#pjOYL
Akurat ten rodzaj ciasta przypomina mi o etapie życia, który był wyjątkowo bolesny.
Dobra, do rzeczy.
Byłam w związku na odległość. Widywaliśmy się nieczęsto. Że był egoistyczną i kłamliwą świnią to wiem teraz, wówczas jakoś zawsze było wytłumaczenie niefajnych zachowań, a rozłąki wymazywały złe chwile.
Tak ustawiłam swoje sprawy, aby wziąć udział w projekcie koło jego miasta. Wiedziałam, że się przeprowadza i obecnie tuła po rodzinie, ale jakoś naiwnie oczekiwałam, że ogarnie mi nocleg na te trzy dni (w Polsce dogadywałam się często ze znajomymi albo załatwiałam nam nocleg). Oświadczył, że załatwił mi po znajomości nocleg. I mam mu dać połowę sumy, ileś euro, jak przyjadę. Trochę mnie to zbiło z tropu, ale OK (okazało się potem, że dałam całą sumę). Ulokował mnie w bed&breakfast na totalnym zadupiu. Ale OK.
Podczas dwóch dni projektu (na którym miałam dwa posiłki i transport do b&b) nie miał w ogóle czasu, a podczas trzeciego dnia, który zostawiłam ekstra dla nas, byłam kompletnie zależna od niego - b&b leżał na pustkowiu, zero sklepu, knajpy czy autobusu.
Dodam, że wiedział, iż nie byłam w sklepie. Mieliśmy tego dnia zjeść razem śniadanie, sam wspomniał, że koło mnie nie kupię nic.
Wielokrotnie widział, że nie jem dużo. Zawsze też zapominał, że mam alergię na mleko, nie jem mięsa i że nie jem słodkiego, bo koszmarnie nie cierpię czekolad, cukierków, a w szczególności ciast.
Tego trzeciego dnia wysłał SMS-a, że coś mu wypadło. Siedziałam sama i głodna, zbyt zaryczana, by napisać cokolwiek. Około 13 napisał, że zapomniał, że poprosił wczoraj kolegę właściciela, by zostawił mi coś w szafce nad zmywarką. Pobiegłam do kuchni, a w tej szafce była właśnie wielkanocna babka.
To był chyba moment, kiedy we mnie coś pękło. Zaryczana szłam 6 km do stacji po jakąś kanapkę, kolejne 6 km wracając i uświadamiając sobie, jak bardzo w dupie ma mnie mój facet. Zawsze starałam się mu dogadzać, sprawiać, że nasze spotkania będą wyjątkowe. Za to on przyrządzał mi kawę z mlekiem, po kilku żartobliwych przypomnieniach dałam sobie spokój, w końcu jest roztrzepany i zapomina. Zjadłam nawet raz makaron z mięsem, no bo "dla mnie przecież to wziął".
Żałosne.
Następnego dnia rano miał mnie odwieźć na lotnisko. Przyjechał zdziwiony, że nie odpisuję na SMS-y i rzucił, że wie, że mało jem, to chyba nie byłam zbyt głodna. Bez słowa podałam mu zapakowaną babkę.
Rzucił ją do bagażnika, klnąc, że kupił ją specjalnie dla mnie. Odparłam, że nigdy nie lubiłam ciast i wsiadłam do auta. Wtedy już leciały mi łzy. On wzburzony wsiadł i zaczął gadać paskudne rzeczy, aż pod lotniskiem zobaczył moją twarz. Zatkało go, potem próbował mnie udobruchać. Zabrałam bagaże, podziękowałam mu i wiedziałam, ż
Jak już dodajecie stare wyznanie, to niech ono będzie przynajmniej w całości.
Dobra.
Piszemy zakończenie 😉
"Zabrałam bagaże, podziękowałam mu i wiedziałam, że...
..... to jajko, zmieszane ze śmietanką 18%, które cichcem wylałam w jego bagażniku, za parę dni zacznie śmierdzieć tak okrutnie, iż facet będzie musiał prać cały samochód (jeśli w ogóle znajdzie źródło smrodu, bo zrobiłam to dość sprytnie). Cóż, może w końcu zapamięta, że mam alergię na mleko."
" Zabrałam bagaże, podziękowałam mu i wiedziałam, że.....
..... już nigdy więcej go nie zobaczę. Nie mogłam jednak pozwolić na to, aby zbyt szybko o mnie zapomniał.
On zdecydowanie nie wiedział, co mogę zrobić z oprogramowaniem jego elektryka. Sądzę, że w ogóle nie wiedział, iż możliwe jest zdalne wyłączenie napędu - a dla mnie nie było żadnym problemem uzyskanie dostępu do wewnętrznej sieci CAN pojazdu.
Tak więc... Bon voyage, kochaniutki :)"
Kto da więcej? 🤔
Z jakiego kraju ten kochaniutki?
Z Kataru.