#A50uN

Moi znajomi kupili sobie fajny rower. Markowy, porządny i wygodny. Mieszkamy w spokojnym miejscu i nie zawsze go chowali. Pewnego ranka okazało się, że rower zniknął. Zgłosili sprawę na policję, popytali, czy nikt nic nie widział, ale nic to nie dało. 

Po pewnym czasie rower pojawił się z powrotem na podwórku. Doczepiona była do niego wiadomość, ktoś pożyczył rower. Twierdził, że był mu bardzo potrzebny i przeprasza za kłopoty. W ramach przeprosin dołączone zostały dwa bilety do kina. Znajomi napełnieni wiarą w społeczeństwo wybrali się na zasponsorowany film. Gdy wrócili, dom był kompletnie pusty. Widocznie ktoś bardzo potrzebował jeszcze telewizora i innych sprzętów.

#kJY24

W ramach eksperymentu społecznego w nawiązaniu do zbyt krótkich szortów i gwałtów.

Kumpel poszedł ze mną na imprezę, na której ewidentnie wpadł w oko dziewczynie. Niestety dla niej, znajomością z różnych względów nie był zainteresowany. Ot, miał kochającą partnerkę, na której mu zależało, więc delikatnie dał dziewczynie do zrozumienia, że docenia zainteresowanie, dziękuje, ale nie... i tak impreza toczyła się dalej. Dziewczę próbowało co jakiś czas podchodów. Tu jej się ramiączko od bluzeczki zsunęło, ukazując skrawek kształtnej piersi, tu dowcip przez kumpla opowiedziany okazał się tak niesamowicie zabawny, by z perlistym śmiechem uwiesić mu się na ramieniu, wciskając je między biust (a było między co wciskać), a to proponując kolejne toasty i dolewając kumplowi drinka. Ogólnie dziewczę z godziny na godzinę robiło się coraz bardziej swobodne i nasączone procentami, kumpel coraz bardziej skrępowany, a ja miałem coraz większy ubaw to skrępowanie obserwując (tak, wiem, jestem złym człowiekiem).

Problem zaczął się, gdy impreza się skończyła i towarzystwo porozjeżdżało się do domów bądź poukładało na miejscu do snu. Otóż dziewczyna doszła do wniosku, że ona MUSI zdobyć tego faceta i... cóż... kumpel obudził się w niemałym osłupieniu spostrzegając, że dziewczyna po prostu robi mu laskę. Wyrwał się, zaczął dziewczynę opierdalać, co ona sobie wyobraża i...
I w ten oto sposób facet narobił sobie mnóstwa problemów. Zbudzone towarzystwo zostało przez dziewoję uraczone historią, jak to on się na nią rzucił i zmusił (tak, przez sen, do pochylania się nad materacem), a poza tym co z niego za mężczyzna, jeśli odrzuca INSTA MODELKĘ!! Ludzie się podzielili, bo generalnie wcześniejsze podchody widzieli, ale nikt nikogo za nic nie złapał, a dziewczyna zaczęła odstawiać naprawdę niezły spektakl. Kobieta kumpla, jak dowiedziała się o sytuacji, też się na niego wkurwiła i musiał się gęsto tłumaczyć.

Ogólnie historia bez morału. Tylko kumpel robi śmieszną minę na widok taga #metoo.
Ciekaw jestem Waszego zadania.

#WruHS

Wychowywałam się sama z mamą, nie było idealnie. Mama urodziła mnie młodo i całe życie obwiniała mnie za zmarnowanie młodości. W naszym życiu były dwa stany - pierwszy to super przyjaźń między nami, a drugi to nienawiść matki do dziecka. Kilka miesięcy żyłyśmy w relacjach, których można było zazdrościć. Mama organizowała super dni, spędzałyśmy mnóstwo czasu. Koleżanki mi zazdrościły wyjazdów na zakupy, mini wypadów nad morze czy w góry, a ja się tylko obawiałam tego, co nadejdzie.

Potem mama poznawała "mężczyznę życia" i ja jako córka, która miała super kontakt z mamą, stawałam się wrogiem. Zaczynały się kłamstwa, wymysły. Wychodzenie z domu bez słowa, w późniejszym czasie wyganianie mnie z domu, abym spała w aucie ze względu na czyjąś wizytę. Przygotowałam obiad, mama przychodziła po pracy i tylko mnie wyśmiewała, bo ona idzie na kolację. To może się wydawać komiczne, ale dla 16-latki, która na co dzień spędzała dużo czasu z mamą było straszne. Nie byłam przeciwna jej miłości, a jej zachowaniu. Można zjeść obiad, a potem wyjść na spotkanie czy tam randkę.

Takich sytuacji było wiele, zamknęłam się w sobie. Można powiedzieć, że to tylko relacje z matką, a dla mnie były tak destrukcyjne, że nie radzę sobie do dziś, nie potrafię. Nigdy nie było między nami normalnego układu. Dla niej istniały tylko dwa światy - życie z córką albo układanie swojego własnego życia bez balastu.

Gorszy okres w naszej relacji przeplatał się całe życie. Już w wieku 8 lat próbowałam sobie podciąć żyły, bo nie radziłam sobie z emocjami i tym co mnie spotkało. Każdego gorszego dnia wyobrażałam sobie, że jak założę własną rodzinę, to nie popełnię tych błędów i będę szczęśliwa.

W wieku 22 lat dowiedziałam się o swojej bezpłodności. Wypłakałam morze łez, tyle niewypowiedzianych marzeń mam w głowie. Postanowiłam zostać sama, nigdy nie będę już szczęśliwa. Kiedyś przed snem wyobrażałam sobie swoją szczęśliwą rodzinę, a obecnie znów wyobrażam sobie w jaki sposób mogę umrzeć. Moja choroba nie jest wyleczalna; to przypadłość, która spotyka jedną kobietę na tysiąc (przedwczesna menopauza). Nie zaadoptuję dziecka (nie byłabym w stanie).

Żyjcie dobrze.

#03Bdp

Jakiś czas temu miałem trudny test z historii, pochłonięty nauką do późna zasnąłem w fotelu. Obudziłem się rano. Dzień jak co dzień. Wyszedłem z psem (tak mi się zdawało), poszedłem sobie do sklepu po Pepsi w butelce 0,5L (2,99zł). 

Daję kasjerce 2zł i pytam z dumą "Mogę być winny grosika?". Nic bardziej mylnego, babka popatrzyła na mnie jak na idiotę i powiedziała, że to ona może być winna grosika. No i tak stoję ona się patrzy na mnie, nie chce mi dać tego grosika, (wywalone na tego grosika tylko czemu mi nie chce dać tej pepsi do ręki). Mijają trzy kolejne sekundy i dopiero zajarzyłem, że dałem jej 2 zamiast 3zł, zacząłem mówić w tym samym czasie co ta kasjerka, ona mi tłumaczy, że dałem złotówkę za mało, a ja jej, że jestem troszkę zaspany. 

Nie chciało mi się cofać do domu i znów iść po picie, więc powiedziałem kasjerce, że idę wziąć coś mniejszego. Szybkim i w miarę ogarniętym krokiem szedłem zamyślając się jaki ze mnie idiota i odstawiłem butelkę pepsi i wziąłem puszkę za 1.99zł. Szczęśliwy podszedłem do kasy, kasjerka się na mnie spojrzała zaczęła się śmiać i powiedziała "poproszę dowód osobisty". Tak tak, przez pomyłkę wziąłem Warkę w tej puszce 330ml, nie patrząc co biorę. 

Potem już bezbłędnie kupiłem sobie Pepsi w puszce i wyszedłem ze sklepu modląc się, aby na ową kasjerkę w życiu nie natrafić. No i wychodzę z tego sklepu i spoglądam na rurę, do której zawsze przypinam psa, gdy wchodzę do sklepu. Psa nie ma, zdenerwowany kładę puszkę Pepsi na schodkach i wybiegam na ulicę w poszukiwaniu psa. Zapewne źle go przywiązałem. Przebiegłem się jeszcze w stronę domu i przypomniało mi się. O w mordę, przecież ja psa nie wziąłem. 

Biegnę szybko do domu, mama pyta, dlaczego na tak długo wyszedłem bez psa, gdzie byłem blablabla i takie tam. Do wyjścia zostało mi jakieś 8min. no to zdarzę myślę. Biorę szybko psa i wychodzę z domu no i tak sobie myślę, gdzie moje Pepsi. Ehh... no tak, zostawiłem je przy sklepie, gdy szukałem "niby" zgubionego psa. 

Idę więc ponownie pod sklep. Pepsi oczywiście nie było. Wracam smutny do domu, odstawiam psa i wychodzę do szkoły. Jadąc już tramwajem zorientowałem się, że nie wziąłem karty miejskiej i legitymacji. Akurat głupi ma szczęście i na kanara się nie natrafiłem. A sprawdzian mi poszedł znakomicie! 

Po wszystkich lekcjach już wracam szczęśliwy do domu i oczywiście wystraszony, że przecież może być kanar, wsiadłem z tyłu no i akurat ze mną wsiadła para kanarów. No nic, przy sobie miałem tylko złotówkę, której rano zapomniałem będąc w sklepie. Złotówkę, jak się okazało, miałem ciągle przy sobie, ale w innej kieszeni i dopiero w tramwaju ją obczaiłem. Zbliżam się powolnym krokiem oblany zimnym potem w stronę motorniczego kupić bilet. Zamyślony zapomniałem, że bilet kosztuje 1,50zł. Poprosiłem o bilet, daję motorniczemu złotówkę i wtedy już wiedziałem, że coś nie tak, bo ten nie chce mi dać biletu i coś tam gada. Na szczęście akurat był przystanek, wysiadłem i odetchnąłem z ulgą myśląc, że nic gorszego się stać nie może, byłem akurat na przystanku dalekim troszkę od mojego domu. 

Odpalam więc na telefonie apkę "JakDojadę" włączam transfer 3G i szukam. Wyświetliły się mi wtedy wiadomości z messengera. Kumpel z 10 min. temu do mnie napisał (on już długo w domu, bo mieszka blisko szkoły). No to mu odpisuję i zaczęliśmy pisać, ja o swoim dupowatym dniu, on tam coś o Wiedźminie, rozmowa tak czy siak zeszła na sprawdzian z historii, który tamtego dnia pisaliśmy.

Tak sobie z nim piszę piszę i w pewnym momencie taki przebłysk myślowy w mojej głowie. @#€&*0 - przekleństwo przez mój mózg przeszło. Przecież ja do jasnej cholery nie odwróciłem drugiej strony testu. Nasza babka od histy to oszczędna kobieta. Z zawsze robi sprawdziany na jedną stronę A4, tym razem było inaczej, szczególnie, że był to ważny test. No trudno, napisałem całą pierwszą stronę, podpisałem się i oddałem kartkę. 

Gdy bezpiecznie wróciłem do domu pomyślałem sobie, że może kumpel mnie jednak wkręcał i ten test był taki jak zawsze - wszedłem więc w E-Dziennik, a tam Historia | Sprawdzian | Waga 5 | Ocena: 2. No niech to wszystko Luj strzeli! Ta dwójka niestety potwierdziła moją ocenę końcową z historii czyli 3, a miałem 3/4... Do czerwonego paska brakuje mi 0,03 :c 

Jeden dzień rozwalił mi humor na dość długo. Myślę, że przez całe wakacje będę czuł ból i niedosyt tego paska.

#WdNNc

Czuję, że codziennie zawodzę oczekiwania. Co najgorsze głównie własne, wobec samej siebie.

Od dobrych 8 lat walczę z depresją, nerwicą i zaburzeniami żywienia. Kiedy mam dobry dzień, potrafię być z siebie dumna, że mimo wszystko skończyłam liceum i powoli idę w dobrą stronę, ale zaraz przypominam sobie ile chciałam osiągnąć w moim wieku, a gdzie jestem faktycznie. Wiem, że jestem inteligentna, wiele mogłabym dać światu i wiem, że dałabym sobie radę ze wszystkim, gdyby nie błędy dorosłych, które zawaliły mi cały okres dojrzewania i w efekcie moją dorosłość. To strasznie frustruje, taki smród zmarnowanego potencjału, który czujesz cały czas. Aż wyć się chce.

#1CRaa

Sytuacja działa się na moich studiach. Jakiś 2 lub 3 rok. Maj lub czerwiec. Sesja w toku. Ciepło, to i dziewczyny seksi, krócej ubrane, łanie takie :D Wychodziłem z jakiegoś zaliczenia. Nieopodal wyjścia z uczelni stał bankomat. Obok niego dziewczę, że wooow. Coś jej upadło i schylona, z wypiętą pupą, zbierała swoje rzeczy. Ja zafascynowany robię obczajkę, banan na ryja, a krew napełnia mnie od środka. 

Dziewczyna się prostuje i odwraca. Patrzę, a to moja koleżanka z roku, na którą nie zwróciłem wcześniej uwagi. Ni z gruchy, ni z pietruchy w wyniku zadziałania uroku zagadnąłem i od słowa do słowa zaprosiła mnie do akademika na piwko. 

Wieczorem wyszykowany jak szczur na otwarcie kanału lecę, biegnę, frunę do tego akademika. Pukam do pokoju. Wchodzę. Witam się. Daję piwko, które ze sobą przyniosłem. Pijemy piwko, gadamy, jest coraz milej, rozmowa się klei, się gorąco robi, buzuje. Nagle zaczyna mi dzwonić telefon. Noż kurde bela, jasny gwint, ciemna śrubka. Odbieram: "Cześć. Gdzie jesteś. Czekam na ciebie już godzinę. Blablabla". 

Ja w szoku i myślę "łot da fak, kto to i na co czeka i gdzie". Po drugim telefonie - drogą dedukcji i innych dziwnych rzeczy ustaliłem, że wlazłem do innego pokoju, do laski, która też się umówiła na randkę, ale później i nie ze mną. Udało mi się wyjść zanim przyszła jej randka i dotarłem ze sporym spóźnieniem na moją właściwą randkę.

Teraz tak sobie myślę: jakim cudem nie zauważyłem, że dziewczyna, z którą siedziałem w pokoju to nie ta spod bankomatu? Na co ja zwróciłem uwagę, bo chyba nie na twarz.

#hoFcM

Mam dość duże przyrodzenie. Nie, nie chwalę się, raczej żalę. Jakoś trzeba pomieścić sprzęt w spodniach, ale prawie zawsze to widać, jak się układa mój penis. Krępuje mnie to ogromnie, nie wspominając o spojrzeniach na ulicach czy... w szkole. Jestem nauczycielem w liceum i mam wrażenie, że dzieciaki, zwłaszcza dziewczyny, potrafią przez 45 minut gapić się w to jedno miejsce, jeśli tylko ruszę od stolika.
W związkach też nie jest aż tak różowo. Na początku zawsze jest tak jakby zachwyt. Przerabiałem to już kilka razy. Partnerka ciekawa dużego rozmiaru, jest ekscytacja, ale potem coraz gorzej z pożyciem. Bo muszę partnerkę dobrze rozgrzać, żeby nam obojgu było dobrze. Jestem tego świadom, nie rzucajcie we mnie błotem, ale to po prostu zabiera dużo czasu, dużo fatygi i tak jakoś się odechciewa (szczególnie jej) cokolwiek zaczynać. Nie ma też szans na szybki numerek na spontana. Inne pozycje też są problematyczne z uwagi na mój rozmiar. Serio, wolałbym już być mały.

#H4dPV

Opowiem wam o najgłupszej i najbardziej irracjonalnej rzeczy, jaką kiedykolwiek zrobiłam i do której nie zamierzam nigdy nikomu się przyznać.

Niecały rok temu zaczęłam mieć serdecznie dość swojego starego telefonu, więc zabrałam się za poszukiwanie innego fajnego modelu w dobrej cenie. Szukałam i znalazłam. Telefon miał bardzo dobre recenzje, dobrze się prezentował i był naprawdę tani jak na dobry smartfon. Decyzja zapadła. Biorę. Kupiłam go przez Internet i czekałam z niecierpliwością. Cudeńko przyszło, a ja byłam przeszczęśliwa. Tutaj zaznaczę, że pracuję i zarabiam, ale mieszkam jeszcze z rodzicami. Telefon sprawował się bardzo dobrze, mijały tygodnie, a u mnie sporo się wydarzyło, rozstałam się z narzeczonym, zmieniłam pracę, musiałam jakoś odreagować i wyszłam z przyjaciółką. Do tej pory nie wiem, jak to się stało, ale w drodze powrotnej zauważyłam, że szybka w telefonie jest pęknięta i to konkretnie. Analizowałam przebieg wieczoru i niestety nie udało mi się dotrzeć do tego, jak to się mogło stać.

Telefon ukrywałam przed światem, bo już słyszałam ten krzyk rodziców... Wiem, że moje pieniądze i moja sprawa, ale po prostu nie chciałam się przyznać. Chciałam wymienić szybkę, ale serwisant stwierdził, że to się nie opłaca. Na jaki więc genialny pomysł wpadłam? Kupię drugi taki sam i będę na niego chuchać i dmuchać. Zamówiłam w jeszcze lepszej cenie niż poprzednio. Nowiutki telefon przyszedł, a ja parę dni po zakupie wyszłam do pracy i musiałam coś na szybko sprawdzić. Niestety wykręciła mi się noga, poleciałam jak długa, a telefon tak zarył o asfalt, że padł wyświetlacz. Nie działał kompletnie, ale niestety co rano włączał się budzik, którego nawet nie mogłam wyłączyć, pozostało czekać, aż rozładuje się bateria.

Cóż, skoro kolejny telefon mogłam spisać na straty, to postanowiłam sprawdzić wytrzymałość szybki. Rzucałam nim o podłogę i nic, ani jednej ryski. Tymczasem wściekła na siebie, że jestem taka idiotką, kupiłam trzeci model, który już - odpukać - mam do teraz. Coś jeszcze anonimowego? Od tamtego momentu noc w noc śni mi się mój telefon z uszkodzoną, porysowaną szybką. Autentycznie od paru miesięcy mam sny z uszkodzonym telefonem, z których wybudzam się i z ulgą odkrywam, że wyświetlacz jest cały, bez ani jednej ryski. Po prostu mózg mi zwariował. Być może spotkała mnie kara za bezmyślność.

#4l9ar

Parę dni temu po raz pierwszy zaprosiłam do siebie na obiad Kamila - chłopaka, z którym od niedawna się spotykam. Jeszcze kończył drugie danie, kiedy poszłam do kuchni, aby przygotować deser. Jako że mam wyjątkowo dobry słuch, zarejestrowałam, jak Kamil szepcze do mojego psa: „Masz, zjedz to szybko. Jeśli mamy trafić do szpitala, to wszyscy!”.
Dodaj anonimowe wyznanie