#9gbx5
Niedawno dowiedziała się, że jej znajoma z dziećmi też przechodzi przez taki cyrk jak my, nagle stwierdziła że jej dzieci muszą leczyć się psychiatrycznie, bo mają zniszczoną psychikę. Strasznie mnie to zabolało, bo jak my byliśmy w takiej sytuacji to nie przejmowała się tym i nic nie zrobiła, a teraz taka mądra i wszystko wie najlepiej.
Najlatwiej oceniac z boku innych. We wlasnych rodzinach najczesciej ludzie nie widza problemu.
Ty jesteś tego najlepszym przykladem.
A skad wiesz, ze mam rodzine? Przyganial kociol jak to mowia jedna wielka biedo :D
Moim zdaniem wyparła to, że potrzebujecie pomocy psychologicznej. Wnioskuję, że jesteście już dorośli, a więc w tamtych czasach było dość mocne przekonanie, że psycholog tylko dla wariatów. Nawet teraz po zaproponowaniu wizyty u psychologa słyszy się "przecież nie jestem wariatem/upośledzony/nienormalny". Więc jej dzieci nie są wariatami, ale dzieci koleżanki może już tak...
A czemu jej tego nie powiesz?
Wszyscy jesteście ofiarą tego bydlaka. Jak mocno trzeba być zastraszonym, żeby pozwolić na przemoc wobec siebie i swoich dzieci która trwa przez lata, w nadziei że stanie się cud i "ukochany" się w niepojęty sposób zmieni bo się wyszumi? Z gówna bata nie ukręcisz. Współczuję Wam wszystkim. Mieliście tylko siebie, nie odwracaj się od matki teraz bo umniejszasz tym samym winy jedynego sprawcy Waszego nieszczęścia.
Mamusia zastraszona. Ale prócz tego, że sama była ofiarą, była też dorosłą osobą odpowiedzialną za bezpieczeństwo i wychowanie własnych dzieci. Pozwalając na agresję wobec nich, jest tak samo winna jak oprawca.
Nie ma tłumaczenia - bo ja się go bałam. Nie w tym wypadku. Bałaś się, więc ze spokojem patrzyłaś na bicie bezbronnych dzieci, które sprowadziłaś na świat?
Tysiące innych kobiet w takiej sytuacji zbierają w sobie całą odwagę i uciekają przed gnojem, tułając się po różnych ośrodkach czy obcych ludziach. Bez pieniędzy, bez wsparcia, przerażone i zaszczute. Ale wiedzą, że MUSZĄ to zrobić dla swoich dzieci. Pozostałe zawsze znajdują wytłumaczenie.
I owszem. Rozumiem ich lęki, rozumiem czemu w tym tkwią. Wychowane od dziecka na ofiary, pewni bite przez własnego ojca, odtwarzają wzorce. Ale to nie umniejsza ich winom wobec istot, które mają obowiązek chronić.
Napisane jest, że fizyczna przemoc stosował wobec matki, więc dzieci nie były bite. Fajnie że masz dobre wzorce i wiesz co jest prawidłowe a co nie, ale jak ktoś jest gnojony i deptany to jego pewność siebie, a także wiara w powodzenie ucieczki spadają do zera. Gdyby było tak jak piszesz, nie byłoby na świecie przemocy rodzinnej bo wszyscy by się wynosili od agresorów albo ich wyrzucali. Ale to nie jest takie proste, jak masz trójkę czy czwórkę dzieci a mąż obiecuje poprawę. Dach nad głową i nikła nadzieja na poprawę są często więcej warte niż tułaczka. Dopiero kiedy nie masz absolutnie nic do stracenia podejmiesz się takiego kroku.
Nie wiem, czy dzieci były bite. Być może faktycznie nie. Co nie zmienia faktu, że doświadczały przemocy emocjonalnej i były świadkami przemocy wobec matki.
I owszem, wiem, co jest prawidłowe a co nie. Mimo tego, że sama mam wzorce zupełnie inne. Byłam bitym, poniżanym i zastraszanym dzieckiem. Znam ten problem aż za dobrze, i to z wielu stron.
I nie mówię, że ucieczka od sadysty jest prosta. Wręcz odwrotnie, jest potwornie trudna i kobiecie często wydaje się awykonalna.
Nie zmienia to jednak faktu, że matka na równi z ojcem jest ODPOWIEDZIALNA za bezpieczeństwo i rozwój swoich dzieci. To, że sama ma toksyczne wzorce, to, że się boi, to, że czuje się bezradna i nie ma pieniędzy na przeżycie - nadal tej odpowiedzialności z niej nie zdejmuje.
I owszem, można takim kobietom współczuć. Ja też im współczuję. I naprawdę doskonale rozumiem. Lepiej, niż by się mogło wydawać.
Ale fakt pozostaje faktem - matka jest współodpowiedzialna za to, w jakich warunkach żyje i wychowuje swoje dzieci. Godząc się na przemoc w rodzinie, jest tak samo winna nieszczęścia swoich dzieci, jak ojciec.
Tymczasem wielu ludzi mówi - nie masz prawa mieć żalu do matki. Przecież ona też była ofiarą. Otóż nie. Masz prawo i POWINIENEŚ czuć żal, gniew i ból, gdyż dorosła osoba, której obowiązkiem było cię chronić, POZWOLIŁA na twoją krzywdę. Nie spełniła swojego podstawowego obowiązku wobec ciebie. Dopiero zrozumienie tego, przeżycie w pełni a następnie wybaczenie, pozwala naprawdę uwolnić się od toksycznych wzorców. Dopóki się tego nie zrobi, nadal się tkwi w błędnym kole i tworzy toksyczne relacje, zawsze znajdując usprawiedliwienie dla ludzi, którzy nas krzywdzą.
To się nazywa hipokryzja.
Może zrozumiała, że popełniła błąd, ignorując wasze zdrowie psychiczne i nie chciała, żeby znajoma zrobiła to samo.
Często łatwiej widzieć błędy innych niż własne. Moja mama np. cały czas powtarza, że po rozwodzie jeden rodzic nie powinien mówić brzydko przy dzieciach o tym drugim. A ja całe życie słuchałam jaki to mój ojciec był głupi, nieodpowiedzialny, egoista itp. Jak jej to kiedyś powiedziałam to stwierdziła jedynie że to była inna sytuacja a ja mam nie wypominać bo mogłam nie słuchać