#yzh2V
Otóż nie zawsze "nie ugryzie". Gdy byłem dzieckiem, pogryzł mnie pies puszczony wolno. Bawiłem się z kolegami w chowanego, biegłem, a on nagle wybiegł z krzaków i rzucił się na mnie. Na szczęście koledzy byli w pobliżu i pomogli go odgonić, rany nie były bardzo poważne, ale długo się goiły, musiałem też przejść bolesne szczepienia. Od tej pory boję się psów. Gdy słyszę psa biegnącego za mną, przeżywam atak serca. Pies podbiegający bez smyczy i kagańca wprawia mnie w przerażenie. Od właścicieli rzadko kiedy spotyka mnie zrozumienie, najczęściej prześmiewczy grymas i głupie uwagi. Dlaczego to niby nienormalne, że pies podbiegający bez kontroli właściciela i szczekający na mnie budzi mój lęk? Dlaczego psie madki nie mogą tego zrozumieć i uszanować? Czy gdybym ja na ulicy podbiegł do nich i zaczął skakać dookoła i krzyczeć, to by się nie bali? Ja tak samo nie znam ich psów i nie wiem czego się spodziewać.
Dlaczego wiecznie od psiarzy słyszę, że powinienem sobie kupić psa? Czy każdy powinien musieć mieć psa, bo oni tak uważają? Psie madki nie mogą zrozumieć, że na świecie jest ktoś, kto nie chce psa, tak samo jak madki uważają, że każdy musi chcieć bąbelka.
W mojej okolicy są świetne tereny rekreacyjne, a ja uwielbiam biegać. Ale boję się iść biegać, bo niemal za każdym razem napotykam puszczone luźno psy. Niektóre się mną nie interesują, ale niektóre szczekają lub biegną za mną. Tak rzadko się zdarza, by właściciel odwołał po prostu psa, bez głupich uwag. To przecież takie zabawne, że dorosły facet boi się małego psa.
Anonimowe: Nie leży w mojej naturze złośliwość, ale zacząłem marzyć o tym, by prawo zostało zaostrzone i zabraniało zupełnie puszczania psa bez smyczy. Albo że biegam z gazem i pryskam tym psim madkom w twarz. Albo o jeszcze gorszych rzeczach.
Uwielbiam psy, ale kiedy widzę, co niektórzy psiarze wypisują na stronach poświęconych psom, to jest masakra. Oni na poważnie piszą coś w stylu, że jeśli ich pies zajmie jedyne/ostatnie miejsce siedzące w mieszkaniu, to gość ma usiąść na podłodze. Bo to jest dom psa, a nie gościa i pies ma większe prawo do tego miejsca. Ludzie... Sama pozwalałam swojemu psu siedzieć na kanapie czy łóżku, ale dla mnie to logiczne, że jeśli zapraszam gościa, to on powinien zająć miejsce siedzące, psu się nic nie stanie, jak poleży na dywanie. Czasami pytałam takich psiarzy, po co w takim razie zapraszają do siebie znajomych, skoro zachowują się w taki sposób? Ja bym od takiej osoby zwyczajnie wyszła, gdyby mi powiedziała, żebym siedziała na podłodze, bo pies rozwalił się na całej kanapie, do której ma większe prawo, niż ja. Niektórzy w ogóle nie biorą pod uwagę tego, że nie każdy lubi psy, że niektórzy się ich boją lub mają alergię, chcieliby z psami wchodzić dosłownie wszędzie. Ile razy widziałam oburzenie w sklepie, bo ekspedientka poprosiła takiego psiarza o wyprowadzenie psa. Ile razy widziałam płaczące dziecko, bo bało się psa puszczonego luzem, uciekało, rodzic prosił o zabranie psa, ale przecież „on nie gryzie, chce się tylko przywitać”. Super, ale nie każdy chce się przywitać z psem.
Sama prawda. Od lat mam psy, nie najłatwiejszych ras. Ale gdyby któryś, bez pozwolenia podbiegł do kogoś, lub czyjegoś psa, zapadłabym się pod ziemię ze wstydu. Szanuję to, że ktoś może się ich bać, nie lubić, nie chcieć. Jeżeli z daleka widzę, że ktoś ma obawy, skracam smycz, pokazuję, że mam psa pod kontrolą, nawet kiedy wiem, że i bez smyczy by nie poszedł. Tak samo nie toleruję fafików podbiegających do nas (najczęściej ze szczekaniem), niestety ich właścicieli opieprzać można bez końca, są niewyuczalni. Niektórzy nawet mają gdzieś ostrzegawcze "proszę zabrać psa, bo mój pogryzie", ale to póki co działa najlepiej (moje psy to "bojówki", więc potrafią się zaprezentować).
Co mogę poradzić - gaz pieprzowy i nie cykaj się. Działa na psy. Może tak poczujesz się bezpieczniej, a psie madki i tadki zaczną bardziej pilnować swojego "przychówku".
Lubię psy, lubię koty, lubię wszelkie zwierzaki, ale do diabła żyjemy wśród ludzi i mamy obowiązek kontrolować swoje zwierzęta na tyle, by innym nie wchodziły w drogę. Bez względu na to czy ktoś się boi, czy zwyczajnie sobie tego nie życzy, ma do tego prawo.
Mój pies nie lubił innych psów (z dwoma wyjątkami). Zawsze trzymałam go na smyczy i pamiętam, że czasem podbiegł do nas inny pies. Mój się od razu denerwował, zaczynał warczeć, pokazywać zęby, był wyraźnie zdenerwowany. Prosiłam właściciela, żeby zabrał swojego pupila i często słyszałam „ale on nie gryzie, chce się tylko przywitać”. Ale mój nie chce, co wyraźnie pokazuje. Wiele razy byłam zmuszona wziąć swojego na ręce (na szczęście duży nie był, terrier) i odejść, bo inaczej się nie dało.
StaryTapczan, dokładnie. Raz miałam na dt staruszkę w typie ast, również mało towarzyską. Sytuacja podobna, coś szczekającego podbiegło, a że suczysko serce miało już nietęgie, złapałam ją na ręce i tak stałam, chociaż ważyła prawie 30kg.
Moj nauczyl sie takiego "triku". Jak podbiega pies (suki kocha kazdej rasy i wielkosci) i mowie, wlascicielce, zeby zawolala/zabrala dziada. To luzuje smycz, i on wtedy tak "skacze" (w miejscu) i glosno szczeka, raz lub dwa. Pies ucieka, madka wystraszona, cos tam gada. I wtedy zawsze mowie spokojnie " Mowilam i prosiłam?" Ja sie nimi nie przejmuje, psa /czlowieka bez komendy nie pogryzie, ale teraz przynajmnie fafiki spierdzielaja przed nim i nie podchodzą.
A mój jest mały, straumatyzowany, dzieci obce toleruje, ale raczej do pewnego momentu, więc lepiej nie sprawdzać. I też trzeba sobie radzić, przecież sześciokilowe chucherko nie będzie wyglądało tak groźnie, jak psy bezy. U nas to wygląda tak:
[Ktoś] - Można pogłaskać?
[Ja] - Nie. /tu spotykam się ze spojrzeniami pełnymi wyrzutów i ostracyzmu. Często następuje próba negocjacji/
[K] - Alee dlaczego, przecież jest taki malutki, a dlaczego nie można? /nerwowo zaczynam się drapać po ręce/
[J] - No dobrze, można.
[K] idzie w kierunku psa.
[J] - Chociaż proszę uważać, niedawno mi wszy złapała. /nerwowy uśmiech/
I wtedy [K] też się uśmiecha i oddala. Można dyskutować. Oczywiście. Ale jestem zmęczona powtarzaniem czegoś po raz n-ty. Chociaż i tak rzadko powtarzam, mój szczur jest mało atrakcyjny - mały, czarny i z krótką sierścią.
@StaryTapczan Jak miałem psa, to na spacerach na smyczy, zawsze pytałem właściciela nieznanego psa, czy mogą się obwąchać. Kompletny brak kultury podprowadzać psa bez pytania. Drugi może być agresywny lub bojaźliwy, chory, suka może mieć cieczkę itp.
Albo sytuacje, kiedy idziesz sobie spokojnie z psem i jakiś mało myślący człowiek powie swojemu dzieciakowi:,, Patrz piesek", a to małe szczurowate biegnie pod łapy twojemu psu jak gdyby nigdy nic.
Pamiętam jak kiedyś byłam w domu u pewnego małżeństwa. Mieli psa, małego kundla. Pies był towarzyski, aż za bardzo. Całe spotkanie musiałam go spychać ze siebie, nie miałam ochoty na jego lizanie po twarzy. Małżeństwo zero reakcji, nawet na moje uwagi, tylko radość "piesek panią lubi" 🤦 Niestety byłam tam w celach zawodowych i wyjść nie mogłam.
Tak bardzo Cię rozumiem autorze. Też mnie kiedyś zaatakował pies i po dziś dzień się ich boje. Natomiast dam Ci dobrą radę. Weź ten cholerny gaz i idź biegać. Jak pies podbiegnie, to użyj go. Zobaczysz jak szybko psie madki nauczą się używać smyczy. Sprawdzone w praktyce.
Dokładnie. I z buta w pysk.
Już nawet pomijając ludzi, którzy boją się psów - bo wiemy, że to nie przemawia do takich osób, puszczanie psa luzem jest cholernie niebezpieczne dla psa, ale jakoś ich to nie rusza.
Gazem pieprzowym możesz potraktować psa który na Ciebie biegnie, później taką właścicielkę a na końcu wezwać policję do agresywnego psa i właściciela ;)
Nie przejmuj się, niektórych trzeba nauczyć pokory.
Znając te osiedlowe plotkary wystarczy jedna - dwie takie misje. Później spokój, sława rozejdzie się sama. Chociaż znając ten mechanizm zrobią z autora mordercę psów, kryminalistę i Bóg wie co. Ale będzie spokój, barany będą trzymać się w stadzie.
Gaz pieprzowy sobie zakup, zawsze się może przydać.
Mam psa 12 lat i wiem, że chociaż na co dzień omija ludzi i inne psy to może mu coś się w łeb wkręcić i pogoni. A i do niego lubią podbiec psy bez smyczy i już dwa-trzy razy źle to się mogło skończyć.
Nie znoszę psów. Hałaśliwe, namolne, często śmierdzą i brudzą. Nigdy nie zgodziłabym się na takie stworzenie w domu. Nie wyobrażam sobie że jakiś kundel na mnie skacze itp a właściciel mówi że nie gryzie. Kij mnie obchodzi czy gryzie, nie życzę sobie naruszania mojej przestrzeni.
Kiedyś do mojego psa podeszła taka mamuśka z dzieckiem. Pies raczej z tych obronnych, za dziećmi też nie przepadał. Dzieciak biegnie do psa - piesio piesio,
jego matka pyta czy pies nie gryzie, odpowiadam - a młody nie gryzie?
- a można pogłaskać? Ja zezwalam, pies nie.
Glupia rozmowa. Mowi krótko " Nie nie mozesz bo nie lubi obcych"
To celowo. Głupie odpowiedzi na głupie pytania.
"Czy można pogłaskać" jest głupim pytaniem? Jak dla mnie fajnie ,że się spytała, a nie pozwoliła dziecku od razu pchać łap na psa.
Właździdziele.