiłam je przed sklepem. Weszłam na boso, zrobiłam zakupy i wychodzę.
Pech chciał, że pani sprzedawczyni postanowiła zapalić i wyszła za mną. Popatrzyła na moje bose stopy, potem na buty leżące pod sklepem i zapytała: „A te buty to nie są twoje?”. Zestresowana odpowiedziałam: „Nie” i poszłam na boso, zostawiając przed sklepem buty.

Mama do dziś nie wie, gdzie zaginęły jej szpilki.

#jAOQr

Chciałabym się was zapytać, po jakim czasie wasi partnerzy wam się oświadczyli? Jesteśmy już prawie 2 lata ze sobą, mieszkamy ponad rok razem. Wszystko układa nam się cudownie, mało się kłócimy, dzielimy obowiązki w domu po pół. Mój facet jest przed 40, ja przed 30. On też jest już po rozwodzie. Pytam, bo ogólnie jest między nami wszystko OK, bardzo się kochamy, planujemy wspólną przyszłości typu dom, dzieci, o wszystkim już rozmawialiśmy, pieniądze na dom się odkładają na wspólne konto i wiem, że on też chce ślubu, że zależy mu na tym, i tutaj pada moje pytanie: dlaczego zwleka z oświadczynami? Gdy spotykamy się ze znajomymi (dodam, że wszyscy są po 40.), damska część zawsze pyta: „A kiedy wy?”, a on stara się wtedy jak najbardziej ominąć temat, żeby się nie zagłębiali, a mi po prostu robi się smutno i mówię wymijająco, że to nie zależy tylko ode mnie.
Raz nawet gdy słuchaliśmy razem muzyki (słuchawki bezprzewodowe), dla żartu otworzył to pudełeczko ze słuchawkami, tak jakby miał być tam pierścionek. Gdy sprostowałam, że takie żarty nie są na miejscu, skinął, że on się przygotowuje... Nie chcę jakoś go cisnąć o to, bo nie o to w tym chodzi, tylko po prostu chyba komuś chciałam się wyżalić, więc padło na anonimowe.

#nfg5R

Przed imprezą urodzinową moja dziewczyna przekazała mi „dobrą wiadomość”. Oznajmiła, żebym się nie zdziwił, że na koncie mamy mniej pieniędzy, bo zrobiła mi prezent na urodziny. Była na masażu, a potem u kosmetyczki, kupiła sobie też nową bieliznę i sukienkę, no i koniecznie perfumy — a to wszystko dla mnie, żebym miał ładną dziewczynę.
Tak… Czasem myślę, że chyba wolałbym jednak mieć brzydką.

#i05RY

Wyszłam za mąż bardzo młodo. Męża bardzo kocham, choć przyznam, że ślub był po to, żeby uciec z domu od ojca alkoholika i matki „wielbiącej” brata. Od ślubu minęło 13 lat, a 10 lat temu zdradziłam męża z moim byłym. Mąż był moim pierwszym i jedynym oprócz tej zdrady. Pokłóciliśmy się wtedy okropnie, uciekłam z domu z przyjaciółką i stało się. Nigdy nie miałam wyrzutów sumienia, w sumie sama o tym zapomniałam. Dziś stara piosenka mi o tym przypomniała i dalej nie żałuję.
Może jestem dziwna, ale nie mam wyrzutów sumienia – co było, to było. Mąż nic nie wie, jest nam cudownie.

#GzJQj

Mam 30 lat. Nigdy wcześniej nie byłem zakochany, bo szczerze mówiąc, na swojej drodze nie spotkałem nikogo, kto miałby to coś. Zawsze zresztą byłem zwolennikiem samotności, zacisza domowego. Myślałem, że po prostu taki jestem i już. Będąc w technikum, przyznałem się sam przed sobą, choć było trudno, że chcę być księdzem. I udało się, jestem nim od prawie 4 lat. Przez ten czas spotkałem na drodze kobiety, które bez skrupułów mnie podrywały, celowo nosiły kuse sukienki lub rzucały aluzje. Zawsze byłem na to odporny, wiedziałem, na co się zdecydowałem i przede wszystkim dlaczego. Jednak w jednym z pierwszych miesięcy bycia w parafii spowiadała się u mnie młoda dziewczyna, zwierzając się z bardzo trudnej życiowej sytuacji. Od tego momentu znamy się, czasem rozmawiamy, spotykając się gdzieś przypadkiem. Jednak ona nie wie, że jestem w niej zakochany po uszy. To bardzo wyjątkowa kobieta. Piękna duchem, o urodzie mówić mi chyba nie wypada, choć byłoby o czym. Zupełnie nieświadomie zawładnęła moim sercem i myślami. Gdyby wszystkie takie były, świat byłby naprawdę cudowny.

Zastanawiam się czasem, dlaczego poznałem ją tak późno. Z drugiej strony, gdybym nie został księdzem i nie przydzielono by mnie do tej parafii, nie poznałbym jej wcale, a sama znajomość z nią jest bardzo wartościowa. Wierzę więc, że wszystko dzieje się po coś – może los wystawił mnie na próbę, a ja muszę wyzwaniu podołać. Przetrwam, trzymajcie za mnie kciuki :)
Dodaj anonimowe wyznanie