Studiowałem informatykę. Przez rok od ukończenia studniów nie mogłem znaleźć pracy w zawodzie. Byłem nawet w urzędzie pracy zarejestrowany jako bezrobotny. Urząd też mi nie znalazł pracy. Więc po znajomości zacząłem pracować w kancelarii adwokackiej. Niby tymczasowo aż czegoś nie znajdę. No ale tak już zostało. W październiku będzie równo 20 lat. Robota do ogarnięcia: ludzie, sądy, urzędy coś piszą, ja odpisuję, adwokat podpisuje. Wszystko jest w kodeksach.
Czy teraz mógłbym w informatyce robić? W życiu. Gdy patrzę na ogłoszenia to są tam już słowa, które nic mi nie mówią. Wymagana znajomość czegoś co nie wiesz co to nawet jest :) Z informatyki został mi tylko brak zainteresowania ludźmi, dziećmi i seksem. Bardzo przydaje się w pracy.
Dodaj anonimowe wyznanie
Studiować coś, a znać się na czymś to dwie różne sprawy. Mam znajomego, co niby studiował fizjoterapię, ale bardziej nadaję się na oprawcę niż rehabilitanta.
Ale pisz wyraźniej, że to ludzie, dzieci się Tobą nie interesują a kobiety nie chcą uprawiać seksu :)
@badar3 Chodź do mnie do domu, pokażę ci moje nadgodziny :) Taki tekst na podryw sobie wyobrażam.
Kris: nie powiem, oryginalna fantazja.. 🤣
@Umbriel A jakaś fetyszystka odpowie - i obejrzymy mojego pita
Cóż, po 20 latach technika "troszkę" poszła do przodu. To jest branża, w której trzeba się non stop uczyć i doszkalać, bo co rusz wychodzą nowe rzeczy
Na studiach informatycznych nie naucza Cię programować. Tego trzeba się nauczyć samemu...
Ja też ukończyłam studia typowo humanistyczne, a robię w bankowości. Idzie się do pracy tam, gdzie lepiej płacą.
To w takim razie po co studia? Dla bezużytecznego papieru i zmarnowanego czasu?
@KociLis hmm, tyrać 5 lat więcej czy mniej... Doprawdy ciężki wybór.
Pracuję w zawodzie, w którym studiowałam, a i tak całego praktycznego podejścia do pracy musiałam uczyć się już w pracy. Teoria sobie, praktyka sobie. Po prawie 10 przepracowanych latach cieszę się, że nie było tych lat aż 15. Plus na każdym chyba kierunku są przedmioty-zapchajdziury, na których i tak czas się "marnuje".
Pytanie co komu potrzebne, jeśli sytuacja wymaga szybkiego usamodzielnienia się - pewnie, praca lepsza. Ale jeśli sytuacja rodzinna pozwala na jeszcze 5 lat umiarkowanej laby, to czemu kurczę nie? Zdążymy się jeszcze w życiu narobić.
@KociLis W wielu przypadkach świadczą o tym, że jesteś osobą na tyle bystrą, że będziesz w stanie odszukać wiedzę i znaleźć rozwiązania stawianych przed tobą zadań
@IHateMyLife - podobno pracować się powinno mądrze, nie ciężko. Również pracuję w zawodzie, którego się uczyłam (szkoła policealna, nie studia, nie mam dyplomu). Większości nauczyłam się już po szkole, to raczej normalne. Robotę uwielbiam, raz z niej odeszłam i nadal żałuję. Wróciłam szybciutko na stare śmieci. Ale uważam, że studiowanie, "bo papier" jest totalnie bez sensu. To już nie te czasy, kiedy magister faktycznie coś znaczył.
I nie chodzi mi o sytuacje, gdzie sytuacja czegoś wymaga, czy nie. Skoro kierunek nie gwarantuje dobrej płacy (mamy internet, jest to do wybadania), to po co iść? Ale to moja opinia.
@Kris2020
Cóż, ja do tego studiów nie potrzebowałam, wystarczy trochę pomyśleć, pokombinować, względnie zapytać kogoś o radę... I uważam, że do szukania rozwiązań nie trzeba mieć studiów.
Pomijam kierunki, gdzie studia trzeba mieć.
@KociLis Większość pracodawców woli zatrudnić do pracy "umysłowej" absolwenta studiów, bo ma jednak większe prawdopodobieństwo, że będzie potrafił pomyśleć, niż odpowiednik bez studiów.
@KociLis niestety w Polsce nadal istnieja miny na temat studiów. O ile w latach 90 studia na ogół były przepustką do lepszego życia o tyle teraz często nic nie znaczą. Ale pracodawcy czasem też nie są lepsi bo ignorują specjalistyczne kursy które czasem lepiej przygotowują (nawet do nietechnicznych prac) niż studia.
@KociLis powiem ci po co: na studiach rozwinęłam swoje umiejętności i zdobyłam wiele innych, które także się przydały w pracy. To smutne jak ludzie postrzegają studia, ze tylko dla papierka. Wtedy jeszcze myślałam, ze będę pracowała w zawodzie związanym ze studiami, niestety życie w naszym pięknym kraju zweryfikowało. Studia się przydały, poznałam nowych ludzi, przeżyłam fajne chwile i się sporo nauczyłam. Nie był to zmarnowany czas.
Kurde... a ja studiowałam dlatego, że mnie pewne sprawy cholernie interesowały, zupełnie nie po to żeby pracować w związanych z tym zawodach. I w życiu bym nie powiedziała, że zmarnowałam te lata! Jedyne co w pewnym momencie było dylematem, to możliwość zostania na uczelni i pracy naukowej, ale stwierdziłam, że aż tak nawiedzona nie jestem, żeby żyć za psie pieniądze dla samej pasji (zresztą nie jedynej). Do dziś (dwadzieścia lat później) pasjonują mnie te dziedziny i - zawodowo zajmując się innymi rzeczami (które uwielbiam) - hobbystycznie wciąż się tym jaram i czytam na tony.
Co za głupi stereotyp że informatyk jest zawsze bezdzietny, niezainteresowany relacjami itp. W wielu zawodach, gdy nie douczasz się to nie jesteś na bieżąco. Myślisz, że lekarz który zrobił dyplom 20 lat temu nie musiał się uczyć nowych rzeczy w tym czasie?
Dziewczyna? A jakie to ma wymagania? :)
O czym jest to wyznanie? Ze zmarnowales 5 lat studiow i pracujesz w innej branzy? Czegos nie doczytalam? Gdzie jest anonimowa czesc?
Kolejna purystka się znalazła. Czy to twój prywatny portal, że się czepiasz ?