Kiedy jestem na siebie zła wyobrażam sobie, że zdzieram z siebie skórę, wkładam rękę pod skórę szyi i ściskam mocno gardło lub wkładam rękę pod żebra, łamiąc je i wyrywam sobie serce.
Wyobrażam sobie, że mam wtedy niewyobrażalną siłę fizyczną by to zrobić, psychicznie nic nie czuję. Jest to dla mnie po prostu pewnego rodzaju kara, którą zadaję sobie, tylko odbywa się w głowie.
Zakładając, że nie przerodzić się to w faktyczną agresję i jest tylko "umowną" formą odreagowania... cóż. Różni ludzie robią różne rzeczy. Ale jeśli masz poczucie że MUSISZ to robić i nie możesz bez tego funkcjonować, to może warto pogadać ze specjalistą? Musisz się wówczas liczyć z tym, że w przyszłości to się może nasilac i wyrządzać szkody
Autoagresja w formie fary jest straszna :( Ja czasami mam straszne ataki złości i wtedy mam ochotę połamać sobie palce (na szczęście kończy się tylko na wyginaniu), czasami też rysuję sobie skórę cyrklem albo nożyczkami
A jak ja jestem zła, to wyobrażam sobie jak morduje ludzi. Tyle mam do dodania.
zastrzelony
Jak byłem młodszy, to zawsze jak byłem zły wyobrażałem sobie, że do kogoś strzelam. Boze, dobrze, że mi to przeszło.
Aswq
@Zastrzelony ja mam tak im bardziej jestem starsza. Tylko, że wyjmuje bazookę, namierzam i widzę jedynie piękny wybuch. Bez wyobrażania sobie krwi, flaków i tak dalej. Jeśli sposób działa i to mi pomaga to po co rezygnować ;), Bazooki i tak nie dostane
zastrzelony
@Aswq u mnie zawsze było z flakami, krwią i jeszcze jakimś płaczem i błaganiami ze strony moich "ofiar". ah, ten umysł wkurzonego 16-latka.
metalingus
najwidoczniej mnóstwo ludzi tak ma. U mnie akurat to już forma natrętnych myśli; tyle, że nie skupiam sie na tym, żebym ja coś komuś zrobiła, ale na tym aby cel został rozszarpany w drobny mak.
Ale wiadomo, tak jak większość - nikogo nie zabije w rzeczywistości.
Zakładając, że nie przerodzić się to w faktyczną agresję i jest tylko "umowną" formą odreagowania... cóż. Różni ludzie robią różne rzeczy. Ale jeśli masz poczucie że MUSISZ to robić i nie możesz bez tego funkcjonować, to może warto pogadać ze specjalistą? Musisz się wówczas liczyć z tym, że w przyszłości to się może nasilac i wyrządzać szkody
Autoagresja w formie fary jest straszna :( Ja czasami mam straszne ataki złości i wtedy mam ochotę połamać sobie palce (na szczęście kończy się tylko na wyginaniu), czasami też rysuję sobie skórę cyrklem albo nożyczkami
Wiem ze marudze. Przeszkadza mi jednak zdarcie skory z siebie a nastepnie wlozenie reki pod skore gardla. Niby drobny blad logiczny a psuje klimat.
nie opisałam wszystkich czynności, które sobie wyobrażam, w różnych momentach są inne czynności, nie wszystkie naraz
Nie no, nie czepiam sie. To tak tylko. Troche skrzywienie zawodowe. Za duzo logistyki.
A jak ja jestem zła, to wyobrażam sobie jak morduje ludzi. Tyle mam do dodania.
Jak byłem młodszy, to zawsze jak byłem zły wyobrażałem sobie, że do kogoś strzelam. Boze, dobrze, że mi to przeszło.
@Zastrzelony ja mam tak im bardziej jestem starsza. Tylko, że wyjmuje bazookę, namierzam i widzę jedynie piękny wybuch. Bez wyobrażania sobie krwi, flaków i tak dalej. Jeśli sposób działa i to mi pomaga to po co rezygnować ;), Bazooki i tak nie dostane
@Aswq u mnie zawsze było z flakami, krwią i jeszcze jakimś płaczem i błaganiami ze strony moich "ofiar". ah, ten umysł wkurzonego 16-latka.
najwidoczniej mnóstwo ludzi tak ma. U mnie akurat to już forma natrętnych myśli; tyle, że nie skupiam sie na tym, żebym ja coś komuś zrobiła, ale na tym aby cel został rozszarpany w drobny mak.
Ale wiadomo, tak jak większość - nikogo nie zabije w rzeczywistości.
Jak dobrze, że jednak jestem normalna.
Współczuję bardzo :( Jeśli jesteś w stanie ucinać te myśli, po prostu je odrzucać, to polecam.
Często z frustracji biję się z pięści po żebrach albo porządnie drapię sobie skórę. Ale na szczęście nie stosuję tego jako kary, tylko odreagowanie.
Dosyć nieprzyjemny opis.
no i niesmiertelne rady- idz do psychologa
serio, to pomaga
Idź do psychiatry, to niepokojące.