#LkYgu

Uwielbiam robić zakupy przez internet w pewnym wielkim sklepie na Z...
Robię to co najmniej sześć razy w miesiącu. Nie, nie dlatego, że jestem zakupoholiczką.

Podoba mi się kurier, który przywozi mi paczki, a ponieważ wstydzę się do niego zagadać raz a porządnie, to chociaż się do siebie pouśmiechamy.

P. S. Najbardziej lubię jak wysyłają biustonosze w miękkiej paczce :D.

#VFpbr

Nie jestem pierwszym właścicielem mojego psa. Wyglądał jak siedem nieszczęść, gdy odbierałem go. Fizycznie dość szybko wydobrzał, a właściwie to zmienił się nie do poznania. Niestety z psychiką wciąż jest bardzo źle. Na widok wyciągniętej w jego stronę dłoni kuli się ze strachu, czasami nawet posika się. Wiecie kto najbardziej przeszkadza mi w walce z jego lękami? Ludzie, którzy "chcą dobrze".

Mam wrażenie, że na hasło "pies boi się, proszę nie głaskać" niektórzy za punkt honoru biorą sobie udowodnienie, że są cholernie wyjątkowi i akurat ich pies polubi/oni kochają pieski, więc pieski muszą kochać ich/"psy wyczuwają dobrych ludzi, więc mnie polubi"/taki ładny piesek na pewno wszystkich lubi. Można zatrzymać takiego delikwenta dopiero łapiąc go za rękę i zdarzają się tacy co są tym oburzeni, bo nie mam prawa ich dotykać. Ach, są jeszcze tacy co mówią, że skoro pies gryzie to mam założyć mu kaganiec. (Nie, nie gryzie. Nigdy nawet nie warknął, ale przecież świat kręci się wokół nich i nie może być innego powodu, by nie głaskać psa tylko taki, że zostaną ugryzieni.)

Ludzie wolą na własną rękę zdobyć jego zaufanie, bo przecież wiedzą lepiej ode mnie czego potrzebuje mój pies. Zamiast spytać się właściciela i chwilę posłuchać jak postępować uznają, że lepsza będzie dla psa terapia szokowa. I w ten sposób starania i próby socjalizacji idą na marne.

Sytuacja z niedawna: Podchodzi nastolatka i nachyla się tak, że łeb ma w odległości kilku cm od jego pyska i trajkocze do niego, jak bardzo chciałaby mieć takiego pieska jak on; kocha pieski i w ogóle. Pies kuli się ze strachu, ja mówię, że ma przestać, bo boi się. Dziewczę nie daje za wygraną. Odpowiada, że przecież nie dotyka go i dalej gada do psa. Musiałem zagrodzić jej dostęp, żeby dała mu spokój. I po co to wszystko? Tak bardzo potrzebowała pokazać, że kocha pieski? Bo chyba mało ją obchodziło, co czuje pies. Muszę przyznać, że "zaprzyjaźnianie się" na siłę z jakimkolwiek zwierzęciem kojarzy mi się z księżniczką przekonaną, że wszyscy są od spełniania jej zachcianek. Zwierzątka również.

Pies tak samo jak człowiek może być chory/w złej kondycji psychicznej/po zabiegu lekarskim itp., więc sorry, ale biegnięcie od razu z łapami do obcego psa nie oznacza miłości do piesków, tylko pokazuje, że ktoś traktuje je jak maskotki. Nie chcę generalizować, na pewno jest wiele psów, które lubią kontakt z ludźmi spotkanymi na spacerze, ale jeśli zbyt dużym problemem jest zastanowienie się chwilę, co czuje takie zwierzę i spytanie się, czy można pogłaskać (oraz łaskawe poczekanie na odpowiedź, a nie wyciąganie ręki jeszcze w trakcie pytania!) to może czas kupić sobie pluszowego pieska?

#I8lzl

Jestem pasożytem, a przynajmniej tak uważa większość ludzi, których znam, i tak zapewne wy będziecie uważać za parę linijek.

Jestem już pełnoletnia, mam dwójkę dzieci (urodziłam przed 18), mieszkam z nimi w dość dużym mieszkaniu, które kupili mi rodzice. Nadal się uczę, a dzieci są jeszcze małe, więc kiedy ja jestem na zajęciach, opiekuje się nimi niania, której płacą moi rodzice, płacą też za wodę, prąd, jedzenie itd. Dostaję też od nich co miesiąc dużą sumę pieniędzy (połowę zawsze odkładam, tak na wszelki wypadek) na przyjemności dzieci i moje.
Tak, doję moich rodziców i będę to robić tak długo jak będę mogła i w jak największych ilościach.

A teraz ta część, o której dowiecie się tylko wy. Pierwszy raz zostałam zgwałcona w wieku 12 lat, przez mojego ojca. Potem były kolejne razy, dopóki po urodzeniu drugiego dziecka nie zagroziłam, że każdy w mieście się dowie. Matka wiedziała, ale udawała, że nie wie.
Moje dzieci są jednocześnie dziećmi mojego ojca. Jak skończyłam 18 lat, to zażądałam: własnego mieszkania, pieniędzy na dosłownie wszystko (stać ich) i zero próby kontaktu z ich strony, zgodzili się (reputacja i tak już była zszargana - przez córkę, która się puszcza i ma dzieci z nie wiadomo kim), żeby ratować resztki dobrego imienia.

To koniec, morału nie ma.

#ahvK1

Ostatnio będąc na spacerze zauważyłem zapłakaną dziewczynkę (na oko 4 lata). Dookoła pełno ludzi, ale nikt się nią nie zainteresował, więc stwierdziłem, że zrobię to ja. Bez żadnego wahania podszedłem do dziewczynki i spytałem się czemu płacze i gdzie są jej rodzice, mała odpowiedziała, że nie ma pojęcia, więc zaczęliśmy ich szukać.

Po niespełna 20 minutach poszukiwań udało się. Jednak to co zobaczyłem zaraz po tym przeraziło mnie. Jej mama zamiast podziękować czy cokolwiek, to zwyzywała mnie, że porwałem jej córkę, chciała też dzwonić na policję.
Później złapała małą za rękę, zaczęła ją szarpać i wrzeszczeć, że jak to mogła rozmawiać z kimś obcym, po czym uderzyła ją z otwartej dłoni w twarz. Kiedy powiedziałem, żeby się opanowała, bo to małe dziecko i powinna się cieszyć, że się znalazła, to znowu zaczęła mnie wyzywać. Według niej ktoś taki jak ja - 17-letni chłopak z długimi włosami - na pewno coś podał jej córce i chciał ją zgwałcić. Zaczęła mnie popychać i szarpać za włosy. Na szczęście widział to wszystko patrol policji i szybko zainterweniowali. Zawsze byłem uczony, że kobiet się nie bije i trzeba je szanować, aczkolwiek wszystko ma swoje granice.

Niestety nie wiem, jak ta sprawa się dalej potoczyła. Ja osobiście nie złożyłem skargi za napaść, ale policjanci widzieli, jak matka potraktowała córkę, więc mam nadzieję, że tej sprawy tak nie zostawili.

#7zTzR

Kiedy miałam jakieś 11 lat, wmówiłam swojemu 5 lat młodszemu kuzynowi, że zamieni się on w kota. Gwiazdy miały wskazywać na to, że przemiana zajdzie w dniu jego dziesiątych urodzin, a futro będzie koloru czarnego. "Zabawę" podłapały inne dzieci na spotkaniu rodzinnym i już po chwili wszyscy zaczęli wyrażać wyrazy współczucia niedoszłemu kotu. Mało tego, sprawa się przeciągała, przez dobry rok nie było spotkania, żeby ktoś nie wspomniał o nadchodzącej przemianie.

Skończyło się, kiedy ciotka któregoś dnia zastała kuzyna płaczącego na łóżku, zapytany co się dzieje, odpowiedział, że "nie chce być kotem". Młody nie chciał mamie uwierzyć, że to przecież niemożliwe. Uspokoił się dopiero kiedy ja, po nie niebezstresowej rozmowie z rodzicami, stwierdziłam, że znaki na niebie się zmieniły.

Byłam okrutnym dzieckiem.

#LfQKm

O tym jak status człowieka może zmienić jego postrzeganie.

Nigdy nie byłem zbyt śmiały do dziewczyn. Dopiero na studiach poznałem kogoś, co prawda to był krótki związek, ale podniósł moją samoocenę i potem jakoś tam poszło.

O tym, że mam dziewczynę napomknąłem któregoś dnia koleżankom z roku. I cóż się stało? Te same osoby, które wcześniej traktowały mnie chłodno, nagle otoczyły mnie wianuszkiem i chciały jak najwięcej się o niej dowiedzieć. Po minach niektórych widziałem nawet, że jej zazdroszczą (byłem/jestem w miarę przystojnym facetem).

Tak więc, jeśli macie problemy z przyciągnięciem uwagi płci przeciwnej, małe kłamstwo nie zaszkodzi.

#MKwda

Mieszkam i pracuję poza Polską. Ostatnio do firmy przyszedł Polak, który mówi wyłącznie po polsku, a jako że jestem jedyną osobą, z którą może się dogadać, trafił do mnie na szkolenie. I nie mam pojęcia, co zrobić. Facet się stara, widać, że bardzo chce robić. Próbuje pomagać, co chwila pyta, co robić, i to jest OK. Ale zupełnie nie jest OK sposób, w jaki wykonuje zadania.

Tłumaczę mu dokładnie, co i jak ma zrobić, pytam, czy rozumie, i na końcu okazuje się, że zrobił tylko część zadania, bo poszedł komuś pomóc, i mu się zapomniało, albo coś tam innego. Zadania są proste, jedno naraz, nic, czego by nie zrobił bez doświadczenia.

Wiem, że jest mu ciężko, nasza firma jest z gatunku tych dla lubiących wyzwania, pracujemy w grupie i każdy trybik jest ważny. Jeśli jeden element nie zostanie wykonany, wszyscy stoją, po prostu. Znaczy, nie stoją, tylko nadrabiają braki, żeby ruszyć dalej. Nasz nowy kolega tego nie rozumie, tłumaczenia nic nie dają, a został mu tydzień, żeby udowodnić, że się nadaje. A ja się źle czuję z myślą, że prawdopodobnie będę musiała dać mu negatywną opinię.

#hmXSp

Moi rodzice są bezrobotni. I to nie jest tak, że nie mogą znaleźć pracy itd., o nie. Im się po prostu nie chce. Bardzo mnie to wkurza. Mój ojciec jest na rencie, mógłby pracować, ale nie chce mu się.

Dlatego właśnie nienawidzę opowiadać o swojej rodzinie. Nie lubię, gdy inni opowiadają o swojej. Że mają wykształconych rodziców, bogatych i takich mądrych, podczas gdy moi skończyli ledwo podstawówki.
W takich sytuacjach zawsze muszę wymyślać gdzie to oni nie pracują i kim to oni nie są.

Jest mi wtedy przykro, ale wolę powiedzieć kłamstwo niż prawdę.

#ZK0b4

Jak miałam koło 13 lat uwielbiałam łowić ryby. Pewnego razu gdy nie mogliśmy z wujkiem pojechać na ryby, postanowiłam pójść na staw koło domu babci. Problem w tym, że nie miałam łopaty aby wykopać robaki, więc wzięłam widły. Ale poszłam tam gdzie była najtwardsza ziemia. Wyobraźcie sobie jak wkładam te widły do ziemi naciskam... a one pękają.



Do dzisiaj mam dużą bliznę na czole.

#ubDbA

Kilka lat temu z kumplami pojechaliśmy do Poznania, na koncert naszej ulubionej ekipy raperskiej. Koncert był mega udany, transport za parę godzin więc doszliśmy do wspólnego wniosku - idziemy się przysłowiowo "Naj*bać".

Po dłuższym czasie picia w centrum Poznania, coraz bardziej byliśmy głośni i zwracaliśmy na siebie uwagę, co poskutkowało interwencją policji. Jeden z panów sprawdza dokumenty, drugi przeszukuje. Jeden z tych panów znalazł u mojego kolegi może nawet nie cała pół grama trawki. Zabrali go do samochodu, zatrzymali dokumenty i powiedzieli, że po chwili go puszczą i sobie pójdziemy spokojnie w swoją stronę. Po pięciu minutach podjechało jeszcze kilka radiowozów, po czym miły pan policjant nas poinformował, że jesteśmy w Poznaniu i tutaj nie tolerują narkotyków. Gruntowne przeszukania wszystkich, prowokacje, aż po około dwóch godzinach nas puścili, kolegę zabrali na komendę. Zdenerwowani bo godzina późna, transport odjechał nam sprzed nosa, a następny za kilka h (była godz. ok. 1-2 w nocy). Wnioski? Idziemy pić dalej bo i tak nam nic nie zostało! Po jakiejś godzinie, dołączył do nas kolega, którego zabrali smutni panowie, wypuścili go ze względu, że miał daleko do domu, a i tak nie stawiał problemów i wcześniej nie był notowany.

Po paru godzinach naprawdę grubego picia tuż obok stacji PKS, urwał mi się film. Jak otworzyłem oczy byłem już w busie, chciałem się odezwać do kogoś znajomego, okazało się że nikogo z mojej ekipy tutaj nie ma. Sprawdzam telefon, pięć nie odebranych połączeń, kilka sms-ów. Okazało się, że pijany siedząc chwilę samemu, wpakowałem się do jakiegoś losowego busa. Dowiedziałem się, że jedziemy na Warszawę, z Warszawy na Holandię a mi tam wcale nie było po drodze.

Na pierwszej lepszej stacji miły pan kierowca, słysząc jak się tu dostałem zatrzymał się dla mnie żebym mógł wysiąść. Wszystko fajnie, tylko gdzie ja jestem. Przy sobie mam pół paczki papierosów, ostatnie 18zł w portfelu i pięć procent baterii w telefonie. Wchodzę na stację, biorę najtańszą butelkę wody, podchodzę do kasy i pytam przy okazji, GDZIE JA JESTEM?

Reakcja pani bezcenna, odpowiedziała mi na pytanie, że mam stąd około 30km do Łodzi (ostatnie co pamiętam, to że byłem w Poznaniu). No to załamany, biedny i skacowany, wyszedłem łapać stopa na autostradzie. Po chwili ktoś się zatrzymał, gość był dziwnie miły, od razu mi dał podładować telefon, nawet dał piwo na kaca. Gadka szmatka, jechałem z nim już trochę czasu, a on mnie łapie za kolano. Odruchowo go uderzyłem, gość speszony już bez słowa po 5 min mnie wysadził przy jakiejś stacji paliw.

Zszokowany wchodzę na stację, ponownie pytam gdzie jestem. Okazało się, że zostało mi 5km do Łodzi. Złapałem stopa, zatrzymał się kurier i podwiózł mnie na stacje PKP. Kupiłem bilet studencki, choć nim nie jestem.

DOTARŁEM, BEZ MANDATU!
Dodaj anonimowe wyznanie