#4hF6I

Nie wiem komu mógłbym się wygadać, nikt nie rozumie mojego problemu. Może dlatego, że nikt z mojego otoczenia nie przechodził tego, co ja.

Jestem facetem po 30, niedawno mi i mojej żonie urodził się syn. I dokładnie od tego momentu zaczyna się mój problem. Mimo że ma on już 3 miesiące, tylko raz miałem go na rękach. Nie mam z nim prawie żadnego kontaktu. I nie dlatego, że nie chcę. Moja żona zamieniła się w jakiegoś zaborczego cyborga. Nie dopuszcza mnie ani nikogo innego do naszego syna. Każdą moją pomoc odrzuca. Nie wolno mi go trzymać, zmienić pampersa, przebrać, nawet jak mały zapłacze w nocy i do niego wstanę - ona i tak jest szybsza. 


Próbowałem z nią rozmawiać, ale nie da się. Nic do niej nie dociera a ja nie wiem już co mam robić. Nie pomagają tłumaczenia, że to także moje dziecko i chciałbym uczestniczyć w jego życiu, że przydałaby się jej pomoc, że mogę trochę ją odciążyć i żeby wyszła na spacer z koleżanką a ja się wszystkim zajmę. Według niej ja nie wiem jak się zająć dzieckiem... Tylko do cholery jasnej, skąd może wiedzieć czy potrafię, skoro ani razu nie dała mi się wykazać? Jedyna pomoc na jaką mi "zezwala" to wyniesienie pampersów na śmietnik... 


Oczywiście nie będę wspominał o naszym wspólnym życiu, które przestało istnieć. Jestem w stanie zrozumieć, że nie chce się kochać, że to może dla niej być za wcześnie. Ale mi nie wolno nawet jej dotknąć, przytulić.

Czuję się jak piąte koło u wozu w tym domu.

#vlKWT

Mój tata łatwo się wkurza i na prima aprilis zawsze robiłem mu dość wredne kawały, żeby go bezkarnie wpienić. Tak wiem, jestem okropny. Jednak w tym roku postanowiłem dla odmiany zrobić coś miłego, ale dla równowagi poprzedzić to czymś wyjątkowo chamskim.

Tata przyszedł do domu i chciał coś zrobić na swoim laptopie. Nic mu się nie udawało, bo komputer działał bardzo powoli, co chwilę wyskakiwały dziwne okienka, reklamy. Komputer ledwo zipał. Owszem laptop był leciwy i przestarzały, totalny grat, ale ja jeszcze tego dnia wcześniej pieczołowicie mu zainstalowałem tyle dziadostwa z internetu, ile tylko dałem radę. Zawołał mnie zirytowany i powiedział, że lepiej żeby to nie był jakiś głupi żart, bo na komputerze ma bardzo ważne dokumenty.

Z głupim uśmieszkiem, bo ledwo mogłem się powstrzymać żeby się nie śmiać, powiedziałem że zaraz na to popatrzę, ale najpierw podłączę go kablem do sieci, bo może to coś z wifi. Podniosłem laptopa i idziemy z nim na przedpokój. Jak tylko byłem nad płytkami to udałem, że się potknąłem i laptop poleciał na ziemię z głośnym hukiem. Tata aż jęknął. Chwycił się za głowę i klęknął, a ja wtedy jeszcze najpierw jedną nogą nadepnąłem, a potem udając że nie mogę złapać równowagi jeszcze kopnąłem tego laptopa, mówiąc przy tym “Ups, ale ze mnie niezdara”. Ojciec czerwony, miał mord w oczach jak na mnie patrzył. Śmiejąc się uciekłem do swojego pokoju, on biegł za mną krzycząc.

Gdy tylko wpadł do pokoju wręczyłem mu nowego laptopa, którego dla niego kupiłem. Wyjaśniłem, że wszystkie jego dane i ustawienia przeniosłem, a sprzęt jest gotowy do pracy. Jeszcze nigdy nie widziałem aby ktoś tak szybko przeszedł z ekstremalnego wku*wienia do zupełnego uszczęśliwienia.

#OANOr

Miałam 17 lat i pierwszego chłopaka. Nie byliśmy gotowi na normalny stosunek, jedynie pieszczoty dłońmi lub oralnie. Któregoś razu wydała mi się straszna infekcja, piekło i swędziało okropnie. Nie wiedziałam od czego to... ale szybko się dowiedziałam, kiedy zobaczyłam jak brudne dłonie ma mój chłopak. Czarne wręcz, jakby nie mył kilka dni. Szybko połączyłam fakty i zaplanowałam zemstę (bo przecież kto by tam rozmawiał). Nie myłam miejsc intymnych przez kilka dni, a potem poprosiłam o minetkę. Nic nie powiedział, nie zaczął też myć rąk, chyba nie załapał aluzji... Dobrze, że niedługo potem się rozstaliśmy.

#EG8YY

Kopaliśmy przed domem z synem piłkę, gdy wyszła sąsiadka z córką. Córka była przebrana za wróżkę i wybierała się na bal przebierańców w przedszkolu. Powiedziałem do syna “Powiedz wróżce swoje życzenie, to może je spełni”. Myślałem że poprosi o zestaw Lego, który ostatnio oglądał w sklepie i potem przez tydzień o nim mówił.

Podszedł do niej i powiedział “Chciałbym mieć takiego wielkiego siusiaka jak tata!”.

#dqfvT

Z natury lubię przebywać z ludźmi, jednak jeśli jest to większa grupa ludzi, to po prostu boję się odezwać i czuję się tam niepewnie. Jeśli chodzi o obcych, to nie ma żadnego problemu - zapytam, odpowiem itp. Jednak jeśli np. mam poznać znajomych moich przyjaciół, to bardzo się wtedy stresuję i mało się odzywam. To samo dzieje się przez Internet, jeśli jest to ktoś obcy, to nie ma problemu, jednak jeśli ktoś z mojego otoczenia zna tę osobę, to od razu wszystko przychodzi mi z trudem. To samo dzieje się kiedy spotykam się z przyjaciółmi w większej grupie, po prostu ciężko jest mi się odezwać.
Boję się, że stracę przez to przyjaciół, a nie wiem jak to wytłumaczyć.

#M8Q92

Jestem okropną matką. Mam dwóch synów, 8 lat i 3 lata. Pierwszy syn jest od innego ojca, ponieważ z moim eks się rozstałam. Bił mnie i to mocno przez kilka lat. Kilka lat później poznałam mojego obecnego męża. Wtedy narodził się młody, Szymuś. Mąż zaakceptował mojego wcześniejszego syna ,Tomka. I tak jest do tej pory. Kocha go jak swojego i jak nowego syna. Problem jest ze mną.

Cierpię na depresję, o czym mąż wie. Ale nie wie o czymś innym. Bardzo źle traktuję naszego starszego syna. Krzywdzę go psychicznie. Potrafię go wyzywać od debili albo brudasów, bo nie umył buzi rano... A ma tylko 8 lat... Jak mąż wraca z pracy, to jestem idealna. Najgorsze jest to, że jestem tego świadoma i co wieczór płaczę, jak krzywdzę starszego syna. Ale nie potrafię tego powstrzymać. Chodzę do psychiatry i psychologa. Mówię tylko o tym, że jestem nerwowa. Boję się powiedzieć prawdy, ponieważ boję się, że mi zabiorą dzieci. Mieszkam za granicą. Jestem okropna. Brzydzę się sobą. I bardzo szkoda mi naszego Tomusia... Jestem tak okropną matką, że tak manipuluję Tomkiem, że on do taty nic nie powie... to mnie zabija.

Boję się. Boję się tego, że kiedyś zrobię krzywdę naszemu dziecku. I boję się również powiedzieć o tym lekarzowi. Boję się, że dzieci mi zabiorą. Mam ochotę się powiesić, ale jak patrzę na te moje maleństwa, to nie wyobrażam sobie zostawić ich beze mnie, bo wiem, że mnie kochają. Nie chcę być bez dzieci, ale szczerze, to ja im krzywdę robię. Wcale się nie dziwię, jak mąż wraca z pracy i dzieci go witają z uśmiechem, przytulają się... bo on ich nie krzywdzi. Tylko ja. Ale nie radzę sobie z tym.

Nikt o tym nie wie, bo mi wstyd. Wiecie tylko wy. Jestem okropna. Nie daję rady sama ze sobą. Chcę przytulać moje dzieci, a nie wyzywać. Nie umiem, nie potrafię...

#0M9KS

Nigdy, ale to nigdy nie piszcie SMS-ów po pijaku.

Nie dalej jak miesiąc temu, po wypiciu kilku piwek, napisałem wiadomość do mojego kolegi. Brzmiała ona tak: „Zabiję cię, urwę ci łeb, zdefekuję do szyi, a następnie zatańczę na twoim grobie!”. Musicie wiedzieć, że tego typu wrzuty są od lat naszym hermetycznym żartem. Nie przepuścimy żadnej okazji, aby sięgnąć do najgłębszych pokładów kreatywności i radośnie sobie naubliżać.

Godzinę później w moim domu był policja, skuli mnie i zabrali na komisariat, aby mnie przesłuchać. Okazało się, że jakimś cudem pomyliłem adresata i wysłałem tego SMS-a do dziewczyny, z którą zerwałem tydzień wcześniej. Niewiasta mocno się przeraziła myśląc, że wysyłam jej realne groźby.

Długo trwało, zanim udało mi się z tej podłej sytuacji wyplątać.

#kIxPl

W pewne wakacje, gdy miałem 14 lat, akurat sprzątałem z moim bratem ogródek. Byłem ciekaw czy to prawda, że jak nadepnie się na grabie, to uderzą one w czoło. Tak więc gdy mój brat poszedł do łazienki, ja z ciekawości położyłem grabie na trawie i nadepnąłem na nie. Skutkiem tego był guz na czole. 

Po kilku minutach mój brat wrócił z łazienki. Zobaczywszy mego guza, zaczął wypytywać co zrobiłem, więc mu powiedziałem, że pokażę. Takim oto sposobem miałem dwa guzy na czole.

#e2liV

Jestem na takiej grupie na Facebooku dla nastoletnich dziewczyn, na której poruszane są dość intymne tematy.
Wśród nich znajdują się takie kwiatki jak:
- czy używanie tamponów to grzech? Czy pójdę za to do piekła?
- jak byłam w przedszkolu, to się nieświadomie masturbowałam, jestem nienormalna i do tej pory mi wstyd... Jak sobie z tym poradzić?
- chciałabym zacząć używać tamponów, ale nie wiem gdzie je włożyć...
- mam 17 lat i jeszcze nie miałam miesiączki, to normalne?
- ostatnio miałam swój pierwszy raz i poleciała krew. Co to może być za choroba?
- jak się domyć w pochwie, tam gdzie palce nie sięgają? I jak wypłukać stamtąd mydło?

To wszystko autentyczne przypadki. Wystarczy dostać się na jedną z takich grup, sami poczytacie.
Powiedzcie mi teraz, proszę, że edukacja seksualna nie jest potrzebna...

#PWiSm

Pod koniec października babcia zaprosiła naszą rodzinę na swoje urodziny. Rodzice niestety nie mogli jechać, ale dali mi samochód żebym ja pojechał. To daleko, 4 godziny jazdy, więc poprosiłem moją dziewczynę aby pojechała ze mną, dla towarzystwa. Wiedziałem, że babcia się ucieszy, że będzie mogła ją poznać.

Gdy zajechaliśmy na miejsce goście już byli, 6-7 starszych osób. Babcia była zachwycona, że przyjechaliśmy i wraz z moją dziewczyną byliśmy przez jakiś czas w centrum uwagi. Zjedliśmy trochę kanapek, piliśmy jakiś koktail, takie tam. Po jakimś czasie nagle poczułem mnie silne parcie na kupę. Nie że najpierw trochę i stopniowo coraz bardziej, a od razu na maxa. Pobiegłem do góry po schodach ubikacji, która jest na piętrze. Okazało się zajęte, jakiś dziadek tam siedział.

Czekałem przed drzwiami odprawiając fekalne tańce i posapując. Po paru minutach ponownie zapukałem i spytałem, czy mógłby trochę się pośpieszyć bo mam BARDZO PILNĄ sprawę. Brak odpowiedzi… Może zasnął albo co gorsza umarł? Nie wiedziałem, ale nie mogłem dłużej czekać. Obok ubikacji była łazienka z wanną, to był mój jedyny ratunek.

Pobiegłem szybko na dół i chwyciłem stertę papierowych serwetek. Takie różowe, z tortami i balonikami, czy czymś takim. Wróciłem do góry i wpadłem do łazienki, zamknąłem za sobą drzwi. Gorączkowo zacząłem układać serwetki na dnie wanny. Gdy jej połowa została w ten sposób zabezpieczona wszedłem do wanny i zrobiłem kupę. Dwa potężne, zwarte batony. Gdy tak leżały na serwetkach, to pomyślałem że tylko brakuje żeby włożyć w nie świeczki. Ale przecież nie mogłem ich tak zostawić.

Obwinąłem je serwetkami najlepiej jak mogłem. Dwie eleganckie paczuszki z gównem. Otworzyłem okno i popatrzyłem na dół, na szklany dach ogrodu zimowego babci. Kilka lat wcześniej babcia zrobiła sobie remont i powiększyła salon o mały, wystający poza bryłę domu ogród zimowy, przeszklony ze wszystkich stron. Na dole widziałem stolik z przekąskami i gości, którzy zebrali się wokół drugiego stołu. Na dworze było już ciemno. Nikt nie zwracał uwagi na to co się dzieje na zewnątrz, a wyrzucenie moich pakunków przez okno to był jedyny sposób aby się ich pozbyć. Tylko parę metrów do ogrodzenia. Wiedziałem, że jak przerzucę, to będę uratowany. Wziąłem zamach i cisnąłem pierwszy pakunek.

Poszło inaczej niż planowałem. Rzuciłem zbyt mocno i klocek się rozpadł na dwie części. Mniejsza poleciała, ale zamiast przelecieć nad płotem walnęła centralnie w niego. Serwetki rozwiały się na wietrze. Większa część klocka z przyklejoną do niego jedną serwetką poleciała w dół prosto na szklany dach. Jak w zwolnionym tempie z przerażeniem obserwowałem lot i zaraz usłyszałem głośne BACH, przy twardym lądowaniu na szklanym dachu.

Ludzie popatrzyli do góry, a ja szybko (ale nie wystarczająco szybko) się schowałem i zamknąłem okno. Nie wiedziałem co dalej. Popatrzyłem na drugi pakunek, który wciąż leżał w wannie. Brązowa główka wystawała i patrzyła na mnie jakby ze strachem i rozczarowaniem. “Nie martw się malutki, ty idziesz ze mną, nie mam co z tobą zrobić”.

Obwinąłem go jeszcze bardziej i delikatnie schowałem do kieszeni. Sami przeciwko całemu światu. Babcia pewnie już dostała zawału, a dziewczyna na pewno mnie rzuci. Jak skazaniec w drodze na krzesło elektryczne wyszedłem z łazienki. Miałem ochotę uciec i pojechać do domu, ale co z moją dziewczyną?

Gdy zszedłem do pokoju przywitała mnie grobowa cisza. Patrzyli to na mnie to na kupę na dachu. Zrobiłem parę kroków i popatrzyłem do góry, z tej perspektywy wydawała się jeszcze większa. Dostałem chyba rozstroju nerwowego bo zacząłem chichotać jak głupek. Nie wiedzieć czemu pomyślałem, że może lepiej to będzie wyglądało, jeżeli powiem że to żart. “Tttaki żart, przepraszam” wyjąkałem. Babcia zrobiła minę, jakby się miała rozpłakać.

Chwyciłem dziewczynę za rękę, powiedziałem, że musimy już iść i pociągnąłem ją do wyjścia. Nie powiedziała ani słowa. Gdy byliśmy na zewnątrz gorączkowo zacząłem szukać kluczyka od samochodu, nie było go w spodniach, z impetem włożyłem rękę do kieszeni bluzy i od razu wiedziałem że to był błąd, gdy poczułem na palcach wilgotną maź… To był najgorszy dzień mojego życia.
Dodaj anonimowe wyznanie