#URkcD
Pewnego ranka w czasie śniadania zadzwonił pan Stanisław. To był pacjent leżący, rozumiejący, co się do niego mówiło, ale sam potrafił wypowiedzieć pojedyncze słowa i miał wadę wymowy, przez co trudno się z nim rozmawiało. Bardzo się irytował, kiedy go nie rozumieliśmy.
– Kawkę – powiedział, kiedy podeszłam.
Podsunęłam kubek z kawą zbożową, żeby w był w jego zasięgu.
– Kawkę – powtórzył pacjent.
– Dziś kawka, nie herbata – potwierdziłam.
– Kawkę – powtórzył pacjent już zirytowany.
Uznałam, że chce prawdziwą kawę i zaproponowałam, że jeżeli ma, to mu ją zrobię. Ani drgnął.
– Kawkę – powtórzył za złością.
Pomyślałam, że nie ma przy sobie, więc kupię mu w automacie. Nie pamiętałam cen, więc zaproponowałam, że odda mi później.
– Kawkę, kawkę, kawkę! – wykrzyczał pan Stanisław, był już naprawdę wkurzony.
Zaczęłam dopytywać, czy chce z mlekiem i cukrem, a w międzyczasie weszła pielęgniarka. Spojrzała na mnie z politowaniem.
– Pan chce kaczkę... – mruknęła.
Podobna sytuacja zdarzyła się też na ćwiczeniach praktycznych na studiach. Drugie zajęcia , do studentki podchodzi asystent i pyta:
- Gdzie jest pani Fafka? Studentkę zamurowało bo nie wie o co chodzi , nie zna też nikogo o tym nazwisku a asystent powtarza pytanie i patrzy ze zdziwieniem że nie potrafi odpowiedzieć. Sytuacja coraz bardziej napięta aż wreszcie asystent zapytał co z tym zamkiem. I wtedy studentkę olśniło. Na pierwszych zajęciach zgłosiła że ma popsuty zamek w szafce. Bo to nie miała być żadna Fafka tylko SZAFKA.