#Kq3oI

Mam mały sekret - a mianowicie sponsora.

Jestem studentką medycyny, a jakoś tak się złożyło, że potrzebowałam dorobić do stypendium jakieś parę stówek. No wiecie - ten, kto studiował lekarski, pewnie wie, jak dużo jest tam bogatych dzieciaków, a ci mniej zamożni bardzo odstają od grupy. Rozważałam pracę w maku, udzielanie korepetycji, bycie opiekunką do dzieci, lecz stwierdziłam, że wynagrodzenie, które mogłabym za taką pracę otrzymać byłoby niewspółmierne do mojego cennego czasu, którego (jak się domyślacie) studenci leku nie mają zbyt wiele :)

W mojej grupie "uczy się'' również pewna dziewczyna, z którą się kolegujemy. Gdy zapytałam ją o sposoby na szybkie zarobienie kasy małym kosztem, zasugerowała mi pójście w jej ślady - zostanie cichodajką. Zgodziłam się. Pomogła znaleźć mi tatuśka, wprowadziła mnie w ten "światek''.

Bardzo mi się podobało. Sponsor nie był zbyt nachalny, za to mnie rozpieszczał. Drogie prezenty, kolacje, na brak pieniędzy nie narzekałam. Ale co w tym anonimowego?
Odpowiedź jest prosta: od paru miesięcy mam chłopaka. Jest nam bardzo dobrze, czuję, że to coś poważnego, lecz jak można się spodziewać - on o niczym nie wie. Udało mi się utrzymać mój "sekrecik'' w tajemnicy, jednak coraz trudniej mi to idzie. Strasznie ciąży mi to na sumieniu, ale nie mogę zostawić mojego sponsora. Nie po tym, co dla mnie zrobił. Pokazał mi życie na innym poziome, wydał na mnie kupę kasy.
Nie przyszłam tutaj prosić o radę. Chciałam się tylko wyżalić. Nie chcę nawet myśleć co się stanie, jeśli mu kiedyś o tym powiem. Bardzo go kocham i mi na nim zależy. Jednocześnie nie dam rady dłużej tego ukrywać.

#ftHAT

To było dawno temu, kupowałam swojego pierwszego iPoda. Niewielki, pojemny, do słuchania muzyki, mógł pomieścić ileś tam płyt - coś w sam raz dla mnie :)

Ponieważ kosztował swoje, poprosiłam pana sprzedającego (chociaż pewnie może konsultanta) o wyjaśnienie jak to działa. Pan wyjaśniał o procesie zgrywania i w pewnym momencie dotarł do przepustowości kabla? wtyczki? nie pytajcie ;) Chcąc zobrazować problem, wybrał określenie "wąskie gardło" - a przynajmniej myślał, że wybrał. Niestety tok myślenia poszedł po swojemu i pan powiedział "głębokie gardło".

Początkowo nie zwróciłam na to uwagi, ale po kilku sekundach spytałam:

- Pan miał chyba na myśli: wąskie gardło?
- ...a co ja takiego powiedziałem?? - pan wyraźnie spanikował.
Dotarła do mnie niezręczność sytuacji, więc już nie drążyłam:
- ...a zresztą nieważne, to o czym mówiliśmy? ;)

Pan dokończył transakcję ze mną z mocno czerwonymi policzkami i potem na twarzy.

Jeśli jest chociaż cień szansy, że Pan z nieistniejącego już punktu przy Placu Politechniki to czyta - pozdrawiam :) właśnie znalazłam tego iPoda podczas ostatnich porządków.

#QqsXD

Pewnego wieczoru, gdy miałem jakieś 9 - 10 lat, moczyłem się w wannie i zastanawiałem nad istnieniem wszechwiedzącego, wszechwidzącego Boga. Postanowiłem go przetestować zwracając się do niego: "Panie Boże, jeżeli istniejesz, proszę daj mi jakiś znak" i w tym momencie moja babcia będąca w kuchni krzyknęła "O Boże!". Nieźle mnie to przeraziło, bo zakładałem, że Boga nie ma. Zrozumiałem, że otrzymałem znak od Niego i od tej pory będę musiał co niedziela chodzić do kościoła i przestrzegać tego, co mówi ksiądz i katechetka. Jednak gdy wyszedłem z kąpieli okazało się, że babcia krzyknęła, bo moja kocica nasrała za lodówkę rzadką kupą.

Teoria ewolucji, zdobycze rewolucji naukowej i całego humanizmu, filozofia zachodniego świata, prawda o krwawych wojnach religijnych? Nie. To był moment, który ostatecznie zdecydował, że stałem się ateistą.

#Q1opZ

To było 10 lat temu przy mojej komunii. Gdy ciocie dowiedziały się, że czas na moją komunię, dostałam parę pięknych sukienek. Oczywiście musiałam zdecydować, którą będę miała w ten dzień, a które na "biały tydzień". 

Na dzień komunii wybrałam piękną białą sukienkę z różyczką z boku, wyróżniałam się z tłumu jednakowych sukienek. Na przyjęciu gdzie była rodzina dostałam parę kopert z pieniędzmi. Uznałam, że je schowam, ponieważ starszy brat mówił, że jak oddam rodzicom, to one znikną. Koperty schowałam, ale niestety zapomniałam gdzie. W jakiś czas po nieudanych poszukiwaniach każdy zapomniał o tym incydencie. 

Parę tygodniu temu w osiemnaste urodziny postanowiłam, że pozbędę się zabawek i rzeczy, które były do oddania dla rodziny bądź ludzi, którzy ich potrzebują. Na strychu znalazłam karton, w którym była moja suknia z komunii. Wyjęłam ją i wtedy zobaczyłam, że pudło z boku jest rozwalone, a na dnie poza jakimiś duperelami są koperty. 

Wyjęłam je i nie mogłam uwierzyć, znalazłam swoje komunijne pieniądze. Prawie dwa tysiące złotych leżało na dnie kartonu przez dziesięć lat. To był najlepszy prezent na moje osiemnaste urodziny, do tej pory wszyscy się śmieją, że odkładałam na osiemnastkę.

#5HNtE

Na studiach mieszkałam na stancji u pewnej rodzinki. Piętro dzieliłam z pięknym synem właścicieli domu. Korytarz między naszymi pokojami był dość małym pomieszczeniem, a toaleta znajdowała się zaraz koło pokoju Pawła. Wstydząc się odgłosów, jakie wydobywają się z czeluści mojego dupska, robiłam kupę do słoików lub reklamówek w pokoju. Jeżeli dawałam radę, to biegłam do pobliskiego centrum handlowego.

Nigdy nikomu o tym nie powiem, bo na samą myśl jest mi wstyd.

#uvBmX

Najlepszy przyjaciel mojego, teraz już męża, jest kompletnie zblazowanym stoikiem, z gatunku tych, którym nigdy się nie śpieszy. Nazwijmy go Karol. Kiedy chłopaki mieli po około 20 lat, postanowili wynająć razem mieszkanie. Dzielnica była dosyć nieciekawa to i ceny niskie. Jak nietrudno się domyślić, szybko powstała tam meta dla licznych ziomeczków i miejsce niekończącego się party. 

Któregoś dnia, jak zwykle, ruch na mieszkaniu spory. Tu już kolejna butelka, tam palarnia, muzyka gra. Ktoś jeszcze chory po wczorajszym a inny, zaprawiony już na dziś.

Karol niedawno wrócił z pracy. Wszedł do salonu, powoli usiadł na krześle. Wyciągnął nową paczkę fajek, powoli i delikatnie ją odfoliował. Otworzył. Wyciągnął papierosa i obróciwszy go w palcach, powoli włożył do ust. Wyciągną zapalniczkę i odpalił, niczym Ojciec Chrzestny swoje cygaro. Zaciągnął się powoli. Wypuścił powietrze i niespiesznie przemówił:
- Kuchnia się pali.

#oiUU2

Kilka dni temu miała miejsce sytuacja, z której dziś już mogę się śmiać, chociaż dalej potrafię być wściekła na niego i na siebie. A chodzi o mojego byłego.

Przyjechał do biura, w którym pracuję, prosić o drugą szansę. Że kocha, że żałuje. Wyszliśmy poza biuro, żeby koledzy z pracy nie słyszeli naszej rozmowy. Tłumacząc, że z nami koniec, że już minęło półtora roku prawie i nie zmienię zdania, zauważyłam, że pilnuje, żebym nie podeszła za blisko dużych okien z widokiem na parking. Coś mnie tknęło i wyjrzałam przez nie zauważając, że w jego aucie siedzi dziewczyna, z którą spotykał się od jakiegoś czasu. Nieźle wkurzona podeszłam do auta spytać się jej, czy wie dlaczego tu są. Ona, że on jej powiedział, że firma, w której on pracuje, szuka nowej księgowej i miał tu zostawić jakieś papiery. Zdziwiła się, gdy jej powiedziałam, że ja tu pracuję i streściłam jej rozmowę, która właśnie się odbyła. Były miał minę, której chyba do końca życia nie zapomnę. Szok, co tu zrobić, co powiedzieć. Poradziłam dziewczynie, żeby trzymała się od niego z daleka, a jemu, żeby się więcej nie pokazywał, bo następnym razem wyprosi go z biura policja.

Od wspólnych znajomych usłyszałam, że ją w końcu zostawił, bo nie była dla niego. Wielkie było ich zdziwienie, gdy im odpowiedziałam co się stało, co podejrzewam było powodem, dla którego ta w końcu dała mu kopa. Pewnie będzie mu głupio, ale ja niczego nie żałuję. No może tego, że straciłam na tego gnoja 3 lata (całe szczęście nie więcej). Wyszło z tego chociaż tyle, że wspólni znajomi już nie twierdzą, że ja, zimna kobieta, zostawiłam porządnego faceta. I że ta dziewczyna może trafi lepiej. Plotki szybko się rozchodzą, więc może niektórzy z jego znajomych usłyszą o sytuacji. A może niektórzy przeczytają tutaj. Nie jest mi go żal i pewnie za kilka lat będę się już tylko śmiała z jego występu.

#MVkGv

Boję się mieć dzieci. Nie dlatego, że się ich boję, tylko że nie będę umiał obdarzyć ich ojcowską miłością. Sam zostałem wychowany bez grama miłości, pomocy czy wsparcia i może dla niektórych być to bzdurą, ale dla mnie jest to głęboko zakorzeniony kompleks, z którym nie potrafię sobie poradzić do dziś.

Jestem najmłodszy z czwórki rodzeństwa i wiem, że stereotypowo mówi się, że najmłodsze dziecko jest najbardziej kochane, ale u mnie tak nie było. Czwarte dziecko to nie to samo co pierwsze, nie ma tej całej euforii związanej z macierzyństwem, tego całego wow, radości z ocen, nauki pływania, jazdy na rowerze...
Ze mną było bardzo ozięble i surowo, najczęściej tylko "tu siedź i ucz się", "tu siedź i się zajmij czymś", "nie i zamknij buzię", nigdy nie tłumaczono co, jak, dlaczego i jak funkcjonuje świat, żadnych wartości - byłem nic nie znaczącym kaszojadem, który nie ma prawa głosu nawet w swojej sprawie.

Gdy patrzę dzisiaj na innych rodziców, to jestem dosłownie w szoku i nie potrafię zrozumieć czemu poświęcają dzieciom uwagę, jakim prawem te dzieci mają coś do powiedzenia, czemu chodzą z nimi na wspólne spacery, jadą nad jezioro, chodzą do kina, a w szczególności tracą pieniądze na nie  np. w restauracji czy wyprawiają im urodziny. Ja nigdy urodzinowej imprezy nie miałem (nawet 18) i nigdy też nie mogłem jechać na czyjąś, bo to wiązało się z utratą pieniędzy na prezent, choć tak naprawdę nigdy nie brakowało u nas pieniędzy - np. rodzice często wyjeżdżali z braćmi na wakacje, a ja najmłodszy zostawałem z ciotką, chociaż 12-14-latek spokojnie wytrwa 5h jazdy nad morze. Mimo płaczu i próśb nigdy mnie nie zabrali.

Wiem, że gdy się to czyta, to mogłoby się wydawać, że wydziwiam, bo inni mają np. rodziców alkoholików itd. i rozumiem to i dziękuję moim, że akurat nie pili, ale czasami czuję się jak zapomniana sierota wychowana obok pięknych rodzin dookoła, które pokazują "patrz jaki świat jest piękny, ale ty nie zasługujesz" i tak mi to zostało do dziś. Wbite mam, że nic mi się nie należy, że nie warto o nic walczyć, nie warto pracować nad sobą, bo sukces jest dla innych, lepszych - ja jestem tym gorszym i mimo że jestem tego w pełni świadomy, to nie potrafię przeskoczyć tej bariery i poczuć, że jestem kimś znaczącym. Moi rodzice już nie żyją i pomimo tego jak mnie traktowali nie miałem do nich żalu, bo jestem pewien, że nie mieli złych zamiarów, tylko raczej byli nieświadomi tego wszystkiego, jaki wpływ ma na mnie to wszystko.

Podsumowanie może wydawać się kosmiczne. Jestem 32-letnim mężczyzną, który marzy o tym, żeby się popłakać, żeby go mama przytuliła, okazała zainteresowanie, żebym mógł z rodzicami np. usiąść przed telewizorem i wspólnie coś obejrzeć, cokolwiek, byle móc robić coś razem. Chociaż raz w życiu.

Dziękuję za uwagę, Chyba potrzebne mi było wylanie tego z siebie.
Dodaj anonimowe wyznanie