#8RFkj
W życiu nie było mi łatwo, nigdy, ale zawsze uważałam się za silną osobę i jakoś to szło. W szkole byłam raczej lubiana, miałam wielu znajomych, choć nigdy żadnych przyjaciół. Za każdym razem, gdy dopuszczałam kogoś do siebie bliżej kończyło się to dla mnie bolesnym zawodem i rozczarowaniem, więc z czasem przestałam zabiegać o głębsze relacje. W domu nie było bezpiecznie, bo liczyć na wsparcie nie mogłam, a wzajemne wojny rodziców, choć miały uderzać w nich, najbardziej uderzały we mnie. Ich wygórowane oczekiwania i presja wprawdzie mnie napędzały, ale nigdy nie miałam własnego celu. Żyłam jak tresowany szczur - wykonać zadanie - dostać nagrodę.
Studia były dla mnie ucieczką z labiryntu, a nie szansą na przyszłość. W końcu spotkałam człowieka, z którym rozumiałam się bez słów. Założyłam rodzinę i myślałam, że już wszystko się w końcu ułoży. I niby było dobrze, dopóki nie pojawiły się dzieci. Pierwsze chore, start w macierzyństwo miałam koszmarny. Żeby zapewnić opiekę dziecku, zrezygnowałam z siebie, ale było warto. Drugie dziecko było chore jeszcze bardziej. Półtora roku walki zakończone porażką. Złamało mnie to, umarłam razem z córką. Kiedy zaczęłam się powoli podnosić, mój mąż uznał, że jednak lepszym wsparciem dla niego jest koleżanka z pracy. Umarłam po raz drugi. On nie widział problemu, to tylko koleżanka z pracy była, tylko rozmawiali choć rzucił mi w twarz, że ze sobą spali, by po chwili wszystkiego się wyprzeć.
Po tym już się nie podniosłam. Od roku udaję, że żyję mając nadzieje, że starsze dziecko nie zorientuje się, że mama to tylko pusta wydmuszka. Ale on wie, ja też wiem. Tyle że nie mam już siły, żeby coś z tym zrobić. Wegetuję licząc że jakoś to będzie, byle do wieczora. A że wytresowany mechanizm spełniania oczekiwań działa lepiej niż wola życia, to nikt jeszcze się nie zorientował jak pusta jestem w środku. Jedynie to moje dziecko czasem patrzy na mnie z takim smutkiem. Ja wiem, że on jeden wie, że jego mamy od dawna już nie ma...
Bardzo mi przykro, ale może udaj się do specjalisty. Nie warto umierać za życia dla jakiegoś frajera który zostawił Cię dla pierwszej lepszej. Strata dziecka bardzo boli ale masz jeszcze drugie. Wiecznym rozpaczaniem go nie wskrzesisz. Zawalcz o siebie bo upadniesz na samo dno
Geniuszu - jej największym problemem i początkiem równi pochyłej to śmierć dziecka ale oczywiście tego nie wyłapałaś
no cuz. podsumuje to tylko wymownym (-1) dla molka. tule cie mocno kochany <3<3<3
Moja mama zachowywała się podobnie, bo śmierci mojego brata. Ukrywała łzy, normalnie się mną zajmowała. Mimo wszystko, widziałam że nie jest w stanie poradzić sobie z jego śmiercią. Wydawało mi się, że pustka w oczach z jaką na mnie patrzy jest spowodowana rozczarowaniem z tego, że ja żyję a on nie. Mam już ponad 20 lat, a nadal mi smutno, że nie byłam w stanie jej pomóc. Idź do specjalisty, brakiem pracy nad sobą krzywdzisz to żyjące dziecko bardziej niż myślisz.
Bardzo dobrze sobie radzisz mimo sytuacji, w której się znalazłaś. Pamiętaj o tym i sobie nie umniejszaj. Nie jesteś pustą wydmuszką a człowiekiem pełnym tak ciężkich emocji, że wolisz już nic nie czuć. Znajdź kogoś kto z Tobą ten ból poniesie. Jeśli szukasz takiego miejsca to polecam Ośrodek Interwencji Kryzysowej - są w każdym większym mieście, pomoc jest darmowa, możesz przyjść bez umawiania się (choć przez covid może lepiej zadzwonić). Powodzenia ze wszystkim.
Dziewczyno, dałaś radę tyle czasu to i dasz dalej. Masz dziecko, dla którego jesteś wszystkim.
Poszukaj pomocy u specjalisty, nie możesz z tym zostać całkiem sama.
Nie znam słów, które byłyby tu na miejscu ale bardzo Ci współczuję. Życzę Ci by iskra życia jeszcze do Ciebie wróciła. Trzymaj się ciepło
Jestes bardzo silna. Zglos sie do psychiatry po leki, do psychologa po pomoc. Nie pozwol, by ten sqrwiel mogl dalej niszczyc ci zycie. Zaslugujesz na kogos lepszego.
Tule cie mocno...
najlepiej do ciebie od razu daj numer telefonu
Trochę jakbym czytała o sobie - ten strach - pewnego dnia jednak postanowiłam o siebie zawalczyć.
Jeśli będziesz gotowa, rozejrzyj się za neuroterapią. Wiesz... po raz pierwszy w życiu, poczułam, że mam szanse żyć normalnie. I jeżeli podejmiesz decyzję o leczeniu - zrób to dla siebie. Powodzenia - trzymam kciuki!
Neuroterapia? Na czym to polega?
Oprócz terapii behawioralnej, dodatkowo bada się poziom fal mózgowych i następnie (poprzez ćwiczenia) stara się obniżyć lub podwyższyć te fale, które są zaburzone. np. odpowiedzialne za strach, a tym samym dające sygnał do wydzielania adrenaliny.
A gdzie można się na taką terapię zapisać? Google udaje, że nie wie, o co chodzi...
Nie poddawaj się teraz, walcz. Masz jeszcze szansę na szczęście. Wyłaź z tego dołu, w którym siedzisz, masz więcej siły niż myślisz.
Piszesz do nas, więc gdzieś w środku chcesz żyć, wierzę, że znajdziesz w sobie tę moc i staniesz na nogi. Nie daj się.
moze prozmawiaj z terapelta? poszukaj kogos jako wsparcia moze sie uda znalezc dobra dusze… bardzo silna jestes…. twoje dziecko cie potrzebuje I chcialoby widziec mame szczesliwa:) dasz rade, wierze w ciebie
Nie możesz sobie pozwolić na śmierć za życia, bo masz kogoś, kto Cię potrzebuje najbardziej na świecie. Zostaw przeszłość za sobą i skup się na przyszłości, na tym by być tu i teraz dla swojego dziecka. Nie poddawaj się i poszukuj pomocy.