#MVkGv
Jestem najmłodszy z czwórki rodzeństwa i wiem, że stereotypowo mówi się, że najmłodsze dziecko jest najbardziej kochane, ale u mnie tak nie było. Czwarte dziecko to nie to samo co pierwsze, nie ma tej całej euforii związanej z macierzyństwem, tego całego wow, radości z ocen, nauki pływania, jazdy na rowerze...
Ze mną było bardzo ozięble i surowo, najczęściej tylko "tu siedź i ucz się", "tu siedź i się zajmij czymś", "nie i zamknij buzię", nigdy nie tłumaczono co, jak, dlaczego i jak funkcjonuje świat, żadnych wartości - byłem nic nie znaczącym kaszojadem, który nie ma prawa głosu nawet w swojej sprawie.
Gdy patrzę dzisiaj na innych rodziców, to jestem dosłownie w szoku i nie potrafię zrozumieć czemu poświęcają dzieciom uwagę, jakim prawem te dzieci mają coś do powiedzenia, czemu chodzą z nimi na wspólne spacery, jadą nad jezioro, chodzą do kina, a w szczególności tracą pieniądze na nie np. w restauracji czy wyprawiają im urodziny. Ja nigdy urodzinowej imprezy nie miałem (nawet 18) i nigdy też nie mogłem jechać na czyjąś, bo to wiązało się z utratą pieniędzy na prezent, choć tak naprawdę nigdy nie brakowało u nas pieniędzy - np. rodzice często wyjeżdżali z braćmi na wakacje, a ja najmłodszy zostawałem z ciotką, chociaż 12-14-latek spokojnie wytrwa 5h jazdy nad morze. Mimo płaczu i próśb nigdy mnie nie zabrali.
Wiem, że gdy się to czyta, to mogłoby się wydawać, że wydziwiam, bo inni mają np. rodziców alkoholików itd. i rozumiem to i dziękuję moim, że akurat nie pili, ale czasami czuję się jak zapomniana sierota wychowana obok pięknych rodzin dookoła, które pokazują "patrz jaki świat jest piękny, ale ty nie zasługujesz" i tak mi to zostało do dziś. Wbite mam, że nic mi się nie należy, że nie warto o nic walczyć, nie warto pracować nad sobą, bo sukces jest dla innych, lepszych - ja jestem tym gorszym i mimo że jestem tego w pełni świadomy, to nie potrafię przeskoczyć tej bariery i poczuć, że jestem kimś znaczącym. Moi rodzice już nie żyją i pomimo tego jak mnie traktowali nie miałem do nich żalu, bo jestem pewien, że nie mieli złych zamiarów, tylko raczej byli nieświadomi tego wszystkiego, jaki wpływ ma na mnie to wszystko.
Podsumowanie może wydawać się kosmiczne. Jestem 32-letnim mężczyzną, który marzy o tym, żeby się popłakać, żeby go mama przytuliła, okazała zainteresowanie, żebym mógł z rodzicami np. usiąść przed telewizorem i wspólnie coś obejrzeć, cokolwiek, byle móc robić coś razem. Chociaż raz w życiu.
Dziękuję za uwagę, Chyba potrzebne mi było wylanie tego z siebie.
Niekochanym dzieciom nikt nie odda całego dzieciństwa bez miłości. Jedno z najsmutniejszych doświadczeń jakie można mieć w życiu. Virtual hug sent.
Najważniejsze, że wiesz jakie błędy popełniali Twoi rodzice i nikt Ci nie karze popełniać takich samych. Wręcz przeciwnie, prawdopodobnie byłbyś świetnym ojcem, bo pamiętasz swoje dzieciństwo, wiesz co boli i czego dzieciom nie robić. Zacznij od terapii i przepracowania tego wszystkiego i nie pozwól po zmarnowanym dzieciństwie na zmarnowanie życia dorosłego.
@Jutrzenka2104 Nie wystarczy wiedzieć czego nie robić. Nikt mi nie pokazał co robić. To nie jest łatwe.
@tramwajowe wyobraź sobie jakiego chciał*byś mieć ojca, jaką matkę. I takim ojcem bądź. Trochę dla siebie, trochę dla dziecka. Ojców idealnych nie ma. Każdy się z tym jakoś siłuje.
Dorastałam w patologicznej rodzinie. Ojczym alkoholik, damski bokser, mama niespecjalnie się nami interesowała. Też mi nikt nie pokazał jak żyć i wychowywać potomstwo (raczej pokazywali jak tego nie robić). Teraz mam dwoje dzieci i starszy syn kilka razy wspominał, że nie chce dorastać, bo lubi swoje dzieciństwo. Dla mnie to jest dowód na to, że moje dzieci mają fajne życie, bo kiedy ja byłam w tym wieku to chciałam jak najszybciej dorosnąć i uciec z tego domu wariatów w którym żyłam. Da się nie powtarzać błędów rodziców.
Ja miałam właśnie rodziców alkoholików i brak jakiegokolwiek zainteresowania, miłości czy wsparcia można zwalić na ich patolstwo. U Ciebie nie ma na co zwalać. Rozumiem, że 4 dzieci to sporo, obowiązki mogą przytłoczyć, sama jestem czwartym dzieckiem, ale moi starzy mieli gdzieś i starszych braci i mnie. Możliwe, że Twoi wszystkie swoje frustracje przerzucili na Ciebie, może rodzicielstwo ich przerosło? Na pewno nie było to uczciwe względem Ciebie i zawiedli Cię jako twoi rodzice...
Sama przez długi czas miałam w głowie myśl, przeświadczenie, że nie nadaję się na partnerkę ani na matkę, bo miałam same złe wzorce. Jednak z czasem się to zmieniło, bo zrozumiałam że ja to nie oni.
Najsmutniejsze w tym wyznaniu był fragment, w którym piszesz ,,mogłoby się wydawać, że wydziwiam". Wcale nie wydziwiasz. Na takiej samej zasadzie można by ,,wydziwiać" z każdą tragedią, bo przecież inni - ogarnięci wojną domową, głodujący - mają gorzej.
Podziwiam to, że nie masz do rodziców żalu, choć zaserwowali Ci potężną dawkę niesprawiedliwości, na którą nie zasłużyłeś. Życzę Ci, żebyś znalazł prawdziwą rodzinę i zaznał tego ciepła ze strony ukochanej osoby i być może dzieci. To naturalne, że masz obawy dotyczące dostarczenia im tego, czego Ty nie otrzymałeś. Ale myślę, że ta świadomość właśnie pozwoli Ci nie powielać błędu Twoich rodziców. Trzymaj się!
Też jestem 4. Dzieckiem. Na mnie i siostry nigdy nie było pieniędzy ani czasu. Dopiero w dorosłości odkryłam, że to nie jest normalne, że rodzice żyją obok, że dają nam jeść, z wielkim bólem dupy kupią czasem ubrania i na tym ich rola się kończy. Do 22 roku życia nie wiedziałam czym jest miłość, bo nikt mnie nie kochał ani ja nie kochałam. Dopiero mój partner wszystko zmienił. Może też przelej te potrzeby bliskości na partnera lub partnerkę. Mój facet zna moja przeszłość i wiążące się z nią mechanizmy działania i teraz mój facet czasem zastępuje mi ojca i to naprawdę mi bardzo pomaga. Rozważ terapię.
Czyli jednak to że nie jestes normalna to nie mój wymysł ani nawet nie Twoja wina. Nie mogłaś być normalna po czymś takim.
Narodziny dziecka to wielka zmiana w życiu z dodatkiem zmęczenia i emocji. Z takim doświadczeniem możesz popaść w skrajności.
Może być tak, że na płacz czy w ogóle potrzeby dziecka będziesz reagował złością. (Przestań się drzeć, ja tego nie miałem i żyję.)
Albo dziecko zalejesz miłością, rozpieścisz i osaczysz. Jedno i drugie jest niezdrowe.
Polecam terapię by to uporządkować.
Odpusc. Dla ciebie pociag juz odjechal. Koniec rozwazan.
Dla twoich dzieci nie. Wez sie w garsc albo zapomnij o dzieciach. Wybor nalezy do Ciebie.
Polecam książkę: "Toksyczni rodzice"
Susan Forward
Pomaga uwolnić się od wpływu toksycznych rodzicòw
mniej zal, masz prawo do tego...moze jaks terapia pomoze zebys mog zyc normalnie
Jak można pojechać na wakacje z rodziną i nie wziąć jednego dziecka? W aucie się nie zmieściło? To mogła stara* nie jechać i zostać z ciotką, by dzieci mogły być razem, bez podziałów na lepsze o gorsze.
*stary pewnie miał prawko, więc byl potrzebny.
Współczuję dzieciństwa i zje*anych starych, bo rodzicami tego nazwać nie można.
Zapewne stary miał prawko, więc byl potrzebny. Jeśli stara miała prawko, to stary mógł zostać w domu, a ona by pojechała. Uważasz, że to spoko, że rodzina się bawiła, a jedno dziecko jak śmieć trafiło do ciotki, debilu? Podejrzewam, że jedynym powodem wyrzucenia dziecka był brak miejsca w aucie.