Niedawno było tutaj wyznanie "o chłopaku sikającym na siedząco". Więc mam też swoją historię.
Zawsze za dzieciaka dla mnie wzorem był mój ojciec. Wiadomo, jak większości córeczek. Chciałam po prostu być jak on i robić to co on. Miałam za sobą próby golenia twarzy tak jak tata, lubiłam samochody tak jak tata no i...
Chciałam sikać tak jak tata.
Mieszkaliśmy na wsi więc to nie było nic dziwnego, że facet po prostu rozpina rozporek i po prostu sika w krzaki. Stąd widziałam, że robi to na stojąco. Więc postanowiłam nauczyć się tej umiejętności.
Opanowałam to tak dobrze, że faceci mogliby się uczyć ode mnie bo nigdy nie obsikałam deski. Doszło do tego, że praktycznie cały czas aby tak sikałam ale nikomu się tym nie chwaliłam. Dopiero po jakimś czasie mi przeszło. Miałam może wtedy max. do 7 lat, sama nawet nie wiem ile.
Minęło tyle lat a ja zastanawiam się czy umiem dalej tak robić. Jednak nie jestem odważna by spróbować.
Teraz wiadomość do tej dziewczyny.
Mój chłopak po wiadomych czynnościach ze mną też sika na siedząco, dla bezpieczeństwa kibelka, ścian oraz podłogi. Nie uważam to za dziwne w żadnym stopniu. Kiedyś nawet jakiś naukowiec powiedział, że tak jest zdrowiej.
Jak widać facet może spokojnie sikać na siedząco tak jak kobiety na stojąco ;).
Planuję zostawić rodzinę. Moje dziecko jest jakieś upośledzone, wszystkich nowych rzeczy się boi, nawet głupiego samochodzika, nie chce mówić ani korzystać z nocnika, a we wrześniu już miał iść do przedszkola. Mąż ma nas gdzieś, nigdy go nie ma. Pierdzielę takie życie, może sama w końcu będę szczęśliwa.
Opiszę Wam najgorszą randkę, jaką można sobie wyobrazić.
Nie grzeszę pięknością ani wagą motylka. Moja sylwetka świadczy o tym, że mi się w życiu powodzi, twarz już niekoniecznie. Założyłam sobie konto na portalu randkowym i nie czekałam na cud. Dodałam zdjęcia, na których wyglądam tak jak na żywo, żeby na spotkaniu nie rozczarować rozmarzonych dżentelmenów. Musiałam dodać kilka zdjęć, bo moje ciało nie mieści się na jednym. Ale w końcu stało się.
Już po kilku dniach napisał do mnie facet. 185 centymetrów wzrostu, błysk w oku i kaloryfer, który ogrzałby najbardziej wyziębłe serca. Na zdjęciach wyblurowana twarz modela. Uznałam - raz się żyje. Od słowa do słowa zaproponował spotkanie, więc wcisnęłam brzuch w najlepsze ubrania i poszłam na spotkanie. Umówiliśmy się na rynku. Siedziałam na ławce i czekałam na księcia z bajki. I zjawił się! Wprawdzie nie na rumaku, ale grunt, że się zjawił i przywitał. Około 170 centymetrów, o połowę chudszy ode mnie. Pod nosem koper, na czole tłusta grzyweczka. Ubrany w sweter wątpliwej świeżości. Na początku stał i gapił się na mnie niezręcznie, a potem zaproponował, że pójdziemy do jego ulubionego lokalu. Zaciągnął mnie do lokalu gier planszowych, gdzie było chyba 4 typków o podobnej aparycji. Zagraliśmy w jakąś strategiczną planszówkę, a następnie usłyszałam, że wyglądam jakbym chciała coś zjeść (bo chciałam). I wiecie co... zabrał mnie do sklepu „Społem”, w którym kupił sobie rogala i zapytał pod nosem „chcesz coś?”.
Kupiłam chipsy. Siedzieliśmy na ławce i konsumowaliśmy, milcząc. Stwierdziłam, że jest to idealna okazja do zapytania się, kim jest mężczyzna na zdjęciach z portalu (bo to, że nie był to on, nie ulegało wątpliwości). Powiedział mi wtedy, że od dawna nie mógł znaleźć dziewczyny i brat namówił go do tego, by wkleił jego zdjęcia na portal. Ponoć wtedy znalazło się kilka chętnych, ale każde spotkania kończyły się klęską. Podczas opowieści niemal się popłakał i zakończył opowiastkę słowami "każde... ale nie to z tobą”.
Na koniec spotkania poszliśmy nad rzekę, oglądaliśmy łabędzie, a on opowiadał mi o swoich studiach (matematyka) i o matematyce samej w sobie.
I wiecie co? Ja jestem osobą z poczuciem humoru, bezwstydną, rozrywkową i spontaniczną. On jest moim przeciwieństwem. Łączy nas jedynie to, że wyglądamy jak dwie ofiary losu. Ale od czasu tamtej koszmarnej randki jesteśmy razem po dziś dzień i tak jest nam najlepiej. A brata mojego lubego widziałam niejednokrotnie i mimo kaloryfera, za którym niejedna poszłaby w ogień, nie gwarantuje mi tego, co mój przygarbiony ”incel”. Kocham go najmocniej!
Jedna dziewczyna napisała o (braku) edukacji seksualnej i co z tego wynika, a to skłoniło mnie do napisania tyznania wyznania. Jestem w ciąży i "nikt mi nie powiedział jak to jest".
Oczywiście wiem skąd się biorą dzieci i znam podstawowe informacje o ciąży. W szkole wyglądało to tak (za moich czasów): może jako takie opisanie cyklu, nauka o tym gdzie i jak dochodzi do zapłodnienia, zarodek się zagnieżdża i bum jest ciąża, a ciało kobiety zmienia się pod jej wpływem.
Poza szkolne informacje opisywały rozwój dziecka etap po etapie i ogólnie opisane zmiany w ciele kobiety + stereotypowe objawy jak poranne mdłości, zachcianki na dziwne rzeczy czy "wariowanie" przez hormony. Ogólnie moja wiedza wykraczała poza ogólną i zahaczała o różnego rodzaju ciekawostki, tak mi się wydawało. Nowe rzeczy jakie odkryłam będąc w ciąży?
1. "Czy ja jestem w ciąży?" Te pytania mnie śmieszyły bo chyba łatwo się zorientować i doj#ć do wniosku wniosku po tym co i jak, prawda? No nie...
Pierwsze "objawy" są zbliżone do nadchodzącego okresu. Kobiety czasami mają lekkie bóle brzucha, które są specyficzne i sygnalizują "zbliża się okres". To może być nawet tydzień przed okresem, może tych bóli nie być wcale. Do tego wszystkie objawy zapowiadające okres są niemal identyczne do "jesteś w ciąży".
2. Poranne mdłości? Mogą pojawiać się cały dzień i u mnie pojawiały się jak tylko zaczynałam być głodna. U niektórych tych mdłości nie ma, a niektóre tak zaczynają dzień.
3. Dziwnego rodzaju bóle brzucha, które jeżeli nie są mocne oznaczają przygotowywanie się macicy do wzrostu. W kolejnych etapach te bóle są nieco inne i trzeba się dowiadywać czy te bóle są normalne czy niebezpieczne. Nikt tego nie uczy, a kobieta panikuję czy to co czuje to normalne czy nie.
4. Bóle sutków i piersi. Czasami takie, że biustonosz przeszkadza. Spodziewałam się, ale nie aż tak.
5. Zgaga, nikt nie powiedział, że będzie tyle zgagi.
6. Problemy z poruszaniem się, schylanie, zakładanie butów, niewygodne siedzenie prawią w każdej pozycji, tak samo spanie...
7. Przyspieszony rytm serca, łapanie zadyszki, poruszanie się niczym żółw.
8. Początek ciąży nie liczymy od zapłodnienia tylko od pierwszego dnia ostatniej miesiączki.
To i wiele innych "dolegliwości", o których nikt nie mówi, a ja przechodzę ciążę delikatnie, "bez problemowo", dochodzi jeszcze pełno rzeczy, typowych i nietypowych. Ja nie cierpię jakoś szczególnie, nie robi mi się słabo i naprawdę dobrze to przechodzę. Gdyby w szkole uczyli o dokładnym przebiegu ciąży i jakie towarzyszą temu objawy, to było by najlepszym zabezpieczeniem przed niechcianą ciążą. Dziewczyny by 10 razy sprawdzały czy jest bezpiecznie zanim doszłoby do czegokolwiek.
P.S. nie są to narzekania, a wypisanie rzeczy, które dla mnie są najbardziej typowe, a nikt o tym nie mówi, a jednak powinno się mówić.
Wyszłam za mąż dla pieniędzy. Zaraz pomyślicie sobie co za materialistka, tylko nie wiecie jak to może ciążyć.
Mam dwoje rodzeństwa, bliźniacy, oboje z porażeniem mózgowym i paroma innymi schorzeniami. Od małego wiedziałam, ze kiedyś będę musiała się nimi zaopiekować. Nikt mnie nie zmuszał, rodzice nawet raz o tym nie wspomnieli, ale fakt jest faktem.
Skończyłam studia, mam pracę, ale kariery nie zrobiłam i ledwie mnie stać na wynajem mieszkanka. Dlatego postanowiłam poszukać kogoś, kto zapewni mojemu rodzeństwu godne życie. Nie zdajecie sobie sprawy ile opieka, rehabilitacja pochłania czasu i pieniędzy.
Postanowiłam wysłać bliźniaki do specjalistycznego domu (opieka 24h na dobę), ale koszta są niewyobrażalne. Dlatego zostałam wyrachowaną materialistką.
Najgorsze, że kocham kogoś, kto nie jest w stanie zapewnić mi wystarczającej pomocy materialnej i tego kogoś skrzywdziłam. Powiedziałam mu szczerze jaka jest sytuacja i nie dostałam nawet minimum zrozumienia. Z jednej strony rozumiem. Z drugiej boli jak cholera.
Jestem w związku z człowiekiem, który jest w porządku, trochę ten typ, co to ja nie jestem, bo mam pieniądze ale traktuje mnie dobrze. Zapewniłam rodzeństwu, które kocham, godne życie, ale unieszczęśliwiłam samą siebie i codziennie się tym gryzę.
Czy podjęłam słuszną decyzję czy jestem tylko wyrachowaną suką...
Mam 25 lat a czuję się na 12... Wszystko przez moją rodzinę.
Mieszkam w małej wsi, w domku jednorodzinnym z tatą, babcią i dwa lata starszą siostrą (mama zmarła wkrótce po moich narodzinach).
Rodzina uwielbia trzymać nade mną kontrolę w praktycznej każdej dziedzinie życia.
Studiuję zaocznie (a właściwie kończę już studia) na kierunku, na który zmusili mnie, bym poszła. Bo on bardziej przyszłościowy, lepiej brzmi, jak ktoś zapyta, co studiujesz, tak jakoś przemęczyłam te 5 lat.
Jeśli chodzi o pracę, z tym też jest ciężko. Moja siostra uważa, że powinnam być 24/7 w domu na każde jej zawołanie lub by pomóc jej w polu. Tylko jak przychodzi co do czego, nie jestem potrzebna w pracach polowych więc całe dnie siedzę w domu. Posprzątam, poczytam coś, do gotowania babcia mnie nie dopuszcza bo "Garnki jej potłucze".
Byłam w kilku związkach, jednak rodzina raczej nie akceptowała moich wybranków. Każdy z nich to była patologia. Jeden, bo mieszkał za daleko mnie, drugi, bo jego rodzice byli po rozwodzie, trzeci był rok młodszy ode mnie i kto to widział by, chłop od baby młodszy był. Raz spotykałam się z idealnym według rodzinki kandydatem. Mieszkał blisko, był starszy ode mnie o kilka lat, miał bogatych rodziców, sam zarabiał sporo. Mimo to po dwóch latach zostawiłam go, gdyż poza miłością fizyczną nic nas nie łączyło. Nie potrafiliśmy się w ogóle dogadać, woleliśmy spędzać czas osobno. Po rozstaniu rodzina mi zrobiła awanturę, co ja sobie wyobrażam jak mogłam go zostawić jakie nie mogliśmy się dogadać zamieszkał by z nami i jakoś by to było no bo o wyprowadzce nie ma mowy.
Czuję się jak w więzieniu. Każdy mój krok jest nieustannie kontrolowany. Chcę przejść się na spacer po wsi? Moja siostra zakłada kurtkę i idzie ze mną. Jadę coś załatwić do miasta? Moja siostra musi jechać ze mną. Chodzi ze mną do każdego sklepu czy urzędu. Jeśli ona gdzieś chce pojechać, to ja muszę z nią choćbym siedziała cały czas w samochodzie ale muszę z nią jechać i koniec.
Jeśli chce spotkać się z koleżankami, siostrzyczka urządza awanturę. Powinnam siedzieć z nią w domu, moje koleżanki to oczywiście patologia, która mnie sprowadzi na złą drogę. Dziewczyna lat 27 tupie nogą, płacze i robi się sina na twarzy, bo chce pobyć bez niej z moimi znajomymi. Często w takich sytuacjach uderza się mocno w głowę, mówiąc mi że jeśli stanie jej się krzywda to będzie tylko i wyłącznie moja wina.
Mam dosyć takiego życia. Inne dziewczyny w moim wieku zakładają rodziny, mają pracę a ja jestem niewolnikiem własnej rodziny, która w gościach lubi się chwalić, że jak na mnie krzykną, natychmiast wykonuje ich polecenia.
Najlepszym rozwiązaniem było by wyjść z domu i więcej nie wrócić, ale mam wyrzuty sumienia no bo to jednak moja rodzina. Nie wiem jeszcze co zrobię, czy będę dawać sobą pomiatać, czy uciec i zerwać kontakt. Ot takie to moje anonimowe #żalęsię.
Gdy miałam kilka lat moja mama zmarła przy porodzie z moją siostrą która również nie przeżyła. Nie pamiętałam wszystkiego związanego z nią, jedynie momenty. Gdy byłam starsza coraz bardziej mi jej brakowało, brakowało że nie mogę wymówić zwykłego słowa "mama".
Nigdy przy rodzinie nie pokazywałam tego, ponieważ nie chciałam ich współczucia. Dostawałam od nich komentarze typu: "twoja matka nawet cie nie obchodziła, nawet pewnie nigdy się nią nie przejmowałaś".
Nikt z nich nie wie, że prawie każdego wieczoru jeżdżę na cmentarz, siadam na małej ławce przed grobem I rozmawiam do niej z nadzieją że mnie słyszy. Wtedy czuję jakby naprawdę była i to chociaż trochę wypełnia moją pustkę w sercu.
Życzę wam wszystkim samych dobrych dni.
Nigdy tego nikomu nie mówiłam, więc najwyższy czas. Gdy miałam jakieś 16 lat, do naszego domu przyjechali z wizytą ciotka z wujkiem. Oboje byli sporo po siedemdziesiątce, więc trzeba było zapewnić im wszelkie wygody. Uznałyśmy z mamą, że na czas ich pobytu wyprowadzę się do salonu, a nasi goście będą spali na moim łóżku, które było bardzo duże.
Po trzech dniach pobytu wujkowie bardzo serdecznie się z nami pożegnali, wyściskali nas, zamówili taksówkę i wrócili do siebie. Mama poprosiła mnie, żebym zdjęła prześcieradło oraz poszewkę z kołdry i wrzuciła je do pralki. Kiedy więc sprzątałam pokój zobaczyłam jakieś przedmioty pod łóżkiem. Ku mojej zgrozie były to cztery zużyte prezerwatywy, jakiś tłusty krem, zmięte, zużyte chusteczki i opakowanie po Viagrze. Zrobiło mi się słabo. Z wielkim obrzydzeniem zebrałam te „fanty” przez grubą warstwę papieru toaletowego i pozbyłam się tego w śmietniku przed domem.
Nie chciałam o moim odkryciu mówić rodzicom, bo wiem, że byliby pewnie bardziej zażenowani niż ja. Dziś, po ośmiu latach od tamtego wydarzenia, za każdym razem jak widzę się z wujkiem i ciocią czuję się cholernie niezręcznie.
Znam gościa, który miał romans z żoną swojego kumpla. Jak sprawa wyszła na jaw to okazało się, że w tym samym czasie kumpel miał romans z jego żoną. Wymienili się więc kobietami i nadal się kumplują 😁.
Sytuacja miała miejsce mniej więcej rok temu.
Leżałam na kanapie i niespodziewanie pomyślałam sobie, że niefajnie by było stać się ofiarą napaści - tak w jednej chwili stracić zarówno telefon, jak i portfel z dokumentami. Dlatego obmyśliłam genialny plan - zrobiłam atrapę tych przedmiotów.
Wygrzebałam mój stary telefon z odmętów szuflady, a przy okazji zakupów na bazarku dorwałam budżetowy portfel. Włożyłam do niego jakieś zaskórniaki oraz kartę komunikacji miejskiej (która tylko się kurzy odkąd posiadam samochód).
Tak przygotowana za każdym razem wychodziłam z domu. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do mojego dziwnego pomysłu, jednakże przezorny zawsze zabezpieczony.
Pewnego razu zasiedziałam się u koleżanki, a z racji iż nie mieszka wcale tak daleko, wracałam na piechotę. Gdy skręciłam w boczną uliczkę, nagle dwóch facetów zablokowało mi drogę i kazali oddać mi wszystkie co cenniejsze rzeczy. Po udawaniu paniki oraz wręczeniu im mojego "dobytku" pewnym krokiem zadowolona ze swego podstępu pognałam przed siebie.
W domu zorientowałam się, że dałam im prawdziwe rzeczy.
Dodaj anonimowe wyznanie