#8v7y3

Na naszym osiedlu są „nowoczesne” śmietniki. Aby ludzie z okolicznych wiosek, wioseczek, działek i domków wolnostojących nie wywalali odpadów do naszych spółdzielczych śmietników (robią to często, bo wtedy sami nie muszą płacić zewnętrznym firmom za wywóz, a „osiedlowi” mają tę opłatę w ramach czynszu), osiedlowa spółdzielnia postanowiła umieścić w tych przybytkach smrodu ultra-technologiczne drzwi otwierane poprzez zbliżenie karty do czytnika — działa to chyba na podczerwień czy jakoś tak. I byłoby to spoko rozwiązanie, jest tylko jeden mały problem — drzwi są tak zaprojektowane, że od środka nie ma żadnych czytników i można się wydostać, naciskając na klamkę. To jeszcze byłoby w porządku, ale urzędasy spółdzielcze postanowiły, że ultra-technologiczne drzwi są po prostu... zakratowane. Nie ma szyby czy innej bariery. Kraty i nic więcej. A zatem każdy może wsadzić przez kraty kilka palców (jak ktoś mniejszy, to nawet całą rękę, oczka są duże), nadusić wewnętrzną klamkę i sobie otworzyć bez karty.
Okoliczne wiochy nadal targają do nas swoje śmieci, a teraz dodatkowo mają jeszcze z naszego osiedla niezłą polewkę.

Czasami myślę, że niektóre osoby — zwłaszcza na stanowiskach urzędniczych — mają głowy chyba tylko po to, żeby im się deszcz nie lał do środka.

#lEDVW

Mam 18 lat, od półtora roku walczę z bulimią. Nigdy nie byłam gruba, nie miałam problemów z powodzeniem u chłopaków, ale toksyczna przyjaźń i problemy rodzinne sprawiły, że straciłam pewność siebie i chciałam schudnąć w najgorszy możliwy sposób. Najgorzej wpływają na mnie komentarze na temat mojego jedzenia, nieważne od kogo i jakie, po prostu sprawiają, że cokolwiek zjem, prawdopodobnie wyjdzie nie tą stroną, którą powinno. Wymiotowałam już w szkole, w restauracji, w szpitalu, w domu swojego chłopaka (ma 3 łazienki, zaliczyłam wszystkie), nawet pod prysznicem na wakacjach nad morzem, o swoim domu nawet nie mam co opowiadać.

Rok temu nie wiedział o tym nikt, łącznie z moim chłopakiem, który nie miał pojęcia, jaką krzywdę robi mi, ciągle namawiając mnie na słodycze. Kiedy kolejny raz wróciłam do domu objedzona cukrem, czułam się jak zwykle okropnie, nie znosiłam tego poczucia winy za nieprzestrzeganie własnych zasad. Wyszłam z domu ubrana w leginsy i bluzę pod pretekstem „idę pobiegać”, aby mama nie zorientowała się, co się ze mną dzieje. Pobiegłam do parku, a właściwie do toi-toia (użytkowanego chyba głównie przez bezdomnych, nie próbujcie wyobrażać sobie tej obrzydliwości), w którym próbowałam zwrócić ukochane babeczki kajmakowe, jednak było już trochę za późno. Z rozpaczy usiadłam na ławce i zaczęłam płakać, albo raczej wyć, kiedy obok przeszło dwóch mężczyzn. Jeden z nich zapytał, czy coś się stało. Powiedziałam oczywiście, że nic. Wtedy zrobił coś, czego nigdy nie zapomnę. Obcy mężczyzna przytulił mnie, śmierdzącą wymiocinami, pocałował delikatnie we włosy (zapewne też obrzygane) i powiedział, że wszystko będzie dobrze, po czym odszedł powoli (mój „ojciec” nigdy nie okazał mi tak bezinteresownej czułości). Zaczęłam płakać jeszcze bardziej, bo bardzo bym chciała, żeby to była prawda. Niestety po roku nadal nie jestem zdrowa, ale kiedy sobie przypominam smutną twarz tego pana, mam jedno marzenie: spojrzeć w lustro i powiedzieć „miał pan rację, już wszystko jest dobrze”.

#EFscD

Miałam wtedy 11 lat. Któregoś dnia zobaczyłam w gazecie z programem telewizyjnym, że późno w nocy będzie jakiś film 18+. Postanowiłam go obejrzeć. 
Telewizor stał u rodziców w pokoju. Co wymyśliłam? Gdy rodzice już spali, żeby nie obudzić ich mruganiem światła w tv, położyłam na telewizor i siebie koc. Włączyłam dźwięk i tak sobie przez dobrą godzinę oglądałam film dla dorosłych.
Nie był to horror. Nie była to komedia romantyczna. Był to czysty film erotyczny.

Dzieci to jednak mają pomysły.

Dziś już nie muszę chować się pod kocem i mogę oglądać z włączonym dźwiękiem :)

#vvZD5

Zerwałem z chłopakiem, on się męczył przy mnie. Ja nie potrafiłem odwzajemnić jego uczuć tak, jak on by tego chciał. Bolało mnie to, jak on bardzo mnie wspierał i kochał, a ja nie potrafiłem tego samego powiedzieć jemu. Zjebałem, ale tak będzie lepiej dla na nas obu. On znajdzie kogoś, kto będzie go kochał tak jak on tę osobę.

#58QBC

Odkąd pamiętam, mam pewne parszywe „szczęście”. Szczęście, do spotykania pedofilów... Opiszę te, które nie wydarzyły się w internecie, a tam też ich było mnóstwo.

Pierwsze wspomnienie jest mgliste. Miałam może 2 lata i gdy mama rozmawiała przez telefon, pobiegłam za jakimś małym pieskiem, na zakręcie, tak, że mnie nie widziała. Nie pamiętam dokładnie, co się kolejno stało, przypominają mi się tylko urywki, jak mama przybiegła i w ostatniej chwili wyrwała mnie z rąk mężczyzny, który już chciał mnie wsadzić do zielonego samochodu.

Za drugim razem to było dość blisko przedszkola. Miałam 4 lata. Poprosiłam mamę, by dała mi poczekać na nią przed sklepem, bo nie przepadałam za panią, która sprzedawała tam ryby. Mama pracowała w szpitalu i kończyła pracę późno, zaś zaczynała wcześnie. I jak pierwsza ze wszystkich dzieci przychodziłam do przedszkola, tak ostatnia wychodziłam. Było późne popołudnie, to była cicha okolica. Nie było przechodniów. Wtedy przyszło do mnie dwóch lub trzech mężczyzn, z którymi grzecznie się przywitałam, jak mnie nauczono — jeśli ktoś wita mnie. Zapytali mnie, czy wolę pieski czy kotki, odpowiedziałam, że pieski. Oni na to, że świetnie się składa, bo oni mają w samochodzie pięć szczeniaczków. Moje oczy się zaświeciły. Jadłam wtedy jajko Kinder i któryś dodał, że dadzą mi dużo tych słodyczy. Chętnie się zgodziłam, by pójść z nimi, zobaczyć pieski w samochodzie i wrócić do mamy. I już miałam pójść za nimi, gdy mama wyszła ze sklepu. Oni rozeszli się szybciej, niż się pojawili. Powiedziałam jej o tym dopiero kilka lat temu. Wtedy nie rozumiałam, co prawie mnie spotkało.

Następnym razem wiedziałam już, kim jest pedofil i dlaczego nie mogę zgadzać się na propozycje nieznajomych. Miałam prawie 7 lat i szłam wcześnie rano z koleżanką z bloku na roraty do pobliskiego kościółka. Mieszkałam już w innej części miasta, na odległym od ruchu osiedlu przy łąkach. To było niedaleko bloku. Podjechał do nas autem mężczyzna, po chwili rozmowy zaproponował, że nas podwiezie do kościoła. Gdy podjechał, wyłączył światła i nie było widać jego twarzy. Koleżanka od razu wsiadła do samochodu i pociągnęła mnie za rękę, bym dołączyła. Nie zgodziłam się. Prawie musiałam użyć siły, by przekonać do wyjścia koleżankę, która jeszcze długo była na mnie o to zła.

Ostatni raz był w 5 klasie. Właśnie wyszłam ze szkoły, by iść do domu. Minął mnie mężczyzna wyglądający na chorego. Miał dwie kule, ale, co mnie zdziwiło, szedł praktycznie normalnie. Zawsze czułam potrzebę pomocy innym i pomyślałam, że może nie wie, jak gdzieś dojść albo mogłabym pomóc mu iść. Gdy właśnie się ośmieliłam go zapytać, czy mogę pomóc, on... odwrócił się, puścił kule i zdjął spodnie, by zacząć się onanizować. Nigdy tak nie szybko nie uciekałam.

#ShqFa

Mieszkam na wsi z dziadkiem i babcią oraz ich córką, a moją matką chrzestną. Mieszkamy w bloku i mamy psa i kota. Do pewnego czasu wiodłem szczęśliwe życie. Własny pokój i komputer — więcej mi nie trzeba. Było tak do czasu. 
Kota zawsze wypuszczaliśmy na podwórko, zawsze przychodził, kiedy był głodny. W sumie to już wtedy był stary — miał jakieś 15-16 lat. Raz kot nie wracał przez kilka dni, potem wrócił prawie martwy. Cały poobijany, zakrwawiony. Ogon mu zwisał, jakby był złamany. Generalnie szkoda kotka, moja ciocia bardzo się starała go uratować. Po wielu wysiłkach kot przeżył, niestety stracił ogon. Jako że już od dłuższego czasu na podwórku jest większy i silniejszy kot od niego, moja matka chrzestna stwierdziła, że kot musi siedzieć w domu, dopóki całkowicie nie wyzdrowieje.
Ale to, co działo się później, to zupełnie inna historia, ze współczucia do nienawiści.
A mianowicie kot sika, gdzie popadnie, robi to na złość, bo całe życie był wypuszczany i chce być wolny. Oczywiście ma kuwetę, ale gdzie tam. Dodatkowo rodzina zostawia otwarte drzwi do łazienki, kuchni oraz do niektórych pokojów.
Całe mieszkanie śmierdzi kocimi sikami. Oczywiście każdy stara się sprzątać, ale nie zawsze widać. Ogólnie w całym domu śmierdzi kocimi sikami. Gdy kot widzi otwarte drzwi do mojego pokoju, to od razu próbuje się wedrzeć. Jedynie mój pokój uchodzi za bezpieczną przystań.

Ciężko pozbyć się zapachu kocich siuśków. Dla mnie ten zapach jest nie do wytrzymania, a nie sposób się go pozbyć. Ale nie to jest głównym problemem, jest nim to, że cała rodzina akceptuje ten fakt i nie robi nic, żeby to zmienić. Rozmowa, kłótnie i wszystko na nic.

Kot włada domem, a ja nie mogę nic zrobić. Jego właścicielka totalnie olewa problem, a reszta domowników nie chce wiecznych kłótni o kota.
Próbowałem to obejść, wyjechałem na studia, mija rok... A KOT W NAJLEPSZE SIKA SOBIE W DOMU.

Idziesz sobie do toalety, ale zanim wychodzisz z pokoju, myślisz tylko o tym, żeby nie wdepnąć w siki kota.
Idziesz do kuchni, robisz sobie jedzonko i nagle to czujesz.
Idziesz do łazienki i zastanawiasz się, ile razy ten dywanik był osikany.

Koszmar. Nienawidzę tego kota.
Dodaj anonimowe wyznanie