#7XK0d
Z dziećmi męża widuję się rzadko. Mimo starań z mojej strony, prezentów, uśmiechów, serdeczności, raczej za mną nie przepadają. Ja natomiast nie przepadam za byłą żoną męża i dlatego na spotkania z dziećmi mąż jeździ sam. Na początku jeździł 2 razy w tygodniu, teraz mam wrażenie, że więcej czasu spędza z nimi niż ze mną.
Praktycznie codziennie mąż dostaje telefony od dzieci albo byłej żony: "tato, przyjedź", bo albo "trzeba dzieci gdzieś zawieść", albo "musisz mi pomóc z matmy, bo mama nie umie wytłumaczyć", albo "może pójdziemy do kina".
Niestety jego była żona niczego nie ułatwia. Też sobie kogoś znalazła i mam wrażenie, że poza tym, że dzieci mieszkają z nią, wszystko zwaliła na męża. Bo on rano zawozi je do szkoły, odbiera za szkoły, a popołudniami i tak do nich jedzie. Na wywiadówki on, na wycieczki szkolne on, na zakupy z dziećmi też on. Kiedyś usłyszał od byłej żony, że skoro on ułożył sobie życie, ona też może i niech się nie wykręca od odpowiedzialności. Nie wykręca się, opisałam wyżej jak to wygląda i przecież płaci co miesiąc alimenty.
Kocham mojego męża, to cudowny człowiek. Wiem, że on też mnie kocha. Zawsze gdy mamy wieczór dla siebie stara mi się wszystko wynagrodzić... a ja staram się wszystko rozumieć i nie utrudniać pretensjami i żalami, ale mnie i męża zaczyna to już trochę męczyć... Przed chwilą mąż dostał telefon, tym razem od byłej żony, że "dzieci trzeba zawieźć do kolegi" (dodam, że ona również ma prawo jazdy). Stwierdził, że pojedzie i rozmówi się z byłą, bo tak dalej być nie może... Mam nadzieję, że się uda, bo kocham męża i nie chcę, by musiał wybierać miedzy mną a dziećmi. Mi zresztą z tą sytuacją również jest coraz ciężej. Trzymajcie kciuki.
Niech dzieci zamieszkają z wami skoro i tak on się nimi zajmuje
Jest ojcem, a dzieciaki mają naprawdę sporo szczęścia, że mogą na niego zawsze liczyć. Pomyśl, jak wyglądałoby Wasze życie gdyby one mieszkały z Wami. Też pomagałby im w pracach domowych, też odbierałby je ze szkoły, też jeździłby z nimi na wycieczki. Taka rola ojca. Wzięłaś sobie faceta z taką rolą i albo to zaakceptujesz albo nie. Ojciec to nie tylko alimenty i okazyjne odwiedziny. Czy jego aktualna partnerka robi Wam na złość czy nie, to Twój mąż póki co wypełnia swoją rolę wręcz wzorcowo.
W ostateczności wnieście do sądu o ustalenie kontaktów albo opiekę naprzemienną, czy też po prostu dzieciaki niech zamieszkają z Wami, jeśli uznacie to za lepszą opcję.
Ale wtedy to ona musiałaby płacić alimenty.
To zupełnie co innego - gdyby dzieci mieszkały z nimi, tworzyliby rodzinę. Wspólnie jeździli na wycieczki, przywiązywałyby się do niej, czas, poświęcony dzieciom przez nią albo jej męża w przyszłości byłby wynagrodzony więzią z tymi dziećmi. W obecnej sytuacji ona czuje się jak piąte koło u wozu, jakby funkcjonowała obok rodziny stanowiącej całość. Siedzi sama w domu. Ona daje mu cały swój czas, całą siebie, a on jej daje 10 %. Z jakiego magicznego powodu niektórzy uważają, że w takiej sytuacji bezdzietna partnerka/partner musi wszystko akceptować albo odejść? To osoba, która ma dzieci powinna robić wszystko, żeby partner/partnerka nie odczuł/a za bardzo, że nie może dać z siebie 100%. To jej/jego odpowiedzialność tak to poukładać, żeby obie rodziny czuły się dobrze.
Czyli wina faceta tak czy inaczej :)
Tylko wiesz, że alimenty to wyrównanie kosztów utrzymania, a nie ekwiwalent za nieobecność? Jest ojcem i nadal ma obowiązki rodzicielskie. Super, że je wypełnia. I tak, większość ojców po rozwodzie tego nie robi i myśli, że alimenty to opłata dla matko-niani, a oni mogą wpaść cali na biało w charakterze wujka raz na jakiś czas. Ale to oni są problemem, bo to powinno wyglądać wlasnie tak, jak u Twojego męża - oboje rodzice są zaangażowani w codzienne życie dzieci i współpracują tak, żeby dzieci jak najmniej odczuły rozwód. Była żona z pewnością wozi je nie mniejszą ilość razy, zostaje z nimi, gdy są chorzy i ma cały grafik życia dopasowany do grafików dzieci.
Chyba miałaś nadzieję, że mąż będzie klasycznym alimenciarzem. Tylko o co masz żal, o to że okazał się porządnym człowiekiem, który wziął odpowiedzialność za swoje dzieci? Gdybyś to Ty byla jego ex, uważałabyś to za oczywiste, ale że jesteś w innej roli, to już Cie to uwiera?
Dzieci wymagają uwagi wiele razy w ciągu dnia i mają od tego oboje rodziców. To nie tak, że on wpadnie do nich dwa razy na tydzień, a poza tym jest cały Twój.
W alimenty często wlicza się udział matki jako większy udział w wychowaniu, uwzględniając, że tata staje się niejako rodzicem weekendowym. Wówczas wyższy jest udział finansowy ojca, bo sąd uwzględnia, że nie poświęci dzieciom tyle czasu ile matka, więc choć finansowo powinien udzielać się bardziej niż matka.
Jak ojciec i tak tyle czasu poświęca dzieciom, to ja doradzam opiekę naprzemienną. Niech podzielą się opieką i zrezygnują z alimentów. Wtedy dzieci będą mieć i jednego i drugiego rodzica, a równocześnie nowa żona nie będzie pokrzywdzona, że męża widuje dwa razy w tygodniu.
@Furuya, nie wiedziałam tego, dziękuję za wyjaśnienie. Mimo wszystko matka, z którą mieszkają dzieci nadal ma nieporównywalnie więcej obowiązków - to ona przygotowuje posiłki, młodsze dzieci kąpie i usypia, starszym pomaga w różnych tematach, ogrania całą dynamikę dnia i obsługę większości potrzeb dzieci. Nie może sobie swobodnie wyjść nigdzie, czy spontanicznie wyjechać na kilka dni bez zapewnienia im opieki itd. Autorce z perspektywy osoby z boku wydaje się, że podwiezienie gdzieś i pomoc w pracy domowej co jakiś czas to dużo, a to kropla w morzu codziennych obowiązków. A tata po rozwodzie jest mniej dostępny logistycznie, ale nie staje się wujkiem. Nadal jest tatą.
Owszem, opieka naprzemienna byłaby dobrym rozwiązaniem, tylko wtedy autorka otworzyłaby oczy na to, jak zapiernicza się przy dwójce dzieci i dopiero byłby płacz, że w ogóle straciła męża na czas, kiedy dzieci są u nich. Z wpisu wygląda, jakby chciała, żeby on je odwiedzał 2x w tygodniu na dwie godzinki, a poza tym może ew. odpisał na SMS / pogadał przez telefon, ale był dostępny dla niej, jakby tych dzieci nie miał.
Dlatego nie bierze się na faceta z dziećmi, kobiety z dziećmi.
O ile nie jest bardzo brzydka i gruba, to uciekaj od niego
Dobrze że Ty jestes taki wspaniały, o wielki mitomanie.
Lepiej wziąć grubego niż z dziećmi. ;)