#IaKdI

Latem pracowałam w kebabie. Był 40-stopniowy upał, więc gdy tylko miałam chwilkę, pobiegłam po zgrzewkę wody do sklepu obok. Stanęłam przy kasie i czekałam aż starszy pan około 70 lat zakupi gazetę z programem TV. Szuka portfela po kieszeniach, robiąc się już czerwony, i w końcu oznajmia "Zapomniałem pieniędzy!". Zmieszany bardzo przeprosił, wytłumaczył się i wyszedł. 

Zrobiło mi się go żal, bo być może kawał drogi szedł po gazetę, a tu wraca z pustymi rękoma, więc zakupiłam ją dla niego. Podbiegłam do tego pana szybko, wręczyłam gazetę rzucając tylko "to drobiazg" i uciekłam. 

Od tamtej pory ten pan był u mnie codziennie w kebabie choćby po małe frytki, życząc miłego dnia. Tak oto zdobyłam stałego klienta. Było warto choćby dla tego uśmiechu i życzliwości tego pana :)

#HWKKW

Opowiem wam skąd się bierze świadomość, że wewnętrznie czuje się inną płeć, niż ta zewnętrzna. Otóż znikąd!

Jestem chłopakiem, mam 17 lat, ale wewnętrznie niemal zawsze czułem się kobietą, nie tylko przez mój kobiecy wygląd. To uczucie towarzyszy mi od czasów, których nawet sam nie pamiętam.

Rozmawiałem z mamą na temat tego jak się czuję. Ciężko było mi się zebrać na odwagę, ale w końcu musiałem. Wtedy mama zaczęła mi opowiadać o moim dzieciństwie.

Mając 5 lat ubierałem dziewczęce ubrania, nazywałem siebie Paulinką i bawiłem się z dziewczynkami grając w klasy oraz skacząc na skakankach. Tak moje dzieciństwo wyglądało do czasów pierwszej klasy podstawówki. Tam coś uległo zmianie, bo byłem w otoczeniu większej ilości chłopaków, więc graliśmy na konsolach, bawiliśmy się w policjantów i złodziei, graliśmy w nogę. Mimo wszystko dalej przejawiałem chęci do zabaw z dziewczynami. Kiedy zacząłem być bardziej świadom tego, jak się różniłem od chłopaków zacząłem się zastanawiać, próbować zrozumieć siebie.

W gimnazjum doszło do punktu kulminacyjnego, poczułem, że pragnę być dziewczyną. Nosić damskie ubrania, trzymać się w paczce z dziewczynami, doświadczyć zalet i wad bycia kobietą. Robić wszystko to, czego nie powinienem, bo nie wypada, czy nawet dlatego, że fizycznie jest dla mnie niemożliwe. Wiem, że wiele kobiet narzeka na okres, spojrzenia w pracy, nachalnych facetów, ale one są sobą od zawsze, nie wiedzą jak wiele jest w stanie znieść ktoś, kto pragnie być kobietą.

Będąc kobietą robiłbym tak naprawdę dalej to co robię, moje plany na przyszłość, nauka, nie zmienią się. Ale zacznę wreszcie siebie lubić. Życie w niechcianej skórze jest bolesne, czuję się jakby brakowało mi ważnej cząstki mnie i dlatego cierpię. Pragnę skorzystać z szansy na zmianę płci, jeśli będę taką mieć. Wiem, że otoczenie nie będzie zadowolone, że nawet znajdą się ludzie, którzy będą chcieli mi to utrudnić. Ale to jeden z największych celów w moim życiu i nie chcę tego porzucić.

#EuZVX

Pierwszy dzień przedszkola. Podekscytowanie nowym miejscem i nowymi kolegami oraz koleżankami. Poszedłem do toalety na kupkę. Po wyjściu z toalety udałem się do przedszkolanki, ściągnąłem spodnie, wypiąłem się i grzecznie zapytałem, czy dobrze wytarłem pupę.

Patrząc na to z perspektywy chwili teraźniejszej aż trudno mi to jakoś skomentować.

#gdWDs

Nie lubię dzieci. Nigdy nie lubiłem. Mam dwoje.

Jakoś nikt nigdy mi nie powiedział, że nie muszę się żenić, a jak już się ożeniłem, to że nie muszę mieć dzieci. Asertywność nie była moją mocną stroną. Żona chciała dzieci, to spełniłem jej wolę.

Czy kocham moje dzieci? No pewnie, w końcu to moje dzieci. Ale ich nie lubię. Zawsze mnie irytowały. Że nie robią co im się każe, że nie chcą jeść co im się da, że mają własne zdanie "bo tak" i nie trafiają argumenty, że są.

Nie mogę się doczekać aż dorosną i się wyprowadzą.

#bWXmU

Kiedy byłam mała, u sąsiadów zalęgły się szczury. Było to starsze małżeństwo, więc poprosili mojego tatę o jakąś pomoc w ich zwalczeniu. Ja ciekawa świata zaczęłam dopytywać taty co tam ma i co robi (mój tata ma dość specyficzne poczucie humoru), więc odpowiedział mi wierszykiem o pewnej magicznej maści. Wierszyk bardzo mi się spodobał.

Następnego dnia poszłam z mamą do apteki, trzymała mnie na rękach i czekała na swoją kolej. Pani przed nami robiła zakupy i nie mogła przypomnieć sobie nazwy maści której potrzebowała, więc ja wypaliłam moim nowo poznanym wierszykiem, który leciał tak:
"Maść na szczury, maść na szczury
smarujemy szczura z góry, 
a odwrotnym ręki ruchem smarujemy go pod brzuchem,
po tygodniu szczur ten zdycha, maść kosztuje jedna dycha".
 
Ludzie w kolejce się śmieją, a moja mama nie widziała, co robić, czy uciekać czy zostać i zapaść się pod ziemię. Po tym incydencie mój tata miał zakaz opowiadania mi wierszyków, które nie zostały autoryzowane przez mamę.

#wfo6K

Dwa lata temu byłam opiekunką na kolonii. Zaznaczę, że wyglądam naprawdę bardzo młodo. Już tydzień przed kolonią wiedziałam, że będę mieć najstarszą grupę, ale nie przewidywałam większych problemów. O godzinie 19 dojechały dzieci - przywitanie, ognisko i rozejście do domków na rozpakunek i ustalenie harmonogramu na następny dzień.
Koło nas mieszkały 4 najstarsze dziewczyny, byłam u nich z 5 razy w ciągu godziny. Przy ostatnim spotkaniu zauważyłam coś niepokojącego w ich oczach, ale powiedziały, że to od soczewek (nie znam się, więc uwierzyłam). O godzinie 22:30 jedna z nich nie mogła wejść do domku, bo koleżanki zamknęły na klucz. Jak się okazało, dwie damy były pijane w trzy d*py, wymiotowały pod siebie, przewracały się itd., czyli stan upojenia alkoholowego. Zaskoczyła mnie reakcja rodziców, do których zadzwoniła kierowniczka, a oni odpowiedzieli: "Niech śpią, jutro będą cierpieć" - a dzieci po 15 lat. No cóż, karetka, policja i tak dzięki nim jechałam karetką pierwszy raz w życiu.

Tu dochodzimy do meritum, bo musiałam się nimi zająć, aż będą przytomne. Fajnie, ale nie chcieli mnie wpuścić na oddział, bo myśleli, że jestem ich koleżanką. Musiałam pokazywać dowód, dawać rodziców do telefonu, aby potwierdzili wszystko itd. Pielęgniarki widząc co przechodzę podeszły i zapytały mnie, czy chcę się zemścić. Ja z błyskiem w oku czekałam na reakcję dziewczyn na pomysł, który bardzo mi się spodobał.

Następnego dnia piętnastolatki obudziły się z pozakładanymi pampersami.

#27EHC

Kilka lat temu poznałam faceta, wydawał się miły i poukładany życiowo. Byłam szczęśliwa i zapatrzona w niego jak w obrazek. Byliśmy w związku, najpierw spotykaliśmy się codziennie, ze względu na małą odległość, potem pomieszkiwaliśmy u siebie na zmianę w zależności od rozkładu pracy i możliwości każdej ze stron. Z czasem zaczęły się problemy i awantury, których powodem było jego zamiłowanie do alkoholu i moje próby tłumaczenia, że ma z piciem problem. Na porządku dziennym były tłumaczenie, że lubi, a nawet musi pić dla zdrowia. Byłam młoda i głupio wierzyłam, że to tylko tak jak każdy młody lubi sobie czasem wypić. Najpierw piwko raz w tygodniu, potem coraz częściej i ciągłe zapewnienia ,że to dla przyjemności, że pije przez stres w pracy, czy problemy w domu rodzinnym.

Czas mijał, a ja coraz bardziej wypominałam mu jego używkę. Były rozstania i powroty bo pomimo swojego nałogu był bardzo troskliwy i odpowiedzialny, służył pomocą w każdej sytuacji, a ja go bardzo mocno kochałam. Problemem jest to, że niestety jestem nim zauroczona pomimo upływu czasu, wciąż nawet przy krótkiej rozmowie przez telefon serce mi wali jak jakiejś siksie. Nasz związek trwał ponad 6 lat. Od 2 lat relacja opiera się jedynie na dzwonieniu i pisaniu ze sobą. Nie umiem się od niego uwolnić i normalnie funkcjonować bo za nim tęsknię. Próbowałam już się odcinać od niego, nawet wyprowadziłam się do innego miasta, by tylko stanąć na nogi bez niego.

Próbowałam układać sobie życie z innymi facetami jednak zawsze w myślach porównywałam ich do mojej wielkiej miłości. Gdy już myślę, że udało mi się zapomnieć on się ze mną kontaktuje i wszystko co do niego czuję wraca. Dzisiaj będąc na urlopie w domu rodzinnym spotkałam go na mieście i czuję się tak jak w chwili gdy go pierwszy raz zobaczyłam. Nie wiem co mam robić. Kocham go, ale nie potrafię patrzeć i zaakceptować jak popija wieczorami. Nie umiem udawać, że nie mam z jego nałogiem problemu, jednocześnie nie potrafię go ostatecznie wykreślić ze swojego życia. Ani on ani ja pomimo upływu czasu nie założyliśmy rodzin ani nie jesteśmy w żadnych relacjach z innymi. Wiem, że ta znajomość jest toksyczna jednak nie potrafię o nim zapomnieć i żyć dalej. Nie umiem się przemóc by szukać sobie innego partnera chociaż mam ponad 30 lat.

#wzCVe

Miałem kiedyś sąsiada, którego wszyscy w klatce się bali. Porywczy, chamski, dość niebezpieczny gość, mimo że postury niespecjalnie imponującej.
100% homo, czego w żaden sposób nie ukrywał ale też nie epatował tym. Normalny, choć wredny facet.
Dość często imprezował, mając głęboko w poszanowaniu zachowanie ciszy nocnej. Zastraszeni mieszkańcy nie wzywali policji, ponieważ bali się odwetu.

Ja podchodziłem do tego z czymś w rodzaju respektu, jaki należy mieć przechodząc obok dużego, potencjalnie niebezpiecznego psa.

Mieliśmy scysję raz, gdy o drugiej w nocy wykręciłem mu po prostu bezpieczniki ze skrzynki znajdującej się na wspólnym korytarzu. Wyskoczył zza drzwi wściekły. Widząc mnie, uspokoił się jednak zadziwiająco szybko i zaakceptował moje tłumaczenie, że mi małe dziecko budzi.

Parę miesięcy później, poszedłem po raz kolejny ściszyć bardzo głośną zabawę. Tym razem zgodził się od razu ściszyć muzykę i zaprosił do udziału w imprezie.
Stwierdziłem, że nie zostawię żony samej w mieszkaniu i jeśli chcę to OK, ale musi zaprosić również ją. Ku mojemu zaskoczeniu, zszedł ze mną na dół i zrobił to.
Żona, mocno zaskoczona (ale w międzyczasie rozbudzona), stwierdziła, że właściwie możemy wejść na drinka.

Nasza mała córka przesypiała już noce i nie miała możliwości samodzielnego wyjścia z łóżeczka.

Towarzystwo powitało nas ciepło, dostaliśmy szklanki w dłonie i zaczęliśmy rozmawiać. Potem zaczęło się ciekawie.
Sąsiad ewidentnie zaczął mnie podrywać, nie przejmując się obecnością mojej żony. Sytuacja jak z obrazka, tyle, że płcie mi się nie zgadzały.
Jestem 100% hetero, widok całujących się mężczyzn wywołuje u mnie dyskomfort, więc nie patrzę.
Jakiś czas zajęło mi zrozumienie, że facet zachowuje się jak na komedii romantycznej z lat 60-tych i to ja jestem obiektem jego dość intensywnych starań.
Moja żona miała podobną zawieszkę i potrzebę zrobienia reset. Totalne odwrócenie ról i to w wersji hard. Bardzo trudno ją skonfundować i ten widok bardzo mnie rozbawił.
Zacząłem więc grać i akceptowałem poczynania sąsiada, czując się nieco jak w teatrze. Kontakt fizyczny (siedział tuż obok mnie), kładzenie dłoni na udzie itd.
W pewnym momencie stwierdził, że zmieni muzykę na taką jaka mi się podoba.
Trafił w mój gust.

Żona ochłonąwszy nieco, stwierdziła rzeczowo, że absolutnie nie zostawi mnie tu samego. Dlatego to ja, co kwadrans schodziłem na dół aby zajrzeć do dzieciaków.
Nic dalej się nie stało, nieco później poszliśmy do siebie.
Gdyby nie to, że 2 tygodnie po tym party wyprowadził się, chyba byśmy się zakumplowali.

#EKHki

Na początku lipca zacząłem się spotykać z pewną dziewczyną. Kilka dni temu byliśmy na imprezie u jej znajomych. Raczej nie jestem ich fanem, jest to wyjątkowo bananowe towarzystwo, na dodatek większość studiuje tak jak ona psychologię. Kontakt z jednym "psychologiem" można jakoś przeżyć, ale cała zgraja osób, które zaczynają człowiekowi tłumaczyć, że jego podrapanie się po nosie oznacza zaniedbanie go w dzieciństwie przez rodziców i brak emocjonalnej więzi z najbliższymi, to już jest wyższy poziom wk*rwu. 

Tak więc siedzę tam sobie, słucham o wpływie ułożenia stóp na rodzaj zjadanego pieczywa i nagle temat przechodzi na kredyty mieszkaniowe, bo ktoś z tego towarzystwa takowy wziął i teraz mieszka na "swoim". W końcu do głosu dochodzi jeden typek i zaczyna sensownie gadać: że to głupota, bo w dzisiejszych czasach jest zbyt duża dynamika zmian i nie opłaca się przywiązywać do jednego miejsca, bo to kłopot, lepiej mieszkanie wynajmować. Oczywiście poparłem typa, ale reszta chciała nas wszamać za głoszenie herezji. Moja dziewczyna nic na ten temat nie mówiła. Impra się skończyła. 

Budzę się rano w domu i widzę SMS-a od mojej dziewczyny, która napisała, że z nami koniec, bo ona nie może wiązać się z kimś, kto nie chce stabilizacji w postaci "własnego" mieszkania i kredytu. Nie wiedziałem, czy się śmiać, czy płakać, więc popłakałem się ze śmiechu.

#QDJCh

Jestem biseksualny. To tak na wstępie.
Poznałem bardzo miłą i inteligentną dziewczynę. Spotykamy się już jakiś czas. Niedawno poznałem jej rodziców, polubili mnie od razu. Więc w czym problem?
Otóż...
Niesamowicie kręci mnie jej ojciec.
To taki typ wyglądającego na swoje lata, ale mimo to jednak wciąż pociągający i przystojny. Taka męska wersja MILFa.
Ona wie o mojej orientacji, ale nie wie nic o tym wszystkim. Strasznie boję jej się powiedzieć, nie wiem jak na to zareaguje.
Zastanawiam się czy z nią nie zerwać, chociaż bym tego nie chciał bo jednocześnie strasznie mi na niej zależy.
Dodaj anonimowe wyznanie