#2ythC

Kilka lat temu pewnego dnia grałem sobie kulturalnie, ładnie i nikomu nie wadząc w pierwszego Wiedźmina. Mam pokój na pierwszym piętrze. Gram, gram aż tu nagle ekran monitora zrobił się czarny, zerknąłem więc na listwę zasilającą. Dioda się nie paliła, więc myślę "No cóż, trudno, nie ma prądu", po czym zdjąłem słuchawki.

Sekundę po tym z parteru zabrzmiał budzący grozę wrzask wściekłego taty:
"A TERAZ, KUR**, SŁYSZYSZ?!".

#2AyQg

Pracuję z dziećmi - kocham je i myślę, że jestem stworzona do spędzania z nimi czasu. Nie umiem bez nich żyć. Sama instynkt macierzyński mam odkąd skończyłam 16 lat.

Mam narzeczonego, jesteśmy razem 8 lat, mamy dom, wspólne zobowiązania, stałe prace. Jestem młoda, ale dowiedziałam się, że jestem chora, nic groźnego, ale jeśli choroba się rozwinie, to za kilka lat mogę mieć problem z donoszeniem ciąży.


Mój facet właśnie powiedział mi, że on nie chce mieć nigdy dzieci bo to zbyt wiele utrudnień. Woli inwestować w nieruchomości, taką widzi dla nas przyszłość - starość z kilkoma mieszkaniami na wynajem i w samotności, zwłaszcza ja, bo on pracuje do późnych godzin.
Nie potrafię po tylu latach przekreślić tego wszystkiego, kocham go, ale nie potrafię też żyć bez dzieci. Moje serce rozerwało się właśnie na pół.

#ZIReZ

Studiowałem informatykę. Przez rok od ukończenia studniów nie mogłem znaleźć pracy w zawodzie. Byłem nawet w urzędzie pracy zarejestrowany jako bezrobotny. Urząd też mi nie znalazł pracy. Więc po znajomości zacząłem pracować w kancelarii adwokackiej. Niby tymczasowo aż czegoś nie znajdę. No ale tak już zostało. W październiku będzie równo 20 lat. Robota do ogarnięcia: ludzie, sądy, urzędy coś piszą, ja odpisuję, adwokat podpisuje. Wszystko jest w kodeksach.
Czy teraz mógłbym w informatyce robić? W życiu. Gdy patrzę na ogłoszenia to są tam już słowa, które nic mi nie mówią. Wymagana znajomość czegoś co nie wiesz co to nawet jest :) Z informatyki został mi tylko brak zainteresowania ludźmi, dziećmi i seksem. Bardzo przydaje się w pracy.

#VqCTI

Podkablowałem kiedyś "koleżankę", która puściła się na służbowej imprezie. Jej mąż nie był zadowolony, gdy zobaczył zdjęcie jak liże się z facetem, a ten trzyma rękę pod jej sukienką.

Może by i do tego nie doszło, ale sadziła się do każdego co miał fiuta w spodniach. W tym do kolegi, z którym grzecznie sobie piłem wódkę i rozmawialiśmy o starych karabinach. Na odmowę kolegi, który nie chciał z nią zatańczyć, zwyzywała nas od "waginosceptyków" czyli pe*ałow. I nawet wtedy by się rozeszło po kościach gdyby nie publiczne lizańsko z przypadkowym kolesiem, z którym potem poszła na pięterko.

Druga sprawa znaliśmy jej męża, przywoził i odwoził ją do pracy, buziaczek na pożegnanie, potem zawoził dzieci do szkoły. Uznaliśmy, że powinien wiedzieć.

Koleżanka w pracy pojawiła się w mocnym makijażu, była wyciszona, nawet odmawiała piątkowe wypady do baru całą ekipą. Na następnym wyjeździe służbowym się nie pojawiła.

#eYMJs

Dwa tygodnie temu urodziłam córeczkę. Śpi ona w jednym pokoju ze mną i moim mężem. Zgodnie z powszechnymi zaleceniami karmię ją piersią w dzień co 2-3 i w nocy co 3-4 godziny. Najgorsze są nocne karmienia, bo czasami naprawdę ciężko jest się zwlec z łóżka. A nasza mała to śpioch i jeszcze trzeba ją rozbudzać. 

Ostatnio opracowałam nowy system, aby właśnie na te nocne karmienia nie przechodzić do drugiego pokoju, tylko wziąć małą do siebie do łóżka i karmić na leżąco. Świetne rozwiązanie, bo dużo mniej męczące dla mnie i małej łatwiej z powrotem zasnąć.
 
Wczoraj w nocy, postępowałam więc zgodnie z powyższym planem. Półprzytomna wstałam, wzięłam małą do naszego łóżka, położyłam obok siebie, rozpięłam biustonosz i zabieram się do karmienia. Gdy wzięłam w ręce główkę małej, wydała mi się jakoś nienaturalnie duża, ale zbagatelizowałam ten fakt i zaczęłam przystawiać ją do piersi. 

Jakież było moje zdziwienie, gdy po chwili obudziło mnie szturchanie męża. Okazuje się, że wszystko było snem, a ja zamiast dziecka, próbowałam nakarmić mojego męża. Ja obudziłam się przerażona, a on mało nie pękł ze śmiechu...

#7WUR0

Mam świetną żonę.

Ładna, inteligentna, zabawna, mimo dwóch ciąż figury zazdrości jej nie jedna nastolatka, trochę sobie ćwiczy, ma dobrą pracę, którą lubi, a po pracy ma siłę na ogarnięcie dzieci, domu. Z kolei w weekendy pomaga swojej mamie oraz mojej mamie. Mimo to zawsze znajdzie czas na przeczytanie książki czy długą kąpiel w wannie z winem i ukochanym mężem. 

Czemu to pisze? Bo faceci są głupi.

Istnieje głupie przekonanie, że kobieta po ślubie się zmienia, kiedy zostaje matką momentalnie zapomina o facecie i przestaje o siebie dbać.

Wcale tak nie jest, szybko się pobraliśmy, jesteśmy małżeństwem 10 lat, mimo to kochamy się kilka razy w tygodniu, ja mogę bez problemu wyjść ze znajomymi na piwo, ona tak samo, dzieci nie zabrały nam życia. Małżeństwo nie zniszczyło relacji. U moich kumpli jest to samo.

Nie mogę słuchać jak inni mówią że "baba się zmieni, koniec wolności, po chłopie, ciąża? - Zapomnij już o seksie".

Współczuję szczerze dziewczynom, które po 7/8 lat czekają na pierścionek, a facet nie może się zdecydować.

#B28b0

Często opisujecie wasze perypetie z toksykami, facetami mocno nieporadni albo takimi, którzy są emocjonalnymi głazami.

Obecnie mam 20 lat i jestem od 5 miesięcy w związku z facetem, którego osobowość troszkę mnie dołuje, ale nie w takim sensie, że jest beznadziejny czy coś. Problem w tym, że przy nim czuję się jak nikt, patrząc obiektywnie po facetach, których znam nawet oni wypadają blado i to nie jest głos ślepego zakochania. No ale do rzeczy.

Poznałam A. rok temu przez wspólnych znajomych. Na początku nie przykuł niczym mojej uwagi, wiedziałam o nim tyle, że w wieku 25 lat zamieszkał w naszym mieście po powrocie z zagranicy i chce zostać tu na stałe. Nasi wspólni znajomi to po części trochę artyści amatorzy, a po części ludzie pracujący w zwykłej robocie lub studenci.

Z czasem dowiadywałam się od osób trzecich wiele o A. Między innymi, że żyje głownie z grania na perkusji w zespołach zarobkowych, dawania lekcji itd. No myślę fajnie, facet ma pasję i sobie z tego żyje.

Czasem spotykaliśmy się tylko we dwoje na różne spacerki, kręgle, a ja zaczęłam go coraz lepiej poznawać. Mimo, że ma to słynne 170 cm wzrostu to jest fantastycznie zbudowanym mężczyzną. Kocha sztukę, sport i motoryzacje. Opowiadał mi o jego przeszłości, pracy za granicą itd...

Nie odsłonił wszystkich swoich kart gdy byliśmy już razem, poznawałam i poznaję go do tej pory. Z czasem okazało się, że mój facet, o którym myślałam, że jest trochę jak taki Patrick Swayze, który żyje z tego co kocha i ma resztę w nosie to tak naprawdę cholernie inteligentny i uzdolniony facet. A mówiąc ściślej:
- ma praktycznie prawko na wszystko prócz autobusu (ja nie mam nawet kat.B...);

- 3 języki obce zna komunikatywnie A na jeden z nich ma ileś tam papierków(ja średnio dukam po angielsku);

- gra chyba na 6 instrumentach nie licząc perkusji i potrafił grać nawet na ulicy za pieniądze (tutaj imponował mi głównie odwagą i wrażliwością na sztukę);

- uprawia sport kilka razy w tygodniu, dobrze tańczy, w łóżku jest mi super (no i tutaj ten plus, że ja też trochę ćwiczę, ale nie jest to zbyt regularne);

- ma super samochód i motor, na którym kocham być przez niego wożona;

- ma kilka papierków na przenajrozmaitsze rzeczy, jakieś tam uprawnienia, masę hobby które rozwija (ja nic z tych rzeczy, no lubię szydełkować);

- w tym roku zaczyna studia (a ja nic..).

Przy tym wszystkim to jest to facet, który nie ma problemu żeby ze mną spędzić czas, poleżeć i się poprzytulać albo pograć na konsoli i zjeść pizzę. Ludzie na ogół go lubią i powinnam Bogu dziękować że dał mi kogoś takiego. A ja czuję się przy nim jak jakaś nieudolna wersja człowieka. Jak jakaś wersją demo. Nie zrozumcie mnie źle, rozmawiałam z nim o tym i on zawsze powtarza, że kocha mnie tak po prostu i nie muszę się tym przejmować. To ze mną jest problem czy faktycznie nie powinno się brać kogoś z półki lub dwie wyżej?

#yzh2V

Zauważyliście, że podział na matki i madki występuje też wśród właścicieli psów? Są normalni właściciele, którzy mają zdrowy i rozsądny stosunek do swojego psa, są też psie madki (i tadki), psioterroryści, którzy nie potrafią zrozumieć, że świat nie kręci się wokół ich psa i psów w ogóle. Nie potrafią zrozumieć, że nie każdy sobie życzy, by ich pies do nich podbiegał i ich obwąchiwał lub obszczekiwał. Prośbę o zabranie takiego psa traktują z pełnym politowania sapaniem i standardowym "on nie ugryzie".

Otóż nie zawsze "nie ugryzie". Gdy byłem dzieckiem, pogryzł mnie pies puszczony wolno. Bawiłem się z kolegami w chowanego, biegłem, a on nagle wybiegł z krzaków i rzucił się na mnie. Na szczęście koledzy byli w pobliżu i pomogli go odgonić, rany nie były bardzo poważne, ale długo się goiły, musiałem też przejść bolesne szczepienia. Od tej pory boję się psów. Gdy słyszę psa biegnącego za mną, przeżywam atak serca. Pies podbiegający bez smyczy i kagańca wprawia mnie w przerażenie. Od właścicieli rzadko kiedy spotyka mnie zrozumienie, najczęściej prześmiewczy grymas i głupie uwagi. Dlaczego to niby nienormalne, że pies podbiegający bez kontroli właściciela i szczekający na mnie budzi mój lęk? Dlaczego psie madki nie mogą tego zrozumieć i uszanować? Czy gdybym ja na ulicy podbiegł do nich i zaczął skakać dookoła i krzyczeć, to by się nie bali? Ja tak samo nie znam ich psów i nie wiem czego się spodziewać.

Dlaczego wiecznie od psiarzy słyszę, że powinienem sobie kupić psa? Czy każdy powinien musieć mieć psa, bo oni tak uważają? Psie madki nie mogą zrozumieć, że na świecie jest ktoś, kto nie chce psa, tak samo jak madki uważają, że każdy musi chcieć bąbelka.

W mojej okolicy są świetne tereny rekreacyjne, a ja uwielbiam biegać. Ale boję się iść biegać, bo niemal za każdym razem napotykam puszczone luźno psy. Niektóre się mną nie interesują, ale niektóre szczekają lub biegną za mną. Tak rzadko się zdarza, by właściciel odwołał po prostu psa, bez głupich uwag. To przecież takie zabawne, że dorosły facet boi się małego psa.

Anonimowe: Nie leży w mojej naturze złośliwość, ale zacząłem marzyć o tym, by prawo zostało zaostrzone i zabraniało zupełnie puszczania psa bez smyczy. Albo że biegam z gazem i pryskam tym psim madkom w twarz. Albo o jeszcze gorszych rzeczach.
Dodaj anonimowe wyznanie