#0C9PA

To działo się na początku kwarantanny. Wiadomo – każdy dopiero zapoznawał się z obecną sytuacją i niektórzy (w tym ja) uczyli się dopiero poprawnie korzystać z aplikacji typu Skype czy Zoom. Szczególnie z tej drugiej aplikacji, bo nigdy wcześniej o niej nie słyszałam.

Podczas rozmowy przez aplikację Zoom zaczął szwankować mi internet. I w tym momencie szukałam opcji wyłączenie kamerki. Ale  że za pierwszym razem nie zadziałało, to postanowiłam klikać, ile się da, aż się wyłączy. Udało mi się (tak myślałam), więc jako że zaczęła się lekcja polskiego (z którego byłam bardzo dobra, więc stwierdziłam, że nie będę uczestniczyć w lekcji), postanowiłam ogarnąć się – umyć twarz, przebrać się itp. Maluję się, zdejmuję koszulkę i ubieram się w coś na wyjście. Jednak widzę, że dostałam okresu. Całe majtki zaplamione, więc je ściągam i idę w samej koszulce do łazienki. W tym czasie słyszę śmiechy, ale myślę, że pewnie ktoś coś głupiego powiedział.

Wracam z łazienki i widzę swoje odbicie na ekranie... Jak się później okazało, kamerka cały czas była włączona.

#KzJ0R

Mieszkam na małym, „rodzinnym” osiedlu w środku miasta. Większość sąsiadów to starsi ludzie, druga część to młode małżeństwa. Jak to wspólnota, staruszki dbają o trawnik, krzaczki, kwiatki, ławeczki itd. Wszędzie porozstawiane są tabliczki z czarnym rysunkiem psa przekreślonym czerwoną, grubą krechą. Bo niby trawa żółknie od psich szczoszków.

Wiadomo, jak młode małżeństwa, to pojawiło się mnóstwo dzieci w przekroju 2-5 lat. I wszystkie, ale to wszystkie boją się psów. A są tylko trzy w jednej klatce. Moja suczka jest młoda, bardzo grzeczna, przyjazna i potulna. Taka pieszczocha kanapowa. Jest jeszcze łagodny staruszek terrier i buldog francuski. Oba również ułożone i kochane.
Mój pies jest młody. Ma 10 miesięcy. I jak te dzieci podbiegają w dzikiej kakofonii, machając łapami, to pies się boi. Czasem szczeknie ze strachu. Ona się tych dzieciaków bardziej boi niż same te dzieci jej. Wszystkie drą japę i panikują, a rodzice? „Zabierz psa, zabierz psa”. O ile starsi sąsiedzi bardzo lubią nasze psy, a zwłaszcza moją suczkę, tak rodzice są przeokropni. Ja widzę, że te dzieci chcą się pobawić czy pogłaskać, ale jak są szczute znakami i totalnie nieuczone jak obchodzić się ze zwierzęciem, to nie dziwię się, że uciekają z piskiem i płaczą.
Nie wymyślam, to jest paniczny ryk i ucieczka.

Ja się pytam, od kiedy i od czego ci ludzie tak podurnieli? Od pieniędzy? Do żadnej tragedii nie dojdzie, chyba że ze strony tego szczutego dziecka. A potem słyszy się, że młodzi ludzie skrzywdzili jakiegoś zwierzaka, bo nie wiedzą, jak o niego dbać.

#haXsR

Jestem w długim związku, prawie 6 lat. Jesteśmy z chłopakiem szczęśliwi. Czasem zdarzają się kłótnie, ale to chyba normalne. Wszystko wydawałoby się git. Ale jest też mój hmm... kolega? Znamy się od piaskownicy. Nie utrzymujemy zbytnio kontaktu. Dlaczego? Nie wiem, chyba boimy się zmarnować nasze wygodne życie. Kiedyś próbowaliśmy nawet razem być, ale nie pykło i nasze drogi się rozeszły, ja w swoją, on w swoją. Poznałam obecnego chłopaka, on obecną dziewczynę. Wszystko niby super, ale nie do końca. Za każdym razem, kiedy do mnie napisze, mam mętlik w głowie, mam ochotę zatrzymać czas w moim dotychczasowym życiu i na chwilę przenieść się do innego wymiaru, gdzie możemy być blisko siebie tylko sami. Siedzę jak ta głupia i czekam na wiadomość, a gdy ją dostanę, twarz mi się śmieje. Doskonale wiem, że on ma to samo. Za każdym razem mówi, że nie zna drugiej takiej, z którą by się tak dogadywał. Że wyobraża sobie, co by ze mną robił. Że nadal o nas myśli, dlaczego nie wyszło. Kiedyś, gdy dłuższy czas mieliśmy kontakt (rozmawiamy tylko przez telefon, raczej sam na sam się nie widujemy, bo wiemy oboje, że skończyłoby się w łóżku), wyznał, że dla mnie może rzucić dziewczynę, skończyło się na zakończeniu kontaktu na dłuuugi czas.
Dlaczego nie jesteśmy razem? Bo wiemy oboje, że nasz związek by nie wypalił, ot, takie przeczucie. Oboje mamy wygodne, ułożone życie. Wbrew wszystkiemu kocham swojego chłopaka, on jest szczęśliwy ze swoją dziewczyną, ale gdy znów mamy kontakt, życie i myśli nagle do góry nogami. Nigdy nie zdradziłam swojego chłopaka, on też nie zdradza dziewczyny. Ale wiemy, że sam na sam rzucilibyśmy naszą moralność i zdrowy rozsadek w kąt. Czasem nawet zastanawiam się, czy nie spróbować i nie zrobić z tego słodkiej tajemnicy, ale wtedy wraca rozsądek i odzywa się miłość do obecnego chłopaka. Czasem nie wiem, czy po prostu mamy ochotę się przespać, czy jednak coś innego nas ciągnie do siebie.

Morału nie ma, zakończenia też, historia ciągle zatacza koło.

#szDru

Jestem w 35 tygodniu ciąży i odliczam, aż będę mogła powitać swojego Bąbla na świecie. Tak się składa, że moja bliska znajoma również, jednak ona jest w troszkę wcześniejszej ciąży. Twierdzę, że małemu człowiekowi wcale do szczęścia potrzeby nie jest super drogi wózek czy śpiochy, z których zaraz wyrośnie. Owszem, kompletując wyprawkę, zadbałam o to, aby maleństwo miało fajne jakościowo rzeczy, ale nie popadałam w żaden zakupowy szał. 

Rzecz, która mnie przeraziła, miała miejsce na tzn. „Baby Shower” mojej znajomej, która to zaczęła mi ubliżać, bo postawiłam na prezent praktyczny, a przecież jej malutka księżniczka MUSI mieć od małego biżuterię, wygodny wózek za 10 tysięcy i koniecznie śliniak od Gucciego. A ja dla przyszłej córeczki mojej przyjaciółki kupiłam otulacz i zestaw kart kontrastowych dla niemowląt...

Wiadomo – kobieta w ciąży, hormony buzują, ale czy nie jest przesadą branie pożyczki na wózek czy inne gadżety? Zastanawiam się, dokąd ten świat zmierza, bo jako jedyna byłam off The top i nie znałam nowych trendów z Instagrama. Czy naprawdę trzeba udawać i być tak sztucznym? A przecież jeszcze niedawno tak wspaniałe się z nią dogadywałam...

#zVMnH

Jeszcze rok temu byłam wojującą przeciwniczką aborcji. Jeśli kiedykolwiek widzieliście protesty pod szpitalami albo czytaliście dość obraźliwe komentarze na temat kobiet po aborcji, to może mieliście wtedy do czynienia ze mną. Miałam naprawdę skrajne poglądy, dodatkowo podsycane przez środowisko antyaborcyjne, z którego aż kipiało nienawiścią do kobiet po tym zabiegu. Ode mnie tak samo. Pamiętam, jak zwyzywałam przyjaciółkę po tym, gdy mi zaufała i wyznała, że kiedyś przerwała ciążę. 
Dziś jest mi strasznie wstyd za to, jaka byłam. Żebym zrozumiała jak bardzo moje poglądy są krzywdzące, musiałam sama doświadczyć niechcianej ciąży w najgorszym możliwym momencie. Pół roku temu zaczęłam bardzo chorować, musiałam odejść z pracy i przerwać studia. Pieniędzy brakowało, wiec musiałam zamieszkać w wynajmowanym pokoju, w bardzo średnich warunkach. Życie mi się wtedy zawaliło, wszystko szło nie tak, byłam wycieńczona, załamana i ledwo starczało mi na chleb, bo byłam w stanie łapać tylko dorywcze, chwilowe prace, gdy moje problemy ze zdrowiem chwilowo odpuszczały. Na domiar złego zostawił mnie partner – po sześciu latach związku odszedł do innej. Strasznie źle to przeżyłam, cierpiałam jak jeszcze nigdy. Po tygodniu od rozstania okazało się, że jestem w ciąży z byłym partnerem. To był szok (miałam wtedy założoną spiralę), rozpacz, panika i wręcz agonia. Pierwsze, co zrobiłam, to poinformowałam byłego. Stwierdził: „To twój problem, ja dziecka nie chcę, mogę ci tylko płacić alimenty”. Jeszcze bardziej mnie to dobiło. Wiedziałam, że w moim życiu nie ma teraz miejsca na dziecko, nie ma nawet miejsca na ciążę. Podświadomie wiedziałam, że muszę usunąć, choć przez chwilę próbowałam od siebie odsuwać tę myśl. Jednak nie było szans, abym zatrzymała dziecko. Koszt tej decyzji był za duży, zrujnowałabym swoje życie już do reszty. Poza tym nie czułam miłości do dziecka. Zawsze myślałam, że każda kobieta w ciąży to czuje i tylko psychopatki nie mają takich uczuć, wiec usuwają. I tutaj w końcu mogłam się skonfrontować z tym, jak wyglądały moje poglądy w praktyce. Okazały się skrajnie błędne, bo nie dość, że nie czułam miłości, to z dnia na dzień zaczynałam odczuwać nienawiść. I przyznam się, że to była nienawiść jak do najgorszego wroga, mimo że to było tylko niewinne dziecko.
Po przepłakanym tygodniu byłam już przekonana, że ciążę usunę. Pożyczyłam od znajomej pieniądze, aby zamówić leki przez internet. Okres oczekiwania na nie był chyba najgorszy. Miałam straszny mętlik w głowie. Z jednej strony wiedziałam, że muszę to zrobić i chcę, a z drugiej odzywały się myśli, że to przecież złe. Jednak jeszcze gorsze byłoby zatrzymanie dziecka. Wzięłam tabletki, był to bardzo bolesny zabieg. Jak obfita miesiączka, ale sto razy bardziej bolesna. Spodziewałam się, że zjedzą mnie wyrzuty sumienia, jednak po zabiegu ku mojemu zdziwieniu poczułam ogromną ulgę. Do dziś nie żałuję, że to zrobiłam. Minęło pół roku, a ja powoli układam sobie życie. I wiem, że jestem straszną hipokrytką.

#eZdDD

Mam trzydziestoletniego syna, który po skończeniu liceum nie chciał iść na studia, tylko stwierdził, że idzie do pracy. Tylko że pracował jakieś dwa miesiące, a później a to szef wyzyskiwacz, a to płacą grosze... i tak przesiedział ponad dziesięć lat na mojej kanapie, nie dokładając się nic do domowego budżetu i mając tylko wymagania. 
Gdy dziś przyszłam do domu z pracy po wyjątkowo ciężkim dniu, to jak zwykle on na kanapie, zlew pełen naczyń i nawet po chleb nie poszedł do sklepu. Nie wytrzymałam i wyrzuciłam go z domu. A teraz moja mama i reszta rodziny wydzwania do mnie, że jestem wyrodną matką... A ja mam już dość. I choć strasznie mi go żal i martwię się, co teraz z nim będzie, to boję się, że się złamię. Serce chce jego powrotu, a głowa mówi, że dalej tak być nie mogło.

#VVcmy

Mam dzieci. W tym bliźniaki. A że bliźniaki były wcześniakami, to różnica wiekowa od starszego dziecka jest bardzo mała.
Jak każdy rodzic wie, przychodzi ten czas, że trzeba wyjść z pieluch. Najstarsze już chodziło, a bliźniaki raczkowały. Zaczęliśmy uczyć najstarsze używać nocnika. Na początek ustaliliśmy, że w domu będzie bez pieluchy, więc jak tylko zauważymy, że ma zamiar coś zrobić, to lecimy z nocnikiem.

Pewnego dnia gadaliśmy o czymś w kuchni i nie uważaliśmy na dzieciaki. Gdy się odwróciliśmy, żeby je sprawdzić, zobaczyliśmy najbardziej obrzydliwą rzecz, jaką można sobie wyobrazić. Jeden z bliźniaków zajadał się gównem starszego dziecka...

To jak szybko zareagowaliśmy, prawdopodobnie może znaleźć się w Księdze rekordów Guinnessa. Ilość dziecięcej pasty do zębów użyta w tej sytuacji to jedna tubka. Ja i mój partner obiecaliśmy sobie, że nikt nigdy o tym się nie dowie, nawet wspomniane dzieciaki. A całus w usta od moich dzieci nigdy nie został w naszym domu przyjęty, między innymi dzięki temu wydarzeniu.

PS Wiem, że niektórzy rodzice dają buziaka w usta swoim dzieciom. Ja uważam to za obrzydliwe. I to nie ze względu na wyznanie. Mój ojciec był wychowany w ten sposób i nie widział w tym nic złego.

#HhpUm

Czekam na windę. Obok mnie stoi madka z małym Brajanem. Dziecko podchodzi do mojego psa i wkłada mu palec do ucha. Mówię mu, że nie wolno. OK, zanotowane. Wchodzimy do windy, biorę psa na ręce, a mały wyciąga swoje rączki w jego stronę. Myślę sobie, co się może stać? Kładę pieska na ziemię, a mały gówniak zaczyna bić go po pysku. Mówię mu grzecznie, że piesek cacy i nie wolno. Niezanotowane. Kopnął go. Krzyknęłam na niego, madka jakby wybudziła się z transu i zareagowała, bijąc (!) Brajana w rękę.

Dla mojego psa była to zapewne zabawa. Gówniak mały jeszcze, to i siły brak. Jednak czemu obca osoba ma tłumaczyć dzieciakowi, że zwierząt bić nie wolno? Madka powinna zająć się czymś więcej niż trzymaniem rowerka, bo jakby mój pies ugryzł małego, to pewnie zrobiłaby się afera.

#TnL1W

Od jakiegoś czasu pracuję jako kelnerka w restauracji. Jak to w takich lokalach bywa, klienci organizują u nas różne imprezy okolicznościowe, takie jak na przykład urodziny. Impreza jak impreza. Rodzina, jedzenie, alkohol. Urodziny odbywały się na drugim piętrze (restauracja ma dwa piętra). Jako że obsługiwałam tę imprezę, byłam zmuszona do biegania w górę i w dół. Podczas moich maratonów z daniami oraz talerzami mój wzrok przykuł jeden z gości. Młodzieniec mniej więcej w moim wieku (ok. 20 lat), cały czas wpatrzony we mnie i w każdy mój ruch. Nie ukrywam, zbytnio nie podobała się ta sytuacja, ale cóż, taka praca kelnerki.
Kiedy już impreza dobiegała końca, a goście się zbierali, ojciec owego młodzieńca podszedł do mnie z nietypowym problemem. Problem był następujący: „Proszę pani, wiem, że sprawa jest dość nietypowa, ale mój syn jest bardzo nieśmiałym chłopcem i bardzo wstydzi się podejść. Bardzo mu się pani spodobała i proszę w jego imieniu o jakiś namiar”. Ja trochę w szoku, spławiłam go. Kiedy już pierwsza fala zażenowania odeszła, przyszła kolejna w postaci jego matki. Kobieta, podziwiając moje maratony w górę i w dół, przyznała, że ja to muszę mieć naprawdę dużo siły i dobrą kondycję. I wtedy nagle i niepodziewanie wyparował z tekstem mój „adorator”, mówiąc: „Ale za to jaką ma pani fajną dupę, he, he”. I wtedy nastała cisza, a wzrok gości (w tym dzieci, które na słowo „dupa” reagują niekontrolowanym śmiechem) spoczął na moich biednych pośladkach.
Taki to był nieśmiały chłopiec...
Dodaj anonimowe wyznanie