#8RFkj

Umieram, powoli, systematycznie, po małym kawałeczku każdego dnia. Z każdą chwilą czuję coraz większą pustkę, w nocy budzi mnie czasami strach tak silny, że nie mogę oddychać. Nie cieszą mnie już rzeczy, które kiedyś dawały mi satysfakcję. Zdaję sobie sprawę ze swojego problemu, ale przestało mi zależeć, żeby coś z tym zrobić. Mam poczucie, że przegrałam z życiem i ze samą sobą więc przyjęłam taktykę na przeczekanie-codzienna rutyna, od rana do wieczora, spać i od nowa. Z zewnątrz wszystko wygląda dobrze, w miarę poukładana, z uśmiechem i aż się czasem dziwię że naprawdę nikt nie dostrzega we mnie emocjonalnego trupa jakim od dawna jestem. Jedyne uczucie jakie mi jeszcze towarzyszy to strach, wszechogarniający, bezpodstawny, bez wyraźnej przyczyny ani kierunku-taki wewnętrzny, irracjonalny ale paraliżujący.

W życiu nie było mi łatwo, nigdy, ale zawsze uważałam się za silną osobę i jakoś to szło. W szkole byłam raczej lubiana, miałam wielu znajomych, choć nigdy żadnych przyjaciół. Za każdym razem, gdy dopuszczałam kogoś do siebie bliżej kończyło się to dla mnie bolesnym zawodem i rozczarowaniem, więc z czasem przestałam zabiegać o głębsze relacje. W domu nie było bezpiecznie, bo liczyć na wsparcie nie mogłam, a wzajemne wojny rodziców, choć miały uderzać w nich, najbardziej uderzały we mnie. Ich wygórowane oczekiwania i presja wprawdzie mnie napędzały, ale nigdy nie miałam własnego celu. Żyłam jak tresowany szczur - wykonać zadanie - dostać nagrodę.

Studia były dla mnie ucieczką z labiryntu, a nie szansą na przyszłość. W końcu spotkałam człowieka, z którym rozumiałam się bez słów. Założyłam rodzinę i myślałam, że już wszystko się w końcu ułoży. I niby było dobrze, dopóki nie pojawiły się dzieci. Pierwsze chore, start w macierzyństwo miałam koszmarny. Żeby zapewnić opiekę dziecku, zrezygnowałam z siebie, ale było warto. Drugie dziecko było chore jeszcze bardziej. Półtora roku walki zakończone porażką. Złamało mnie to, umarłam razem z córką. Kiedy zaczęłam się powoli podnosić, mój mąż uznał, że jednak lepszym wsparciem dla niego jest koleżanka z pracy. Umarłam po raz drugi. On nie widział problemu, to tylko koleżanka z pracy była, tylko rozmawiali choć rzucił mi w twarz, że ze sobą spali, by po chwili wszystkiego się wyprzeć.

Po tym już się nie podniosłam. Od roku udaję, że żyję mając nadzieje, że starsze dziecko nie zorientuje się, że mama to tylko pusta wydmuszka. Ale on wie, ja też wiem. Tyle że nie mam już siły, żeby coś z tym zrobić. Wegetuję licząc że jakoś to będzie, byle do wieczora. A że wytresowany mechanizm spełniania oczekiwań działa lepiej niż wola życia, to nikt jeszcze się nie zorientował jak pusta jestem w środku. Jedynie to moje dziecko czasem patrzy na mnie z takim smutkiem. Ja wiem, że on jeden wie, że jego mamy od dawna już nie ma...
pazienka Odpowiedz

Bardzo mi przykro, ale może udaj się do specjalisty. Nie warto umierać za życia dla jakiegoś frajera który zostawił Cię dla pierwszej lepszej. Strata dziecka bardzo boli ale masz jeszcze drugie. Wiecznym rozpaczaniem go nie wskrzesisz. Zawalcz o siebie bo upadniesz na samo dno

molek

Geniuszu - jej największym problemem i początkiem równi pochyłej to śmierć dziecka ale oczywiście tego nie wyłapałaś

pazienka

no cuz. podsumuje to tylko wymownym (-1) dla molka. tule cie mocno kochany <3<3<3

Matecznik Odpowiedz

Moja mama zachowywała się podobnie, bo śmierci mojego brata. Ukrywała łzy, normalnie się mną zajmowała. Mimo wszystko, widziałam że nie jest w stanie poradzić sobie z jego śmiercią. Wydawało mi się, że pustka w oczach z jaką na mnie patrzy jest spowodowana rozczarowaniem z tego, że ja żyję a on nie. Mam już ponad 20 lat, a nadal mi smutno, że nie byłam w stanie jej pomóc. Idź do specjalisty, brakiem pracy nad sobą krzywdzisz to żyjące dziecko bardziej niż myślisz.

owocowyczwartek Odpowiedz

Bardzo dobrze sobie radzisz mimo sytuacji, w której się znalazłaś. Pamiętaj o tym i sobie nie umniejszaj. Nie jesteś pustą wydmuszką a człowiekiem pełnym tak ciężkich emocji, że wolisz już nic nie czuć. Znajdź kogoś kto z Tobą ten ból poniesie. Jeśli szukasz takiego miejsca to polecam Ośrodek Interwencji Kryzysowej - są w każdym większym mieście, pomoc jest darmowa, możesz przyjść bez umawiania się (choć przez covid może lepiej zadzwonić). Powodzenia ze wszystkim.

Vito857 Odpowiedz

Dziewczyno, dałaś radę tyle czasu to i dasz dalej. Masz dziecko, dla którego jesteś wszystkim.
Poszukaj pomocy u specjalisty, nie możesz z tym zostać całkiem sama.

Szczypi0rek Odpowiedz

Nie znam słów, które byłyby tu na miejscu ale bardzo Ci współczuję. Życzę Ci by iskra życia jeszcze do Ciebie wróciła. Trzymaj się ciepło

bazienka Odpowiedz

Jestes bardzo silna. Zglos sie do psychiatry po leki, do psychologa po pomoc. Nie pozwol, by ten sqrwiel mogl dalej niszczyc ci zycie. Zaslugujesz na kogos lepszego.
Tule cie mocno...

Archos

najlepiej do ciebie od razu daj numer telefonu

partykula Odpowiedz

Trochę jakbym czytała o sobie - ten strach - pewnego dnia jednak postanowiłam o siebie zawalczyć.

Jeśli będziesz gotowa, rozejrzyj się za neuroterapią. Wiesz... po raz pierwszy w życiu, poczułam, że mam szanse żyć normalnie. I jeżeli podejmiesz decyzję o leczeniu - zrób to dla siebie. Powodzenia - trzymam kciuki!

JestemSalvadoremDali

Neuroterapia? Na czym to polega?

partykula

Oprócz terapii behawioralnej, dodatkowo bada się poziom fal mózgowych i następnie (poprzez ćwiczenia) stara się obniżyć lub podwyższyć te fale, które są zaburzone. np. odpowiedzialne za strach, a tym samym dające sygnał do wydzielania adrenaliny.

MalaCzerwonaKropka

A gdzie można się na taką terapię zapisać? Google udaje, że nie wie, o co chodzi...

Oretyrety Odpowiedz

Nie poddawaj się teraz, walcz. Masz jeszcze szansę na szczęście. Wyłaź z tego dołu, w którym siedzisz, masz więcej siły niż myślisz.
Piszesz do nas, więc gdzieś w środku chcesz żyć, wierzę, że znajdziesz w sobie tę moc i staniesz na nogi. Nie daj się.

parohot Odpowiedz

moze prozmawiaj z terapelta? poszukaj kogos jako wsparcia moze sie uda znalezc dobra dusze… bardzo silna jestes…. twoje dziecko cie potrzebuje I chcialoby widziec mame szczesliwa:) dasz rade, wierze w ciebie

homoopathie Odpowiedz

Nie możesz sobie pozwolić na śmierć za życia, bo masz kogoś, kto Cię potrzebuje najbardziej na świecie. Zostaw przeszłość za sobą i skup się na przyszłości, na tym by być tu i teraz dla swojego dziecka. Nie poddawaj się i poszukuj pomocy.

Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie